Widok
Dlaczego?Więc tutaj można tylko kupować/sprzedawać i umieszczać lekkie tematy a temat wiary tak istotny chować w kąt i po kryjomu o nim rozmawiać? Forum jest po to by poruszać przeróżne tematy. Każdy ma prawo wyrazic swoja opinię więc zapraszam moherki i wszystkie inne osoby. Nie muszę się z nimi zgodzić ale chętnie poczytam co napiszą.
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Właśnie dlatego, że nie jest to lekki temat i żeby wyjaśnić całość swojej postawy nie wystarczy "czytam Biblię" albo "chodzę na lody zamiast do kościoła w niedzielę".
Nie napisałam o rozmawianiu po kryjomu, tylko w bardziej bezpośrednich warunkach... Bo na forum nie jestem w stanie wyjaśnić wszystkiego... Ktoś czegoś nie doczyta, przeinaczy, spaczy...
Ja się modlę, choć najczęściej nie regułkami, co niedzielę z mężem chodzę do kościoła (i przystępujemy do sakramentów). Znam Pismo Święte. Ślub był dla nas sakramentem, a nie "przedstawieniem"
Ale w swoim życiu miałam okres ok 8 lat totalnego buntu i moze nie wrogości, ale odejścia od...
I spotkałam wielu ludzi, ateistów, którzy naprawdę rozsądnie argumentując swoją "nie"wiarę, ale jednocześnie żyli etycznie i ich na prawdę szanuję.
Ciężko mi szanować zaślepionych swoją prawdą "krzykaczy" - zarówno po jednej jak i drugiej stronie.
Tych, dla których ksieża to wyłącznie pedofile łasi na $$$ (o takich jest głośno i też spotkałam takich, którzy "minęli się z powołanie).
I tych, dla których, to że ktoś ma inne zdanie niz oni-przenajświętsi, to znaczy, ze jest diabłem wcielonym...
Jedak to oni najgłośniej się odezwą... Bo ci pozostali po prostu pozostaną w swoim świecie świadcząc swoją postawą, dobrocią...
Ja w stosunku do siebie i wiary (szeroko pojętej) usłyszałam, że jestem bardzo konserwatywna w stosunku do siebie samej i bardzo liberalna w stosunku do innych.
Nie napisałam o rozmawianiu po kryjomu, tylko w bardziej bezpośrednich warunkach... Bo na forum nie jestem w stanie wyjaśnić wszystkiego... Ktoś czegoś nie doczyta, przeinaczy, spaczy...
Ja się modlę, choć najczęściej nie regułkami, co niedzielę z mężem chodzę do kościoła (i przystępujemy do sakramentów). Znam Pismo Święte. Ślub był dla nas sakramentem, a nie "przedstawieniem"
Ale w swoim życiu miałam okres ok 8 lat totalnego buntu i moze nie wrogości, ale odejścia od...
I spotkałam wielu ludzi, ateistów, którzy naprawdę rozsądnie argumentując swoją "nie"wiarę, ale jednocześnie żyli etycznie i ich na prawdę szanuję.
Ciężko mi szanować zaślepionych swoją prawdą "krzykaczy" - zarówno po jednej jak i drugiej stronie.
Tych, dla których ksieża to wyłącznie pedofile łasi na $$$ (o takich jest głośno i też spotkałam takich, którzy "minęli się z powołanie).
I tych, dla których, to że ktoś ma inne zdanie niz oni-przenajświętsi, to znaczy, ze jest diabłem wcielonym...
Jedak to oni najgłośniej się odezwą... Bo ci pozostali po prostu pozostaną w swoim świecie świadcząc swoją postawą, dobrocią...
Ja w stosunku do siebie i wiary (szeroko pojętej) usłyszałam, że jestem bardzo konserwatywna w stosunku do siebie samej i bardzo liberalna w stosunku do innych.
Nusia bo Cię nie znał i tak jak ktoś wyżej napisał miałaś pewnie inne zdanie na jakiś temat... jestem świadoma tego co się dzieje na forum, obserwuję i czasami się za głowę łapię jak mało tolerancyjni czasami są ludzie i jak wielka przyjemność sprawia im zrównanie kogoś z błotem- tylko dlatego że się z kimś nie zgadzają, tylko taki urok tego forum-wolność słowa gdyby wszyscy się ze sobą zgadzali, byli wobec siebie mili nie było by tak często odwiedzane a kiedy jest najwięcej zalogowanych? jak jest afera-ludzie to lubią...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Nie chodzi mi o napisanie tylko tych dwóch zdań...widzisz a Tobie się Aga jednak udało. :) Masz rację, istnieją też Ci którzy popadają w skrajności zarówno Ci wierzący jak i ci nie wierzący. Ciekawe jak wiele jest par które do ślubu podchodzą jak Ty. Az miło było to przeczytać że był to dla Was sakrament a nie przedstawienie. Co do tego że jest masa osób które twierdzą że księża to pedofile i łasi na $$$ to fakt-tylko trzeba pamietac o tym że każdy z Nas zostanie rozliczony za swoje postępowanie, za swoje grzechy a nie za grzechy innych. W dniu sądu ostatecznego nie będzie hierarchii także czy ksiądz czy bandyta staną obok siebie i otrzymają sprawiedliwe wyroki...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
ja tez mimo ze nie chodze co tydzien do kosciola to mojacorke wychowuje w wierze ze jest Bozia ze tzreba sie modlic o zdrowie moje odczucia sa zdedne to moja sprawa.Dzieki Bogu jest moja corka bez Niego nie miala bym jej.:)Czlowiek sam to moze herbate zrobic ktos wyzej siedzi i decyduje za nas i dla nas.
to dla mnie bardzo trudna kwestia. Wychowalam się w rodzinie właściwie niewierzącej. Nie miałam wsparcia jak chcialam być jakoś blizej Boga. Miałam okres, kiedy jeździłam na rekolekcje, zdjazdy młodzieżowe, chodziłam czesto do koscioła wtedy-rodzina patrzyła na mnie jak nawiedzoną dewotkę. Po jakimś czasie mi przeszło to cieszyli sie ze znormalnialam. Oczywiście nie będę zwalać wszystko na rodziców i otoczenie, bo to mnie nie usprawiedliwia.
czasem byłam blizej czasem dalej Boga. Mamy z meżem slub koscielny i to jest dla mnie ważne. Rzadko chodze do kościoła, spowiadam sie tak mniej więcej raz na rok, przy jakimś chrzcie czy czymś odklepując regułkę, bo nie jestem w stanie jakoś porozmawiać z ksiedzem i otworzyć się.
Cieżko mi w ogóle rozmawiać na te tematy.Mąż tez widze,że za bardzo nie umie . Nie wiem jak za kilka lat rozmawiać z własnymi dziećmi o Bogu.
Modlę się czasem. Ale wiecie Często czuję tą pomoc z góry i to jest niesamowite.Mimo wszystko,że ja taka trochę obok tej wlaściwej drogi.
czasem byłam blizej czasem dalej Boga. Mamy z meżem slub koscielny i to jest dla mnie ważne. Rzadko chodze do kościoła, spowiadam sie tak mniej więcej raz na rok, przy jakimś chrzcie czy czymś odklepując regułkę, bo nie jestem w stanie jakoś porozmawiać z ksiedzem i otworzyć się.
Cieżko mi w ogóle rozmawiać na te tematy.Mąż tez widze,że za bardzo nie umie . Nie wiem jak za kilka lat rozmawiać z własnymi dziećmi o Bogu.
Modlę się czasem. Ale wiecie Często czuję tą pomoc z góry i to jest niesamowite.Mimo wszystko,że ja taka trochę obok tej wlaściwej drogi.
każdy ma swoją drogę do poznania i pokochania Boga, wydaje mi się, że najłatwiej jest tym, którzy mądra wiare wynieśli z domu rodzinnego. Trudniej jest tym którzy bez pomocy rodziców musza odnaleźć Boga. Ale każda droga jest dobra, bo zmusza człowieka do bycia lepszym - prawdziwą wiara nie zmieni nikogo na gorsze. jedyne czego nie jestem w stanie zaakceptować, to zachowania ludzi, którzy nie szanują sakramentów i traktują je jako "przedstawienie" dla dziadków i cioć.
Mamo misi w bibli jest napisane: "Nie będziesz miał żadnych pośredników między Bogiem a człowiekiem prócz Jezusa Chrystusa" modlić się trzeba do Boga... on jest tym najpotężniejszym... Ja również pochodziłam z rodziny niby wierzącej-ale dla ludzi, na siłę zmuszano mnie bym chodziła do koscioła żeby sąsiedzi nie gadali, nauczyli na pamięć pacierza i kazali klepać na kolanach codziennie przed snem. Moją drogę do wiary odnalazłam w wieku 24 lat, dzięki koleżance. Denerwuje mnie również polityka kościoła, czasami sama czuję się zagubiona ale modlę się i wiem że Bóg mnie wysłuchuje. Fajnie ktos napisał że czuje pomoc z góry-Alleluja!!! ta pomoc z góry płynie wystarczy otworzyc serce i pozwolić działać Bogu. Czasami co niektóre osoby które się tu udzielają i uważają że są przecież wzorem do naśladowania powinny usiąść i przemyśleć co robią, tutaj powoli robi się strasznie, niektórzy boją się wychylić z własnymi przekonaniami-dlaczego? boją się że zostaną napiętnowani i wyśmiani, troche to irytujące... pozwólcie ludziom mieć inne zdanie, bądźcie tolerancyjni "Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamieniem" Która/y z Was może rzucić?
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
A ja wierzę w Boga, ale nie wierzę w kościół. Księża to dla mnie lumpy proletariackie. A modlę się wtedy, gdy mój synek biega sobie szczęśliwy i radosny po łące. I dziękuję wtedy za to, co mam. Do kościoła nie chodzę, ale staram się być dobrym człowiekiem i nikogo nie krzywdzić. To tyle jeśli chodzi o moją wiarę.
wierze w Boga , chodze do kosciola itd choc z czasem zaczelam coraz wiecej uswiadamiac sobie spraw , ktore powodowaly i powoduja ze czasem trudno jest z tym wszystkim byc
ksieza - so rozni - to tez ludzie jednakze jak mozna zyc w prawdzie z tym wszystkim jesli ksiadz zyje sobie w sposob malo moralny a potem prawi mi kazania w konfesjonale ....
nie ze wszystkim sie zgadzam , nie wszystko akceptuje co ustanowil kosciol i trudne to jest
jednakze najwazniejsze by czlowiem uswiadamial sobie swoja małosc i slabosc i to ze nie od niego samego wszystko zalezy
i to co zostao napisane : kto pierwszy bez grzechu niechaj rzuci kamien
a ile w ludziachjadu, fałszu, nienawisci , obłudy - nienawidze tego
ksieza - so rozni - to tez ludzie jednakze jak mozna zyc w prawdzie z tym wszystkim jesli ksiadz zyje sobie w sposob malo moralny a potem prawi mi kazania w konfesjonale ....
nie ze wszystkim sie zgadzam , nie wszystko akceptuje co ustanowil kosciol i trudne to jest
jednakze najwazniejsze by czlowiem uswiadamial sobie swoja małosc i slabosc i to ze nie od niego samego wszystko zalezy
i to co zostao napisane : kto pierwszy bez grzechu niechaj rzuci kamien
a ile w ludziachjadu, fałszu, nienawisci , obłudy - nienawidze tego
ale pamiętajcie że ksiądz również zostanie odpowiednio rozliczony ze swojego zycia, my wierzymy że jest prawym człowiekiem a jakim jest naprawdę pozostawiam jego sumieniu do rozliczenia.
W ludziach niestety coraz więcej zawiści i fałszu. Bardziej będą dyskutowały nad czyjąś porażką wytykając mu błędy niż kiedy się czymś pochwali wtedy często lecą teksty zawistne. Niestety...
ja również nie akceptuję wymysłów kościoła, między innymi modlenia się do figurek-przypowesc w biblii taka byla gdy Jezus modlił sie do Boga na górze a jego uczniowie zbudowali byka ze zlota i modlili sie do niego-Jezus rozzłościł sie gdy to zobaczyl wtedy padły słowa" Czyż Wam nie mówilem żeby nie mieć pośredników między Bogiem a człowiekiem prócz Jezusa" a w kościele co robią? modlą się do kilkunastu "Świętych" których sami sobie wymyslili ten od zagubionych rzeczy, tamten jeszcze inny ech... mogłabym wiele przykładów z biblii podać które kościół łamie... ale WIERZĘ W BOGA. W kościół nie muszę :D
W ludziach niestety coraz więcej zawiści i fałszu. Bardziej będą dyskutowały nad czyjąś porażką wytykając mu błędy niż kiedy się czymś pochwali wtedy często lecą teksty zawistne. Niestety...
ja również nie akceptuję wymysłów kościoła, między innymi modlenia się do figurek-przypowesc w biblii taka byla gdy Jezus modlił sie do Boga na górze a jego uczniowie zbudowali byka ze zlota i modlili sie do niego-Jezus rozzłościł sie gdy to zobaczyl wtedy padły słowa" Czyż Wam nie mówilem żeby nie mieć pośredników między Bogiem a człowiekiem prócz Jezusa" a w kościele co robią? modlą się do kilkunastu "Świętych" których sami sobie wymyslili ten od zagubionych rzeczy, tamten jeszcze inny ech... mogłabym wiele przykładów z biblii podać które kościół łamie... ale WIERZĘ W BOGA. W kościół nie muszę :D
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
ja wierze, staram sie chodzic do kosciola co niedziele.dziecko zamierzam wychowywac od najmlodszego itd
Ksieza juz mnie tak jak kiedys nie denerwuja, za bardzo ludzie na nich zwracaja uwage, bo w kosciele to wazna jest komunia, nie ksieza.
A milo owszem jak i ksiadz bedzie przyjazny i otwarty na ludzi.
co do obrazkow itp, to ja mam swoj ukochany z 1komunii, :"Jezu ufam Tobie" do ktorego sie modle"
w kwestii modliwy, to mowie swoimi slowami, odmawiam tez koronke do miłosierdzia ;)
mam tylko jeden problem: moja tesciowa (dewotka przez duze D) mowiaca non stop o Bogu, dajaca multum obrazkow(az nie wiem co z nimi robic) jest na mnie zla ze jej corka nie jest chrzestna synka naszego, siostra meza jest rozwodka,wyszla ponownie za maz ma dzieci itd... i za chiny nie przegadam jej ze nie mogla byc.
co gorsze: pozwala corce chodzic do komunii! bo ponoc znalazly ksiedza ktory jej pozwolil - bo jak sie ma dobre serce to mozna...
slyszalyscie o czyms takim?bo ja sluchac tego juz nie moge...
Ksieza juz mnie tak jak kiedys nie denerwuja, za bardzo ludzie na nich zwracaja uwage, bo w kosciele to wazna jest komunia, nie ksieza.
A milo owszem jak i ksiadz bedzie przyjazny i otwarty na ludzi.
co do obrazkow itp, to ja mam swoj ukochany z 1komunii, :"Jezu ufam Tobie" do ktorego sie modle"
w kwestii modliwy, to mowie swoimi slowami, odmawiam tez koronke do miłosierdzia ;)
mam tylko jeden problem: moja tesciowa (dewotka przez duze D) mowiaca non stop o Bogu, dajaca multum obrazkow(az nie wiem co z nimi robic) jest na mnie zla ze jej corka nie jest chrzestna synka naszego, siostra meza jest rozwodka,wyszla ponownie za maz ma dzieci itd... i za chiny nie przegadam jej ze nie mogla byc.
co gorsze: pozwala corce chodzic do komunii! bo ponoc znalazly ksiedza ktory jej pozwolil - bo jak sie ma dobre serce to mozna...
slyszalyscie o czyms takim?bo ja sluchac tego juz nie moge...
ania_85, przykre jest to, co piszesz... Tak te jest że ludzie naginaja prawo do swoich potrzeb. Oczywiście słusznie zrobiłaś, nie biorąc szwagierki na chrzestna, a teściowa-cóż, dewocja ma często niewiele wspólnego z prawdziwą wiarą. Życie w ciężkim grzechu wyklucza przyjmowanie Komunii. Jak ktoś tego nie rozumie i nie chce zrozumieć, to trudno, kiedyś za wszystko będziemy rozliczeni. Co do chrzestnych, to będę miała ten sam dylemat. Brat mojego męża już dawno został przez jego rodzinę "wybrany" na chrzestnego naszego maluszka, a ja wiem, że jest z Kościołem i wiarą mocno na bakier. Nie takiego przykładu chce dla naszego dziecka:(
no pewnie,że nie mozna chodzić do komunii jak się jest po rozwodzie, bo jednak według kościola zyje sie w grzechu i nie mozna dostać rozgrzeszenia jak nie ma postanowienia poprawy. Moja mama trochę cierpi z tego powodu bo mają z tatą tylko cywilny-on jest po rozwodzie, w sumie nie wiem czy miał ślub koscielny bo nic nie wiem o jego tamtym życiu ale też ateista zadeklarowany więc mu to wisi ale my z siostrą mialyśmy spore problemu na religii z tego powodu. trafiła mi sie taka siostra dewotka, ktora nie przepuścila zeby mi czegoś nie wytknąć. z ochrzczeniem nas też byl wielki problem.Wtedy były w ogole inne czasy. Teraz jest latwiej. to jest problem jak ktoś sobie chce na nowo ułozyć życie, o unieważnienie przecież nie jest tak łatwo. W tej kwestii to uwazam,że powinno się coś zmienić, uprościć procedury. Przecież tkwić np. w chorym związku bo jest sie związanym ślubem koscielnym...
Anno wiesz jak teraz to wygląda... jeden ksiądz bardziej wyrozumiały inny mniej, być może dostała faktycznie rozgrzeszenie? nie wiem...
proponuję wierzącej teściowej przypomnieć o słowach biblii "Co więc Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" oraz słowa o nierozerwalności małżeństwa „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo" może się kobiecina ogarnie i troche przystopuje w ocenianiu Ciebie... trochę to przykre bo tu można następny cytat z biblii przytoczyć względem niej :) "W swoim oku belki nie widzi a w cudzym źdźbła szuka" Nie żebym była jakąś dewotką, znam pismo święte, sama nie raz zbaczam ze ściezki ale wtedy własnie pismo święte pomaga mi na nią wrócić. Każdy z nas popełnia błędy a ja zawsze staram się swoje naprawić. Szkoda tylko że powoli dobro staje się oznaką słabości a chamstwo i fałsz odwagą i bohaterstwem...;/
proponuję wierzącej teściowej przypomnieć o słowach biblii "Co więc Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" oraz słowa o nierozerwalności małżeństwa „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo" może się kobiecina ogarnie i troche przystopuje w ocenianiu Ciebie... trochę to przykre bo tu można następny cytat z biblii przytoczyć względem niej :) "W swoim oku belki nie widzi a w cudzym źdźbła szuka" Nie żebym była jakąś dewotką, znam pismo święte, sama nie raz zbaczam ze ściezki ale wtedy własnie pismo święte pomaga mi na nią wrócić. Każdy z nas popełnia błędy a ja zawsze staram się swoje naprawić. Szkoda tylko że powoli dobro staje się oznaką słabości a chamstwo i fałsz odwagą i bohaterstwem...;/
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
od razu napisze tak: NIE SZUKAM ZACZEPKI! ale abstrachując od pytania, w temacie kolczyków dla niemowlaków rzucałyście sie na lewo i prawo że to okaleczanie itp. że dziecku trzeba dac wybór, czy chce mieć kolczyki czy nie... a co z wiarą? wy też narzucacie wiare dzieciom od początku. a może powinnyście poczekac do 18 - stki dziecka i dać mu wybór czy chce byc ochrzonym czy nie..
z chrzestnymi to jest faktycznie problem. U mnie jest rodzeństwo moje i męża, a przy drugim ich małżonkowie.Nie sa oni niestety przykladem osób bardzo wierzacych ale nie znam w sumie nikogo takiego co by był. obracam sie w gronie ateistów albo osób co są tzw. wierzacymi niepraktykującymi niestety:( sama mam chrzestnych, co jednego nie znam a drugie też nie jest mi zbyt bliskie.Starsze pójdzie do zerówki w tym roku to bedzie miał religię
Chyba muszę zakupić jakąś biblię dla dzieci z obrazkami i jakoś się zabrać za tą tematykę z moimi dziećmi .Mój starszy syn ma 4,5 roku. Póki co mówi,tylko że lubi chodzić do koscioła ;) jest raczej zaciekawiony choć zwykle nie wytrzymuje do końca. Nie byliśmy z nim nigdy na mszy dla dzieci, to wtedy może by się nie znudził tak szybko.Ale rozmawiać to nie rozmawialiśmy. Nie wie raczej o co w tym wszystkim chodzi.
Chyba muszę zakupić jakąś biblię dla dzieci z obrazkami i jakoś się zabrać za tą tematykę z moimi dziećmi .Mój starszy syn ma 4,5 roku. Póki co mówi,tylko że lubi chodzić do koscioła ;) jest raczej zaciekawiony choć zwykle nie wytrzymuje do końca. Nie byliśmy z nim nigdy na mszy dla dzieci, to wtedy może by się nie znudził tak szybko.Ale rozmawiać to nie rozmawialiśmy. Nie wie raczej o co w tym wszystkim chodzi.
Madziara w pewnym sensie masz rację. Widziałam co się działo na temacie kolczyków... dlaczego co niektórzy nie potrafią napisać " mi się nie podoba ale to każdego indywidualna decyzja" ? nie trzeba pojechać z osobą bo ma przecież inne przekonania i jako prawy człowiek muszę ją sprowadzić na ziemię...
Jeśli dziecko nie przystapi do chrztu, nie będzie mogło przystąpić do I Komunii Św, wiesz co się w takich przypadkach dzieje? :) dziwić się że dzieci się naśmiewają w szkołach skoro matki tak reagują? krytyka to hobby co niektórych.... wszyscy mysla przecież to tylko słowa, nie wiedzą kto ma jak silna psychikę mało to dzieciaków popełniło samobójstwo bo im wiecznie dokuczali w szkole? a skąd dzieci to biorą? są obserwatorami....
Jeśli dziecko nie przystapi do chrztu, nie będzie mogło przystąpić do I Komunii Św, wiesz co się w takich przypadkach dzieje? :) dziwić się że dzieci się naśmiewają w szkołach skoro matki tak reagują? krytyka to hobby co niektórych.... wszyscy mysla przecież to tylko słowa, nie wiedzą kto ma jak silna psychikę mało to dzieciaków popełniło samobójstwo bo im wiecznie dokuczali w szkole? a skąd dzieci to biorą? są obserwatorami....
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Nie jestem kataolikiem, wyznaje inną religię. Wierzę w Boga w to co dla nas zrobił, że możemy korzystać z tego pięknego świata, czytam Biblię, modlę się, nie obchodzę świąt=tradycji. Z mężem mamy te same przekonania religijne, co pozwoliło nam zbudować wspaniały dom i zgodne małżeństwo pełne miłości. Dzięki naszemu postępowaniu odczuwamy mnóstwo błogosławiństw na codzień. Naszą córkę mamy zamiar wychowywać w swoich przekonaniach ale pozwolimy jej dokonać swobodnego wyboru gdy będzie świadoma miłości do Boga, tak samo jak pozwolili nam na to nasi rodzice. I chociaż wiem że czasem może być jej ciężo, bo tak naprawdę w polsce jest kiepsko z tolerancją religijną np. w szkole, to chcę od małego uświadomić ją że warto mieć swoje zdanie, bo wiem z doświdczenia że jest to bardzo cenione.
ja wierze, modle sie (a raczej rozmawiam z Bogiem), ale do kosciola przestalam chodzic przez ksiezy... jak slysze wolne, moralizatorskie marudzenie, to az mnie wzdryga... gdyby Jezus mowil z takim marazmem, to nikt nigdy by go nie posluchal i za nim nie poszedl. szkoda, ze ksieza nie rozumieja, ze msza powinna byc energiczna, pelna emocji, porywajaca, powinno sie ja przezywac, a nie klepac z predkoscia zolwia. nasza wiara to wiara pelna radosci i szczescia a nie uzalania sie, biadolenia... a oni z kazdego radosnego swieta robia stype :( a ci ksieza, ktorzy wlasnie porywaja wiernych swoja energia, sa od razu przez "starszyzne" usuwani jak najdalej
a powiem wam,ze znam taki jeden przypadek. To malżeństwo innej wiary.Od jakigoś czasu ich syn już teraz już dorosły twierdził,że to religia jego rodziców a nie jego i chce być katolikiem. Oni chyba od początku dawali mu mozliwość dokonania samemu wyboru.Teraz jest starszy i świadomy.Pewnie nie bez wpływu jest to,ze chciał być taki jak większość no ale jaki jest finał to ja już nie wiem bo starcilam kontakt.
madziara pewne decyzje trzeba dokonać za dziecko, nie da się inaczej, a z innymi warto się wstrzymać.
A tak to niektóre plemienia np. indian to czekały z imieniem do 13-ego roku zycia;)
madziara pewne decyzje trzeba dokonać za dziecko, nie da się inaczej, a z innymi warto się wstrzymać.
A tak to niektóre plemienia np. indian to czekały z imieniem do 13-ego roku zycia;)
nascimento ale nie mozna daswać dziecku chrztu czy pchac go do komunii św. bo taka jest moda albo bo co sie będzie działo w szkole....jak dziecko nie będzie miało chrztu czy komunii św....niektóre dziewczyny walcza o prawa wyboru dla dziecka na forach a same w domu narzucaja to czy tamto...a tu sie wybielaja i staja IDEALNE?!
Madziara zgadzam się z Tobą. Krzyk jest przy przekłuwaniu uszu, a narzucanie dziecku wiary, uważane jest za ok.
Nie chodzę do kościoła, ale wierzę w Boga.
Uważam, że Bóg jest wszędzie i nie muszę się modlić w kościele do niego.
Nie muszę wyklepywać na pamięć zapamiętanych modlitw, przecież mogę po prostu od siebie powiedzieć to co myślę, co czuję.
Święta tak jak Agusia, obchodzę jako tradycję, a nie święto kościelne.
Naście lat temu, w dniu śmierci mojego dziadka, moja mama chciała iść do kościoła pomodlić się. Niestety zastała kościół zamknięty na klucz, nie mogła wejść do niego. Od tamtej pory przestała chodzić do kościoła, modli się w każdym miejscu w którym poczuje taką potrzebę.
Ja osobiście lubię iść na cmentarz do leżących tam bardzo bliskich mi osób, usiąść i po cichu porozmawiać z Bogiem, nie klepiąc regułek nauczonych w szkole podstawowej, nie słuchając i klepiąc razem z księdzem modlitw wyuczonych na pamięć.
Nie chodzę do kościoła, ale wierzę w Boga.
Uważam, że Bóg jest wszędzie i nie muszę się modlić w kościele do niego.
Nie muszę wyklepywać na pamięć zapamiętanych modlitw, przecież mogę po prostu od siebie powiedzieć to co myślę, co czuję.
Święta tak jak Agusia, obchodzę jako tradycję, a nie święto kościelne.
Naście lat temu, w dniu śmierci mojego dziadka, moja mama chciała iść do kościoła pomodlić się. Niestety zastała kościół zamknięty na klucz, nie mogła wejść do niego. Od tamtej pory przestała chodzić do kościoła, modli się w każdym miejscu w którym poczuje taką potrzebę.
Ja osobiście lubię iść na cmentarz do leżących tam bardzo bliskich mi osób, usiąść i po cichu porozmawiać z Bogiem, nie klepiąc regułek nauczonych w szkole podstawowej, nie słuchając i klepiąc razem z księdzem modlitw wyuczonych na pamięć.
Ja Aniu również w kościele czuję obecność Boga, ale niekoniecznie na mszy, dlatego wolę pójść do kościoła poza godzinami urzędowania księży.
Aczkolwiek szanuję księży, trafiłam w swoim życiu na wielu prawdziwych, z powołania.
Natomiast jak przypomnę sobie proboszcza z parafii na Chełmie Ksiądz Kalina, przestaję wierzyć w instytucję ksiądz.
Aczkolwiek szanuję księży, trafiłam w swoim życiu na wielu prawdziwych, z powołania.
Natomiast jak przypomnę sobie proboszcza z parafii na Chełmie Ksiądz Kalina, przestaję wierzyć w instytucję ksiądz.
hmm... ciężki temat
jak dla mnie Bóg to nie jest żadna osoba, to nie jest siwy dziadek siedzący na chmurce i patrzący na nas z góry, decydujący o tym co bedziemy dzisiaj robić. Nie! Biblia to nie jest niczyja biografia oparta na faktach autentycznych, Biblia to jedna wielka metafora przedstawiająca na wymyślonych przykładach pewne kwestie, tak żeby prości ludzie mogli zrozumieć. Tylko że ludzie wszystko biorą dosłownie. A potem modlą się oklepanymi regułkami bez zrozumienia do obrazków.
Dla mnie Bóg jest miłością. Miłość to jest Bóg. Miłość (Bóg) może wszystko. Miłość kieruje naszym życiem. Miłość da nam szczęście. Bez miłości nie istniejemy. I tyle w temacie.
jak dla mnie Bóg to nie jest żadna osoba, to nie jest siwy dziadek siedzący na chmurce i patrzący na nas z góry, decydujący o tym co bedziemy dzisiaj robić. Nie! Biblia to nie jest niczyja biografia oparta na faktach autentycznych, Biblia to jedna wielka metafora przedstawiająca na wymyślonych przykładach pewne kwestie, tak żeby prości ludzie mogli zrozumieć. Tylko że ludzie wszystko biorą dosłownie. A potem modlą się oklepanymi regułkami bez zrozumienia do obrazków.
Dla mnie Bóg jest miłością. Miłość to jest Bóg. Miłość (Bóg) może wszystko. Miłość kieruje naszym życiem. Miłość da nam szczęście. Bez miłości nie istniejemy. I tyle w temacie.
nascimento: jak będziesz chciała się czego więcej dowiedzieć to możesz napisać na priv to chętnie ci odpowiem i polecam http://www.watchower.org i http://www.jw.org - tu jest dużo literatury
Anno dlaczego piszesz że ktoś nie jest w temacie wiary? czy musi się do niej odnosić w taki sam sposób jak Ty? myslę że ten temat każdy przeżywa na swój sposób i ma do tego pełne prawo.
Ja wierzę że pismo świete nie zostało całkowicie zmienione przez człowieka dlaczego? Który człowiek napisałby " Nadstaw drugi policzek"? :)
Ciekawostka odnośnie celibatu w biblii jest napisane "Biskup powinien być mężem jednej żony, mieć dzieci..." więc skąd celibat?? tutaj akurat udział miał kosciół.
Ja wierzę że pismo świete nie zostało całkowicie zmienione przez człowieka dlaczego? Który człowiek napisałby " Nadstaw drugi policzek"? :)
Ciekawostka odnośnie celibatu w biblii jest napisane "Biskup powinien być mężem jednej żony, mieć dzieci..." więc skąd celibat?? tutaj akurat udział miał kosciół.
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Ania, myślę, że to nie jest tak
Wierzę, ufam, chodzę i na tym polega wiara.
Wiara polega na wierze w Boga i moim zdaniem tylko na tym.
Zobacz ile ludzi chodzi do kościoła, ale chodzą po sąsiedzi też idą.
Ja osobiście wierzę w Boga, nie w kościół i może Twoim zdaniem nie jestem godna rozmów na temat wiary.
Ja natomiast myślę całkiem inaczej, napatrzyłam się w swoim życiu na katoliczki które leżały krzyżem w kościele, a poza nim robiły takie rzeczy, które mi w najgorszych snach się nie śniły.
Wierzę, ufam, chodzę i na tym polega wiara.
Wiara polega na wierze w Boga i moim zdaniem tylko na tym.
Zobacz ile ludzi chodzi do kościoła, ale chodzą po sąsiedzi też idą.
Ja osobiście wierzę w Boga, nie w kościół i może Twoim zdaniem nie jestem godna rozmów na temat wiary.
Ja natomiast myślę całkiem inaczej, napatrzyłam się w swoim życiu na katoliczki które leżały krzyżem w kościele, a poza nim robiły takie rzeczy, które mi w najgorszych snach się nie śniły.
"W swoim oku belki nie widzi a w cudzym źdźbła szuka" trafne okreslenie do mojej tesciowej. dziekuje dziewczyny za potwierdzenie tego co wczesniej myslalam.
co do kaleczenia dzieci narzucajac im wiare .... wiecie co biorac sakrament malz. przysiega sie ze dzieci wychowa sie w wierze katolickiej.
ja poruszylabym tu problem: PO co ludzie biora slub koscielny skoro nie wierza, lub wola Boga poza kosciolem?dla bialej sukienki,dla rodziny?
wtedy temat narzucania wiary bylby na pewno mniejszy.
porownujac do kolczykow to troche smieszne, bo dajac dzidzi kolczyki pozbywamy je niewinnego uroku...(nie kaleczymy przekluwajac uszy) a uczac paciorka nie kaleczymy duszy - takie me zdanie.
poza tym nie wiem dlaczego w Polsce ludzie wierzacy sa wysmiewani, za granica np. w stanach odnosi sie do takich ludzi z szacunkiem.
co do kaleczenia dzieci narzucajac im wiare .... wiecie co biorac sakrament malz. przysiega sie ze dzieci wychowa sie w wierze katolickiej.
ja poruszylabym tu problem: PO co ludzie biora slub koscielny skoro nie wierza, lub wola Boga poza kosciolem?dla bialej sukienki,dla rodziny?
wtedy temat narzucania wiary bylby na pewno mniejszy.
porownujac do kolczykow to troche smieszne, bo dajac dzidzi kolczyki pozbywamy je niewinnego uroku...(nie kaleczymy przekluwajac uszy) a uczac paciorka nie kaleczymy duszy - takie me zdanie.
poza tym nie wiem dlaczego w Polsce ludzie wierzacy sa wysmiewani, za granica np. w stanach odnosi sie do takich ludzi z szacunkiem.
A ja wierzę... bardzo głęboko. Chodzimy do Kościoła, modlimy się w domu-choć rzadko modlitwami - bardziej taką rozmową w myślach. Wierzę, że jestem matką dlatego, że nie zwątpiłam.
Zawsze się modliłam, zawsze czułam, że w Bogu mam oparcie.
W naszym przypadku nie jest łatwo. Jesteśmy tzw. małżeństwem niesakramentalnym. Bardzo brakuje nam sakramentów - ciężko jest np. uczestniczyć w świętach dziecka - typu chrzest, komunia, kiedy samemu nie można jej przyjąć. Ale musimy tak żyć, bo mój mąż wcześniej wziął ślub kościelny - był młody, i dla niego i dla jego byłej żony było to właśnie bardziej to "przedstawienie", bo tak wypada, bo ślub bierze się w Kościele...
Jego była nie chodzi do Kościoła, więc jej nie zależy. Nam zależy bardzo, ale cóż...
Nie zwątpię i mam nadzieję, że jeszcze nadejdzie ten dzień, że będziemy mogli w pełni uczestniczyć we Mszy Świętej...
Zawsze się modliłam, zawsze czułam, że w Bogu mam oparcie.
W naszym przypadku nie jest łatwo. Jesteśmy tzw. małżeństwem niesakramentalnym. Bardzo brakuje nam sakramentów - ciężko jest np. uczestniczyć w świętach dziecka - typu chrzest, komunia, kiedy samemu nie można jej przyjąć. Ale musimy tak żyć, bo mój mąż wcześniej wziął ślub kościelny - był młody, i dla niego i dla jego byłej żony było to właśnie bardziej to "przedstawienie", bo tak wypada, bo ślub bierze się w Kościele...
Jego była nie chodzi do Kościoła, więc jej nie zależy. Nam zależy bardzo, ale cóż...
Nie zwątpię i mam nadzieję, że jeszcze nadejdzie ten dzień, że będziemy mogli w pełni uczestniczyć we Mszy Świętej...
Jeżeli ktoś jest katolikiem i żyje blisko Boga nigdy nie powie, że Msza jest bezsensu, że Kościół jest bez sensu i tak dalej...To o czym piszesz jest nauką KK. Jeżeli nie jesteś katoliczką to Twój wybór i Twoje prawo. Gdzie jest tolerancja? Po co obrażać wiarę drugiego człowieka? Raniąc przy tym jego uczucia? Czy to jest w porządku?
Porównywanie wkłuwania dziecku kawałka metalu w skórę "dla ozdoby" z zabieraniem go do kościoła jest świetne ;)
U mnie w rodzinie nikomu nie nakazywano chodzenia do kościoła ani nie zabraniano. Od dziecka mamy tutaj zupełną dowolność. Połowa dzieci była ochrzczona w niemowlęctwie, druga połowa sama ochrzciła się przed Komunią, bo też chciała przystąpić do niej z innymi dziećmi (zazwyczaj dla sukienki lub prezentów ;))
Raz bywam bardziej wierząca raz mniej, raz bardziej kościołowa, raz mniej. Ostatnio bardziej wierząca, mniej kościołowa - odrzuciło mnie ostatecznie podejście kk do in vitro.
U mnie w rodzinie nikomu nie nakazywano chodzenia do kościoła ani nie zabraniano. Od dziecka mamy tutaj zupełną dowolność. Połowa dzieci była ochrzczona w niemowlęctwie, druga połowa sama ochrzciła się przed Komunią, bo też chciała przystąpić do niej z innymi dziećmi (zazwyczaj dla sukienki lub prezentów ;))
Raz bywam bardziej wierząca raz mniej, raz bardziej kościołowa, raz mniej. Ostatnio bardziej wierząca, mniej kościołowa - odrzuciło mnie ostatecznie podejście kk do in vitro.
Mamcia mylisz pojęcie tolerancja ze zdrowym rozsądkiem, jeżeli ktoś nie jest katolikiem niech nie korzysta z sakramentów, ponieważ jest to świętokradztwo. Tolerancja nie polega na przyjmowaniu wszelkiego zła. Jeżeli chodzi o pouczenie, w wierze katolickiej jasno jest powiedziane, że należy pouczać, dokładnie jest to opisane w jaki sposób należy pouczać swojego brata.
Może księża czytają forum i zaczną trochę inaczej podchodzic do tematu :) (żart) no niestety wielu katolików jest wierzących niepraktykujących. Któraś z Was napisała że pismo świete jest zmienione przez "mafię kościelną" napisałam wyżej cytat odnosnie celibatu o ktorym w biblii nie ma mowy a kościół sam sobie go ustanowił, wiec biblia nie do końca jest zmieniona przez kościół. Poza tym w biblii jest napisane żeby nie modlić się do żadnych symboli, krzyży obrazów itp a kościół aż błyszczy od tego więc tutaj raczej też nie idą w parze z biblijnymi postanowieniami...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
ale o co Ci chodzi?
ja oceniam w tej chwili na tle tego forum, wiele razy czytalam jak to ktos bierze niewierzacego chrzestnego ... a zakladke czy obrazek ze w sakramencie malzenskim sa tyle i tyle....
wiec tak uwazam ze takiej osobie niepotrzbny jest slub w kosciele.i to jest moje zdanie.
pewnie ze ja o tym nie decyduję ;)
ja oceniam w tej chwili na tle tego forum, wiele razy czytalam jak to ktos bierze niewierzacego chrzestnego ... a zakladke czy obrazek ze w sakramencie malzenskim sa tyle i tyle....
wiec tak uwazam ze takiej osobie niepotrzbny jest slub w kosciele.i to jest moje zdanie.
pewnie ze ja o tym nie decyduję ;)
o Mammamia to się może wypowiedzieć, doświadczona kobieta ;)
też uważam, że każdy jest w temacie wiary, a przynajmniej jakiejś religijności...
a z moją wiarą to nie wiem jak jest - w Boga wierzę, ale co - demony też wierzą i drżą ;)
kwestia tego, czy wierzę Bogu - a z tym to różnie bywa... czasem Mu wierzę, ale częściej chyba po swojemu kombinuję ;) chociaż nie raz się przekonałam, że warto Jemu oddawać wszystkie sprawy - jak On zadziała, to jest dopiero coś :)
do kościoła chodzimy 2 razy w tyg - raz na mszę, a raz na samą liturgię słowa, bo właśnie kontakt ze Słowem nas jakoś trzyma w pionie, co się częściej daje odczuć, jak sobie czasem odpuszczamy takie wyjście ;) jasne, że Pan Bóg jest wszędzie, nie tylko w kościele, ale my akurat chodzimy tam, bo np sami sobie mszy nie odprawimy ;) a jest to dla nas ważny element wiary.
Akurat do swojej parafii nie chodzimy, bo znaleźliśmy wspólnotę, która nam (jako-tako :P ) pasuje w innej parafii, chrzciliśmy też w innej, na kolędzie ksiądz się zdziwi ;) ale przecież parafia to tylko formalność, kościół jest też niestety instytucją, a w Polsce instytucje to... wiadomo :P niektórym się udaje pogodzić kościół i Kościół, ale niestety nie wszystkim, więc nie ma co się dziwić, że ludzie narzekają - sama narzekam. Ale nam np zależy, ruszamy tyłek gdzieś dalej (do swojej wspólnoty, czasem do Dominikanów na Stare Miasto), żeby coś jednak z tej imprezy wynieść - tyle Pan Bóg przecież chce dać, po to nas zaprasza :)
a modlimy się różnie - choć przeważnie spontanicznie, na zasadzie rozmowy; czasem nam się uda z brewiarzem modlić rano (psalmy itd), ale cienko nam to idzie, bo jesteśmy śpiochami :P
i nie modlimy się do świętych, tylko do Boga, z tym że czasem przez nich.
a co do dzieci to im się wiarę przekazuje, a nie narzuca - rodzice 'tylko' dają przykład, a one kiedyś same zdecydują... a to, że w pewnym wieku się pewne rzeczy robi wbrew ich woli to chyba nic dziwnego - jakby wszystko miało być po myśli naszej Martysi, to byśmy jej np nigdy nie przebierali, nie przewijali, a mieszkalibyśmy na placu zabaw ;) oczywiście wszystko w granicach rozsądku - czasem dobrym przykładem rodziców jest np zostawienie ciągle drącego się jeszcze w kościele dziecka pod czyjąś opieką, bo rodzice idą do kościoła, a nie ciąganie go na siłę... nam zależy, żeby nasze dzieci doświadczyły Boga w swoim życiu. I tyle - jak Go naprawdę spotkają, nie będzie im szkoda życia dla Niego :)
też uważam, że każdy jest w temacie wiary, a przynajmniej jakiejś religijności...
a z moją wiarą to nie wiem jak jest - w Boga wierzę, ale co - demony też wierzą i drżą ;)
kwestia tego, czy wierzę Bogu - a z tym to różnie bywa... czasem Mu wierzę, ale częściej chyba po swojemu kombinuję ;) chociaż nie raz się przekonałam, że warto Jemu oddawać wszystkie sprawy - jak On zadziała, to jest dopiero coś :)
do kościoła chodzimy 2 razy w tyg - raz na mszę, a raz na samą liturgię słowa, bo właśnie kontakt ze Słowem nas jakoś trzyma w pionie, co się częściej daje odczuć, jak sobie czasem odpuszczamy takie wyjście ;) jasne, że Pan Bóg jest wszędzie, nie tylko w kościele, ale my akurat chodzimy tam, bo np sami sobie mszy nie odprawimy ;) a jest to dla nas ważny element wiary.
Akurat do swojej parafii nie chodzimy, bo znaleźliśmy wspólnotę, która nam (jako-tako :P ) pasuje w innej parafii, chrzciliśmy też w innej, na kolędzie ksiądz się zdziwi ;) ale przecież parafia to tylko formalność, kościół jest też niestety instytucją, a w Polsce instytucje to... wiadomo :P niektórym się udaje pogodzić kościół i Kościół, ale niestety nie wszystkim, więc nie ma co się dziwić, że ludzie narzekają - sama narzekam. Ale nam np zależy, ruszamy tyłek gdzieś dalej (do swojej wspólnoty, czasem do Dominikanów na Stare Miasto), żeby coś jednak z tej imprezy wynieść - tyle Pan Bóg przecież chce dać, po to nas zaprasza :)
a modlimy się różnie - choć przeważnie spontanicznie, na zasadzie rozmowy; czasem nam się uda z brewiarzem modlić rano (psalmy itd), ale cienko nam to idzie, bo jesteśmy śpiochami :P
i nie modlimy się do świętych, tylko do Boga, z tym że czasem przez nich.
a co do dzieci to im się wiarę przekazuje, a nie narzuca - rodzice 'tylko' dają przykład, a one kiedyś same zdecydują... a to, że w pewnym wieku się pewne rzeczy robi wbrew ich woli to chyba nic dziwnego - jakby wszystko miało być po myśli naszej Martysi, to byśmy jej np nigdy nie przebierali, nie przewijali, a mieszkalibyśmy na placu zabaw ;) oczywiście wszystko w granicach rozsądku - czasem dobrym przykładem rodziców jest np zostawienie ciągle drącego się jeszcze w kościele dziecka pod czyjąś opieką, bo rodzice idą do kościoła, a nie ciąganie go na siłę... nam zależy, żeby nasze dzieci doświadczyły Boga w swoim życiu. I tyle - jak Go naprawdę spotkają, nie będzie im szkoda życia dla Niego :)
Kiedyś rozmawiałam z ksiedzem a propo "nudności" Mszy Św.
Wtedy mnie zapytał: " Na Mszę chodzisz po to, żeby sie przez godzinę rozerwać śpiewem, muzyką, żeby się dobrze zabawić oglądając radosne i barwne przedstawienie? Czy raczej przychodzisz spotkać się z Kimś, kogo kochasz?"
Czy spotkanie z ukochaną osobą może być nudne?? Czy słowa o wierze i miłości płynące z serca można określić mianem "klepania formułek"?
Podczas każdej Mszy Św. dzieje się cud, kto tego nie rozumie i w to nie wierzy, ten będzie się nudził jak mops... Ja nie wiem, jak można się nudzić, patrząc na cud ;) A mało "atrakcyjna" otoczka może ma na celu zwrócenie uwagi na sedno nabożeństwa, żeby nie było tzw. przerostu formy nad treścią?
Co do kiepskich księży - każdy z nas gdy chodzi o zdrowie fizyczne zazwyczaj wybiera, szuka dobrego, sprawdzonego lekarza, a nie idzie to pierwszego lepszego z brzegu. Z księżmi jest tak samo, czasem, jeśli swoja parafia nie powoduje u nas wzrostu wiary, a wręcz zgorszenie, trzeba poszukać "swojej" parafii gdzieś indziej - trudno. Chciałoby się wymagać, aby każdy ksiądz żył wg tego, co mówi Chrystus, ale wiadomo jak jest - ksiądz też człowiek i popełnia błędy.
Co do chrzczenia dzieci itd., to dla mnie wiara to coś bardzo dobrego, sprawia, że jestem szczęśliwa, dlatego będę chciała się tym z moim dzieckiem podzielić.
Wtedy mnie zapytał: " Na Mszę chodzisz po to, żeby sie przez godzinę rozerwać śpiewem, muzyką, żeby się dobrze zabawić oglądając radosne i barwne przedstawienie? Czy raczej przychodzisz spotkać się z Kimś, kogo kochasz?"
Czy spotkanie z ukochaną osobą może być nudne?? Czy słowa o wierze i miłości płynące z serca można określić mianem "klepania formułek"?
Podczas każdej Mszy Św. dzieje się cud, kto tego nie rozumie i w to nie wierzy, ten będzie się nudził jak mops... Ja nie wiem, jak można się nudzić, patrząc na cud ;) A mało "atrakcyjna" otoczka może ma na celu zwrócenie uwagi na sedno nabożeństwa, żeby nie było tzw. przerostu formy nad treścią?
Co do kiepskich księży - każdy z nas gdy chodzi o zdrowie fizyczne zazwyczaj wybiera, szuka dobrego, sprawdzonego lekarza, a nie idzie to pierwszego lepszego z brzegu. Z księżmi jest tak samo, czasem, jeśli swoja parafia nie powoduje u nas wzrostu wiary, a wręcz zgorszenie, trzeba poszukać "swojej" parafii gdzieś indziej - trudno. Chciałoby się wymagać, aby każdy ksiądz żył wg tego, co mówi Chrystus, ale wiadomo jak jest - ksiądz też człowiek i popełnia błędy.
Co do chrzczenia dzieci itd., to dla mnie wiara to coś bardzo dobrego, sprawia, że jestem szczęśliwa, dlatego będę chciała się tym z moim dzieckiem podzielić.
Piękny byłby świat, gdyby każdy człowiek postanowił, że naprawianie tego co złe, zepsute i podłe zacznie od siebie. Codziennie staram się postawić sobie pytanie, co ja mogę zrobić, żeby było lepiej. Piszę tu o tych księżach, o których mówicie, że są źli, czy o tych ludziach, którzy was denerwują, bo tak czy inaczej się zachowują. Świata nie zmienię, ludzi też nie, ale mogę zmienić siebie. Bo nie ma ideałów, a praca nad sobą jest bardzo trudna, ale przynosi piękne owoce. Wtedy nikogo nie będzie uwierać, że ten czy tamten zrobił to, a zachował się tak, bo zobaczy, że sam ma wiele do przepracowania.
chodzi mi o to,że na podstawie tego co sie tu wypisuje trudno stwierdzić jacy jesteśmy tak naprawdę. Nie slyszymy tonu głosu, więc nawet cieżko doczytać czasem co kto mniał na myśli, mozna opacznie zrozumieć,nie znamy całych historii, czasem jakieś chwilowe emocje decydują,że piszemy rzeczy w których nie do końca się widzimy ale fakt,że jak ktoś ślub koscielny i inne sprawy robi dla innych, bo wypada a nie dla siebie to przykra sprawa, ale moze z czasem jemu tez sie odmieni;) mamy na to całe życie.
Z wiekiem sporo się nawraca im blizej końca drogi.... :) choć nie wiemy kiedy dla nas...
Ale dobrze,że rozmawiamy na takie tematy też a nie tylko o kupkach;) zdecydowanie wszystko się dzieje za dużo i za szybko,ze cięzko teraz sie zatrzymać i myśleć o sprawach ważnych.
Z wiekiem sporo się nawraca im blizej końca drogi.... :) choć nie wiemy kiedy dla nas...
Ale dobrze,że rozmawiamy na takie tematy też a nie tylko o kupkach;) zdecydowanie wszystko się dzieje za dużo i za szybko,ze cięzko teraz sie zatrzymać i myśleć o sprawach ważnych.
Temat się rozkręcił, fajnie że nie wstydzicie sie w nim otworzyc, często zaglądam na forum, coraz częściej, czasami sie udzielam a czasami tylko czytam i nic nie piszę bo nie chcę się denerwować. Dawno już przestałam patrzeć na to co ludzie powiedzą, to co robię-robię dla siebie a nie pod publikę. Pamiętam kiedyś dziewczyna została wyśmiana za temat tablic przy wózku a przecież ma prawo jej się to podobac prawda? dlaczego ją zwyzywały od wieśniar? mi sie osobiście to nie podoba ale nie miałam zamiaru jej publicznie wyzywac za to że ma inne zdanie. Pytania o imię dla dziecka- czy ładne? a czy to ważne? ma się rodzicom podobać, trzeba tylko pomyślec nad wymyślnymi imionami by nie skrzywdzić dziecka... podałam tylko przykładowe tematy a było ich o wiele więcej. Czy o to w zyciu chodzi? by na siłę zmuszać do swoich racji? Wierzę że to forum kiedyś się poprawi, że nie będzie wysmiewania, ironii, zawiści. Gdzieś była walka o bony z ikei- masakra jaka zawiść była w tych którzy mieli ich mniej albo w ogóle nie dostali... Zastanówcie się zawsze dwa razy zanim cos napiszecie.
Kiedy będzie działo się u Was źle zatrzymajcie się na chwile i pomyślcie co dajecie od siebie, jaką energie wysyłacie. Może najpierw warto zmienić swoje zachowanie? Bóg wynagradza dobro. Co dajesz to dostajesz...
Kiedy będzie działo się u Was źle zatrzymajcie się na chwile i pomyślcie co dajecie od siebie, jaką energie wysyłacie. Może najpierw warto zmienić swoje zachowanie? Bóg wynagradza dobro. Co dajesz to dostajesz...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
tylko, że wiecie co, to łatwo się mówi, bądź dobry dla innych to inni tez beda dobrzy dla Ciebie. Fajnie by było gdyby tak było. Ale pod poczatku jestesmy uczeni, że o swoje trzeba walczyć, że mozna liczyć tylko na siebie, że cel uświęca środki, że nie wolno okazywac słabości, bo zaraz ktoś to wykorzysta przeciwko Tobie, nie możesz być uległy, bo zginiesz. No i niestety to się znów kłóci z przesłaniami naszej wiary. No bo niestety to nie jest tak, że dobrego człowieka nie napadną na ulicy, nie okradną, nie oszukają. Często jest wręcz przeciwnie, dobry człowiek to naiwniak, którego łatwo wykorzystać.
Daria ja to widzę tak; uległość nie jest tożsama z dobrocią. Dobrym mamy być także dla siebie co znaczy, że szacunek najpierw do własnej osoby nie pozwoli nam dac się wykorzystywać i poniżać. Chyba, że mamy w tym jakiś cel.
Mamy się kierować miłością. Tak pojętą by nikogo nie ranić a przynajmniej próbować z całych sił.
A co inni z tym z/robią, to już nie zawsze mamy na to wpływ.
Mamy się kierować miłością. Tak pojętą by nikogo nie ranić a przynajmniej próbować z całych sił.
A co inni z tym z/robią, to już nie zawsze mamy na to wpływ.
Pewien zakonnik opowiadał, że towarzyszył w ostatnich dniach życia pewnego mężczyzny. Rodzina tego mężczyzny, bała się o niego, bo całe życie był daleko od Kościoła, nie przyjmował sakramentów. Ksiądz rozmawiał z tym mężczyzną, ale on nie chciał się wyspowiadać i któregoś razu powiedział, że całe życie był daleko od Boga, nie liczył się z Nim i teraz jak przyszło mu umrzeć to bardzo chciałby się pojednać, ale nie chce, żeby wyszło, że jak trwoga to do Boga. I ten ksiądz powiedział mu, że Bóg jest tak miłosierny, że przyjmie go, pomimo tego, jak wyglądało jego życie. To jest właśnie sprawiedliwość Boża, jaka inna od naszej ludzkiej nie? Każdy ma swoją drogę do Boga, najważniejsze żeby powiedzieć tak chcę, a reszta sama się wydarzy. Fajnie jest porozmawiać, o ile rozmowa nie ogranicza się do pyskówek i wyśmiewania wiary drugiego człowieka. A niestety kolejny wątek tego typu został sprowadzony do wyśmiania Kościoła Katolickiego.
tu nie chodzi o wyśmiewanie kościoła katolickiego, każdy mówi to co uważa, a jeżeli uważa ze kościół to wielkie nieporozumienie to dlaczego ma tego nie napisać. Przecież to nie jest wątek pt. "Kochamy Kościół Katolicki - wątek tylko dla zwolenników".
Wg mnie wiara i stosunek do kościoła to dwie różne sprawy.
Wg mnie wiara i stosunek do kościoła to dwie różne sprawy.
Każdy tylko pisze co mysli na temat koscioła, wiele rzeczy się ludziom w nim nie podoba i mówia o tym w taki czy inny sposób. Nie będę nikogo krytykowała, każdy ma prawo mysleć w taki czy inny sposób, ja równiez napisałam co myślę a gdzie zabrakło szacunku do kogos??
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
jak dla mnie wątek jak na razie bardzo przyjazny, nie doczytałam o braku szacunku dla praktykujących, chyba że czytałam zbyt pobieżnie (albo z innym nastawieniem). Każdy sobie ton głosu na przykład już dopowiada, jak sie nastawi że bedzie dym to odczyta posty tak, że poczuje sie obrażony i faktycznie bedzie dym. Widocznie ja sie nastawiłam zbyt pozytywnie ;)
ja się nie nastawiam na dym, nie mam zamiaru tutaj prowadzić sporów. Chyba chodzi o brak szacunku dla tych co chodzą do koscioła-tak to zostało odebrane? Ech przypomniała mi się "Pasja" Gdy Jezus rzekł "Zanim nastanie świt 3 razy się mnie wyrzekniesz" dlaczego wiara jest teraz trudnym tematem dla niektórych? na początku myslałam że nikt się nie odezwie, najpierw napisała jedna osoba, potem nastepna, kolejna się bardziej otworzyła i wątek się ożywił. Dziewczyny tutaj nie ma się czego wstydzić! Dawajcie śmiało:D są takie chwile że to właśnie Bóg może nam pomóc jako jedyny, pozwólcie mu działać, nie wypierajmy się go...
W "Pasji" ludzie woleli uwolnić mordercę niż uwierzyć że Jezus jest synem Bozym a wiecie co jest najgorsze? że teraz powoli również wiara schodzi do podziemia wśród ludzi młodych, czy ktos w towarzystwie odważy się o tym porozmawiać? czy ktoś z młodych usiądzie przy kawie i porozmawia o Bogu? Nie wydaje mi się. Nie mówię że ma to byc jedynym tematem ale chodzi o to że w ogóle go nie ma ... smutne co?
W "Pasji" ludzie woleli uwolnić mordercę niż uwierzyć że Jezus jest synem Bozym a wiecie co jest najgorsze? że teraz powoli również wiara schodzi do podziemia wśród ludzi młodych, czy ktos w towarzystwie odważy się o tym porozmawiać? czy ktoś z młodych usiądzie przy kawie i porozmawia o Bogu? Nie wydaje mi się. Nie mówię że ma to byc jedynym tematem ale chodzi o to że w ogóle go nie ma ... smutne co?
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Aniu- slubu nie brałam w domu bo książ w domu by go nie udzielił, wierze w boga ale nie zgadzam się z Toba że tam czuć najbardziej jego obecność!
Agatha czytaj ze zropzumieniem- w poście o kolczycha skupiłam sie raczej na dawaniu wyboru... w takiej czy innej sytuacji....ale O WYBORZE PISAŁAM, na kory powoływały się mamy przeciwne kolczykom.
Agatha czytaj ze zropzumieniem- w poście o kolczycha skupiłam sie raczej na dawaniu wyboru... w takiej czy innej sytuacji....ale O WYBORZE PISAŁAM, na kory powoływały się mamy przeciwne kolczykom.
jak zwykle gorąca dyskusja się zrobiła :) ja tylko dopowiem, że dla mnie osobiście najbardziej czuć Boga w kościele, mnie też czasem denerwują księża i to co mówią w kościele, ale ksiądz to nie Bóg więc dlaczego mam zaprzestania chodzenia do kościoła skoro jest to element mojej wiary; też dziwię się ludziom którzy nie praktykują, ale ślub kościelny biorą i chrzczą dzieci - ja bym tak nie potrafiła, ale nie mnie to oceniać; na pewno łatwiej tym co "wywodzą" się z rodziny praktykującej, u mnie od zawsze wiara miała duże znaczenie i rodzice od dziecka praktykowali, ja też miałam okresy buntu, "obrażenia" na Boga, ale jestem tylko człowiekiem i na pewno nasze dzieci chciałabym wychować w mojej wierze, jeśli dorosną i stwierdzą, że tego "nie czują" to już będzie ich wolna wola; i na koniec: mi wiara w życiu pomaga, lubię sobie pogadać z Bogiem, w ostatnim roku życia bardzo bardzo mi to pomogło
Anna, gdyby naście lat temu była możliwość ślubu poza kościołem tak bym uczyniła.
Gdybym teraz miała powiedzieć sakramentalne TAK, chciałabym je powiedzieć w pięknym miejscu, ale niekoniecznie w kościele.
Szanuję katolika, bo sama się za niego uważam, szanuję kościół i ludzi do niego chodzących, bo moje dzieci do kościoła chodzą.
Nigdy nikogo nie wyśmiewam, bez różnicy za wiarę.
Mam przyjaciół różnego wyznania i nigdy nie starałam się im narzucić swojej wiary, bądź wmawiać kto ma rację.
Nie zauważyłam też tutaj obrażania katolika, na razie jest bardzo fajna dyskusja. I miejmy nadzieję, że taką pozostanie w szacunku do każdego wyznania i wiary.
Ja- mieszkałam na Chełmie więc wiele się napatrzyłam, nasłuchałam, naczytałam ( kilka lat temu artykuł "Dzieci gorszego Boga" ) i sama doświadczyłam przepychanki z księdzem Kaliną.
Całe szczęście takich "księży" jak Kalina nie ma za wiele.
Gdybym teraz miała powiedzieć sakramentalne TAK, chciałabym je powiedzieć w pięknym miejscu, ale niekoniecznie w kościele.
Szanuję katolika, bo sama się za niego uważam, szanuję kościół i ludzi do niego chodzących, bo moje dzieci do kościoła chodzą.
Nigdy nikogo nie wyśmiewam, bez różnicy za wiarę.
Mam przyjaciół różnego wyznania i nigdy nie starałam się im narzucić swojej wiary, bądź wmawiać kto ma rację.
Nie zauważyłam też tutaj obrażania katolika, na razie jest bardzo fajna dyskusja. I miejmy nadzieję, że taką pozostanie w szacunku do każdego wyznania i wiary.
Ja- mieszkałam na Chełmie więc wiele się napatrzyłam, nasłuchałam, naczytałam ( kilka lat temu artykuł "Dzieci gorszego Boga" ) i sama doświadczyłam przepychanki z księdzem Kaliną.
Całe szczęście takich "księży" jak Kalina nie ma za wiele.
Madziara, ale po prostu porównujesz rzeczy nieporównywalne.
Kolczykowanie to bezsensowna i nieodwracalna (zwłaszcza jak są komplikacje) ingerencja w ciało dziecka, za to nawet "wychowywanie w wierze" może zostawiać dziecku dużo przestrzeni do własnych wyborów. Znam kilka durnych rodzin, gdzie matki-kościołówki (nie mylić z Chrześcijankami, bo z tym akurat nic nie miały wspólnego) robią co niedziela awantury i wypychaja na mszę, ale i znam parę bardzo wierzącą, która swoje dzieci zachęca do praktykowania jedynie własnym przykładem.
Nie da się ani nie wpływać na dziecko swoim światopoglądem, bo dziecko nas zawsze będzie naśladować, zwłaszcza, jeśli NIE będzie namawiane, nie da się też zmusić dziecka do wiary ani ateizmu np, bo normalne dziecko na 100% stanie okoniem.
Kolczykowanie to bezsensowna i nieodwracalna (zwłaszcza jak są komplikacje) ingerencja w ciało dziecka, za to nawet "wychowywanie w wierze" może zostawiać dziecku dużo przestrzeni do własnych wyborów. Znam kilka durnych rodzin, gdzie matki-kościołówki (nie mylić z Chrześcijankami, bo z tym akurat nic nie miały wspólnego) robią co niedziela awantury i wypychaja na mszę, ale i znam parę bardzo wierzącą, która swoje dzieci zachęca do praktykowania jedynie własnym przykładem.
Nie da się ani nie wpływać na dziecko swoim światopoglądem, bo dziecko nas zawsze będzie naśladować, zwłaszcza, jeśli NIE będzie namawiane, nie da się też zmusić dziecka do wiary ani ateizmu np, bo normalne dziecko na 100% stanie okoniem.
Aniu :) Dla wiary w Boga, w miłość do niego, ale nie dla kościoła :)
Naprawdę dla mnie nie ma znaczenia, czy powiem tak w kościele czy na łące, bo dla mnie Bóg jest wszędzie, nie tylko w kościele, więc nie muszę w nim powiedzieć sakramentalne TAK :)
Teraz już są takie możliwości, że nie musi to być kościół, nie tak łatwo zgodę uzyskać, ale można.
Znajoma miała ślub nie w kościele, przysięgała przed Bogiem, miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci nie w kościele.
Reasumując, Bóg jest wszędzie.
Naprawdę dla mnie nie ma znaczenia, czy powiem tak w kościele czy na łące, bo dla mnie Bóg jest wszędzie, nie tylko w kościele, więc nie muszę w nim powiedzieć sakramentalne TAK :)
Teraz już są takie możliwości, że nie musi to być kościół, nie tak łatwo zgodę uzyskać, ale można.
Znajoma miała ślub nie w kościele, przysięgała przed Bogiem, miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci nie w kościele.
Reasumując, Bóg jest wszędzie.
mi nasuwa sie Kasiu takie porownanie z moja kolezanka.
bo ona tez wierzy w Boga, ale nie chodzi do Kosciola,bo mowi ze to nie jej klimat i tez nie chce brac slubu koscielnego skoro wierzy w Boga.jej Bog jest bezwyznaniowy, wiec nie utazsamia sie z wiara katolicka.a Ty jak masz ?wierzysz konkretnie w Jezusa?
bo ona tez wierzy w Boga, ale nie chodzi do Kosciola,bo mowi ze to nie jej klimat i tez nie chce brac slubu koscielnego skoro wierzy w Boga.jej Bog jest bezwyznaniowy, wiec nie utazsamia sie z wiara katolicka.a Ty jak masz ?wierzysz konkretnie w Jezusa?
Oczywiście że Bóg jest wszędzie ale prawda jest taka że kościół to dom Boży. Ja sama mam dopiero zamiar zacząć uczęszczać na mszę do kościoła z córką, muszę jednak znaleźć w okolicy taki który dotrze do mojego serca. Co niedzielę będę w innym aż w końcu znajdę :)
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Ania, ja wierze w Jezusa. Bardzo długo chodziłam do kościoła, moje dzieci do niego chodzą, uczestniczą w mszy.
Dlaczego ja nie chodzę ?
Może bunt, może przekonanie, że nie tylko tam spotkam Boga ?
To nie jest tak, że w ogóle nie pójdę na mszę, że się nie wsłucham co mówi ksiądz, bo bardzo często mówi mądrze ( niestety nie każdy )
ale nie chodzę co tydzień na mszę. Idę w święta i wtedy kiedy poczuję potrzebę.
Wychowana byłam w wierze, bardzo długo uczestniczyłam w życiu kościoła, należałam do różnych kółek przykościelnych, jeździłam z księdzem na wakacje. Jednak uważam, że więcej mi daje wiara w Boga, modlitwa do niego "po swojemu" niż uczestnictwo w mszy.
Dlaczego ja nie chodzę ?
Może bunt, może przekonanie, że nie tylko tam spotkam Boga ?
To nie jest tak, że w ogóle nie pójdę na mszę, że się nie wsłucham co mówi ksiądz, bo bardzo często mówi mądrze ( niestety nie każdy )
ale nie chodzę co tydzień na mszę. Idę w święta i wtedy kiedy poczuję potrzebę.
Wychowana byłam w wierze, bardzo długo uczestniczyłam w życiu kościoła, należałam do różnych kółek przykościelnych, jeździłam z księdzem na wakacje. Jednak uważam, że więcej mi daje wiara w Boga, modlitwa do niego "po swojemu" niż uczestnictwo w mszy.
nascimento - we Wrzeszczu skad jestem - sa dwie fajne parafie - dwie parafie ksiezy zakonnych a sa oni zupelnie inni od diecezjalnych Pallotyni i Jezuici - nie bede opisywac ich samych bo ci ktorzy ich znaja wiedza ze te nazwy mowia same za siebie
ja chodze albo na msze o 13.00 do jezuitow ktora prowadzi fantastyczny ksiadz Pawel Chodak - msza akademicka - a ksiadz naprawde potrafi dotrzec do czlowieka msza zawsze rozspiewana, radosna....czlowiek czuje ze naprawde sie modli
druga to u pallotynow o 11.00 typowa dla najmlodszych dzieci - trwa ok 30 min ale dzieciaki tam robia wszystko!!!!!!!! ksiadz jest wspanialy!!!!!!! itd..
najbardziej zachwycona bylam tym, ze po mszy ksiadz siada i kazde po kolei dzieci ktore podchodzi do niego a tłocza sie ogromnie :) - blogoslawii przytula, przybija piatke :) siedzi tak poki ludzie nikogo prawie juz nie ma - no rewelacja moja corka uwielbia tam chodzic :)
a tu mam propozycje -
http://chojniceodnowa.blogspot.com/2011/05/otwarte-spotkanie-modlitewno.html
spotkanie ma byc w Matemblewie - na swiezym powietrzu - ja sie wybieram - moze ktos dolaczy? moze ktos mialby ochote sie wspolnie spotkac i pomodlic ? :)
ja chodze albo na msze o 13.00 do jezuitow ktora prowadzi fantastyczny ksiadz Pawel Chodak - msza akademicka - a ksiadz naprawde potrafi dotrzec do czlowieka msza zawsze rozspiewana, radosna....czlowiek czuje ze naprawde sie modli
druga to u pallotynow o 11.00 typowa dla najmlodszych dzieci - trwa ok 30 min ale dzieciaki tam robia wszystko!!!!!!!! ksiadz jest wspanialy!!!!!!! itd..
najbardziej zachwycona bylam tym, ze po mszy ksiadz siada i kazde po kolei dzieci ktore podchodzi do niego a tłocza sie ogromnie :) - blogoslawii przytula, przybija piatke :) siedzi tak poki ludzie nikogo prawie juz nie ma - no rewelacja moja corka uwielbia tam chodzic :)
a tu mam propozycje -
http://chojniceodnowa.blogspot.com/2011/05/otwarte-spotkanie-modlitewno.html
spotkanie ma byc w Matemblewie - na swiezym powietrzu - ja sie wybieram - moze ktos dolaczy? moze ktos mialby ochote sie wspolnie spotkac i pomodlic ? :)
a co do jechowitow ....
nieznosze ich sekciarstwa - a raczej ich strasznego narzucania sie i wciskania tych calych gazatek
bo tak naprawde to sekta ktora powstala niecaly wiek temu? ktora zalozyl czlowiek a ktory sam zaczal sobie interpretowac i zmieniac pismo sw. po swojemu- czlowiek byl niezrownowazony psychicznie - przez niego w ktoryms tam roku kilkudziesiecu ludzi popelnilo samobojstwo - zreszta tesj to korporacja na wielka skale- cala piramida - osoby te najnizsze czyli te ktore chodza po ulicach i wciskaja kity to te ktore nic nie maja , jedynie jakas mala kase za wciagniecie koelejnej osoby do sekty - czytalam duzo o tym- czytalam swiadectwa ludzi ktorym sie udalo wyrwac od kociarzy bo tak sie ich tez nazywa - tam robia im prawdziwe pranie mozgu.....no i najwazniejsza sprawa :
wiara nie potrzebuje sie reklamowac....
nieznosze ich sekciarstwa - a raczej ich strasznego narzucania sie i wciskania tych calych gazatek
bo tak naprawde to sekta ktora powstala niecaly wiek temu? ktora zalozyl czlowiek a ktory sam zaczal sobie interpretowac i zmieniac pismo sw. po swojemu- czlowiek byl niezrownowazony psychicznie - przez niego w ktoryms tam roku kilkudziesiecu ludzi popelnilo samobojstwo - zreszta tesj to korporacja na wielka skale- cala piramida - osoby te najnizsze czyli te ktore chodza po ulicach i wciskaja kity to te ktore nic nie maja , jedynie jakas mala kase za wciagniecie koelejnej osoby do sekty - czytalam duzo o tym- czytalam swiadectwa ludzi ktorym sie udalo wyrwac od kociarzy bo tak sie ich tez nazywa - tam robia im prawdziwe pranie mozgu.....no i najwazniejsza sprawa :
wiara nie potrzebuje sie reklamowac....
ania_85 a gdzie wyjezdzasz ? ja bylam troche w Anglii - w roznych miejscach - w jednych nie bylo polskich parafii ale te angielksie msze tez mi sie podobaly
natomiast z parafiami polskimi bywalo roznie - czasem mialam wrazenie ze ksieza tam na emigracji jest wygodniej i lepiej - choc w jednej parafii gdzie byl zakonny ksiadz ( okazal sie znajomym ksiedzem z moich terenow :)) - bylo naprawde fajnie - ksiadz byl tym ktory interesiowal sie i parafia i nami samymi - zawsze mozna bylo isc pogadac , mozna bylo liczyc na pomoc w kazdej sytuacji a i msze byly fajne oprawa muzyczna zawsze prowadzona przez mlodziez itd :)
natomiast z parafiami polskimi bywalo roznie - czasem mialam wrazenie ze ksieza tam na emigracji jest wygodniej i lepiej - choc w jednej parafii gdzie byl zakonny ksiadz ( okazal sie znajomym ksiedzem z moich terenow :)) - bylo naprawde fajnie - ksiadz byl tym ktory interesiowal sie i parafia i nami samymi - zawsze mozna bylo isc pogadac , mozna bylo liczyc na pomoc w kazdej sytuacji a i msze byly fajne oprawa muzyczna zawsze prowadzona przez mlodziez itd :)
ja straciłam wiare w Boga poprostu obraziłam się gdy zabrał mi najukochansza osobe jaką była moja mama na 10 dni przed 18-mi urodzinami a gdy poszłam do księdza prosić o pochówek krzyknoł mi że naj mniej dają 400zł ... ja chodzilam wtedy do liceum rodzice po rozwodzie mama w portfelu miała 90zł moj michał wtedy pracował ale wyplate mial po 15 i mówie że dobrze zapołace ale troszkę pozniej bo teraz nie jestem w stanie dodam że ksiądz ten dawał moim rodzicą slub mnie chrzcił przygotowywał i prowadził do 1 komuni i do bierzmowania znał moja rodzine od 20lat ... nie i koniec wtedy tymbardziej zraziłam się do kosciola .. mama była pracownikiem cywilnym w wojsku poszłam do Ksiedza w Kosciele garnizonowym zrobił mi przepiękną msze i pochówek mamy nie chciał ani transportu ani pieniedzy a sam od siebie kupił piękny wieniec dla mojej mamy a dla mnie aniołka a miesią poźniej odprawił kolejną msze
potem postanowilismy ze czas na dziecko i oboje zgodnie chcielismy ochrzcic synka i wychowywać go zgodnie z wiarą mimo iż sami żyjemy w grzechu bez ślubu potem straciłam ciąże :(i ponownie zostaliśmy rodzicami Poli gdy walczyliśmy o jej życie wierzyłam że to moja mama opiekuje się moją córeczką ona i Jan Paweł II nie wiem czemu ale to im zawierzyłam jej życie i się udało
czy jestem gorsza bo nie chodze do kościoła bo nie chodze pojawiam się tam w świeta Wielkanocne na Boże Narodzenie oraz gdy są msze w czyjejś intencji
nie uważam się za gorszą mimo że troche zaczyna mi przeszkadzać że nie idę do komuni za chwilę odbedzie się chrzest naszej Poli i równiez zrobie wszytko zeby była świadoma i wierzyła ... do praktyki zmuszać nie bedę
nie chce na nikogo napadać bo zaden w tym moj cel i prosze o to samo mimo że bez ślubu to żyje z m w szcześliwej rodzinie pelnej szacunki i miłości
Bardzo szanuje jedną z koleżankek która jest Świadkiem i się do tego przyznała
mam w rodzinie wyznawców tej wiary i byłam zapraszana np na Pamiątkę i bardzo miło to wspominam
potem postanowilismy ze czas na dziecko i oboje zgodnie chcielismy ochrzcic synka i wychowywać go zgodnie z wiarą mimo iż sami żyjemy w grzechu bez ślubu potem straciłam ciąże :(i ponownie zostaliśmy rodzicami Poli gdy walczyliśmy o jej życie wierzyłam że to moja mama opiekuje się moją córeczką ona i Jan Paweł II nie wiem czemu ale to im zawierzyłam jej życie i się udało
czy jestem gorsza bo nie chodze do kościoła bo nie chodze pojawiam się tam w świeta Wielkanocne na Boże Narodzenie oraz gdy są msze w czyjejś intencji
nie uważam się za gorszą mimo że troche zaczyna mi przeszkadzać że nie idę do komuni za chwilę odbedzie się chrzest naszej Poli i równiez zrobie wszytko zeby była świadoma i wierzyła ... do praktyki zmuszać nie bedę
nie chce na nikogo napadać bo zaden w tym moj cel i prosze o to samo mimo że bez ślubu to żyje z m w szcześliwej rodzinie pelnej szacunki i miłości
Bardzo szanuje jedną z koleżankek która jest Świadkiem i się do tego przyznała
mam w rodzinie wyznawców tej wiary i byłam zapraszana np na Pamiątkę i bardzo miło to wspominam
Albo wcielania w życie przykazań swojej wiary...
Znam dobrze dwie rodziny ŚJ, nie zauważam u nich żadnych oznak życia w sekcie.
Nachalnie się reklamują z tymi ulotkami? Pewnie, nie ma to jak misje w dzikich krajach, polityczne "chrzty państw" w średniowieczu i krucjaty ;)
Ciekawe, Aga, czy wiesz jak choćby zmarł Święty Wojciech...
Taka sama z nich sekta jak i z Kościoła Katolickiego.
Znam dobrze dwie rodziny ŚJ, nie zauważam u nich żadnych oznak życia w sekcie.
Nachalnie się reklamują z tymi ulotkami? Pewnie, nie ma to jak misje w dzikich krajach, polityczne "chrzty państw" w średniowieczu i krucjaty ;)
Ciekawe, Aga, czy wiesz jak choćby zmarł Święty Wojciech...
Taka sama z nich sekta jak i z Kościoła Katolickiego.
co do ślubu kościelnego dla sukni ;)
to przecież do USC też można sobie "strzelić" białą suknię ślubną ;) a nawet i welon jak ktoś się uprze :)
ja jako 6 letnie dziecko przestałam wierzyć w Boga... Bo wszyscy zawsze mówili, że On słucha modlitw dzieci... a mnie nie posłuchał jak prosiłam, żeby mój Tata nie umierał(w drugim pokoju)...
komunia i bierzmowanie - przyjęłam, bo nie miałam wyboru, bo inne dzieci z klasy przyjmowały, bo tak wypadało, bo rodzina niby wierząca...
Gabryś ochrzczony - bo Mariuszowi na tym zależało :) ja mam zamiar wychowywać syna najlepiej jak umiem - po prostu na dobrego, uczciwego człowieka :) wiary nie będę w to mieszać.
jeśli będzie chciał chodzić do kościoła itp. - proszę bardzo, z Tatą ;)
to przecież do USC też można sobie "strzelić" białą suknię ślubną ;) a nawet i welon jak ktoś się uprze :)
ja jako 6 letnie dziecko przestałam wierzyć w Boga... Bo wszyscy zawsze mówili, że On słucha modlitw dzieci... a mnie nie posłuchał jak prosiłam, żeby mój Tata nie umierał(w drugim pokoju)...
komunia i bierzmowanie - przyjęłam, bo nie miałam wyboru, bo inne dzieci z klasy przyjmowały, bo tak wypadało, bo rodzina niby wierząca...
Gabryś ochrzczony - bo Mariuszowi na tym zależało :) ja mam zamiar wychowywać syna najlepiej jak umiem - po prostu na dobrego, uczciwego człowieka :) wiary nie będę w to mieszać.
jeśli będzie chciał chodzić do kościoła itp. - proszę bardzo, z Tatą ;)
przykre to co napisałaś... tylko troszkę nie tak powinnaś to zaszufladkować :( straciłaś wiarę bo umarła Twoja mama a ksiądz chciał pieniądze mimo że ich nie mieliście... Teraz jesteś dojrzałą kobietą i powinnaś rozumieć że jest życie i jest śmierć, każdy z nas kogoś traci-moja mama jest ciężko chora ma nowotwór z przerzutami, nie wiem ile pożyje i chociaz często krzyczałam w duszy że Bóg jest niesprawiedliwy to wierzę że moje modlitwy zostaną usłuchane a jesli nie...? wtedy pewnie będę rozpaczała ale nie przestanę wierzyć w Boga. Gdyby każdy kto kogoś straci odwracał się od Boga to nie było by już wierzących. Wiem że to było dla Ciebie ciężkie przeżycie, sama nie wiem jak się zachowam gdy moja mama kiedyś (odpukać) zaśnie na wieki... Księża niestety nie są zesłani z niebios dlatego chyba zachowują się tak a nie inaczej... ;( nie trać wiary! pozwól Bogu zadziałać w Twoim sercu.
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
i odważnymi w sumie ;)
czasem może się wydawać, że się narzucają, ale wierzą, że odkryli drogę do zbawienia i chwała im za to, że chcą o tym mówić. A my=katolicy co? się po cichu modlimy, może czasem damy świadectwo zwykłym życiem, ale jak trzeba się przyznać, to nagle jesteśmy nieśmiali :P
i w sumie wszędzie jest sekciarstwo, w większości grup społecznych wyczuwa się taką nutkę :P
czasem może się wydawać, że się narzucają, ale wierzą, że odkryli drogę do zbawienia i chwała im za to, że chcą o tym mówić. A my=katolicy co? się po cichu modlimy, może czasem damy świadectwo zwykłym życiem, ale jak trzeba się przyznać, to nagle jesteśmy nieśmiali :P
i w sumie wszędzie jest sekciarstwo, w większości grup społecznych wyczuwa się taką nutkę :P
ania _85 do Stoke? o rany :) toz ja tez i tam bylam :) choc krotko :)
a co do jechowitow ....widac ze to niektore z was nie wiedza kim oni naprawde sa ;) a co do sekciarstwa to oooooo sekta sa oni na wielka skale , i mowice ze znaja tak dokladnie i wspaniale Pismi sw????
owszem, ale pismo zinterpretowane i PRZETWORZONE ! wedlug ich samych i wedlug ich potrzeb jesli mozna tak powiedziec, wszystko jest tam pozmienianie, przytocze przyklad :
w Pismie sw. kosciola katolickiego posiadajacego imprimatur jest fragment kiedy Pan Jezus wisi na krzyzu i mowi do wiszacego obok niego łotra : zaprawde powiadam ci , DZIS!! bedziesz ze mna w raju !
jechowici w swoim pismie maja : zaprawde powiadam ci dzis, ze bedziesz ze mna w raju ...czyli krotko mowiac zdanie przekrecone ktore zmienia caly sens...i z takich pozmienianych urywkow sklada sie ich pismo samo pismo nie ! swiete
kiedys jechalam pociagiem z moja mama, bylo to dawno podroz trwala 5 godzin, jechala z nami kociarka , i z satysfakcja przyznac musze ze w koncu braklo jej argumentow :)
no i radze co niektorym poczytac nieco wiecej o jechowych od samego poczatku ich powstania i o czlowieku z zabuzreniami psychicznymi ktory owa sekte zalozyl
to tak jakby ktos z nas zaczal sobe konkludowac po swojemu ,no ale czemu nie ;):P:)
a co do jechowitow ....widac ze to niektore z was nie wiedza kim oni naprawde sa ;) a co do sekciarstwa to oooooo sekta sa oni na wielka skale , i mowice ze znaja tak dokladnie i wspaniale Pismi sw????
owszem, ale pismo zinterpretowane i PRZETWORZONE ! wedlug ich samych i wedlug ich potrzeb jesli mozna tak powiedziec, wszystko jest tam pozmienianie, przytocze przyklad :
w Pismie sw. kosciola katolickiego posiadajacego imprimatur jest fragment kiedy Pan Jezus wisi na krzyzu i mowi do wiszacego obok niego łotra : zaprawde powiadam ci , DZIS!! bedziesz ze mna w raju !
jechowici w swoim pismie maja : zaprawde powiadam ci dzis, ze bedziesz ze mna w raju ...czyli krotko mowiac zdanie przekrecone ktore zmienia caly sens...i z takich pozmienianych urywkow sklada sie ich pismo samo pismo nie ! swiete
kiedys jechalam pociagiem z moja mama, bylo to dawno podroz trwala 5 godzin, jechala z nami kociarka , i z satysfakcja przyznac musze ze w koncu braklo jej argumentow :)
no i radze co niektorym poczytac nieco wiecej o jechowych od samego poczatku ich powstania i o czlowieku z zabuzreniami psychicznymi ktory owa sekte zalozyl
to tak jakby ktos z nas zaczal sobe konkludowac po swojemu ,no ale czemu nie ;):P:)
oj aga aga, sama teoria z neta to za mało...
W KK używamy wielu przekładów Pisma Sw. Choćby i u Romaniuka jest inne tłumaczenie.
Ja nie twierdzę, że zgadzam się z ich nauką (w niektórych miejscach), bo gdyby tak było byłabym już jedną z nich. Ale szanuję ich za to, że idą za słowami z NT "idżcie i nauczajcie inne narody". To jest kwestia wiary - oni wierzą i żyją zgodnie z tym - jak napisała bauaganiarka ich odwaga jest godna podziwu i naśladowania. A my jak mamy mówić o swojej wierze, to jak się często kończy? Szkalowaniem innowierców. Bo tak się mniej odsłonię? Bo nie mam odwagi mówić "o moim" Panu?
A świadkowie jako wspólnota wiele sobie dają - tego im zazdrościłam, bo tego nigdzie wczesniej nie znalazłam.
Ale niestety wielu z nas, tych bardziej zaściankowych, nazwijmy to ładniej "konserwatywnych" każde odstępstwo od tego co sami znamy, uzna za dziwactwo, sektę nawet (!).
Słyszałam już takie epitety i odnośnie Odnowy w Duchu Sw. (tej katolickiej), odnośnie Neokatechumenaty (że płodzą dzieci dla sekty!) i Swiadków. Czas otworzyć głowy i się przewietrzyć, ech...
W KK używamy wielu przekładów Pisma Sw. Choćby i u Romaniuka jest inne tłumaczenie.
Ja nie twierdzę, że zgadzam się z ich nauką (w niektórych miejscach), bo gdyby tak było byłabym już jedną z nich. Ale szanuję ich za to, że idą za słowami z NT "idżcie i nauczajcie inne narody". To jest kwestia wiary - oni wierzą i żyją zgodnie z tym - jak napisała bauaganiarka ich odwaga jest godna podziwu i naśladowania. A my jak mamy mówić o swojej wierze, to jak się często kończy? Szkalowaniem innowierców. Bo tak się mniej odsłonię? Bo nie mam odwagi mówić "o moim" Panu?
A świadkowie jako wspólnota wiele sobie dają - tego im zazdrościłam, bo tego nigdzie wczesniej nie znalazłam.
Ale niestety wielu z nas, tych bardziej zaściankowych, nazwijmy to ładniej "konserwatywnych" każde odstępstwo od tego co sami znamy, uzna za dziwactwo, sektę nawet (!).
Słyszałam już takie epitety i odnośnie Odnowy w Duchu Sw. (tej katolickiej), odnośnie Neokatechumenaty (że płodzą dzieci dla sekty!) i Swiadków. Czas otworzyć głowy i się przewietrzyć, ech...
a propos przekręcania Pisma Św:
Rozmawia dwóch mnichów, młody ze starszym na temat zbiorów znajdujących się w tamtejszej bibliotece.
- Mistrzu, wybacz, że pytam, ale co by się stało gdyby mnich przepisujący księgi się pomylił i jakieś zdanie przepisał błędnie?
- Nie, to niemożliwe, nikt się nie myli.
- No, ale jakby się ktoś pomylił, to co by się stało?
- Mówię ci, że nikt się nie myli, znasz tekst biblii na pamięć? Przyniosę ci jedną z pierwszych kopii i zobaczysz, że nic, a nic nie odbiega od tej z której i ty się uczyłeś...
- Mnich poszedł po ów tekst i nie ma go godzinę, dwie, trzy... w końcu młody mnich zniecierpliwił się i poszedł szukać mistrza. Znalazł go w bibliotece siedzącego nad dwoma tekstami biblii (jeden z którego się wszyscy uczyli, a drugi ten jeden z pierwszych kopii najbliższych oryginałowi) i płacze...
- Mistrzu co się stało?!?
- W pierwszym tekście jest napisane "będziesz żył w celi bracie", a w kolejnych kopiach "będziesz żył w celibacie"...
:D
po prostu nie znamy tych ruchów/odłamów/innych wyznań od środka...
ja akurat jestem w neokatechumenacie i nieraz nam zarzucali sekciarstwo właśnie, że w małych, zamkniętych grupkach jakieś zmodyfikowane msze św odprawiamy... a można se przyjść, zobaczyć (mogę Was zaprosić ;) ), że to ta sama niedzielna msza św, tylko znaki są rozbudowane, jak za czasów pierwszych chrześcijan, które na potrzeby mszy w dużych kościołach trzeba było skrócić... a z tymi dziećmi to prawda :P
Rozmawia dwóch mnichów, młody ze starszym na temat zbiorów znajdujących się w tamtejszej bibliotece.
- Mistrzu, wybacz, że pytam, ale co by się stało gdyby mnich przepisujący księgi się pomylił i jakieś zdanie przepisał błędnie?
- Nie, to niemożliwe, nikt się nie myli.
- No, ale jakby się ktoś pomylił, to co by się stało?
- Mówię ci, że nikt się nie myli, znasz tekst biblii na pamięć? Przyniosę ci jedną z pierwszych kopii i zobaczysz, że nic, a nic nie odbiega od tej z której i ty się uczyłeś...
- Mnich poszedł po ów tekst i nie ma go godzinę, dwie, trzy... w końcu młody mnich zniecierpliwił się i poszedł szukać mistrza. Znalazł go w bibliotece siedzącego nad dwoma tekstami biblii (jeden z którego się wszyscy uczyli, a drugi ten jeden z pierwszych kopii najbliższych oryginałowi) i płacze...
- Mistrzu co się stało?!?
- W pierwszym tekście jest napisane "będziesz żył w celi bracie", a w kolejnych kopiach "będziesz żył w celibacie"...
:D
po prostu nie znamy tych ruchów/odłamów/innych wyznań od środka...
ja akurat jestem w neokatechumenacie i nieraz nam zarzucali sekciarstwo właśnie, że w małych, zamkniętych grupkach jakieś zmodyfikowane msze św odprawiamy... a można se przyjść, zobaczyć (mogę Was zaprosić ;) ), że to ta sama niedzielna msza św, tylko znaki są rozbudowane, jak za czasów pierwszych chrześcijan, które na potrzeby mszy w dużych kościołach trzeba było skrócić... a z tymi dziećmi to prawda :P
jeszcze jeden mi się przypomniał:
Umiera papież i idzie do nieba, a u bramy do nieba spotyka św. Piotra.
-Kim jesteś? - pyta św. Piotr.
-Papieżem przecież! wysłannikiem św. Piotra na ziemi.
-Ej, sorry ja jestem św. Piotr i jakoś cię nie kojarzę.
-No jestem zastępcą Pana Boga na ziemi. - papież.
-Poczekaj pójdę pogadać z szefem.
-Panie Boże, znasz tego typa spod bramy?
-Nie, nie znam go, ale poczekaj może Jezus go zna. Synku, znasz tego typa spod bramy?
-Nie kojarzę, ale pójdę z nim pogadać.
Po kilku minutach Jezus wraca zwijając się ze śmiechu i mówi:
-Ojcze pamiętasz to kółko rybackie co założyłem około 2000 lat temu?
-No pamiętam.
-To ono jeszcze istnieje!
a propos pierwszych chrześcijan ;)
Umiera papież i idzie do nieba, a u bramy do nieba spotyka św. Piotra.
-Kim jesteś? - pyta św. Piotr.
-Papieżem przecież! wysłannikiem św. Piotra na ziemi.
-Ej, sorry ja jestem św. Piotr i jakoś cię nie kojarzę.
-No jestem zastępcą Pana Boga na ziemi. - papież.
-Poczekaj pójdę pogadać z szefem.
-Panie Boże, znasz tego typa spod bramy?
-Nie, nie znam go, ale poczekaj może Jezus go zna. Synku, znasz tego typa spod bramy?
-Nie kojarzę, ale pójdę z nim pogadać.
Po kilku minutach Jezus wraca zwijając się ze śmiechu i mówi:
-Ojcze pamiętasz to kółko rybackie co założyłem około 2000 lat temu?
-No pamiętam.
-To ono jeszcze istnieje!
a propos pierwszych chrześcijan ;)
a ja niewiem czy wierze i to mnie wkurza ,bo bez tego jest tak nijako.
pamietam kiedys co niedziele chodziło się do koscioła w najładniejszych ubraniach,calymi rodzinami,niedziela była niedzielą..spokojnym dniem,z pachnącym obiadem dwudaniowym i ciastem mamy,w kosciele spotykało sie pelno znajomych,,przeżywało sie każde swięta,a teraz? świeta to nie swieta tylko czas w ktorym trzeba sie nażrec do syta,jest jakos pusto i smutno,nie ma tej radości .i to mnie wkurza.
pamietam kiedys co niedziele chodziło się do koscioła w najładniejszych ubraniach,calymi rodzinami,niedziela była niedzielą..spokojnym dniem,z pachnącym obiadem dwudaniowym i ciastem mamy,w kosciele spotykało sie pelno znajomych,,przeżywało sie każde swięta,a teraz? świeta to nie swieta tylko czas w ktorym trzeba sie nażrec do syta,jest jakos pusto i smutno,nie ma tej radości .i to mnie wkurza.
Jechowici wydzielili się z Badaczy Pisma Świętego (str. 1426). Uznaję ich za sektę na podstawie kryterium materialnego , jest to część mojej klasyfikacji grup religijnych a nie wyraz wartościowania czy powszechnego pejoratywnego i emocjonalnego kojarzenia słowa „sekta". Jarosław Zabiełło w swym serwisie antysektowym sklasyfikował ŚJ jako sektę destrukcyjną. Poznałem wielu członów tej organizacji religijnej i częstokroć byli oni ludźmi sympatycznymi. Jednakże mój — surowy — tekst dotyczy charakterystyki pewnej doktryny i organizacji, a nie jednostek, które choć niezwykle naiwne, nierzadko traktowane są przeze mnie z niekłamaną sympatią.
Jehowici charakteryzują się paranoiczną wręcz „wiernością literze Biblii", którą uznają za summę myśli religijnej, społecznej, naukowej etc. człowieka. Obecnie jesteśmy na znacznie wyższym poziomie cywilizacyjnym niż wówczas kiedy tworzono większość mitów religijnych, nie wyłączając pism biblijnych. W wyniku tego także same wierzenia ewoluują w kierunku uznawania Biblii za mitologię (nie szkodząc przy tym samej wierze) . Dla Świadków Jehowy czas stanął, wszelkie niemalże opisy biblijne, nawet najbardziej niedorzeczne, nazywają "sprawozdaniem", "relacją", "historycznym doniesieniem ", "sprawozdanie biblijne donosi..." etc. Nie dopuszczają do swym głów symboliki biblijnej, niemal wszystko traktują literalnie, tak jak mogli to czynić pierwsi chrześcijanie, choć jest to wielce wątpliwe by byli oni tak naiwni jak członkowie tej sekty, którzy nawet uciszenie morza przez Jezusa przedstawiają jako dokonanie z dziedziny magii (na wzburzonym morzu uczniowie walczą z żywiołem pełni niepokoju, Jezus ze spokojem stoi wyprostowany i wymawiając zaklęcie z podniesionymi rękoma zaczarowuje wodę). Biblia występuje u nich również jako ...źródło inspirujące naukowców, piszą m.in. tak: "Księga Przypowieści 4,23 ukazała rolę ludzkiego serca na 2200 lat przedtem nim W. Harvey opublikował swe odkrycia dotyczące krążenia krwi. Chociaż więc Biblia nie jest podręcznikiem naukowym, to gdy porusza kwestie mające związek z nauką, znacznie wyprzedza swe czasy znajomością tematu" . Niesamowite, nieprawdaż? Pozostaje nam uznać, że przed nauką jeszcze wiele pracy, gdyż daleko jej do wielu tez biblijnych.
Szkodliwe społecznie są ich zapowiedzi o bliskiej apokalipsie — Armagedonie, głoszenie zakazu transfuzji krwi (szkodliwe dla wyznawców) na który wpadli w latach 40, odrzucają przeżywanie religii jako czegoś emocjonalnego, oderwanego od rozumu (co jest, że się przewrotnie wyrażę, zupełnie racjonalne), w zamian proponują "nabywanie dokładnej wiedzy o Bogu", i pomimo, że odrzucają Trójcę wiedzą jednak swoje: "ma on osobowość, rodzaj oraz imię" . Jehowici to sekta zupełnie antyekumeniczna i nietolerancyjna, przez co ich bajki o pragnieniu pokoju między ludźmi nie możemy traktować poważnie. Mówią:
"Dzięki proroctwom tak wiarygodnego Boga możemy się dowiedzieć, jaka przyszłość czeka ogólnoświatowy system skłóconych religii. Możemy też przewidzieć, co się stanie z potężnymi organizacjami politycznymi, które zdają się kierować losami świata. Ba, potrafimy nawet przepowiedzieć, jaki będzie koniec 'boga tego świata', Szatana, który 'zaślepił umysły niewierzących', posługując się mnóstwem religii odciągających ludzi od prawdziwego Boga, Jehowy. W jakim celu to uczynił? 'Aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga'"
"Religie zostaną uznane za winne rozpusty duchowej (...) Pora więc usłuchać nakazu anioła i opuścić szatańskie imperium religii fałszywej, a przyłączyć się do czystego wielbienia Jehowy"
"W tym nowym świecie każdemu zostanie dana możliwość zdecydowania już w doskonałych warunkach, czy chce oddawać cześć prawdziwemu Bogu, Jehowie, czy tez postradać życie jako Jego przeciwnik . Będzie tam rzeczywiście istnieć tylko jedna religia, jedna forma wielbienia. Wszyscy zjednoczą się w oddawaniu wyłącznej czci miłościwemu Stwórcy "
Pianie o pokoju na ziemi jest doprawdy żałosne! Dokładnie to samo głosili pierwotni chrześcijanie. Dokładnie to samo: pokój, miłość bliźniego, odżegnanie się od państwa. Lecz wystarczyło aby zostali zrównani w prawach z innymi religiami, następnie uznani za religię państwową, a otworzyło to drogę największym okrucieństwom i prześladowaniom, okrutnej nietolerancji, do jakiej „z natury" predysponowany jest system monoteistyczny. Biorąc pod uwagę dynamikę ich rozrostu, można stwierdzić, że oto historia płata nam figla, zapowiadając kołowrót swych dziejów… Daleko bezpieczniej pozostać gorliwym katolikiem z wyczerpanym ładunkiem fanatyzmu, niż neofitą gotowym na wszystko 'w imię miłości bliźniego'. Jak powiedziałby Wolter: "Jeżeli chcecie, aby tolerowano tutaj waszą naukę, to przestańcie być nietolerancyjni i nieznośni". Historia est magistra vitae...
Piekło. Jako ciekawy element ich kultu wymienimy przede wszystkim brak nauki o piekle, co ma znaczenie zwłaszcza dla niewierzących, którzy mają dość, obwieszczeń różnych proroków, zapowiadających, że w razie nieposłuszeństwa ich nakazom czekają ich najokropniejsze męki trwające, bagatela, przez całą wieczność. Świadkowie dają nam spokój, pozwalają zasnąć… Z drugiej jednak strony może to jednak irytować, gdyż ci co uprzykrzają się ze swoją Biblią, którą starają się omotać niezorientowanego laika, mijają się w tej kwestii z księgą na którą się powołują. Początkowo istotnie judaizm nie znał nauki o piekle, lecz z czasem przeniknęła ona do Starego Testamentu, Nowy Testament uznaje naukę o piekle i wyraża to dość jednoznacznie (choć oni oczywiście powołają się na drobne niejednoznaczności). Sam Chrystus był gorliwym wyznawcą mąk piekielnych, mówił: „Wężowie, rodzaju jaszczurczy, i jakoż będziecie mogli ujść przed sądem dnia piekielnego?" - Był to zwrot pod adresem ludzi, którym się nie podobały jego nauki. W Ewangelii znajduje się dużo takich wzmianek o piekle. Najpierw, naturalnie, dobrze nam znany tekst odnoszący się do grzechu "przeciwko Duchowi Świętemu": „Ale kto by mówił przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku ani w przyszłym". Powiada jeszcze: „Pośle Syn człowieczy anioły swoje, a oni zbiorą z królestwa jego wszystkie zgorszenia i tych, którzy nieprawość czynią; i wrzucą ich w piec ognisty, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" (Mt 13,41-42) — po czym rozwodzi się w dalszym ciągu nad płaczem i zgrzytaniem zębów. Wzmianki o tym następują jedna po drugiej i dla czytelnika jest zupełnie widoczne, że Chrystus musiał znajdować pewną przyjemność w przewidywaniu płaczu i zgrzytania zębów, bo inaczej nie powtarzałoby się to tak często. Nie zapomnieliście pewnie przypowieści o owcach i kozłach, gdzie mówi się, jak to podczas drugiego przyjścia Syn człowieczy odłączy owce od kozłów i powie kozłom: „Idźcie ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny". I ciągnie dalej: „I pójdą ci na męki wieczne". Następnie powiada znowu: „A jeśliby cię gorszyła ręka twoja, odetnij ją; bo lepiej jest tobie ułomnym wnijść do żywota, niżeli dwie ręce mając iść do piekła w ogień nieugaszony, gdzie robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie". Powtarza się to parokrotnie. Zobacz ponadto Mt 11,23 (powołano się tutaj na Iz 14,13-15), Mt 25,41-46, Łk 16,23, 2 P 2,10 (w niektórych przekładach nie wspomniano o mękach, u Wujka jest jasno wyrażone piekło: "aby męczeni byli"), Apok 14,10, Apok 20,10-15 i in.
Jak wspomniałem, zdobywają wielu nowych wyznawców znęconych ich opowieściami o arkadii, która wkrótce stanie się ich niewątpliwym udziałem. W gruncie rzeczy, paradoksalnie, ci co głoszą bezwartościowość doczesnych przyjemności, marność ziemskich rozkoszy — najbardziej ich pragną i pożądają, głoszą jednak ich nicość, gdyż nie mogą dostać ich w takiej ilości jakiej pożądają, zapowiadają więc, że jeśli się do nich przyłączysz będziesz wśród wybranych Jehowy, którym niedługo da to czego pragną — ziemską rozkosz i radość. Mówią: "Biblia zapowiada, że wkrótce nastanie na ziemi era pokoju i sprawiedliwości, kiedy to cała rodzina będzie miała własne piękne mieszkanie, a cała ludzkość będzie już na zawsze cieszyć się życiem w doskonałym zdrowiu" . Pamiętaj jednak, że ludzkość to będą TYLKO członkowie ŚJ.
Czcionka szeryfowa1 2 Dalej..
Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też
Jehowici charakteryzują się paranoiczną wręcz „wiernością literze Biblii", którą uznają za summę myśli religijnej, społecznej, naukowej etc. człowieka. Obecnie jesteśmy na znacznie wyższym poziomie cywilizacyjnym niż wówczas kiedy tworzono większość mitów religijnych, nie wyłączając pism biblijnych. W wyniku tego także same wierzenia ewoluują w kierunku uznawania Biblii za mitologię (nie szkodząc przy tym samej wierze) . Dla Świadków Jehowy czas stanął, wszelkie niemalże opisy biblijne, nawet najbardziej niedorzeczne, nazywają "sprawozdaniem", "relacją", "historycznym doniesieniem ", "sprawozdanie biblijne donosi..." etc. Nie dopuszczają do swym głów symboliki biblijnej, niemal wszystko traktują literalnie, tak jak mogli to czynić pierwsi chrześcijanie, choć jest to wielce wątpliwe by byli oni tak naiwni jak członkowie tej sekty, którzy nawet uciszenie morza przez Jezusa przedstawiają jako dokonanie z dziedziny magii (na wzburzonym morzu uczniowie walczą z żywiołem pełni niepokoju, Jezus ze spokojem stoi wyprostowany i wymawiając zaklęcie z podniesionymi rękoma zaczarowuje wodę). Biblia występuje u nich również jako ...źródło inspirujące naukowców, piszą m.in. tak: "Księga Przypowieści 4,23 ukazała rolę ludzkiego serca na 2200 lat przedtem nim W. Harvey opublikował swe odkrycia dotyczące krążenia krwi. Chociaż więc Biblia nie jest podręcznikiem naukowym, to gdy porusza kwestie mające związek z nauką, znacznie wyprzedza swe czasy znajomością tematu" . Niesamowite, nieprawdaż? Pozostaje nam uznać, że przed nauką jeszcze wiele pracy, gdyż daleko jej do wielu tez biblijnych.
Szkodliwe społecznie są ich zapowiedzi o bliskiej apokalipsie — Armagedonie, głoszenie zakazu transfuzji krwi (szkodliwe dla wyznawców) na który wpadli w latach 40, odrzucają przeżywanie religii jako czegoś emocjonalnego, oderwanego od rozumu (co jest, że się przewrotnie wyrażę, zupełnie racjonalne), w zamian proponują "nabywanie dokładnej wiedzy o Bogu", i pomimo, że odrzucają Trójcę wiedzą jednak swoje: "ma on osobowość, rodzaj oraz imię" . Jehowici to sekta zupełnie antyekumeniczna i nietolerancyjna, przez co ich bajki o pragnieniu pokoju między ludźmi nie możemy traktować poważnie. Mówią:
"Dzięki proroctwom tak wiarygodnego Boga możemy się dowiedzieć, jaka przyszłość czeka ogólnoświatowy system skłóconych religii. Możemy też przewidzieć, co się stanie z potężnymi organizacjami politycznymi, które zdają się kierować losami świata. Ba, potrafimy nawet przepowiedzieć, jaki będzie koniec 'boga tego świata', Szatana, który 'zaślepił umysły niewierzących', posługując się mnóstwem religii odciągających ludzi od prawdziwego Boga, Jehowy. W jakim celu to uczynił? 'Aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga'"
"Religie zostaną uznane za winne rozpusty duchowej (...) Pora więc usłuchać nakazu anioła i opuścić szatańskie imperium religii fałszywej, a przyłączyć się do czystego wielbienia Jehowy"
"W tym nowym świecie każdemu zostanie dana możliwość zdecydowania już w doskonałych warunkach, czy chce oddawać cześć prawdziwemu Bogu, Jehowie, czy tez postradać życie jako Jego przeciwnik . Będzie tam rzeczywiście istnieć tylko jedna religia, jedna forma wielbienia. Wszyscy zjednoczą się w oddawaniu wyłącznej czci miłościwemu Stwórcy "
Pianie o pokoju na ziemi jest doprawdy żałosne! Dokładnie to samo głosili pierwotni chrześcijanie. Dokładnie to samo: pokój, miłość bliźniego, odżegnanie się od państwa. Lecz wystarczyło aby zostali zrównani w prawach z innymi religiami, następnie uznani za religię państwową, a otworzyło to drogę największym okrucieństwom i prześladowaniom, okrutnej nietolerancji, do jakiej „z natury" predysponowany jest system monoteistyczny. Biorąc pod uwagę dynamikę ich rozrostu, można stwierdzić, że oto historia płata nam figla, zapowiadając kołowrót swych dziejów… Daleko bezpieczniej pozostać gorliwym katolikiem z wyczerpanym ładunkiem fanatyzmu, niż neofitą gotowym na wszystko 'w imię miłości bliźniego'. Jak powiedziałby Wolter: "Jeżeli chcecie, aby tolerowano tutaj waszą naukę, to przestańcie być nietolerancyjni i nieznośni". Historia est magistra vitae...
Piekło. Jako ciekawy element ich kultu wymienimy przede wszystkim brak nauki o piekle, co ma znaczenie zwłaszcza dla niewierzących, którzy mają dość, obwieszczeń różnych proroków, zapowiadających, że w razie nieposłuszeństwa ich nakazom czekają ich najokropniejsze męki trwające, bagatela, przez całą wieczność. Świadkowie dają nam spokój, pozwalają zasnąć… Z drugiej jednak strony może to jednak irytować, gdyż ci co uprzykrzają się ze swoją Biblią, którą starają się omotać niezorientowanego laika, mijają się w tej kwestii z księgą na którą się powołują. Początkowo istotnie judaizm nie znał nauki o piekle, lecz z czasem przeniknęła ona do Starego Testamentu, Nowy Testament uznaje naukę o piekle i wyraża to dość jednoznacznie (choć oni oczywiście powołają się na drobne niejednoznaczności). Sam Chrystus był gorliwym wyznawcą mąk piekielnych, mówił: „Wężowie, rodzaju jaszczurczy, i jakoż będziecie mogli ujść przed sądem dnia piekielnego?" - Był to zwrot pod adresem ludzi, którym się nie podobały jego nauki. W Ewangelii znajduje się dużo takich wzmianek o piekle. Najpierw, naturalnie, dobrze nam znany tekst odnoszący się do grzechu "przeciwko Duchowi Świętemu": „Ale kto by mówił przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku ani w przyszłym". Powiada jeszcze: „Pośle Syn człowieczy anioły swoje, a oni zbiorą z królestwa jego wszystkie zgorszenia i tych, którzy nieprawość czynią; i wrzucą ich w piec ognisty, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" (Mt 13,41-42) — po czym rozwodzi się w dalszym ciągu nad płaczem i zgrzytaniem zębów. Wzmianki o tym następują jedna po drugiej i dla czytelnika jest zupełnie widoczne, że Chrystus musiał znajdować pewną przyjemność w przewidywaniu płaczu i zgrzytania zębów, bo inaczej nie powtarzałoby się to tak często. Nie zapomnieliście pewnie przypowieści o owcach i kozłach, gdzie mówi się, jak to podczas drugiego przyjścia Syn człowieczy odłączy owce od kozłów i powie kozłom: „Idźcie ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny". I ciągnie dalej: „I pójdą ci na męki wieczne". Następnie powiada znowu: „A jeśliby cię gorszyła ręka twoja, odetnij ją; bo lepiej jest tobie ułomnym wnijść do żywota, niżeli dwie ręce mając iść do piekła w ogień nieugaszony, gdzie robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie". Powtarza się to parokrotnie. Zobacz ponadto Mt 11,23 (powołano się tutaj na Iz 14,13-15), Mt 25,41-46, Łk 16,23, 2 P 2,10 (w niektórych przekładach nie wspomniano o mękach, u Wujka jest jasno wyrażone piekło: "aby męczeni byli"), Apok 14,10, Apok 20,10-15 i in.
Jak wspomniałem, zdobywają wielu nowych wyznawców znęconych ich opowieściami o arkadii, która wkrótce stanie się ich niewątpliwym udziałem. W gruncie rzeczy, paradoksalnie, ci co głoszą bezwartościowość doczesnych przyjemności, marność ziemskich rozkoszy — najbardziej ich pragną i pożądają, głoszą jednak ich nicość, gdyż nie mogą dostać ich w takiej ilości jakiej pożądają, zapowiadają więc, że jeśli się do nich przyłączysz będziesz wśród wybranych Jehowy, którym niedługo da to czego pragną — ziemską rozkosz i radość. Mówią: "Biblia zapowiada, że wkrótce nastanie na ziemi era pokoju i sprawiedliwości, kiedy to cała rodzina będzie miała własne piękne mieszkanie, a cała ludzkość będzie już na zawsze cieszyć się życiem w doskonałym zdrowiu" . Pamiętaj jednak, że ludzkość to będą TYLKO członkowie ŚJ.
Czcionka szeryfowa1 2 Dalej..
Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też
Aga napisze Ci jedno w dupie byłaś i g.... widziałaś wyszperałaś jakieś bzdury z netu i uważasz że zabłyśniesz .
mój dziedek jest świadkiem Jehowy i wcale się tego nie wstydze brał udział w każdym moim sakramęcie poprostu wchodził do kościola i stał stylu bo był dumny że jego wnuczka a naprawde nią nie jestem bo był ojczymem mojej mamy wierzy
znam mase ludzi którzy są Świadkami i napewno nie są sektą
mają takie same pismo święte jak My ... nie wyrywają kartek jak niektórzy mówią
mają zebrania w tyg u kogoś w domu studiują biblie a poźniej jest poczestunek są otwarci i pełni szacunku dla siebie wspieraja się a nie tak jak u Nas licytacja która wiecej złota ma albo ktora wiecej kwiatów na ółtarzu położy owszem tak jak w każdej społeczności sią czarne owce .... w niedziele spotykaja się w większej społecznosci zboru
jedyne czego nie mogę zrozumieć to brak świętowania urodzin ... dla dzieci to straszne bo wiem jak moja kuzynka teraz w weiku szkolnym to przeżywa
równiez razi mnie takzwane głoszenie po domach ale przecież mozna powiedzieć nie dziękuje i finito :)
Czasami nie rozumem ludzkiej głupoty myśl i rób tak jak ja chcę albo jesteś gorszy
Mieszkałam za granicą i tam nie tylko byli Światkowie Zielonoświątkowcy Protestanci Ateiści Muzumanie itp i od zadnego z nich nie usłyszałam złego słowa gdy widzieli medalik na szyji
SZANUJMY INNYCH TAK JAK SAMI BYŚMY CHCIELI BY NAS SZANOWALI
mój dziedek jest świadkiem Jehowy i wcale się tego nie wstydze brał udział w każdym moim sakramęcie poprostu wchodził do kościola i stał stylu bo był dumny że jego wnuczka a naprawde nią nie jestem bo był ojczymem mojej mamy wierzy
znam mase ludzi którzy są Świadkami i napewno nie są sektą
mają takie same pismo święte jak My ... nie wyrywają kartek jak niektórzy mówią
mają zebrania w tyg u kogoś w domu studiują biblie a poźniej jest poczestunek są otwarci i pełni szacunku dla siebie wspieraja się a nie tak jak u Nas licytacja która wiecej złota ma albo ktora wiecej kwiatów na ółtarzu położy owszem tak jak w każdej społeczności sią czarne owce .... w niedziele spotykaja się w większej społecznosci zboru
jedyne czego nie mogę zrozumieć to brak świętowania urodzin ... dla dzieci to straszne bo wiem jak moja kuzynka teraz w weiku szkolnym to przeżywa
równiez razi mnie takzwane głoszenie po domach ale przecież mozna powiedzieć nie dziękuje i finito :)
Czasami nie rozumem ludzkiej głupoty myśl i rób tak jak ja chcę albo jesteś gorszy
Mieszkałam za granicą i tam nie tylko byli Światkowie Zielonoświątkowcy Protestanci Ateiści Muzumanie itp i od zadnego z nich nie usłyszałam złego słowa gdy widzieli medalik na szyji
SZANUJMY INNYCH TAK JAK SAMI BYŚMY CHCIELI BY NAS SZANOWALI
aga coś się tak uwzięła na nich? czy któryś z nich zwyzywał Cie kiedykolwiek na ulicy? czy zaczął podawać przykłady z netu że katolicy są nienormalni? psychicznie niedorozwinięci? wątpię. Pozwól im życ w takiej wierze jaką sobie wybrali. Tyle złości w ich kierunku od Ciebie płynie, chcesz nas wszystkich przekonać że masz rację a ja nie krytykuję innych, nie staram się wmusić swoich racji, każdy żyje na swój sposób i niech tak bedzie skoro nie robi nikomu krzywdy.
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Świadectwa ofiar sekty Świadków Jehowy
6, Bóg sprawił cud i ocalił mnie
(świadectwo Mirosława)
Kochani! Moja droga powrotu na łono Kościoła, to niemal cudowne ocalenie mnie przed oplataniem mackami sekty jehowitów Ale po kolei. Co spowodowało moje skłonienie się do świadków, i jak zostałem ocalony dosłownie za pięć dwunasta przed przyjęciem ich pogmatwanych nauk?
Rok 1998-95 to bardzo trudny okres w moim życiu. Prowadziłem wówczas różne interesy. Jednak sprawy zaczęły tak źle iść, że stanąłem w obliczu katastrofy. Rozwaliła mi się firma, postałem ze strasznymi długami, straciłem cały dorobek swego życia, a wierzyciele zaczęli ścigać mnie, grożąc utratą życia. Byłem załamany psychicznie i moralnie, odechciało się żyć.
Nie mając się gdzie podziać,, zamieszkałem u jednego z moich rodzonych braci w Gdańsku, notabene świadka Jehowy. Bardzo chętnie mnie przyjął, dał mi - jak to sam określał - „wędkę", tzn. umożliwił mi jakąś pracę. To pozwalało mi egzystować w jakiś sposób i utrzymywać synka i żonę, którzy pozostali 400 km ode mnie.
Ów brat Janusz od samego początku zaczął podsuwać mi różne periodyki charakterystyczne dla świadków Jehowy. Zaczął wciągać mnie w różne , dyskusje, wręczał różne książki, w końcu zaczął zabierać do zboru. Byłem bezkrytyczny, słaby psychicznie w tym momencie i można było ze mną robić wszystko, jak z plasteliną. Wizja świata, gdzie lwy pasą się z baranami, była wówczas dla mnie bardzo kusząca i ciekawa, cała nauka o Wielkim Babilonie, Kościele, też zaczęła mnie powoli przekonywać.
I oto nie spostrzegłem się, jak zaczęto pranie mego mózgu, systemowo i metodycznie. Stawałem się bezwolnym narzędziem w ich rękach, zacząłem i uczestniczyć w dreptaniu od drzwi do drzwi, wciskając broszurki, siejąc w umysłach ludzkich zamieszanie, niepewność ć i wątpliwości. A to przecież nie jest takie trudne.
Trochę później brat Janusz, poprzez współwyznawców z Niemiec, załatwił mi tam pracę. Pojechałem, bo cóż mi pozostało, by pracować na czarno. Zamieszkałem u świadków. Tam trwała dalsza moja "edukacja" i pranie mózgu. Znowu dreptałem od drzwi do drzwi, a muszę przyznać, że ta sekta w Niemczech jest bardzo prężna, bogata i skuteczna w tym dreptaniu od drzwi do drzwi. Pracowałem na budowie. Pewnego razu, wskutek kontroli policyjnej w miejscu pracy, wszyscy IV Polacy tam pracujący na czarno wpadli między innymi i ja. Kłopoty straszliwe, areszt, kara, deportacja.
W tym dla mnie ciężkim momencie zwróciłem się do braci, u których zamieszkiwałem, w naturalny sposób oczekując pomocy z ich strony. I tu szok. Oni nie przyznawali się do mnie, twierdzili, że to mój problem. Co za przewrotność!, co za okrucieństwo! Pewnie bali się, nie chcieli robić sobie kłopotu. Ponoć przyjaciół poznaje się w biedzie... A gdzie to wszystko, co głosili, podkreślając, że jedynie oni są prawdziwymi chrześcijanami, reszta to Wielki Babilon, który z pewnością będzie spalony i wytępiony w czasie Armagedonu...
Powróciłem do Gdańska bez grosza przy duszy. Brat Janusz zechciał jeszcze mnie przyjąć pod swój dach, zresztą całkiem interesownie - miał konkretne cele co do mnie i nadal indoktrynował mnie, serwując tekturki. Ja nadal byłem bezkrytyczny i mimo oparzenia, nadal leciałem do światełka, które nie było niczym innym jak ogniem, w którym bym się spalił. Ale ja nadal wykonywałem lot w tę stronę, popychany przez brata rodzonego i jego braci sektowych.
Nagle dostałem długi list od mego drugiego brata, Juliana . Był to piorun z jasnego, pięknego nieba roztaczanego nade mną przez jehowitów. List podziałał na mnie piorunująco. Brat Julian dowiedział się o moich numerach, jakie wyczyniałem, zmieniając swój światopogląd. Jego argumentacja była rzeczowa i demaskująca to wszystko, czym zacząłem się interesować. Julian jako doświadczony człowiek, o ścisłym umyśle technicznym, a jednocześnie wielki humanista i znawca różnych religii i sekt, zaczął metodycznie i z dużą rozwagą usuwać tę pianę, jaką w moim umyśle zrobili świadkowie. Nie było to dla niego łatwe, bowiem ja ciągle argumentowałem tymi argumentami, których mnie nauczono. A Julian to obalał po kolei, udowadniał mi błędność tych nauk, że to co robię, wcale nie jest dobrem, że nie pochodzi to od Boga, a od złego. Tak więc wskutek wielostronicowych listów Juliana, długich rozmów telefonicznych z nim, moja wiara w nauki głoszone przez świadków zaczęła się chwiać, a w końcu cała ta nauka legła w gruzach.
Dużym przyczynkiem były książki p. Tadeusza Kundy, które przysłał mi Julian. Także książka "Kryzys sumienia" - Franza wiele mi pomogła zrozumieć przewrotność tych nauk i podstęp, jaki stosują najwyżsi przywódcy tej niebezpiecznej sekty - myślę, że szczególnie niebezpiecznej dla nas Polaków o specyficznej słowiańskiej duszy.
Tylko ja i Bóg wie, jaką walkę musiałem stoczyć ze sobą samym, by z powrotem wrócić do Kościoła rzymskokatolickiego.
W końcu przełamałem się i za namową Juliana poszedłem do kościoła, poszedłem na Mszę św., przystąpiłem do sakramentu pokuty, tak jak to robiłem ongiś. To była długa i straszna walka. Dobry Bóg Ojciec przygarnął mnie jak syna marnotrawnego. Jestem dziś tu z Wami, Kochani, wierzę w to samo co i Wy. To, że tu odnalazłem się, jest cudem. Biorąc kategoriami ludzkimi, byłoby to niemożliwe, a jednak Bóg sprawił cud i ocalił mnie. Może to zasługa mojej drogiej Matki, już nieżyjącej, która kiedyś z różańcem w ręku wypraszała dla swych dzieci wiarę i to, byśmy byli uczciwi w życiu?
Mirosław M., 20 V2000 r., Niepokalanów
6, Bóg sprawił cud i ocalił mnie
(świadectwo Mirosława)
Kochani! Moja droga powrotu na łono Kościoła, to niemal cudowne ocalenie mnie przed oplataniem mackami sekty jehowitów Ale po kolei. Co spowodowało moje skłonienie się do świadków, i jak zostałem ocalony dosłownie za pięć dwunasta przed przyjęciem ich pogmatwanych nauk?
Rok 1998-95 to bardzo trudny okres w moim życiu. Prowadziłem wówczas różne interesy. Jednak sprawy zaczęły tak źle iść, że stanąłem w obliczu katastrofy. Rozwaliła mi się firma, postałem ze strasznymi długami, straciłem cały dorobek swego życia, a wierzyciele zaczęli ścigać mnie, grożąc utratą życia. Byłem załamany psychicznie i moralnie, odechciało się żyć.
Nie mając się gdzie podziać,, zamieszkałem u jednego z moich rodzonych braci w Gdańsku, notabene świadka Jehowy. Bardzo chętnie mnie przyjął, dał mi - jak to sam określał - „wędkę", tzn. umożliwił mi jakąś pracę. To pozwalało mi egzystować w jakiś sposób i utrzymywać synka i żonę, którzy pozostali 400 km ode mnie.
Ów brat Janusz od samego początku zaczął podsuwać mi różne periodyki charakterystyczne dla świadków Jehowy. Zaczął wciągać mnie w różne , dyskusje, wręczał różne książki, w końcu zaczął zabierać do zboru. Byłem bezkrytyczny, słaby psychicznie w tym momencie i można było ze mną robić wszystko, jak z plasteliną. Wizja świata, gdzie lwy pasą się z baranami, była wówczas dla mnie bardzo kusząca i ciekawa, cała nauka o Wielkim Babilonie, Kościele, też zaczęła mnie powoli przekonywać.
I oto nie spostrzegłem się, jak zaczęto pranie mego mózgu, systemowo i metodycznie. Stawałem się bezwolnym narzędziem w ich rękach, zacząłem i uczestniczyć w dreptaniu od drzwi do drzwi, wciskając broszurki, siejąc w umysłach ludzkich zamieszanie, niepewność ć i wątpliwości. A to przecież nie jest takie trudne.
Trochę później brat Janusz, poprzez współwyznawców z Niemiec, załatwił mi tam pracę. Pojechałem, bo cóż mi pozostało, by pracować na czarno. Zamieszkałem u świadków. Tam trwała dalsza moja "edukacja" i pranie mózgu. Znowu dreptałem od drzwi do drzwi, a muszę przyznać, że ta sekta w Niemczech jest bardzo prężna, bogata i skuteczna w tym dreptaniu od drzwi do drzwi. Pracowałem na budowie. Pewnego razu, wskutek kontroli policyjnej w miejscu pracy, wszyscy IV Polacy tam pracujący na czarno wpadli między innymi i ja. Kłopoty straszliwe, areszt, kara, deportacja.
W tym dla mnie ciężkim momencie zwróciłem się do braci, u których zamieszkiwałem, w naturalny sposób oczekując pomocy z ich strony. I tu szok. Oni nie przyznawali się do mnie, twierdzili, że to mój problem. Co za przewrotność!, co za okrucieństwo! Pewnie bali się, nie chcieli robić sobie kłopotu. Ponoć przyjaciół poznaje się w biedzie... A gdzie to wszystko, co głosili, podkreślając, że jedynie oni są prawdziwymi chrześcijanami, reszta to Wielki Babilon, który z pewnością będzie spalony i wytępiony w czasie Armagedonu...
Powróciłem do Gdańska bez grosza przy duszy. Brat Janusz zechciał jeszcze mnie przyjąć pod swój dach, zresztą całkiem interesownie - miał konkretne cele co do mnie i nadal indoktrynował mnie, serwując tekturki. Ja nadal byłem bezkrytyczny i mimo oparzenia, nadal leciałem do światełka, które nie było niczym innym jak ogniem, w którym bym się spalił. Ale ja nadal wykonywałem lot w tę stronę, popychany przez brata rodzonego i jego braci sektowych.
Nagle dostałem długi list od mego drugiego brata, Juliana . Był to piorun z jasnego, pięknego nieba roztaczanego nade mną przez jehowitów. List podziałał na mnie piorunująco. Brat Julian dowiedział się o moich numerach, jakie wyczyniałem, zmieniając swój światopogląd. Jego argumentacja była rzeczowa i demaskująca to wszystko, czym zacząłem się interesować. Julian jako doświadczony człowiek, o ścisłym umyśle technicznym, a jednocześnie wielki humanista i znawca różnych religii i sekt, zaczął metodycznie i z dużą rozwagą usuwać tę pianę, jaką w moim umyśle zrobili świadkowie. Nie było to dla niego łatwe, bowiem ja ciągle argumentowałem tymi argumentami, których mnie nauczono. A Julian to obalał po kolei, udowadniał mi błędność tych nauk, że to co robię, wcale nie jest dobrem, że nie pochodzi to od Boga, a od złego. Tak więc wskutek wielostronicowych listów Juliana, długich rozmów telefonicznych z nim, moja wiara w nauki głoszone przez świadków zaczęła się chwiać, a w końcu cała ta nauka legła w gruzach.
Dużym przyczynkiem były książki p. Tadeusza Kundy, które przysłał mi Julian. Także książka "Kryzys sumienia" - Franza wiele mi pomogła zrozumieć przewrotność tych nauk i podstęp, jaki stosują najwyżsi przywódcy tej niebezpiecznej sekty - myślę, że szczególnie niebezpiecznej dla nas Polaków o specyficznej słowiańskiej duszy.
Tylko ja i Bóg wie, jaką walkę musiałem stoczyć ze sobą samym, by z powrotem wrócić do Kościoła rzymskokatolickiego.
W końcu przełamałem się i za namową Juliana poszedłem do kościoła, poszedłem na Mszę św., przystąpiłem do sakramentu pokuty, tak jak to robiłem ongiś. To była długa i straszna walka. Dobry Bóg Ojciec przygarnął mnie jak syna marnotrawnego. Jestem dziś tu z Wami, Kochani, wierzę w to samo co i Wy. To, że tu odnalazłem się, jest cudem. Biorąc kategoriami ludzkimi, byłoby to niemożliwe, a jednak Bóg sprawił cud i ocalił mnie. Może to zasługa mojej drogiej Matki, już nieżyjącej, która kiedyś z różańcem w ręku wypraszała dla swych dzieci wiarę i to, byśmy byli uczciwi w życiu?
Mirosław M., 20 V2000 r., Niepokalanów
nascimento - czemu nie moge wyrazic do konca swojego zdania tak jak inni?? chce tylko pokazac ze niektorzy maja zamydlone oczy i nie widza tego co po bokach , czyli niewiedza i to wielka powoduje ze wlasnie robi sie nagonke na tych co mowia glosno do konca co mysla -
protestanci , muzumanie to religie ktore maja rozne odlamy - ale niestety jechowici nie sa zadnym wyznaniem - i dlaczego nie mozna przyznac otwarcie ze to sekta! sekta zalozona przez chorego czlowieka przez ktorego tyle ludzi stracilo zycie i czy to jest normalne???? ...szkoda wogole slow,bo osobom nieuswiadomionym trudno jest wyjasnic pewne rzeczy
kiedys jedna pani zapytana przez mojego sasiada o to czym dla niej jest jej wiara i jak ona wplywa na jej zycie - celowo uzyl slowa wiara - nie odpowiedziala nic - bo nie wiedziala - nie wiedziala bo wplywa nijak , pranie z mozgu i powtarzanie wszystkeigo jak jakiejs mantry ....to tyle bo jak widze ktos kto wiecej doglebniej wyraza swoje zdanie sprzeczne z ogolem jest automatycznie zbluzgany ....
protestanci , muzumanie to religie ktore maja rozne odlamy - ale niestety jechowici nie sa zadnym wyznaniem - i dlaczego nie mozna przyznac otwarcie ze to sekta! sekta zalozona przez chorego czlowieka przez ktorego tyle ludzi stracilo zycie i czy to jest normalne???? ...szkoda wogole slow,bo osobom nieuswiadomionym trudno jest wyjasnic pewne rzeczy
kiedys jedna pani zapytana przez mojego sasiada o to czym dla niej jest jej wiara i jak ona wplywa na jej zycie - celowo uzyl slowa wiara - nie odpowiedziala nic - bo nie wiedziala - nie wiedziala bo wplywa nijak , pranie z mozgu i powtarzanie wszystkeigo jak jakiejs mantry ....to tyle bo jak widze ktos kto wiecej doglebniej wyraza swoje zdanie sprzeczne z ogolem jest automatycznie zbluzgany ....
aga jednego nie zrozumiałaś - dość istotnego w rzeczy samej ;>
Nikt, absolutnie nikt, nie głosił tu i nie propagował nauk Swiadków. Tu chodzi o SZACUNEK dla odmiennych poglądów. Dla ludzi po prostu.
A choćbyś nie wiem ile razy wykonała kopiuj - wklej, to nie zmienisz faktu, że Świadkowie Jehowy to też ludzie...
Nikt, absolutnie nikt, nie głosił tu i nie propagował nauk Swiadków. Tu chodzi o SZACUNEK dla odmiennych poglądów. Dla ludzi po prostu.
A choćbyś nie wiem ile razy wykonała kopiuj - wklej, to nie zmienisz faktu, że Świadkowie Jehowy to też ludzie...
owszem to tez ludzie - ale dosc wkurzajacy z ciaglym wciskaniem mi gazetek i to na ograglo czego mam juz dosc i dzwonieniem w domofon z zalosnymi pytaniami - a ja sobie tego po prostu nie zycze i to nie tylko jedna wkurzajaca sprawa .....
owszem nie tematem byli jechowici ale ktos zaczal pisac na ich temat wiec tez wyrazilam co mysle o nich samych
i tak jak kazdy ma prawo do wyrazania tutaj - jak widac - swoich i bardzo roznych opini i czasem mocno dosc kontrowersyjnych to tak samo ja wyrazilam swoje zdanie na dany temat OK!?
owszem nie tematem byli jechowici ale ktos zaczal pisac na ich temat wiec tez wyrazilam co mysle o nich samych
i tak jak kazdy ma prawo do wyrazania tutaj - jak widac - swoich i bardzo roznych opini i czasem mocno dosc kontrowersyjnych to tak samo ja wyrazilam swoje zdanie na dany temat OK!?
aga a kto Cię zbluzgał? napisałyśmy tylko że nie musisz ich tak atakować, rozumiem że ich nie akceptujesz ale oni przecież nie wyrządzają Ci krzywdy a już napewno nikt nie odejdzie od nich po tym co wkleiłaś bo o każdym wyznaniu znajdziesz masę informacji w necie zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Ja życzę wszystkim ogromnej wiary w Bożą potęgę, odwagi by o tym mówić i co niektórym odrobiny luzu ;) Ada nie ma co się stresować na noc. Dobrej nocy wszystkim i zapraszam jutro :) a nóz w nocy ktoś dozna olśnienia i coś fajnego napisze..
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
My chodzimy z mezem i synkiem do kosciola co niedziele,jest tak zawsze nawet jak nasz skarbek mial pare tygodni, modle sie wieczorem, moze nie zawsze jest to modlitwa ale rozmowa, dziekuje Bogu za kazdy dzien.... pare lat temu chodzenie do kosciola to bylo dlatego,ze wszyscy ida itp. ale kiedy wydarzyly sie bardzo zle rzeczy w moim zyciu wiara w Boga mi pomogla,
niedziela to dla nas dzien swiety ,rano kosciol ,obiadek:) i czas tylko dla rodziny i najblizszych, nie jakies latanie po sklepach itp.
nie rozumie ludzi ktorzy twierdza ,ze np swieta Bozego Narodzenia to tylko tradycja jaka tradycja? ze trzeba miec choinke i prezenty?
niedziela to dla nas dzien swiety ,rano kosciol ,obiadek:) i czas tylko dla rodziny i najblizszych, nie jakies latanie po sklepach itp.
nie rozumie ludzi ktorzy twierdza ,ze np swieta Bozego Narodzenia to tylko tradycja jaka tradycja? ze trzeba miec choinke i prezenty?
Nie rozumiem tej nagonki, tak właśnie wygląda tolerancja ze strony osob które nic nie wiedzą na temat mojego wyznania i czytają jakieś dziwne rzeczy zamiast skupić się na tym co jest np. napisane w Biblii. Ja nikomu nie narzucałam swoich wierzeń, poprostu otwarcie zgodnie z tematem wątku powiedziałam jaka to jest z moją wiarą :-) miłego dnia
faktycznie dosyć jednostronny zrobił sie ten watek, nie bede się odwoływać do tych bzdur napisanych przez agę, mogę tylko dodać tyle,że znam sporo Św.Jehowy, niektorzy sa mniej wyksztalceni inni bardziej,ale wszyscy normalnie pracują i w swoim wolnym czasie zajmują się swoją misją. Wszystkie ich publikacje i spotkania sa bezpłatne, finansują się sami, chyba ze ktos z zewnątrz chce dobrowolnie cos dac,ale nikt o to nie pyta( w sensie "Bog zaplac- 400zlotych). Gdyby to byla jakas piramida, jak tu ktos twierdzi, to byliby tam sami bogacze, a to z reguly ludzie skromni.
Czytam Pismo i wiem, ze Pan Jezus wysylal swoich uczniow po 2 i kazal im chodzic po domach i mowic o Krolestwie Niebieskim- nie znam zadnej innej religii, ktora to robi. To daje do myslenia mimo wszystko
Czytam Pismo i wiem, ze Pan Jezus wysylal swoich uczniow po 2 i kazal im chodzic po domach i mowic o Krolestwie Niebieskim- nie znam zadnej innej religii, ktora to robi. To daje do myslenia mimo wszystko
przez Watykan zostala tez zatwierdzona przerzutka SS-manow do Ameryki Poludniowej, wiec to co Kosciol zatwierdza nie jest dla mnie argumentem.
Czytalam Biblie wielu przekladow, Swiadkow tez i nie masz racji. Moze to Kosciol wykreslil lub dodal cos co dla niego bylo niewygodne,, tego nie bierzesz pod uwage?
Poza tym szanujmy sie nawzajem- jestes zapewne katolikiem a nie "katolem"albo "moherem", nie uzywaj wiec slowa "jechowici", bo nie ma czegos takiego
Czytalam Biblie wielu przekladow, Swiadkow tez i nie masz racji. Moze to Kosciol wykreslil lub dodal cos co dla niego bylo niewygodne,, tego nie bierzesz pod uwage?
Poza tym szanujmy sie nawzajem- jestes zapewne katolikiem a nie "katolem"albo "moherem", nie uzywaj wiec slowa "jechowici", bo nie ma czegos takiego
Ja dostalam te Biblie za darmo, nikt z tego nie robi biznesu.
Z ciekawosci porownalam i zapewniam Cie,ze nic nie jest napisane od poczatku. Porownaj sobie z Biblia Tysiaclecia, chociaz moze to byc trudne, bo jak mniemam,z twoich wypowiedzi, nie masz na to wcale ochoty, chcesz tylko kogos poobrazac i poczuc sie lepiej
Z ciekawosci porownalam i zapewniam Cie,ze nic nie jest napisane od poczatku. Porownaj sobie z Biblia Tysiaclecia, chociaz moze to byc trudne, bo jak mniemam,z twoich wypowiedzi, nie masz na to wcale ochoty, chcesz tylko kogos poobrazac i poczuc sie lepiej
No to ja Was zaskoczę, bo mam trochę odmienne zdanie od większości. I spodziewam się, że zgodnie z naturą katolików zostanę zaraz napadnięta (i spalona na stosie jak to mieli w zwyczaju od tysiącleci, hehe).
przykre to, że katolicy (nie wszyscy oczywiście) wrzeszczą o szacunku i tolerancji, a dla innych wyznań tego szacunku nie mają za grosz, dla nich wszystko co inne to "kocia wiara"
A historia Mirosława, hmm... podobną wczoraj czytałam pt. "Moja historia jak w tydzień schudłam 20 kg dzięki super maści za jedyne 199,99 zł"
Z resztą co znaczy wyznanie / sekta? Tylko tyle co sami ludzie wypisali w regułkach.
Anegdota o papieżu, która wstawiła Bauaganiarka fajna. Własnie tak ostatnio sobie myslałam, jeżeli jest Bóg w niebie to skąd my możemy wiedzieć co on sobie myśli. Może Ci którzy u nas są świętymi smażą się w piekle? A może u Boga nie ma takiego stanowiska jak "święty". To wszystko wymyślił sobie kościół. Cała nasza wiara jest zmyślona, wszystko jest dopowiedziane przez ludzi z bujną wyobraźnią i siłą przebicia. KK to też wielka sekta, mają idealne warunki do tego żeby ludźmi manipulować i robią to znakomicie, do tego stopnia że wierzymy w rzeczy, których po prostu nie ma. Żaden racjonalny człowiek nie uwierzyłby w piekło, gdyby nie to że od urodzenia ze wszystkich stron wmawia się nam że jest piekło. Jakby od zawsze wszyscy trąbili, że ziemia jest płaska a za horyzontem jest koniec świata tez byśmy w to szczerze wierzyli (hmm, przecież wierzyliśmy!).
A z resztą kto wierzy w duchy? Prawie nikt. A katolik powinien wierzyć w duchy, w aniołki, w objawienia...
Załóżmy wątek "Widziałam dziś Maryję", ciekawe ile bedzie postów "idź do psychiatry" i to postów napisanych przez wierzących katolików.
Wiara została wymyślona dla biedaków, dla niedołężnych, po to żeby nie tracili nadziei, żeby sie nie poddawali i żeby w swoim życiu uciemiężonej warstwy społecznej widzieli sens. Wmawiali im że powinni tak żyć dalej, bo zostanie to nagrodzone w raju. Niezła motywacja, no nie? Pocałujcie sie w nos nieudacznicy, w tym życiu nic nie dostaniecie, ale za to w raju....
Ale jeżeli komuś daje to szczęście, nadzieję to niech sobie wierzy...
przykre to, że katolicy (nie wszyscy oczywiście) wrzeszczą o szacunku i tolerancji, a dla innych wyznań tego szacunku nie mają za grosz, dla nich wszystko co inne to "kocia wiara"
A historia Mirosława, hmm... podobną wczoraj czytałam pt. "Moja historia jak w tydzień schudłam 20 kg dzięki super maści za jedyne 199,99 zł"
Z resztą co znaczy wyznanie / sekta? Tylko tyle co sami ludzie wypisali w regułkach.
Anegdota o papieżu, która wstawiła Bauaganiarka fajna. Własnie tak ostatnio sobie myslałam, jeżeli jest Bóg w niebie to skąd my możemy wiedzieć co on sobie myśli. Może Ci którzy u nas są świętymi smażą się w piekle? A może u Boga nie ma takiego stanowiska jak "święty". To wszystko wymyślił sobie kościół. Cała nasza wiara jest zmyślona, wszystko jest dopowiedziane przez ludzi z bujną wyobraźnią i siłą przebicia. KK to też wielka sekta, mają idealne warunki do tego żeby ludźmi manipulować i robią to znakomicie, do tego stopnia że wierzymy w rzeczy, których po prostu nie ma. Żaden racjonalny człowiek nie uwierzyłby w piekło, gdyby nie to że od urodzenia ze wszystkich stron wmawia się nam że jest piekło. Jakby od zawsze wszyscy trąbili, że ziemia jest płaska a za horyzontem jest koniec świata tez byśmy w to szczerze wierzyli (hmm, przecież wierzyliśmy!).
A z resztą kto wierzy w duchy? Prawie nikt. A katolik powinien wierzyć w duchy, w aniołki, w objawienia...
Załóżmy wątek "Widziałam dziś Maryję", ciekawe ile bedzie postów "idź do psychiatry" i to postów napisanych przez wierzących katolików.
Wiara została wymyślona dla biedaków, dla niedołężnych, po to żeby nie tracili nadziei, żeby sie nie poddawali i żeby w swoim życiu uciemiężonej warstwy społecznej widzieli sens. Wmawiali im że powinni tak żyć dalej, bo zostanie to nagrodzone w raju. Niezła motywacja, no nie? Pocałujcie sie w nos nieudacznicy, w tym życiu nic nie dostaniecie, ale za to w raju....
Ale jeżeli komuś daje to szczęście, nadzieję to niech sobie wierzy...
Jeśli biblia kościoła katolickiego byłaby cała zmieniona przez kościół czy byłoby w niej napisane że biskup będzie miał żonę i dzieci, skoro kościół trwa przy celibacie? czy cytat o tym by nie modlić się do symboli, skoro w kościele aż roi sie od symboli? albo by nie było posredników między Bogiem a człowiekiem prócz Jezusa skoro kościół nakazuje modlić się do Świętych- patronów przez nich ustanowionych??
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Aga, daj spokój, bo nie ma sensu się użerać i udowadniać innym na siłę, że coś jest takie a nie inne.
Potraktujmy Jehowych jak innych ludzi, bierzmy z nich przykład w tym, co dobre, a resztę zostawmy Bogu, który jako jedyny wie wszystko i zna największe tajemnice ludzkich serc. Poprawianie świata najlepiej zacząć od siebie.
Potraktujmy Jehowych jak innych ludzi, bierzmy z nich przykład w tym, co dobre, a resztę zostawmy Bogu, który jako jedyny wie wszystko i zna największe tajemnice ludzkich serc. Poprawianie świata najlepiej zacząć od siebie.
tak naprawdę w każdym weznaniu robi sie tzw. pranie mózgu. Pojechalam na 2 tyg na rekolekcje i wiecie jaka wróciłam? rodzina mnie nie poznawała;) gadałam ponoć jak nawiedzona. jakbym dluzej z nimi posiedziala to nie wiem co by było. Miałam przez moment zupełnie inne spojrzenie na świat...Doszlam do siebie po jakims czasie:)
Ja tam nie mam nic do nikogo. Troche luzu i dystansu. Po co tyle nienawiści?
Znam kilku jehowych-pamiętam,że mama krzywo patrzyła jak się bawiłam z jakimiś jak byłam mała. Nie rozumialam o co jej chodzi. Ale nikt nigdy nie próbował z tych zanajomych czy kiedyś czy teraz mnie przekabacić. Kiedyś nawet jako dziecko spytalam na czym polegają ich spotkania z ciekawości, to otrzymałam odpowiedź,że gada jakiś facet długo i jest nudno;) bo dziećmi bylismy i tyle.Było mi żal,że oni nie obchodza urodzin, nie dostają prezentów, jacyś tacy niepomocni sobie, niby razem ale jak coś sie dzieje to radź sobie sam. zwłaszcza dzieciaki to z zazdrością patrzyły na np. mikołajki. Czasem rodzice zgadzali się,zeby tez dać im prezent, bo to w sumie tylko dziecko. Pomijając,ze jednak bycie innym odbija się na relacjach niestety. W szkole wśród rówieśników zwłaszcza. Potem w życiu dorosłym to już nikt nikogo nie pyta w pracy. O życiu osobistym sie mało rozmawia.
Raz w życiu się wdałam w dyskusję z "dreptaczami" i miło się rozmawiało;)
Ja tam nie mam nic do nikogo. Troche luzu i dystansu. Po co tyle nienawiści?
Znam kilku jehowych-pamiętam,że mama krzywo patrzyła jak się bawiłam z jakimiś jak byłam mała. Nie rozumialam o co jej chodzi. Ale nikt nigdy nie próbował z tych zanajomych czy kiedyś czy teraz mnie przekabacić. Kiedyś nawet jako dziecko spytalam na czym polegają ich spotkania z ciekawości, to otrzymałam odpowiedź,że gada jakiś facet długo i jest nudno;) bo dziećmi bylismy i tyle.Było mi żal,że oni nie obchodza urodzin, nie dostają prezentów, jacyś tacy niepomocni sobie, niby razem ale jak coś sie dzieje to radź sobie sam. zwłaszcza dzieciaki to z zazdrością patrzyły na np. mikołajki. Czasem rodzice zgadzali się,zeby tez dać im prezent, bo to w sumie tylko dziecko. Pomijając,ze jednak bycie innym odbija się na relacjach niestety. W szkole wśród rówieśników zwłaszcza. Potem w życiu dorosłym to już nikt nikogo nie pyta w pracy. O życiu osobistym sie mało rozmawia.
Raz w życiu się wdałam w dyskusję z "dreptaczami" i miło się rozmawiało;)
co mnie zastanawia...pamietam z lekcji historii,ze kiedy chrzescijanie byli paleni na stosach za czasow rzymskich, to tez sie o nich mowilo,ze to za to,ze sa inni, nie bawia sie, nie obchodza swiat, igrzysk, sa ascetami, czytaja tylko Biblie, itd.
A przeciez wsrod tych "innych" byl tez np sw.Piotr i Pawel, ktorzy teraz rzekomo sa filarami Kosciola. To bylo tak dawno i niby to juz niewazne, a jednak wszystko wyglada zaskakująco podobnie
A przeciez wsrod tych "innych" byl tez np sw.Piotr i Pawel, ktorzy teraz rzekomo sa filarami Kosciola. To bylo tak dawno i niby to juz niewazne, a jednak wszystko wyglada zaskakująco podobnie
Tak sobie czytam i czytam... i trochę się dziwię, trochę zastanawiam... Ten wątek skłonił mnie do zastanowienia się nad swoim życiem, nad rodziną.
Jestem osobą wierzącą, praktykującą. Dzieci wychowuję w wierze. Nie ma dla mnie innej opcji, bo składałam taką przysięgę w dniu ślubu, który był sakramentem a nie przedstawieniem. W życiu codziennym też staram się dotrzymywać słowa danego innym w różnych sytuacjach.
Pomyślałam sobie też o oich dzieciach. Czy narzucam im swój świadtopogląd? Chyba tak ale nie ma innego sposobu na wspólne życie, pomijając już w/w przysięgę.
Każda rodzina ma jakieś swój sposób na organizację życia. I jeśli rodzice są wierzący, chodzą do kościoła to naturalne jest, że dzieci też będą chodzić do kościoła. Nie umiem sobie wyobrazić, że rodzice robią jedno a dzieci co innego, bo rodzice nie chcą im niczego narzucić. Tak się po prostu nie da. W każdej rodzinie (także ateistycznej) żyje się w JAKIŚ sposób, który oddziałuje na wszystkich członków a już w szczególności na małe dzieci. A czym mniejsze dziecko tym mniejsza jego samodzielność, swoboda, możliwość podejmowania własnych decyzji i większy zakres spraw narzucanych przez rodzica. Inaczej się nie da. Rodzic wybiera dziecku imię, zapisuje do lekarza, szkoły. Narzuca swoje wybory dzieciom - można powiedzieć, ze organizuje im życie. Jednak okrzyczane tu przekłuwanie uszu, wg mnie, nie jest potrzebne do życia dla małego dziecka. Kolczyki w uszach niczego nie wnoszą w życie dziecka a przesunięcia ich w czasie też nie wpłynie na ich późniejsze noszenie. Wszystko powinno mieć swój czas. A wiara czy choćby kształtowanie charakteru u dzieci - to są rzeczy, których nie da się przesunąć w czasie. Bo charakter rodzice kształtuja od urodzenia dziecka i cokolwiek zrobią (lub nie zrobią) będzie miało wpływ na to, jakie będzie nasze dziecko w przyszłości. Z kolczykami jest inaczej. To jest kwestia, którą można zostawić dziecku, kiedy będzie umiało świadomie zdecydować. Nie da się dziecka wychowywać tak, by przez pierwsze lata życia robiło, co chciało by potem dojrzeć do tego, jakim chce byc. Tak się najzwyczajniej nie da. Jak nasza pociecha nie będzie chciała chodzić do szkoły, to jej będziemy KAZAĆ - to też jest decydowanie za dziecko ale tak właśnie na świecie. O pewnych sprawach decydują rodzice bo muszą, o innych dzieci - czy dziecko wększe tym tych spraw jest więcej. Akurat o kolczykach mogą decydować dzieci same.
Ja zapytałam moją 5-letnią córkę, czy chce przekłóć uszy. Nie chce. Ja sama zdecydowałam się na kolczyki w wieku 10 lat, moja siostra w 6. To były świadome wybory i tak chcę postąpić z córką, by sama mogła podjąć decyzję.
Jestem osobą wierzącą, praktykującą. Dzieci wychowuję w wierze. Nie ma dla mnie innej opcji, bo składałam taką przysięgę w dniu ślubu, który był sakramentem a nie przedstawieniem. W życiu codziennym też staram się dotrzymywać słowa danego innym w różnych sytuacjach.
Pomyślałam sobie też o oich dzieciach. Czy narzucam im swój świadtopogląd? Chyba tak ale nie ma innego sposobu na wspólne życie, pomijając już w/w przysięgę.
Każda rodzina ma jakieś swój sposób na organizację życia. I jeśli rodzice są wierzący, chodzą do kościoła to naturalne jest, że dzieci też będą chodzić do kościoła. Nie umiem sobie wyobrazić, że rodzice robią jedno a dzieci co innego, bo rodzice nie chcą im niczego narzucić. Tak się po prostu nie da. W każdej rodzinie (także ateistycznej) żyje się w JAKIŚ sposób, który oddziałuje na wszystkich członków a już w szczególności na małe dzieci. A czym mniejsze dziecko tym mniejsza jego samodzielność, swoboda, możliwość podejmowania własnych decyzji i większy zakres spraw narzucanych przez rodzica. Inaczej się nie da. Rodzic wybiera dziecku imię, zapisuje do lekarza, szkoły. Narzuca swoje wybory dzieciom - można powiedzieć, ze organizuje im życie. Jednak okrzyczane tu przekłuwanie uszu, wg mnie, nie jest potrzebne do życia dla małego dziecka. Kolczyki w uszach niczego nie wnoszą w życie dziecka a przesunięcia ich w czasie też nie wpłynie na ich późniejsze noszenie. Wszystko powinno mieć swój czas. A wiara czy choćby kształtowanie charakteru u dzieci - to są rzeczy, których nie da się przesunąć w czasie. Bo charakter rodzice kształtuja od urodzenia dziecka i cokolwiek zrobią (lub nie zrobią) będzie miało wpływ na to, jakie będzie nasze dziecko w przyszłości. Z kolczykami jest inaczej. To jest kwestia, którą można zostawić dziecku, kiedy będzie umiało świadomie zdecydować. Nie da się dziecka wychowywać tak, by przez pierwsze lata życia robiło, co chciało by potem dojrzeć do tego, jakim chce byc. Tak się najzwyczajniej nie da. Jak nasza pociecha nie będzie chciała chodzić do szkoły, to jej będziemy KAZAĆ - to też jest decydowanie za dziecko ale tak właśnie na świecie. O pewnych sprawach decydują rodzice bo muszą, o innych dzieci - czy dziecko wększe tym tych spraw jest więcej. Akurat o kolczykach mogą decydować dzieci same.
Ja zapytałam moją 5-letnią córkę, czy chce przekłóć uszy. Nie chce. Ja sama zdecydowałam się na kolczyki w wieku 10 lat, moja siostra w 6. To były świadome wybory i tak chcę postąpić z córką, by sama mogła podjąć decyzję.
Z.P nie przekonasz mnie że Bóg nie istnieje ale masz prawo tak myśleć, mam tylko nadzieję że kiedyś wydarzy się coś dzieki czemu bedziesz mogła zmienić zdanie. Gdybys kiedyś bardzo goraco modliła się do Boga i doznała mocy Ducha Świetego pewnie bys zmieniła zdanie. Moja historia z głęboką modlitwą była taka że chciałam bardzo tego doświadczyć, modliłam się bardzo intensywnie leżąc w łózku, prosiłam by Bóg wybaczył wszystko co złe uczyniłam, by dał mi szansę. Nagle znalazłam się na łące stałam na niej i modliłam się a w oddali ktoś stał, nie widziałam kto a nawet za bardzo nie pragnęłam unosić głowy by się przyglądać czy wytężać wzrok. Po modlitwie otworzyłam oczy i mąż mi powiedział że leżałam tak 40 minut, mówił cos do mnie ale ja nie reagowałam. Uśmiechnełam się bo wiedziaqlam że moje modlitwy zostały wysłuchane, czułam się lekka i szczęśliwa, tak, szczęśliwa! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam ale mam nadzieję że nie będzie to ostatni raz... Mój mąż nie raz gdy się modlił doznawał przeróznych rzeczy i przyznam że w bardzo trudnych chwilach obecność Boza którą czuł pozwalała nam iść dalej. Córka miała podejrzenie poważnej choroby, kładł na nią ręce i się modlił. Po rtg już praktycznie było wiadomo że to ta choroba, czekalismy mc na biopsję, mała miała wtedy 7 tyg po biopsji okazało się że jest zdrowa! Dla mnie Bóg jest najpotężniejszym władcą a im więcej opini czytam negatywnych ( nie o kosciele bo wiadomo jaki jest) tym bardziej zbliżam się do niego...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
A jeszcze dopiszę o świadkach. W szkole miałam koleżankę, która należała do świadków. Była niesamowicie sympatyczna, lubiana przez wszystkich i na dodatek jeszcze bardzo ładna. Kwestia wiary nie była nigdy problemem między nią a resztą klasy. Ale spotkałam się też ze świadkami, którzy nachalnie chcieli mnie ukierunkować na swoja wiarę, mimo że mówiłam, iż jestem katoliczka i wiary nie zmienię. To słyszałam, że przecież można porozmawiać, że może wszystkiego nie wiem o wierze, że człowiek uczy się całe życie i zawsze może zmienić zdanie. Nie umiem być osobą niegrzeczną dla innych ale tu po dwu czy trzykrotnym zapewnieniu, że jestem katoliczka po prostu sobie odeszłam od świadków, bo grzeczne tłumaczenia na nic się zdały. Wkurzyłam się i tyle.
Wniosek taki, że wszędzie znajdziemy różnych ludzi, fajnych i mniej fajnych. I wśród katolików, i swiadków Jehowy i wszystkich innych wyznań...
Wniosek taki, że wszędzie znajdziemy różnych ludzi, fajnych i mniej fajnych. I wśród katolików, i swiadków Jehowy i wszystkich innych wyznań...
nascimento, nikogo nie mam zamiaru przekonywać do niczego. Piszę co myślę. Nie twierdzę że Boga nie ma, Bóg jest, dla każdego Bogiem jest coś innego, kazdy Boga wyobraża sobie inaczej. Dla Ciebie to może być osoba, siedząca w niebie razem z Duchem świetym i Jezusem, dla mnie Bóg jest w ludziach, Bóg jest w cudzie narodzin, Bóg jest w miłości... I myśląc sobie na przykład "jak fajnie, że mam pięknego zdrowego synka i fajnego pracowitego męża" modlę się do swojego Boga. Rozumiesz?
Nie potrzebuję zakłamanego kościoła, ani figurki żeby wierzyć, żeby się modlić i żeby Boga czuć.
Poza tym przez to, ze w wierze jestesmy wychowani nawet jeżeli racjonalne myślenie nie pozwala nam wierzyć w standardowego Boga to ciągle tli sie myśl "a co jeśli faktycznie on jest?". No nie dziwie się skoro każą nam tak mysleć...
Nie potrzebuję zakłamanego kościoła, ani figurki żeby wierzyć, żeby się modlić i żeby Boga czuć.
Poza tym przez to, ze w wierze jestesmy wychowani nawet jeżeli racjonalne myślenie nie pozwala nam wierzyć w standardowego Boga to ciągle tli sie myśl "a co jeśli faktycznie on jest?". No nie dziwie się skoro każą nam tak mysleć...
mamy sąsiadów - świadków Jehowy :) bardzo sympatyczni, uczynni, uczciwi młodzi ludzie :) mają super wychowanych synów - nastolatków :)
czasem rozmawiamy na temat wiary - ale to tak z ciekawości, żeby wiedzieć ja to u Nich wygląda :) nie ma czegoś takiego, że próbują nas "nawracać" :)
wiem - muszą ileś tam godzin w tygodniu poświęcać na czytanie Pisma Św. w swoim gronie i ileś tam na głoszenie...
jeśli jestem zaczepiana na ulicy - dziękuję i mówię, że jestem ateistką :) koniec tematu :)
jeśli dzwonią do drzwi - podobnie :)
też nie rozumiem nagonki... wiem, że synowie sąsiadów nie mieli łatwo w szkole, bo nie chodzili na religię jak koledzy i nie wszystkim rodzicom to się podobało... wiem, że niektórzy zabraniali swoim dzieciom zadawania się z moimi młodymi sąsiadami...
dla mnie to bez sensu.
"żyj i pozwól żyć innym" ;)
czasem rozmawiamy na temat wiary - ale to tak z ciekawości, żeby wiedzieć ja to u Nich wygląda :) nie ma czegoś takiego, że próbują nas "nawracać" :)
wiem - muszą ileś tam godzin w tygodniu poświęcać na czytanie Pisma Św. w swoim gronie i ileś tam na głoszenie...
jeśli jestem zaczepiana na ulicy - dziękuję i mówię, że jestem ateistką :) koniec tematu :)
jeśli dzwonią do drzwi - podobnie :)
też nie rozumiem nagonki... wiem, że synowie sąsiadów nie mieli łatwo w szkole, bo nie chodzili na religię jak koledzy i nie wszystkim rodzicom to się podobało... wiem, że niektórzy zabraniali swoim dzieciom zadawania się z moimi młodymi sąsiadami...
dla mnie to bez sensu.
"żyj i pozwól żyć innym" ;)
oj mi też nie raz Bóg pomógł, czułam tą pomoc. Takich sytuacji bylo mnóstwo. Chociażby niedawno byłam już mega załamana i wieczorkiem poprosilam o wsparcie i wiecie co? poczulam nagle taki spokój, jakby na mnie spłynął,że w szoku byłam, jakby ktoś mi powiedzial nie słowami,ze będzie dobrze,miałam pewnosć,że się ułoży i nie minął tydzień i faktycznie:)
tak historycznie jak juz sięgamy oglądaliście moze film agora. Dobrze pokazuje pierwszych chrześcijan jak mordowali i się zachowywali. nistety wyznawcy to ludzie i nie obyło sie bez krwawych jadek spowodowanych przez chrześcijan.
tak historycznie jak juz sięgamy oglądaliście moze film agora. Dobrze pokazuje pierwszych chrześcijan jak mordowali i się zachowywali. nistety wyznawcy to ludzie i nie obyło sie bez krwawych jadek spowodowanych przez chrześcijan.
Film Agora dotyczył IV wieku n.e., wtedy cesarz rzymski byl juz "chrzescijaninem", wiec zaczela powstawac religia rzymsko-katolicka.
To juz zupelnie co innego, mi chodzilo o pierwszych chrzescijan stricte, czyli apostolow pana Jezusa. Nie doczytalam sie w Pismie Swietym zeby kogos mordowali, oprocz sw.Pawla, ktory potem sie nawrocil jak wszyscy wiedzą.
To juz zupelnie co innego, mi chodzilo o pierwszych chrzescijan stricte, czyli apostolow pana Jezusa. Nie doczytalam sie w Pismie Swietym zeby kogos mordowali, oprocz sw.Pawla, ktory potem sie nawrocil jak wszyscy wiedzą.
Nusia wystarczy się wyciszyć i głęboko się modlić, nie myśleć o niczym innym-dodam że nie klepałam regułek tylko "rozmawiałam z Bogiem" a raczej był to mój monolog do niego. Często czuję dreszcze gdy się modlę, mam gęsią skórkę...itp. Tobie takie wyciszenie się przyda.
Z.P widocznie źle zrozumiałam co napisałeś/aś? ja równiez nie potrzebuje być w kościele by doznać obecności Bożej. Nie myślę że Bóg siedzi na chmurce z aniołkami tak jak mnie uczyli na religii :)
Troszkę mnie smuci to że kościół modli się tylko za zmarłych, ewentualnie modlitwa wstawiennicza oczywiście odpłatna... W piśmie jest wiele o tym by kłaść ręce na chorych i modlić się o nich. Miałam kiedyś przypadek że ktoś modlił się o mnie, kładł na mnie ręce a ja cała sie trzęsłam, i ciągnęło mnie do tyłu, a ja wcale nie chciałam iśc do tyłu :) miałam już naprawdę bardzo dużo takich chwil objawienia potęgi Bożej... Mąż często zgina się w pół gdy ktoś się za niego modli i kładzie na niego ręce a najlepsze jest w tym to że po takiej modlitwie oczyszczenia płakałam jak dziecko-nie wiem dlaczego być może w ten sposób oczyszczałam się z wszelkiego zła i uwierzcie że podczas takiej modlitwy nie istnieje powiedzenie "chłopaki nie płaczą" za pierwszym razem byłam w szoku gdy zobaczyłam wielkiego faceta, ogolonego na łyso który siedział na krzesle z twarzą ukrytą w dłoniach i płakał jak dziecko... wiecie gdzie to przezyłam? nie działo się to w kościele katolickim ale protestanckim w Gdyni byłam tam kilka razy a śwaidectwo jednej z uczestniczek która chorowała na nowotwór i po modlitwach na tomografi nie było śladu po nim nawet blizny-nic było czymś nie do pojęcia...
Z.P widocznie źle zrozumiałam co napisałeś/aś? ja równiez nie potrzebuje być w kościele by doznać obecności Bożej. Nie myślę że Bóg siedzi na chmurce z aniołkami tak jak mnie uczyli na religii :)
Troszkę mnie smuci to że kościół modli się tylko za zmarłych, ewentualnie modlitwa wstawiennicza oczywiście odpłatna... W piśmie jest wiele o tym by kłaść ręce na chorych i modlić się o nich. Miałam kiedyś przypadek że ktoś modlił się o mnie, kładł na mnie ręce a ja cała sie trzęsłam, i ciągnęło mnie do tyłu, a ja wcale nie chciałam iśc do tyłu :) miałam już naprawdę bardzo dużo takich chwil objawienia potęgi Bożej... Mąż często zgina się w pół gdy ktoś się za niego modli i kładzie na niego ręce a najlepsze jest w tym to że po takiej modlitwie oczyszczenia płakałam jak dziecko-nie wiem dlaczego być może w ten sposób oczyszczałam się z wszelkiego zła i uwierzcie że podczas takiej modlitwy nie istnieje powiedzenie "chłopaki nie płaczą" za pierwszym razem byłam w szoku gdy zobaczyłam wielkiego faceta, ogolonego na łyso który siedział na krzesle z twarzą ukrytą w dłoniach i płakał jak dziecko... wiecie gdzie to przezyłam? nie działo się to w kościele katolickim ale protestanckim w Gdyni byłam tam kilka razy a śwaidectwo jednej z uczestniczek która chorowała na nowotwór i po modlitwach na tomografi nie było śladu po nim nawet blizny-nic było czymś nie do pojęcia...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
no i czy to nie jest pranie mózgu? Jakbym zobaczyła takie przedstawienie to bym sie za głowę złapała co oni z ludźmi wyprawiają!
Jak ktoś jest "wyprany" to żadne argumenty nie trafią, z góry wiadomo, że co inne to nie dobre, z góry zakłada że inni nie mogą mieć racji. No cóz. Ja przynajmniej jestem otwarta, ciągle szukam.
A na chwilę obecną spadam, obowiązki wzywają.
Pozdrawiam
Jak ktoś jest "wyprany" to żadne argumenty nie trafią, z góry wiadomo, że co inne to nie dobre, z góry zakłada że inni nie mogą mieć racji. No cóz. Ja przynajmniej jestem otwarta, ciągle szukam.
A na chwilę obecną spadam, obowiązki wzywają.
Pozdrawiam
taka modlitwa (wstawiennicza) jest w KK praktykowana, ale fakt, że nie codziennie, ale w różnych wyjątkowych sytuacjach (np rekolekcje). Ja osobiście 2 razy byłam uczestnikiem takiej modlitwy, sama bez problemu stałam na nogach, ale widziałam mdlejących ludzi - straszne to trochę było;) Uważam, że taka modlitwa ma dużą siłę i właśnie dlatego nie powinna i jednocześnie nie musi być zbyt powszechna i popularna - jeden raz starcza na długo ;)
Z kolei szukanie ciągle nowych "wrażeń" trochę się mija z celem modlitwy i znów pojawia się niebezpieczeństwo, że modlitwę zacznie ktoś traktować jako źródło adrenaliny i rozmaitych przeżyć. A nie o to przecież w modlitwie chodzi.
Z kolei szukanie ciągle nowych "wrażeń" trochę się mija z celem modlitwy i znów pojawia się niebezpieczeństwo, że modlitwę zacznie ktoś traktować jako źródło adrenaliny i rozmaitych przeżyć. A nie o to przecież w modlitwie chodzi.
Z.P własnie widać jak jesteś otwarta... ;/ uważam że to nie jest pranie mózgu ja największą obecność przezyłam w domu a co do nakładania rąk i modlitwy to o tym również mowa w biblii by kłaśc ręce na chorych. Byłam tam kilka razy i jakos nie uzależnili mnie od siebie, zaczynam szukać kościoła katolickiego w którym mogłabym przezywać Mszę Świętą. Jeśli nigdy nie przeżyłaś obecości Bożej to nie zrozumiesz tego który przezył. Nikt Cie nie zmusza wiec przestań drwić i pisać bzdury.
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
nusia dla mnie modlitwa nie musi za każdym razem być wielkim przeżyciem czy adrenaliną, to co przezyłam zdarzyło się raz ale od tamtej pory wierzę i modlę się mimo że nie doświadczyłam tego ponownie, modlitwa mnie wycisza, uspokaja i podnosi na duchu :)
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
ja nikogo nie staram się przekonać na siłę, dyskutujemy luźno na temat wiary i wybacz ale nie Ty mi bedziesz dyktować co mam robić, zainteresuj się swoim czasem i zyciem a nie czyimś. Czy zmuszam kogoś do czegoś? przytocz mi jedno zdanie w którym zmuszam kogokolwiek... zapoznaj się z całym wątkiem a potem oceniaj. A drwiny z paciorka zachowaj dla koleżanek Twojego pokroju...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
nie wydaje mi się, komentuję ponieważ jak zauważyłaś jestem założycielką wątku i bardzo ciekawi mnie temat. Poza tym czytałam Twoje odpowiedzi gdzie w każdym wątku podpisujesz się inaczej min W.T gdzie bys się rzuciła z rękami na dziewczynę która zapytała czy kąpie się dziecko w jeziorze, no cóż wg Ciebie jak śmiała w ogóle o takie coś zapytać prawda?? wybacz ja nie mam zamiaru wdawać się z Tobą w tego typu dyskusje. Prosiłam o przytoczenie zdania gdzie kogoś zmuszam do czegokolwiek, znalazłaś? koniec dyskusji nie będę się tłumaczyc osobie która z góry ocenia ludzi nie mając właściwych argumentów.
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
Zazdroszczę ludziom, którzy szczerze Wierzą.
Moja teściowa jest jedną z niewielu znanych mi osób, która żyje z Bogiem , która z przyjemnością chodzi do kościoła, modli się, odmawia różańce.
Jest wykształconą i radosną kobietą, nie jakimś tam kołtunem czy obłudnicą, która chodzi do kościoła bo sąsiedzi patrzą. Mówi, że odnajduje w Bogu spokój, że w nim pokłada nadzieję, że wiara pomogła jej w życiu wiele razy przetrwać najgorsze chwile (a miała ich sporo). Mówi, że dzięki temu wie, że nigdy nie była w życiu sama :)
Ja niestety nie posiadam takiej wiary a szkoda bo nawet udowodniono naukowo, że ludzie wierzący są większymi optymistami, osiągają większe sukcesy w życiu, łatwiej im się żyję- pewnie dlatego, że oni WIEDZĄ, że POTEM "będzie dobrze" :)
Obchodzę święta i tak naprawdę powinnam napisać, że stanowią dla mnie tradycję ale nie napiszę, ponieważ to stwierdzenie (ostatnio tak samo modne jak słowo generalnie czy trendy;) jest tylko marnym wybiegiem, w ten sposób najłatwiej wytłumaczyć, że wiarę traktujemy wybiórczo: święta, choinka, zastawiony stół i prezenty są cacy, nabożeństwa co niedzielę, spowiedź, różańce już są be be. Przeprowadzamy selekcję i wybieramy to co nam pasuje, niestety ja nie jestem w niczym lepsza ;) Żałuję, że brak mi odwagi i konsekwencji, żeby jednoznacznie opowiedzieć się po jednej ze stron (pociesza mnie myśl, że podobny kłopot ma jakiej 80% katolików ;)
Moja teściowa jest jedną z niewielu znanych mi osób, która żyje z Bogiem , która z przyjemnością chodzi do kościoła, modli się, odmawia różańce.
Jest wykształconą i radosną kobietą, nie jakimś tam kołtunem czy obłudnicą, która chodzi do kościoła bo sąsiedzi patrzą. Mówi, że odnajduje w Bogu spokój, że w nim pokłada nadzieję, że wiara pomogła jej w życiu wiele razy przetrwać najgorsze chwile (a miała ich sporo). Mówi, że dzięki temu wie, że nigdy nie była w życiu sama :)
Ja niestety nie posiadam takiej wiary a szkoda bo nawet udowodniono naukowo, że ludzie wierzący są większymi optymistami, osiągają większe sukcesy w życiu, łatwiej im się żyję- pewnie dlatego, że oni WIEDZĄ, że POTEM "będzie dobrze" :)
Obchodzę święta i tak naprawdę powinnam napisać, że stanowią dla mnie tradycję ale nie napiszę, ponieważ to stwierdzenie (ostatnio tak samo modne jak słowo generalnie czy trendy;) jest tylko marnym wybiegiem, w ten sposób najłatwiej wytłumaczyć, że wiarę traktujemy wybiórczo: święta, choinka, zastawiony stół i prezenty są cacy, nabożeństwa co niedzielę, spowiedź, różańce już są be be. Przeprowadzamy selekcję i wybieramy to co nam pasuje, niestety ja nie jestem w niczym lepsza ;) Żałuję, że brak mi odwagi i konsekwencji, żeby jednoznacznie opowiedzieć się po jednej ze stron (pociesza mnie myśl, że podobny kłopot ma jakiej 80% katolików ;)
Bzzz włąśnie pokazałaś co jest dla Ciebie ważne... "Obrażać mogą tylko zalogowani" czy ja Cię czym uraziłam? oskarżyłaś mnie niesłusznie bez zapoznania się z całym wątkiem. Napisałaś że jestem nawiedzona i sprana. Nie znasz mnie więc nie obrażaj bo ja Ci krzywdy nie zrobiłam. Poza tym żeby mnie urazić musiałabyś dla mnie coś znaczyć...resztę dopowiedz sobie sama.
Ps. Bóg i tak Cię kocha... ;) taka jestem nawiedzona!
Ps. Bóg i tak Cię kocha... ;) taka jestem nawiedzona!
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
A ja trochę z innej beczki :) Są tu może mieszane małżeństwa? Ja jestem katoliczką a mój mąż protestantem - dzieci wychowujemy w wierze katolickiej. Razem tak zdecydowaliśmy, mój mąż się zgodził ale jak chłopcy dorosną to sami zdecydują i jak będą chcieli przejść na religię ojca to nie będę oponować. A jak jest u Was????
Ktoś kiedyś powiedział: "Chcesz zobaczyć Boga spójrz w oczy dziecka" ot takie banalne zdanie wydawało mi się kiedyś. Dzisiaj kiedy patrzę w oczy mojej córeczki, widzę że zdanie to stało się sensem mojego życia. Patrząc w oczy dziecka zastanawiam się od kogo jak nie od Stwórcy może pochodzić ta czysta i niewinna istotka. W naszej miłości do dziecka powinniśmy widzieć miłość Boga do nas. W tej miłości powinniśmy trwać i iść przez życie bez względu na drobiazgi które nas różnią. Dostaliśmy od Boga wolną wolę i korzystamy z niej bez ograniczeń. Dlaczego jednak przeszkadza nam jeśli ktoś inny korzysta ze swojej? Dlaczego tak łatwo przychodzi nam krytykowanie i osądzanie innych? Nie próbuję tutaj nikogo umoralniać bo sam często jestem taki sam. Słaba i przewrotna jest ta nasza ludzka natura...
zgadzam się z Danielem - już czujemy, że dzieci są wielkim błogosławieństwem :D
w sumie to wielkiej wiary nie trzeba, żeby to czuć ;)
no ale czasem korzystanie z wolnej woli przez innych może nam przeszkadzać - z tego przecież wynika zło na świecie... oczywiście nie w drobiazgach ani w odmiennych poglądach, tylko kiedy korzystając z tego się gubimy, przekraczamy pewne granice...
w sumie to wielkiej wiary nie trzeba, żeby to czuć ;)
no ale czasem korzystanie z wolnej woli przez innych może nam przeszkadzać - z tego przecież wynika zło na świecie... oczywiście nie w drobiazgach ani w odmiennych poglądach, tylko kiedy korzystając z tego się gubimy, przekraczamy pewne granice...