Widok
Majowo - Czerwcowe Mamusie 2013 (13)
ROZPAKOWANE:)
02.05 Zielona Cytrynka SYNEK Mateusz 3425g, 54cm / SN / Zaspa
04.05 lolaola SYNEK Tymon 4050g i 56cm / cc / Redłowo
09.05 aniella SYNEK Marek 3850g i 60cm / cc / Wojewódzki
13.05 h_and_m Patrycja 2450 g i Kornelka 2400g / SN / Kościerzyna?
17.05 adziula SYNEK Nikodem 3900g / SN / St Georges Hospital, London
17.05 Gani SYNEK 4110 g i 58 cm / SN
21.05 Muszczek - CÓRECZKA Natalka, 4320g, 59cm /SN/ Wojewódzki
23.05 Jagaa SYNEK Ludwik 4150, 57 cm / CC / Kliniczna
24.05 Nadiaa Córcia Michalina 3700, 56cm , SN/ Redłowo
Maj 2013
24.05 _dee_ - CÓRCIA Łucja /
26.05 Grosik - SYNEK / Wojewódzki
Czerwiec 2013
4.06 Sylwia- córcia Maja /St James's University Hospital Leeds
06/07.06 Hexusia - SYNEK / Redłowo
07.06 Jotenka- CÓRECZKA Kornelia / Wejherowo
08.06 stenemi - CÓRCIA Julia / Redłowo
08.06 inka2 - SYNEK /
09.06 mini - SYNEK Filip /
12.06 MamaJasia - SYNEK /
13.06 ja_sama - SYNEK Piotruś / Wejherowo
16.06 stokrotka24s - SYNEK Hubert lub Norbert i prawdopodobnie CÓRECZKA Majka/ ZASPA
20.06 julka - SYNEK /
20.06 HappyMum - CÓRECZKA /
21.06 Justa78-CÓRCIA / Wojewódzki
23.06 Buniak- SYNEK / Zaspa
24.06 sl - CÓRECZKA /
28.06 moseka - CÓRECZKA Kasia / Kliniczna
02.05 Zielona Cytrynka SYNEK Mateusz 3425g, 54cm / SN / Zaspa
04.05 lolaola SYNEK Tymon 4050g i 56cm / cc / Redłowo
09.05 aniella SYNEK Marek 3850g i 60cm / cc / Wojewódzki
13.05 h_and_m Patrycja 2450 g i Kornelka 2400g / SN / Kościerzyna?
17.05 adziula SYNEK Nikodem 3900g / SN / St Georges Hospital, London
17.05 Gani SYNEK 4110 g i 58 cm / SN
21.05 Muszczek - CÓRECZKA Natalka, 4320g, 59cm /SN/ Wojewódzki
23.05 Jagaa SYNEK Ludwik 4150, 57 cm / CC / Kliniczna
24.05 Nadiaa Córcia Michalina 3700, 56cm , SN/ Redłowo
Maj 2013
24.05 _dee_ - CÓRCIA Łucja /
26.05 Grosik - SYNEK / Wojewódzki
Czerwiec 2013
4.06 Sylwia- córcia Maja /St James's University Hospital Leeds
06/07.06 Hexusia - SYNEK / Redłowo
07.06 Jotenka- CÓRECZKA Kornelia / Wejherowo
08.06 stenemi - CÓRCIA Julia / Redłowo
08.06 inka2 - SYNEK /
09.06 mini - SYNEK Filip /
12.06 MamaJasia - SYNEK /
13.06 ja_sama - SYNEK Piotruś / Wejherowo
16.06 stokrotka24s - SYNEK Hubert lub Norbert i prawdopodobnie CÓRECZKA Majka/ ZASPA
20.06 julka - SYNEK /
20.06 HappyMum - CÓRECZKA /
21.06 Justa78-CÓRCIA / Wojewódzki
23.06 Buniak- SYNEK / Zaspa
24.06 sl - CÓRECZKA /
28.06 moseka - CÓRECZKA Kasia / Kliniczna
link do poprzedniego wątku:
http://forum.trojmiasto.pl/?act=show_topic&topic=466267&c=1&k=16#post8293220
Ciekawe, która pierwsza w nowym się rozpakuje?
http://forum.trojmiasto.pl/?act=show_topic&topic=466267&c=1&k=16#post8293220
Ciekawe, która pierwsza w nowym się rozpakuje?
Witam się w nowym wątku.
Jak będziecie dopisywać kolejne rozpakowane to uzupełnijcie proszę informacje u mnie: szpital w Malborku i synek Michał.
Ktoś pytał o szczepionki. Córkę szczepiłam Infanrixem(6w1) i synka też będę tak szczepić. To dobra szczepionka. W ogóle to trochę się obyłam z tematem i nie szczepiłam syna w szpitalu Euvaxem tylko Engerixem. Teraz mam dylemat z pneumokokami. Córki nie szczepiłam i nie żałuję bo teraz dostałaby tylko jedną dawkę. Nasza pani doktor zaleca zaszczepić i młodą i małego i nie wiem co zrobić.
Dziewczyny miałyście baby blues? Oj, mnie strasznie siekło. Ale to przez męża bardziej niż przez dziecko. Świat wygląda strasznie jak jest się niewyspanym i hormony spadają.
Jak będziecie dopisywać kolejne rozpakowane to uzupełnijcie proszę informacje u mnie: szpital w Malborku i synek Michał.
Ktoś pytał o szczepionki. Córkę szczepiłam Infanrixem(6w1) i synka też będę tak szczepić. To dobra szczepionka. W ogóle to trochę się obyłam z tematem i nie szczepiłam syna w szpitalu Euvaxem tylko Engerixem. Teraz mam dylemat z pneumokokami. Córki nie szczepiłam i nie żałuję bo teraz dostałaby tylko jedną dawkę. Nasza pani doktor zaleca zaszczepić i młodą i małego i nie wiem co zrobić.
Dziewczyny miałyście baby blues? Oj, mnie strasznie siekło. Ale to przez męża bardziej niż przez dziecko. Świat wygląda strasznie jak jest się niewyspanym i hormony spadają.
Hej, ja po wizycie, jak nic się nie rozbuja do piątku, to mam się zgłosić na IP do szpitala. Albo mnie przyjmą od razu, albo każą się zjawić po weekendzie, zobaczymy. Młody nieźle się rozpycha, dziwię się, skąd ma tyle energii przy tej ciasnocie, która zapewne mu doskwiera. Na ktg cały brzuch mi skakał, co chwilę zanikał pomiar, tak się kręcił. Waga na pewno powyżej 4 kg, pytanie tylko jak dużo powyżej wyjdzie...
Dziś samopoczucie w miarę ok, udało mi się zaliczyć z córką 2-godzinny spacer, a teraz odpoczywamy w domku.
Muszczek, dzięki za info, mam nadzieję że podczas mojego pobytu też nie będzie przepełnienia, bo jak rodziłam Lenę, to zarówno na patologii, jak i na położnictwie był komplet. Do tego stopnia, że po cc kilkanaście godzin musiałam czekać aż zwolni się miejsce na położnictwie, i byłyśmy przez to z córą oddzielnie. Świetnie, że twój synek pozytywnie zareagował na siostrę, ciekawe, jak będzie u nas.
Co do szczepień, przy córze zdecydowaliśmy się na 5 w 1 plus pneumokoki. Tak nam doradziła nasza pediatra, i pewnie przy małym też weźmiemy ten pakiet.
Dziś samopoczucie w miarę ok, udało mi się zaliczyć z córką 2-godzinny spacer, a teraz odpoczywamy w domku.
Muszczek, dzięki za info, mam nadzieję że podczas mojego pobytu też nie będzie przepełnienia, bo jak rodziłam Lenę, to zarówno na patologii, jak i na położnictwie był komplet. Do tego stopnia, że po cc kilkanaście godzin musiałam czekać aż zwolni się miejsce na położnictwie, i byłyśmy przez to z córą oddzielnie. Świetnie, że twój synek pozytywnie zareagował na siostrę, ciekawe, jak będzie u nas.
Co do szczepień, przy córze zdecydowaliśmy się na 5 w 1 plus pneumokoki. Tak nam doradziła nasza pediatra, i pewnie przy małym też weźmiemy ten pakiet.
My szczepiliśmy 6w1 i teraz też będziemy. Na pneumokoki chciałam szczepić synka po roczku (odpadają dwie dawki), ale jakoś się odwlekało i jeszcze nie jest zaszczepiony, chyba już sobie darujemy.
Ja na pewno psychicznie przeżyłam ten poród gorzej niż poprzedni, mimo że fizycznie zniosłam go lepiej i już praktycznie czuję się zupełnie normalnie. Ale teraz w domu już ok, chociaż jak już pisałam - trzeci raz nie chcę przez to przechodzić, choć bardzo byśmy chcieli trzecie dziecko.
Ja na pewno psychicznie przeżyłam ten poród gorzej niż poprzedni, mimo że fizycznie zniosłam go lepiej i już praktycznie czuję się zupełnie normalnie. Ale teraz w domu już ok, chociaż jak już pisałam - trzeci raz nie chcę przez to przechodzić, choć bardzo byśmy chcieli trzecie dziecko.
Jotenka - dla mnie po pierwsze rozstanie z synkiem, po drugie znów leżenie na patologii przed porodem, po trzecie i najważniejsze - za pierwszym razem też miałam krwotok, mnóstwo szycia, przetaczanie krwi, leżenie kilka godzin na porodówce... Ogólnie do drugiego porodu byłam nastawiona pozytywnie, wiedziałam że da się przeżyć i liczyłam że może nawet uda się znieczulenie dostać, a przede wszystkim że już się obędzie bez tych wszystkich atrakcji - kazali mi przyjechać z poprzednim wypisem i myślałam że jakoś tę wiedzę wykorzystają. A wyszło jak wyszło: scenariusz kropka w kropkę ten sam, tylko tym razem zdążyli mnie przewieźć na salę poporodową i zdążyłam się ucieszyć że tym razem się udało, zanim zabrali mnie z powrotem do szycia; jeszcze dłużej czekałam na krew, położne sobie nie radziły z jej podłączeniem, a krwotok, koszmarne szycie - wszystko identycznie. Więc już się nie łudzę, że za trzecim razem mogłoby być inaczej. Zresztą miałam wrażenie że jestem pozostawiona sama sobie i gdyby nie było męża to w ogóle bym tam sama urodziła. A potem jeszcze Natalka wisiała na mnie praktycznie bez przerwy - w szpitalu na cycu po trzy godziny, w ogóle się nie dawała odłożyć. Teraz w domu już ok, ale jak sobie przypomnę sam poród, to mnie ciarki przechodzą.
wkoncu sie zebralam i ja napisze o swoim przezyciu.
Nikoś ma juz 10 dni, czas leci, a ja kocham go coraz bardziej. jest taki malutki, ze czasami sie boje, zeby mu czegos nie zrobic. z mezem mowimy na naszych chlopakow Guliwer i Liliputek. Nikoś jest taki malutki, a Miko przy nim to jak olbzym :)
15.05 stawilam sie w szpitalu tak jak kazali na wywolanie. kolo godziny 11 dostalam leki na wywolanie- wygladalo to jak tampon- umiejscowione bylo w szyjce macicy na 24h. gdyby nie zadzialalo nastepne zostalo by wlozone na nastepne 24h- co juz mnie przerazilo, ze tyle czasu mam siedziec i bezczynnie czekac na rozwoj akcji. kazano mi chodzic i co godzine wracac na oddzial w celu zbadania akcji serca malego. jak bylo ok to dalej chodzic. i tak przyszedl wieczor i zadnej akcji nie bylo. maz pojechal do domu (tescie przyjechali we wtorek w nocy, wiec zajeli sie Mikolajem) a ja poszlam spac, bez nawet najmniejszego skorczyku. Mialam dobra polozna, bo powiedziala mi, ze jak nic sie nie stanie to mi przed 24h przebije wody, zebym nie musiala nastepnego tego "tamponu" dostawac. ale dokladnie po 20h dostalam skorczy- 2-3 min, dzwonilam szybko po meza, zeby juz jechal bo sie zaczelo. krzyczalam juz, ze przec musze, a rozwarcie na 2 palce tylko bylo. dostalam gaz i sie jakos uspokoilam, lekarka i polozna nie mogla uwierzyc w te moje skorcze co 2 min, ale to wszystko te leki wywolaly- za bardzo podzialaly i musieli mi to wyjac. no i tak skurcze ustaly i niewiadomo bylo co robic dalej. poloznej nie udalo sie przebic pecherza i zawolala lekarke- jej sie to udalo, ale bylo to chyba bardziej nieprzyjemne doswiadczenie niz sam porod. przebicie pecherza spowodowalo nawrot skorczy co 2-3 min bez rozwarcia. wiec meczylam sie w bolach chyba z godzine, zeby dostac epidural. o malo bym go nie dostala, bo nie bylam w stanie usiasc na lozku, zeby anastezjolog mnie znieczulil. ale jak juz dostalam epi to bylo niebo. bardzo szybko sie tylko konczylo jego dzialanie i prosilam o doladowanie, ale polozna sie ociagala i czesto czulam skorcze. i w sumie od tego momentu rozwarcie szybko szloi o polnocy juz w piatek mialam pelne rozwarcie, ale nie moglam zaczac rodzic ( bo polozna mnie zbadala po 2h, a powinna po 4h i zeby nie miala problemow, musialam czekac, ona poszla na przerwe a ja spalam i zbieralkam sily). jak juz zaczelam przec, to okazalo sie, ze maly glowka w bok patrzy i bedzie problem z parciem. i tak parlam przez 1.5, oczywiscie epidural przestal dzialac, wiec wszystko na zywca i lekarka sie nade mna zlitowala, bo ja juz bylam tak wyczerpana, ze oddychac prawie nie moglam- pomogla nam proznociagiem, ale maly pol glowki mial juz praktycznie na zewnatrz, takze malenka pomoc.
peklam tylko odrobninke, ale zalozyla mi polozna szew. Nikus urodzil sie w piatek 17/05 o 4.01 nad ranem. wazyl 3900. nie mierzyli go, ale my w domu to zrobilismy i okazuje sie, ze Niko ma tylko 50cm, kruszynka moja mala :)
pozniej na polozniczym, ze wzgledu na moja cukrzyce musieli mierzyc malemu cukier po 2, 3, 4 karmieniu, po 24. wszytko bylo ok, polozna nam powiedziala w sobote, ze mozemy isc do domu, ja ucieszona i spakowana gotowa do wyjscia, a lekarka nam mowi, ze nas nie pusci bo jeszcze po 48h musi malemu cukier zbadac i jak bedzie ok to nas pusci. takze w niedziele o 4 rano zbadali nam cukier, bylo ok i juz znowu sie naszykowalam do domu i chcialam wychodzic, to okazalo sie, ze Niko ma zoltaczke i musi byc naswietlany, takze cala niedziele spedzil w inkubatorze na naswietlaniach. wieczorem mialam wyjsc, ale bilirubina nie spadla do pewnego poziomu i cala noc byl naswietlany. tescie wrocili do pl w niedziele popoludniu, wiec juz wogole sie zalamalam. w poniedzialek musielismy do godizny 14 czekac na badanie krwi, ktore wyszlo ok i dopiero o 16 nas wypisali ze szpitala, tak ze ledwo po Mikolaja do przedszkola zdazylismy.
to bylo najgorszych 6 dni w moim zyciu. rozstanie z Mikolajem, niewiadoma co z dzieckiem w szpitalu, czy wszytkie badania beda ok, tescie sami w domu (chociaz calkiem niezle sobie poradzili ) no i to bezczynne siedzenie w szpitalu czekanie na jeden wynik badan. naszczescie moje najgorsze samopoczucie przespalam w szpitalu i do domu wrocilam jak to dziecko nowonarodzone :)
szwy juz nie doskwieraja, krwawienie prawie juz ustalo, mleko juz sie unormowalo chyba :) takze teraz cieszymy sie soba nawzajem.
jutro maz wraca do pracy, takze przede mna pierwszy dzien sam na sam z chlopakami. do tego mam kontrole w szpitalu i musze tam z nimi jechac :/
ale sie rozpisalam- bedziecie maily co czytac z rana :D mam nadzieje, ze nie zanudzilam tylko :)
gratuluje pozostalym mamom i zycze powodzenia tym nierozpakowanym jeszcze :)
Nikoś ma juz 10 dni, czas leci, a ja kocham go coraz bardziej. jest taki malutki, ze czasami sie boje, zeby mu czegos nie zrobic. z mezem mowimy na naszych chlopakow Guliwer i Liliputek. Nikoś jest taki malutki, a Miko przy nim to jak olbzym :)
15.05 stawilam sie w szpitalu tak jak kazali na wywolanie. kolo godziny 11 dostalam leki na wywolanie- wygladalo to jak tampon- umiejscowione bylo w szyjce macicy na 24h. gdyby nie zadzialalo nastepne zostalo by wlozone na nastepne 24h- co juz mnie przerazilo, ze tyle czasu mam siedziec i bezczynnie czekac na rozwoj akcji. kazano mi chodzic i co godzine wracac na oddzial w celu zbadania akcji serca malego. jak bylo ok to dalej chodzic. i tak przyszedl wieczor i zadnej akcji nie bylo. maz pojechal do domu (tescie przyjechali we wtorek w nocy, wiec zajeli sie Mikolajem) a ja poszlam spac, bez nawet najmniejszego skorczyku. Mialam dobra polozna, bo powiedziala mi, ze jak nic sie nie stanie to mi przed 24h przebije wody, zebym nie musiala nastepnego tego "tamponu" dostawac. ale dokladnie po 20h dostalam skorczy- 2-3 min, dzwonilam szybko po meza, zeby juz jechal bo sie zaczelo. krzyczalam juz, ze przec musze, a rozwarcie na 2 palce tylko bylo. dostalam gaz i sie jakos uspokoilam, lekarka i polozna nie mogla uwierzyc w te moje skorcze co 2 min, ale to wszystko te leki wywolaly- za bardzo podzialaly i musieli mi to wyjac. no i tak skurcze ustaly i niewiadomo bylo co robic dalej. poloznej nie udalo sie przebic pecherza i zawolala lekarke- jej sie to udalo, ale bylo to chyba bardziej nieprzyjemne doswiadczenie niz sam porod. przebicie pecherza spowodowalo nawrot skorczy co 2-3 min bez rozwarcia. wiec meczylam sie w bolach chyba z godzine, zeby dostac epidural. o malo bym go nie dostala, bo nie bylam w stanie usiasc na lozku, zeby anastezjolog mnie znieczulil. ale jak juz dostalam epi to bylo niebo. bardzo szybko sie tylko konczylo jego dzialanie i prosilam o doladowanie, ale polozna sie ociagala i czesto czulam skorcze. i w sumie od tego momentu rozwarcie szybko szloi o polnocy juz w piatek mialam pelne rozwarcie, ale nie moglam zaczac rodzic ( bo polozna mnie zbadala po 2h, a powinna po 4h i zeby nie miala problemow, musialam czekac, ona poszla na przerwe a ja spalam i zbieralkam sily). jak juz zaczelam przec, to okazalo sie, ze maly glowka w bok patrzy i bedzie problem z parciem. i tak parlam przez 1.5, oczywiscie epidural przestal dzialac, wiec wszystko na zywca i lekarka sie nade mna zlitowala, bo ja juz bylam tak wyczerpana, ze oddychac prawie nie moglam- pomogla nam proznociagiem, ale maly pol glowki mial juz praktycznie na zewnatrz, takze malenka pomoc.
peklam tylko odrobninke, ale zalozyla mi polozna szew. Nikus urodzil sie w piatek 17/05 o 4.01 nad ranem. wazyl 3900. nie mierzyli go, ale my w domu to zrobilismy i okazuje sie, ze Niko ma tylko 50cm, kruszynka moja mala :)
pozniej na polozniczym, ze wzgledu na moja cukrzyce musieli mierzyc malemu cukier po 2, 3, 4 karmieniu, po 24. wszytko bylo ok, polozna nam powiedziala w sobote, ze mozemy isc do domu, ja ucieszona i spakowana gotowa do wyjscia, a lekarka nam mowi, ze nas nie pusci bo jeszcze po 48h musi malemu cukier zbadac i jak bedzie ok to nas pusci. takze w niedziele o 4 rano zbadali nam cukier, bylo ok i juz znowu sie naszykowalam do domu i chcialam wychodzic, to okazalo sie, ze Niko ma zoltaczke i musi byc naswietlany, takze cala niedziele spedzil w inkubatorze na naswietlaniach. wieczorem mialam wyjsc, ale bilirubina nie spadla do pewnego poziomu i cala noc byl naswietlany. tescie wrocili do pl w niedziele popoludniu, wiec juz wogole sie zalamalam. w poniedzialek musielismy do godizny 14 czekac na badanie krwi, ktore wyszlo ok i dopiero o 16 nas wypisali ze szpitala, tak ze ledwo po Mikolaja do przedszkola zdazylismy.
to bylo najgorszych 6 dni w moim zyciu. rozstanie z Mikolajem, niewiadoma co z dzieckiem w szpitalu, czy wszytkie badania beda ok, tescie sami w domu (chociaz calkiem niezle sobie poradzili ) no i to bezczynne siedzenie w szpitalu czekanie na jeden wynik badan. naszczescie moje najgorsze samopoczucie przespalam w szpitalu i do domu wrocilam jak to dziecko nowonarodzone :)
szwy juz nie doskwieraja, krwawienie prawie juz ustalo, mleko juz sie unormowalo chyba :) takze teraz cieszymy sie soba nawzajem.
jutro maz wraca do pracy, takze przede mna pierwszy dzien sam na sam z chlopakami. do tego mam kontrole w szpitalu i musze tam z nimi jechac :/
ale sie rozpisalam- bedziecie maily co czytac z rana :D mam nadzieje, ze nie zanudzilam tylko :)
gratuluje pozostalym mamom i zycze powodzenia tym nierozpakowanym jeszcze :)
Oj ja też się boję jak to będzie... Jeśli tylko 3 dni w szpitalu, to jakoś przeżyjemy, ale gdyby miało być dłużej, to będzie mi szkoda mojej Małej, bo ona na pewno będzie tęsknić.
A Wy dziewczyny macie to już za sobą i to jest najważniejsze!
U mnie za to Mała w domu złapała jakiś katar i nocki słabsze mamy, no ale jak już miała złapać to lepiej teraz, niż jak bym świeżo po porodzie z Małym wróciła. Nie cierpię, jak dzieci chorują- tu niby tylko katar a i tak umęczy...
A Wy dziewczyny macie to już za sobą i to jest najważniejsze!
U mnie za to Mała w domu złapała jakiś katar i nocki słabsze mamy, no ale jak już miała złapać to lepiej teraz, niż jak bym świeżo po porodzie z Małym wróciła. Nie cierpię, jak dzieci chorują- tu niby tylko katar a i tak umęczy...
Adziula, sporo przeżyłaś. U mnie było podobnie z córką. Też miałam wychodzić ze szpitala, a to żółtaczka, a to coś tam i tak leżałam ponad 2 tygodnie.
Buniak, świetnie Cię rozumiem. U mnie córka cały czas smarcze i boję się, że mały też załapie.
Dziewczyny, życzę Wam błyskawicznych porodów. Ja się uwinęłam w 1h i 5 minut. Minus taki, że mąż nie zdążył przyjechać. Ale jak dotarł to już miałam synka na brzuchu więc i tak zadowolony. Fizycznie już dochodzę do siebie. Jednak bez cięcia i szycia szybciej się wszystko goi. Gdyby jeszcze moje dziecię chciało ładnie w nocy spać...
Buniak, świetnie Cię rozumiem. U mnie córka cały czas smarcze i boję się, że mały też załapie.
Dziewczyny, życzę Wam błyskawicznych porodów. Ja się uwinęłam w 1h i 5 minut. Minus taki, że mąż nie zdążył przyjechać. Ale jak dotarł to już miałam synka na brzuchu więc i tak zadowolony. Fizycznie już dochodzę do siebie. Jednak bez cięcia i szycia szybciej się wszystko goi. Gdyby jeszcze moje dziecię chciało ładnie w nocy spać...
hej hej melduje sie i ja:-)
jestesmy juz PO:-))
juz opisuje Wam jak to wygladalo u mnie.. otoz podjelismy decyzje,ze w pt jedziemy do szpitala skoro mam skierowanie na patologie, dzieci miejsca nie maja..no to do walizki dopakowalam jeszcze 3 fajne ksiazki kotre wypozyczylam na ostatnich jak sie okazalo nogach w czwartek popoludniu z bliblioteki..
jestesmy w szpitalu,czekamy na swoja kolej na izbie przyjec ginekologicznej..bylo gdzies 9.40 jak mnie poproszono.. zbadano cisnienie i podlaczyli do ktg.. maz mogl siedziec przy mnie i pytam go jak tetna dzieci (bo nie widzialam obrazu ktg) a maz hm..tu jest napisane 145, 153 i 120..a ja ze co? no i przyszla polozna i patrzy na mnie i mowi - a od kiedy pani ma te skurcze? a ja yyyy skurcze? a mam? a ona zdziwiona mowi a co nie czuje ich pani..no czuje ze boli co jakis czas,ale myslalam,ze to normalne pod koniec ciazy bo mnie tak boli od srody a w czw dosc mocno juz na miescie jak bylam..no i ona chwile patrzy na to ktg, maz mowi,ze bedzie skurcz..no i byl.. mowilam zeby mi nie moiwl,wole nie wiedziec.. no i doszly ponad 130.. a ona dzwoni po gin z gory zeby szybko zszedl bo ja za chwile tu im urodze.. i zawiezli mnie do gabinetu na usg i badanie szyjki.. tam musialam poczekac chwilke,ale ta polozna krzyczy,ze ja za chwile urodze (a ja zdziwiona bo przeciez nie boli mocno ..bynajmniej nie tak jak sie spodziewalam..) na usg wyszlo,ze chlopcy (nie powiedzial mi wtedy jakiej plci sa) nie maja kompletnie miejsca juz i ze waza okolo 2700 i 2800.. ale szyjka sie nie skorcila sie i male rozwarcie no i bedzie pani dzisiaj rodzila cc bo dziecko zle ulozone - ryzykwoac nie bedziemy, no chyba,ze na cc sie nie zgadza pani.. co mialam sie nie zgodzic..
ale bylam w takim szoku..przeciez ja przyjechalam na patologie a nie rodzic.. o 10.55 bylam na porodowce, maz ze mna na sali, podlaczona do ktg i mnostwo ludzi wokol nas..a jak sie pani czuje a czy czuje pani skurcze..prosze liczyc co ile.. najpierw co 10-8 minut, potem nagle co 5..jak byly co 3 minuty dosc mocne juz,ale nadal nie takie jakie myslalam..decyzja i papiery do podpisana na cc.. a mi lzy leca po twarzy bo za chwilke ujrze dzieci..
dali mi tlen do nosa i jakis zastrzyk z kroplowka.. mowie,ze musze siku..a polozna,ze cwenik mi zalaza.. no i ten cewnik to chyba bolal najgorzej z tego wszystkiego bo mialam nabrac duzo powietrza w pluca a powiedziano mi to jak krzyknelam..
no i po tym chcialo mi sie siku, chyba robilam ale juz nie czulam..maz mial mnie rozebrac i przelozyc na lozko,ktore nas zawiozlo na sale opaeracyjna..tam normalnie jak w "Lekarzach" sztab ludzi, 2 polozne, anestezjolog, 2 chirurgow- jeden mega przystojny:P, pielegniarki.. i tak,dali mi cos w reke.. kazali usiasc, jedna kobieta mnie przytrzymala a druga miedzy kregami cos sprawdzala i to tyle..poczulam cieplo w prawej..w lewej nodze i juz lezalam..meza wyprosili, zaslonili mi widok brzucha kotarkaa ja zaczynam wymiotowac..co niby jest normalne po znieczuleniu.. i tyle.. za chwile slysze placz Huberta..pokazali mi go na sekunde,zawineli i poszli wazyc,mierzyc..a ja zaryczana..za chwilke przychodzi inna kobieta i daje mi do wycalowania glowke Norberta..i ja znowu w ryk.. a oni mowia do kogos niech tata wejdzie..i maz wszedl, nagral filmik z pierwszych minut zycia chlopcow..porobil fotki, a potem kazali mi chwycic go za szyje (on stal nade mna) i wspolnie z lekarzami przeniesieli mnie na lozko..i jedziemy na sale pooperacyjna.mi kreci sie w glowie..rycze..maz zaryczany..a dzieci za nami..
na sali pooperacyjnej przelozyli mnie, maz dal mi buziaka i go wyprosili..a mnie zostawili z blizniakami..bylam naga jednego mi przylozyli pod jedna pache a drugiego pod druga..bylo mi zimno..okryli nas kocami..i potem ze musialam dostac kroplowki to jednego synka zabrali do wozeczka-lozeczka i wlaczyli mu lampy zeby nie bylo mu zimno a drugi lezal przy piersi cala noc,leciala mi siara a on probowal cos cmokac..
urodzili sie o 13.40 Hubert z waga 2760 i 51cm a Norbert o 13.42 z waga 2510 i 49cm:-)
i mialam je caly czas od pt popoludnia.. przystawiam chlopcow do piersi,ale mam jeszcze malo pokarmu i dokarmiamy ich sztucznym mlekiem, ponadto pobudzam laktacje,sciagajac pokarm i potem ich tym jeszcze karmie..
jestem mega szczesliwa..
no i wczoraj dzieciaczki mialy zrobione usg glowke, brzuszka, pobrana krew na badanka, waga poszla im w gore po sb i nd spadku..i dostalismy wypis..wiec jestesmy w domku:-))
jestesmy juz PO:-))
juz opisuje Wam jak to wygladalo u mnie.. otoz podjelismy decyzje,ze w pt jedziemy do szpitala skoro mam skierowanie na patologie, dzieci miejsca nie maja..no to do walizki dopakowalam jeszcze 3 fajne ksiazki kotre wypozyczylam na ostatnich jak sie okazalo nogach w czwartek popoludniu z bliblioteki..
jestesmy w szpitalu,czekamy na swoja kolej na izbie przyjec ginekologicznej..bylo gdzies 9.40 jak mnie poproszono.. zbadano cisnienie i podlaczyli do ktg.. maz mogl siedziec przy mnie i pytam go jak tetna dzieci (bo nie widzialam obrazu ktg) a maz hm..tu jest napisane 145, 153 i 120..a ja ze co? no i przyszla polozna i patrzy na mnie i mowi - a od kiedy pani ma te skurcze? a ja yyyy skurcze? a mam? a ona zdziwiona mowi a co nie czuje ich pani..no czuje ze boli co jakis czas,ale myslalam,ze to normalne pod koniec ciazy bo mnie tak boli od srody a w czw dosc mocno juz na miescie jak bylam..no i ona chwile patrzy na to ktg, maz mowi,ze bedzie skurcz..no i byl.. mowilam zeby mi nie moiwl,wole nie wiedziec.. no i doszly ponad 130.. a ona dzwoni po gin z gory zeby szybko zszedl bo ja za chwile tu im urodze.. i zawiezli mnie do gabinetu na usg i badanie szyjki.. tam musialam poczekac chwilke,ale ta polozna krzyczy,ze ja za chwile urodze (a ja zdziwiona bo przeciez nie boli mocno ..bynajmniej nie tak jak sie spodziewalam..) na usg wyszlo,ze chlopcy (nie powiedzial mi wtedy jakiej plci sa) nie maja kompletnie miejsca juz i ze waza okolo 2700 i 2800.. ale szyjka sie nie skorcila sie i male rozwarcie no i bedzie pani dzisiaj rodzila cc bo dziecko zle ulozone - ryzykwoac nie bedziemy, no chyba,ze na cc sie nie zgadza pani.. co mialam sie nie zgodzic..
ale bylam w takim szoku..przeciez ja przyjechalam na patologie a nie rodzic.. o 10.55 bylam na porodowce, maz ze mna na sali, podlaczona do ktg i mnostwo ludzi wokol nas..a jak sie pani czuje a czy czuje pani skurcze..prosze liczyc co ile.. najpierw co 10-8 minut, potem nagle co 5..jak byly co 3 minuty dosc mocne juz,ale nadal nie takie jakie myslalam..decyzja i papiery do podpisana na cc.. a mi lzy leca po twarzy bo za chwilke ujrze dzieci..
dali mi tlen do nosa i jakis zastrzyk z kroplowka.. mowie,ze musze siku..a polozna,ze cwenik mi zalaza.. no i ten cewnik to chyba bolal najgorzej z tego wszystkiego bo mialam nabrac duzo powietrza w pluca a powiedziano mi to jak krzyknelam..
no i po tym chcialo mi sie siku, chyba robilam ale juz nie czulam..maz mial mnie rozebrac i przelozyc na lozko,ktore nas zawiozlo na sale opaeracyjna..tam normalnie jak w "Lekarzach" sztab ludzi, 2 polozne, anestezjolog, 2 chirurgow- jeden mega przystojny:P, pielegniarki.. i tak,dali mi cos w reke.. kazali usiasc, jedna kobieta mnie przytrzymala a druga miedzy kregami cos sprawdzala i to tyle..poczulam cieplo w prawej..w lewej nodze i juz lezalam..meza wyprosili, zaslonili mi widok brzucha kotarkaa ja zaczynam wymiotowac..co niby jest normalne po znieczuleniu.. i tyle.. za chwile slysze placz Huberta..pokazali mi go na sekunde,zawineli i poszli wazyc,mierzyc..a ja zaryczana..za chwilke przychodzi inna kobieta i daje mi do wycalowania glowke Norberta..i ja znowu w ryk.. a oni mowia do kogos niech tata wejdzie..i maz wszedl, nagral filmik z pierwszych minut zycia chlopcow..porobil fotki, a potem kazali mi chwycic go za szyje (on stal nade mna) i wspolnie z lekarzami przeniesieli mnie na lozko..i jedziemy na sale pooperacyjna.mi kreci sie w glowie..rycze..maz zaryczany..a dzieci za nami..
na sali pooperacyjnej przelozyli mnie, maz dal mi buziaka i go wyprosili..a mnie zostawili z blizniakami..bylam naga jednego mi przylozyli pod jedna pache a drugiego pod druga..bylo mi zimno..okryli nas kocami..i potem ze musialam dostac kroplowki to jednego synka zabrali do wozeczka-lozeczka i wlaczyli mu lampy zeby nie bylo mu zimno a drugi lezal przy piersi cala noc,leciala mi siara a on probowal cos cmokac..
urodzili sie o 13.40 Hubert z waga 2760 i 51cm a Norbert o 13.42 z waga 2510 i 49cm:-)
i mialam je caly czas od pt popoludnia.. przystawiam chlopcow do piersi,ale mam jeszcze malo pokarmu i dokarmiamy ich sztucznym mlekiem, ponadto pobudzam laktacje,sciagajac pokarm i potem ich tym jeszcze karmie..
jestem mega szczesliwa..
no i wczoraj dzieciaczki mialy zrobione usg glowke, brzuszka, pobrana krew na badanka, waga poszla im w gore po sb i nd spadku..i dostalismy wypis..wiec jestesmy w domku:-))
Stokrotka ja tez gratuluje i tez sie oczywiscie poryczalam :)
ale wam sie fajnie trafilo, hmka ma dwie dziewczynki, ty dwoch chlopcow :)
moj maluch od kiedy mu zoltaczka zeszla coraz mniej spi a coraz wiecej zwiedza. ze 2h tak lezal w moim lozku i sufitowal, az wreszcie zasnal. akurat jak mamy wychodzic za godzine. ale z nim to wszytko na spiocha i tak od urodzenia robilam, wiec moze nie bedzie tak zle :)
ale wam sie fajnie trafilo, hmka ma dwie dziewczynki, ty dwoch chlopcow :)
moj maluch od kiedy mu zoltaczka zeszla coraz mniej spi a coraz wiecej zwiedza. ze 2h tak lezal w moim lozku i sufitowal, az wreszcie zasnal. akurat jak mamy wychodzic za godzine. ale z nim to wszytko na spiocha i tak od urodzenia robilam, wiec moze nie bedzie tak zle :)