Widok
Gdzie rodzić w Gdańsku??
Witam Drogie Panie, podpowiedzcie i podzielcie się doświadczeniem gdzie w naszym Gdańsku najlepiej wyruszyć na porodówkę? Osobiście waham się między Zaspą a Kliniczną, ale bardziej przemawia za mną Zaspa.
Czytałam wiele opinii na temat wszystkich gdańskich szpitali i na każdy jakiś hak się znajdzie.
Myślę, że mamy które są już po i rodziły nie dawno mogą mi pomóc za co będę bardzo wdzięczna. To moja pierwsza ciążowa przygoda stąd moje wszystkie wątpliwości.
Z góry dziękuje za pomoc :)
Czytałam wiele opinii na temat wszystkich gdańskich szpitali i na każdy jakiś hak się znajdzie.
Myślę, że mamy które są już po i rodziły nie dawno mogą mi pomóc za co będę bardzo wdzięczna. To moja pierwsza ciążowa przygoda stąd moje wszystkie wątpliwości.
Z góry dziękuje za pomoc :)
ja rodziłam na Zaspie 10 miesięcy temu. Zdecydowanie poleciłabym każdej nowej mamie, bo dla mnie było to pierwsze dziecko. Mimo że trwał remont ( podobno już się skończył ), nie można było się do niczego przyczepić. No może poza jedzeniem, ale ja miałam dostarczone codziennie przez kogoś z rodziny ( cesarka, więc leżałam 5 dni).
Ja mam nadzieje ze będę rodzic SN. Wlaśnie ciekawa jestem co oni remontowali nigdzie nie ma informacji na ten temat- wiesz może co było w remoncie? Najbardziej obawiam się o podejście położnych i ich humory oraz o warunki sanitarne bo czytałam ze jedna łazienka przypada na 5-6 kobiet. Chcialabym mieć farta i nie mieć dodatkowych nerwow z powodu podejścia lekarzy czy położnych. Dzięki młoda mamo za odpowiedz :-)
Ja rodzilam pod koniec maja na zaspie i ogolnie polecam. Mialam szczescie bo trafilam na swojego lekarza prowadzacego. Panie w izbie przyjec mile. Sala porodowa to maly pokoik troche z obskurny bo jak z prlu. Jedna lazienka na korytarzu tez bez szalu. Trafilam na dwie ziany poloznych. Pierwsza mloda bardzooooo sympatyczna a potem taka po 50 ale tez ok. U mnie skonczylo sie cesarka. Sala po operacyjna ladna i czysta pielegniarki mile i pomocne. Byly tez studentki ktore pomagaly po cesarce. Pozniej na normalnej sali tez wmiare ok. Akurat lezalam w 2. Jedzenie bylo ale jadlam wiec sie nie wypowiem. A pielegniarki roznie bo co chwile byla rotacja. Mialam problem z karmieniem to nie bardzo umialy pomoc. Poprostu najlepiej by odsiedzialy dyzur i do domu.
Właśnie mam wrażenie ze wszyscy robią łaskę ze w ogóle przyjdą do pracy. Chcialabym żeby dala mi znać jakas mama co rodziła siłami natury jak wygląda taki poród bo mam nadzieje ze nie będę miała cesarki. Dzięki Ikk za opis warunków, sądzę że to na kogo się trafi jest takie jak kumulacja lotto i trzeba się zdać na los. Ciekawa tylko jestem jakie są tam teraz warunki po tym remoncie bo ta sala porodowa z PRL trochę przeraza :-)
Dziewczyny, po do zaśmiecać forum wciąż tymi samymi zapytaniami? Naprawde myślicie że skoro poprzedni post jest z przed kilku miesięcy to wiele się tam zmieniło? Dobrze wiadomo, że w szpitalach LATAMI nic się nie zmienia.
I taka rada gdzie rodzić: tam gdzie najbliżej! Bo i tak wszystko zależy przede wszystkim od personelu na jaki się trafi i ich humoru!
I taka rada gdzie rodzić: tam gdzie najbliżej! Bo i tak wszystko zależy przede wszystkim od personelu na jaki się trafi i ich humoru!
Nie zaśmiecam forum tylko chce dowiedzieć się tego co mnie interesuje a podobnego tematu nie widziałam. Dobrze ze Ty wiesz ze w szpitalu latami nic się nie zmienia ja mam inne informacje i tego chciałam się dowiedzieć. To że szpital jest blisko nie znaczy ze jest dobry nie chodzi tylko o personel ale i o możliwości szpitala wiec za Twoja rade szczerze dziękuję ale do niczego mi się nie przyda.
http://forum.trojmiasto.pl/Kliniczna-czy-Zaspa-gdzie-rodzic-t583175,1,16.html
Wątek z przed 18 dni. Faktycznie podobnych wątków nie ma ;)
Wątek z przed 18 dni. Faktycznie podobnych wątków nie ma ;)
Kliniczną polecam ze względu na możliwość wyboru płatnych sal poporodowych - 1-lub 2-osobowej z łazienką - to jednak olbrzymie udogdnienie; dostępność znieczulenia na żądanie; no i brak jakiejś chorej polityki parcia do porodu SN za wszelką cenę. Ja akurat rodziłam SN, ale wcześniej leżałam jakiś czas na patologii i widziałam, że w przypadku gdy poród zaczynał tylko przybierać niepokojący obrót przewozili dziewczyny szybciutko na CC, żeby nie narażać życia i zdrowia ich i dzidziusiów, to samo w przypadkach kiedy były wczesniej prawdziwe wskazania. Jedno co mi skopali to szycie po porodzie i za to zła na nich jestem bardzo. A i pracuje tam wspaniała położna - pani Jadzia. Z nią samą mogłabym rodzić w domu.
Czapla a czy wiesz ile kosztuje taka sala jednoosobowa? Zależało by mi na tym żeby mieć spokój i to byłoby super. Boje się cięcia krocza właśnie i tez chciałabym żeby mnie to ominęło, a myślę że szpitale nie patrzą na to co mówi pacjentka tylko na to żeby sobie ułatwić pracę i żeby było z szybko z głowy...
Wiem ze i Zaspa i Kliniczna mają warunki żeby opiekować się maluchami i dziękuję za opinie o oddziale :-)
Wiem ze i Zaspa i Kliniczna mają warunki żeby opiekować się maluchami i dziękuję za opinie o oddziale :-)
2-osobowa kosztowała w 2013 ok. 120-150 zł za dobę, jedynka więcej, nie pamiętam ile (250?). Ale ja się cieszyłam z dwuosobowej bo pierwszą dobę leżałam z dziewczyną, która urodziła już drugie dziecko i bardzo mi pomogła i wyjaśniła co i jak robić (bardziej niż położna). A drugą dobę już byłyśmy samę z małą:)
Ale warto wydać tą kasę zdecydowanie. Dla tych sal jest oddzielna wspólna łazienka z prysznicem a to po porodzie olbrzymie udogodnienie. Dzidzię można postawić w łóżeczku przy drzwiach i spokojnie korzystać z łazienki. No i mnóstwo miejsca na wszystkie rzeczy w takiej sali jest. Ja wcześniej byłam na patologii i nazbierało mi się mnóstwo toreb, zanim mąż to poodbierał nie wiem gdzie bym to trzymała. Trzeba tylko trochę szczęścia, żeby akurat te sale były wolne kiedy będziesz rodzić.
Ja cały czas jak zafiksowana powtarzałam, że nie chcę cięcia w czasie trwania porodu - i co z tego. Przecięli nawet nie wiem kiedy.
Dlatego te wszystkie piękne historie z "rodzić po ludzku" i respektowaniem planu porodu można według mnie między bajki włożyć. Inna sprawa, że faktycznie potem tak bardzo nie jest to ważne.
Ale warto wydać tą kasę zdecydowanie. Dla tych sal jest oddzielna wspólna łazienka z prysznicem a to po porodzie olbrzymie udogodnienie. Dzidzię można postawić w łóżeczku przy drzwiach i spokojnie korzystać z łazienki. No i mnóstwo miejsca na wszystkie rzeczy w takiej sali jest. Ja wcześniej byłam na patologii i nazbierało mi się mnóstwo toreb, zanim mąż to poodbierał nie wiem gdzie bym to trzymała. Trzeba tylko trochę szczęścia, żeby akurat te sale były wolne kiedy będziesz rodzić.
Ja cały czas jak zafiksowana powtarzałam, że nie chcę cięcia w czasie trwania porodu - i co z tego. Przecięli nawet nie wiem kiedy.
Dlatego te wszystkie piękne historie z "rodzić po ludzku" i respektowaniem planu porodu można według mnie między bajki włożyć. Inna sprawa, że faktycznie potem tak bardzo nie jest to ważne.
Dziewczyny, nie demonizujcie nacięcia! Ja mam teraz ten problem, że położna nie chciała mnie naciąć, mimo iż krzyczałam, żeby cięła, bo mocniej przeć nie dam rady. W końcu mnie nacięła, ale mam teraz uszkodzone mięśnie dna miednicy i wizję operacji za kilka lat. Naprawdę nie warto walczyć o "ochronę krocza", zwłaszcza jeśli jest się pierworódką, ma silne mięśnie krocza lub duże dziecko. Ból obniżonego pęcherza czy wypadającej macicy po porodzie jest dużo gorszy niż małe nacięcie, które łatwo się goi i po paru tygodniach boleć przestaje. Uszkodzonych mięśni dna miednicy praktycznie nie da się odbudować.
Czapla chciałabym jedynkę nie ukrywam :-P jeszcze jak bym miała swoją łazienkę to raj by był. Ogólnie miałam wizję porodu w wannie ale z tym mogę się pożegnać bo chyba mają ja tylko w wojewodzkim a tam nie chce rodzic. Jeśli chodzi o nacinanie krocza to się boje bo raz naogladalam się programów gdzie przychodziły babki źle zaszyte po porodzie i potem mnóstwo problemów i ze zdrowiem i z estetyką i nie mówiąc potem o lozkowych sprawach. Wiem ze jest żel porodowy, który ułatwia cały drugi etap porodu i chroni kanał rodny i macice właśnie i myślę że go kupie i będę chciała go zastosować. Jeśli nie ominie mnie mimo to rozcięcie to może łatwiej pójdzie bo to moja pierwsza przygoda :-) Dzięki dziewczyny ze dajecie mi te wszystkie info bardzo mi to pomaga
Żel porodowy chroni tylko i wyłącznie pochwę, i to przed otarciami, a nie przed pęknięciami. Jak masz duże dziecko, silne mięśnie krocza i przesz z całych sił to i tak popękasz, u mnie skończyło się "tylko" na popękanej pochwie i zniszczonych mięśniach, popękany odbyt do dopiero coś. Szczerze mówiąc nie znam żadnej rodzącej, która nie była szyta - albo nacięcie, albo pęknięcie, albo szyjka, albo "tylko" popękana pochwa, ale szycie chyba nikogo nie omija :) A uwierz, dużo gorsze problemy ze zdrowiem są, jak bez nacięcia popękasz lub tak jak u mnie, uszkodzą Ci się mięśnie :(
A co do tego, gdzie rodzić w Gdańsku - czasami zdarzają się blokady na porodówkach i wtedy niestety rodzisz tam, gdzie mają miejsce, chociażby i w Kartuzach.
A co do tego, gdzie rodzić w Gdańsku - czasami zdarzają się blokady na porodówkach i wtedy niestety rodzisz tam, gdzie mają miejsce, chociażby i w Kartuzach.
Hela masz racje, że lepiej wybrać mniejsze zło, ale ja po prostu sobie wkręciłam i się tego boję. Nawet nie boję się samego porodu nie chcę zzo tylko wezmę gaz bo wiem, że ból przecierpię. Najgorzej jest tylko z tym okropnym nacinaniem, wiem i wolałabym rodzić SN bo i mam biodra i teoretycznie rekonwalescencja jest szybsza ale los różne płata figle. Możecie się, że mnie śmiać bo wiecie co to jest ale jak dla mnie to trochę też właśnie taki strach przed nieznanym. Może w tej sytuacji nie będzie wyjścia bo będzie jakieś zagrożenie i się skończy cesarką. Tak naprawdę nie wiem co gorsze. Mam jeszcze kilka miesięcy do tego i z dnia na dzień coraz więcej obaw. A co mi powiecie o szkole rodzenia? Warto iść czy nie ? Bo wydaję mi się, że sam poród jest się w stanie przejść bez szkoły tym bardziej że nie ma się scenariusza. Wydaję mi się, że oni tam bardziej przygotowują do opieki nad malcem niż do samego porodu bo sądzę że jak na moje do porodu przygotować się nie da a jak już się to dzieję to pomagają położne. A o oddychaniu można poczytać chociażby w necie- dajcie znać o swoich opiniach :)
Naprawdę nie ma co się bać nacięcia. Teraz nienacinanie jest "w modzie", pacjentki się upierają na nienacinanie, nie znając możliwych konsekwencji, stresując położne, grożąc konsekwencjami itp... No i ja niestety na taką "położną po przejściach" trafiłam - babka sprawiała wrażenie, jakby bała się mnie naciąć. Rozmawiałam potem z bardzo doświadczonym lekarzem i on twierdzi, ze konsekwencje nienacinania pierworódek i kobiet rodzących duże dzieci będą widoczne dopiero w wieku okołomenopauzalnym, jeśli nawet nie są widoczne od razu (tak jak u mnie :( ). Nie traktuj tego jako "nieznane", bo kobiety były nacinane od dziesięcioleci i jeżeli już jakieś komplikacje następowały, to zazwyczaj przez złe szycie, a jak już wspominałam wcześniej - nie słyszałam o ŻADNEJ kobiecie, która w ogóle nie byłą szyta po porodzie, więc unikając nacięcia i tak pewnie nie unikniesz szycia.
Co do szkoły rodzenia, to warto się wybrać, jeżeli chce się rodzić z mężem. Część lekarzy i położnych kręci nosem na obecność przy porodzie męża, który nie skończył szkoły rodzenia, a i tatusiom potrafi nieźle odbić, jeśli nie zdawali sobie wcześniej sprawy, że poród wiąże się z bólem, krwią i innymi atrakcjami, jakich nie pokazują na filmach ;)
Co do szkoły rodzenia, to warto się wybrać, jeżeli chce się rodzić z mężem. Część lekarzy i położnych kręci nosem na obecność przy porodzie męża, który nie skończył szkoły rodzenia, a i tatusiom potrafi nieźle odbić, jeśli nie zdawali sobie wcześniej sprawy, że poród wiąże się z bólem, krwią i innymi atrakcjami, jakich nie pokazują na filmach ;)
Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś urodził ponadczterokilogramowe dziecko bez nacięcia, jako pierworódka. A urodzić musiałam "szybko", bo dziecko owinęło się pępowiną i spadało mu tętno. Najoczywistszym rozwiązaniem jest wtedy nacięcie, ale jak już wspominałam, miałam prawdopodobnie położną po przejściach. Zgadzam się, że wiele porodów da się przeprowadzić bez nacięcia, ale głównie chodzi mi o to, żeby nacięcia NIE DEMONIZOWAĆ. W moim przypadku było konieczne, a ja niestety padłam ofiarą akcji "Nie daj się naciąć".
Wiola,
doskonale Cię rozumiem, bo przed porodem najbardziej bałam się właśnie tego co się porobi z kroczem - nacinanie, popękanie - jak to słyszałam to mną dosłownie trzęsło. Dlatego tak się upierałam, żeby nie cięli (bezskutecznie jak już mówiłam). Cięcia faktycznie nie ma się co bać - jest czyste, proste i łatwe do zszycia - co innego pęknięcia szyjki itd. Postaraj się jednak uwierzyć w to co wszyscy zawsze mówią - w trakcie porodu przyjmiesz każdą pomoc, która ułatwi dziecku przyjście na świat i przyśpieszy sprawę, a potem będziesz zbyt zajęta dzieckiem, opieką nad nim, jego potrzebami i to będzie wszystko takie przytłaczające, przerażające, a jednocześnie niesamowite i wyjątkowe żeby wspominać jakieś parę godzin na porodówce;)
A na klinicznej jest wspólna łazienka dla jedynki i dwójki - jest między tymi pokojami.
doskonale Cię rozumiem, bo przed porodem najbardziej bałam się właśnie tego co się porobi z kroczem - nacinanie, popękanie - jak to słyszałam to mną dosłownie trzęsło. Dlatego tak się upierałam, żeby nie cięli (bezskutecznie jak już mówiłam). Cięcia faktycznie nie ma się co bać - jest czyste, proste i łatwe do zszycia - co innego pęknięcia szyjki itd. Postaraj się jednak uwierzyć w to co wszyscy zawsze mówią - w trakcie porodu przyjmiesz każdą pomoc, która ułatwi dziecku przyjście na świat i przyśpieszy sprawę, a potem będziesz zbyt zajęta dzieckiem, opieką nad nim, jego potrzebami i to będzie wszystko takie przytłaczające, przerażające, a jednocześnie niesamowite i wyjątkowe żeby wspominać jakieś parę godzin na porodówce;)
A na klinicznej jest wspólna łazienka dla jedynki i dwójki - jest między tymi pokojami.
To zależy z tym nacięciem. Ja i pękłam, i byłam nacięta - rozmiary podobne, bo za każdym razem miałam 4 szwy. Zdecydowanie gorzej poleca, nacięcie, które samo nie bolało, nawet nie czułam nacięcia. Jednak gojenie dużo sprawniej poszło przy pęknięciu naturalnym. Bardzo szybko mogłam normalnie siadać, a po nacięciu to ponad tydzień siadałam na jednym bądź drugim pośladku. NIe ma reguły a każdy przypadek jest inny.
Dziewczyny ja tego lęku się chyba nie wyzbędę, to trzeba samemu przeżyć :P Wiadomo żeby lepiej rozcięli niż miałabym pęknąć ale i jedno i drugie wywołuje u mnie dreszcze. Dzisiaj utwierdziłam się jeszcze w tym, żeby rodzić na Zaspie. Dostałam info że tak jak pisała Ew remont porodówki skończył się teraz a inne remonty na oddziale położniczym mają się skończyć do końca roku. Nie wiem co konkretnie bo dostałam informację ogólną ale zawsze to coś. Ja mam termin na 14 lutego więc może uda mi się już trafić na super warunki i humory wszystkich pracowników.
Odnośnie porodu naturalnego jeszcze kiedyś oglądałam program gdzie spierano się co jest lepsze czy SN czy CC i lekarz mówił że przy każdym normalnym porodzie czyt. SN wzrasta ryzyko opuszczenia macicy, pęcherza i potem nie trzymania moczu itd. Jak dla mnie to chyba jedyny powód żeby rodzić przez CC bo wydaję mi się że potem dłużej się do siebie do chodzi i odczuwa się wszystkie te szwy i na brzuchu i na macicy. Z drugiej strony trzeba by chyba drużynę piłkarską urodzić albo mieć strasznego pecha, żeby po latach od porodu 1-2 dzieci mieć takie problemy. Chyba, że nawet jedno dziecko może to spowodować tego nie wiem ? Z drugiej strony patrzeć gdyby każdy tak podchodził to sprawy to dzieci w ogóle by się nie rodziły bo każda kobieta by się bała. Na szczęście jest takie forum gdzie można pogadać podzielić się obawami i wiedzą i to jest super dziewczyny :)
Odnośnie porodu naturalnego jeszcze kiedyś oglądałam program gdzie spierano się co jest lepsze czy SN czy CC i lekarz mówił że przy każdym normalnym porodzie czyt. SN wzrasta ryzyko opuszczenia macicy, pęcherza i potem nie trzymania moczu itd. Jak dla mnie to chyba jedyny powód żeby rodzić przez CC bo wydaję mi się że potem dłużej się do siebie do chodzi i odczuwa się wszystkie te szwy i na brzuchu i na macicy. Z drugiej strony trzeba by chyba drużynę piłkarską urodzić albo mieć strasznego pecha, żeby po latach od porodu 1-2 dzieci mieć takie problemy. Chyba, że nawet jedno dziecko może to spowodować tego nie wiem ? Z drugiej strony patrzeć gdyby każdy tak podchodził to sprawy to dzieci w ogóle by się nie rodziły bo każda kobieta by się bała. Na szczęście jest takie forum gdzie można pogadać podzielić się obawami i wiedzą i to jest super dziewczyny :)
Wiola, no właśnie mi się to niestety przytrafiło już po pierwszym dziecku, lekarze mówią, że to się bardzo rzadko zdarza, więc Ty nawet o tym nie myśl - miałam po prostu wielkiego pecha. Na szczęście mamy XXI wiek, jest medycyna, operacje i na to się nastawiam ;) Koniec końców wolę opcję dzieci + waginoplastyka, niż "ciasna c*pka" do końca życia i brak dzieci. Po cesarce też się zdarzają różne komplikacje, a opuszczenie pęcherza zdarza się nieraz po ciąży samej z siebie, bez względu na rodzaj porodu.
Niby mam obawy i o to krocze i o pęcherz macice cały ten poród, ale tak jak piszesz że lepiej mieć dzieci a dolegliwości pokonać z czasem niż dzieci nie mieć i nie mieć też innych problemów. Ciekawa jestem co to za uczucie, dopiero niedawno zaczęłam czuć ruchy małego ale sądzę że jak sie urodzi i zobaczy to zaczyna sie całkiem inny rozdział i caly ból i obawy idą na bok. Trzeba zdać się na los i pogodzić się z tym co będzie. Caly czas mam tylko jeszcze wątpliwości co do tej szkoły rodzenia bo wiem że ciężko byłoby aby mąż był na każdych zajęciach a mi samej nie wiem czy to tak potrzebne. I on i ja chcemy żeby był przy porodzie i mam nadzieję, że nie zemdleje :-)
Ja jestem po dwóch cc, oba z konieczności i jakbym mogła wybierać zdecydowanie wolałabym SN. Po drugim cc miałam pęknięcia pęcherza moczowego, peknięcie macicy i do teraz odbywam maraton po lekarzach żeby doprowadzić siebie do ładu. W porównaniu z tym co przeszłam, pęknięcie czy nacięcie krocza to pikuś..
Nie wiem czy wchodziłaś na tą stronę tutaj są opisane warunki każdego ze szpitali i jeszcze pod spodem opinie pacjentek może znajdziesz coś dla siebie. Ja osobiście nie poszłabym do wojewódzkiego bo moim zdaniem na chwilę obecną są tam najgorsze warunki ze wszystkich szpitali.
http://www.gdzierodzic.info/placowka/szukaj?province_id=12&city=Gda%C5%84sk&zipcode=&distance=10
http://www.gdzierodzic.info/placowka/szukaj?province_id=12&city=Gda%C5%84sk&zipcode=&distance=10
Ja rodziłam w kwietniu w wojewódzkim i nic złego nie powiem. Sala porodowa duża i wyposażona , można skakać, tańczyć, chodzić:)) W przeciwieństwie do zaspy , gdzie mnie podpieli pod komp w ciasnym boksie i leżałam tak kilka godzin z łaską opinali na siku.
Położne trafiłam ok:) miłe i cierpliwe oraz studentki którym nieba bym teraz przychyliła:D
No może lekarz zszywający mało uprzejmy lub bardzo specyficzny. Warunki jak to w polskim szpitalu:D Po dwóch porodach w różnych szpitalach ponownie wybrałabym wojewódzki:)
Położne trafiłam ok:) miłe i cierpliwe oraz studentki którym nieba bym teraz przychyliła:D
No może lekarz zszywający mało uprzejmy lub bardzo specyficzny. Warunki jak to w polskim szpitalu:D Po dwóch porodach w różnych szpitalach ponownie wybrałabym wojewódzki:)
Najchętniej rodziłabym na Klinicznej, a potem szybko uciekła poleżeć na oddział dla położnic gdzie indziej byle nie tam :P zabrałbym ze sobą tylko lekarzy i wszystkich z neonatologii.
Rodziłam tylko na Klinicznej i mimo paskudnego doświadczenia z sanitariatem i położnymi na oddziale dla położnic to polecam. Sam poród (opieka) i porodówka - super - spore pokoje (jedynki, nie boksy), wygodne łóżka, własna łazienka z prysznicem, bezproblemowe ZZO, nie trzymają ciągle pod ktg choć czasem trzeba sie upomnieć o odpięcie, ale problemów nie robią, fajne położne na porodówce i naprawdę w porządku lekarze - rodziłam przez 2 zmiany.
Potem już hardkor z warunkami i położnymi, ale też do przeżycia, opieka lekarska i noworodkowa za to w moim odczuciu super przez cały pobyt (5dni).
Rodziłam tylko na Klinicznej i mimo paskudnego doświadczenia z sanitariatem i położnymi na oddziale dla położnic to polecam. Sam poród (opieka) i porodówka - super - spore pokoje (jedynki, nie boksy), wygodne łóżka, własna łazienka z prysznicem, bezproblemowe ZZO, nie trzymają ciągle pod ktg choć czasem trzeba sie upomnieć o odpięcie, ale problemów nie robią, fajne położne na porodówce i naprawdę w porządku lekarze - rodziłam przez 2 zmiany.
Potem już hardkor z warunkami i położnymi, ale też do przeżycia, opieka lekarska i noworodkowa za to w moim odczuciu super przez cały pobyt (5dni).