Widok
Zbierałam się kilka razy ale zawsze coś mnie oderwało. Tak więc drogie Panny, Panie krótka relacja z 14 czerwca 2014.
Na dwa dni przed ślubem siedziałam i płakałam mówiąc, że gdybym wiedziała, że tyle rzeczy będzie nam na przekór to chyba bym się nie zdecydowała na ślub, nasze nerwy były u kresu wytrzymałości.
Nadeszła sobota, pogoda nam nie dopisała, było pochmurno, popadywało co chwilę i było chłodno. Wyprawa ze świadkową do fryzjera oderwała nasze myśli od tego wszystkiego, nawet rozluźniłyśmy się ;) wróciłyśmy do domu ok. 11.00, szybkie ogarnięcie się, ubranie i był już fotograf. Wraz z nim wrócił nasz stres...sesyjka w domu, w trakcie przygotowań była super ;) Potem przyjechał narzeczony z rodziną, było błogosławieństwo i wyjazd do kościoła.
W drodze do ślubu nerwy mieliśmy całą 4 :P teraz zastanawiam się kto to bardziej przeżywał, my czy nasi świadkowie ;)
Na mszy mimo wielu obaw wszystko wypadło dobrze, nie obyło się bez wzruszeń wśród gości.
Przyjazd na salę, wiadomo życzenia, obiad i ostatnie nerwy przed pierwszym tańcem...który również wypadł dobrze, gościom się podobało, a to najważniejsze!
Później był już niesamowity luz ;) nie sądziłam, że odnajdziemy się na tym weselu jako ci w roli głównej, ale uważam, że podołaliśmy. Bawiliśmy się całą noc, znajdując też chwilki czasu aby zatrzymac się przy każdym z gości i zamienic chocby słowo.
Części takich bliższych nam gości wiedziało że mój mąż ma zielony musznik dlatego że ja miałam zielone buty ;) natomiast sporo osób o tym nie wiedziało i jak spod sukienki wyłoniły się kolorowe buty najpierw wywoływały śmieszne miny, bo goście chyba sami nie dowierzali w to co zobaczyli, potem polowali na kolejne wynurzenie się butków ;) było to zabawne.
Ale taki szczegół jak moje zielone buty również wywoływał zachwyt i miłe komentarze na weselu, że fajny miałam pomysł albo że super to wygląda ;)
Podziękowanie zaczynające oczepiny poprowadzone dokładnie tak jak chcieliśmy, sama zabawa w trakcie oczepin również wywoływała uśmiech na twarzach gości.
Ślub mieliśmy na godz. 15, a wesele skończyło się po 4 tak więc uważam, że należy do udanych! Osobiście sądzę, że zabawa była super!
Klimat jaki był podczas tej nocy bez wątpienia zawdzięczamy NEVADZIE!!! Jak dla mnie nie mają sobie równych! Fotograf również pomógł przeżyc nam ten cały stres, jednocześnie bez zażutu wykonując swoją pracę! Nigdy nie zdołamy się im odwdzięczyc!!! :*
Goście już w trakcie wesela podchodzili i zachwalali zespół, jedzenie, obsługę także i Sala Szrot stanęła na wysokości zadania!
Stół rybny z płonącym węgorzem zwracał uwagę, drink bar goście chwalą do dziś ;) indyk również ucieszył przybyłych, a Weselne Stroszki wzbudziły nie małe uśmiechy!!! ;)
Pomimo bardzo wielu obaw, ślub i wesele wypadły lepiej aniżeli mogliśmy oczekiwac!!!!
Wszystkie nerwy związane z przygotowaniami, niesnaski jakie powodowały wynagrodziło nam w 100 % zadowolenie naszych gości!
Także z czystym sumieniem mogę polecic całą obsługę naszego wesela!!!
Kiedyś myślałam naiwnie, ze w sumie co ślub miałby u nas zmienic po 8 latach związku...przecież to nic takiego, zalegalizowanie tego co już jest. Moje drogie nic bardziej mylnego. Między nami po tylu latach znowu jest tak jak było na początku naszej historii, znowu nie widzimy poza sobą świata i mam wrażenie, że zakochaliśmy się w sobie na nowo ;)
Na dwa dni przed ślubem siedziałam i płakałam mówiąc, że gdybym wiedziała, że tyle rzeczy będzie nam na przekór to chyba bym się nie zdecydowała na ślub, nasze nerwy były u kresu wytrzymałości.
Nadeszła sobota, pogoda nam nie dopisała, było pochmurno, popadywało co chwilę i było chłodno. Wyprawa ze świadkową do fryzjera oderwała nasze myśli od tego wszystkiego, nawet rozluźniłyśmy się ;) wróciłyśmy do domu ok. 11.00, szybkie ogarnięcie się, ubranie i był już fotograf. Wraz z nim wrócił nasz stres...sesyjka w domu, w trakcie przygotowań była super ;) Potem przyjechał narzeczony z rodziną, było błogosławieństwo i wyjazd do kościoła.
W drodze do ślubu nerwy mieliśmy całą 4 :P teraz zastanawiam się kto to bardziej przeżywał, my czy nasi świadkowie ;)
Na mszy mimo wielu obaw wszystko wypadło dobrze, nie obyło się bez wzruszeń wśród gości.
Przyjazd na salę, wiadomo życzenia, obiad i ostatnie nerwy przed pierwszym tańcem...który również wypadł dobrze, gościom się podobało, a to najważniejsze!
Później był już niesamowity luz ;) nie sądziłam, że odnajdziemy się na tym weselu jako ci w roli głównej, ale uważam, że podołaliśmy. Bawiliśmy się całą noc, znajdując też chwilki czasu aby zatrzymac się przy każdym z gości i zamienic chocby słowo.
Części takich bliższych nam gości wiedziało że mój mąż ma zielony musznik dlatego że ja miałam zielone buty ;) natomiast sporo osób o tym nie wiedziało i jak spod sukienki wyłoniły się kolorowe buty najpierw wywoływały śmieszne miny, bo goście chyba sami nie dowierzali w to co zobaczyli, potem polowali na kolejne wynurzenie się butków ;) było to zabawne.
Ale taki szczegół jak moje zielone buty również wywoływał zachwyt i miłe komentarze na weselu, że fajny miałam pomysł albo że super to wygląda ;)
Podziękowanie zaczynające oczepiny poprowadzone dokładnie tak jak chcieliśmy, sama zabawa w trakcie oczepin również wywoływała uśmiech na twarzach gości.
Ślub mieliśmy na godz. 15, a wesele skończyło się po 4 tak więc uważam, że należy do udanych! Osobiście sądzę, że zabawa była super!
Klimat jaki był podczas tej nocy bez wątpienia zawdzięczamy NEVADZIE!!! Jak dla mnie nie mają sobie równych! Fotograf również pomógł przeżyc nam ten cały stres, jednocześnie bez zażutu wykonując swoją pracę! Nigdy nie zdołamy się im odwdzięczyc!!! :*
Goście już w trakcie wesela podchodzili i zachwalali zespół, jedzenie, obsługę także i Sala Szrot stanęła na wysokości zadania!
Stół rybny z płonącym węgorzem zwracał uwagę, drink bar goście chwalą do dziś ;) indyk również ucieszył przybyłych, a Weselne Stroszki wzbudziły nie małe uśmiechy!!! ;)
Pomimo bardzo wielu obaw, ślub i wesele wypadły lepiej aniżeli mogliśmy oczekiwac!!!!
Wszystkie nerwy związane z przygotowaniami, niesnaski jakie powodowały wynagrodziło nam w 100 % zadowolenie naszych gości!
Także z czystym sumieniem mogę polecic całą obsługę naszego wesela!!!
Kiedyś myślałam naiwnie, ze w sumie co ślub miałby u nas zmienic po 8 latach związku...przecież to nic takiego, zalegalizowanie tego co już jest. Moje drogie nic bardziej mylnego. Między nami po tylu latach znowu jest tak jak było na początku naszej historii, znowu nie widzimy poza sobą świata i mam wrażenie, że zakochaliśmy się w sobie na nowo ;)
To już za Nami. Nasz najpiękniejszy i najwspanialszy dzień w życiu...
16 sierpnia 2014 roku o godzinie 16:00. Bardzo stresujące przygotowania, wzruszająca ceremonia ślubna i wspaniali goście.
Ksiądz fantastyczny- cudne kazanie, prowadzone w formie "rozmowy" z nami i dobrymi radami na przyszłość. Na pewno będziemy w tamtej parafii częstymi gośćmi.
Na sali najbardziej się bałam czy wszystko będzie dobrze, ale jedzenia bardzo dużo, niczego nie zabrakło na szczęście, a obsługa bardzo dobra.
Tort od Wenty z Lęborka pyszny i przepiękny :)
Obawiałam się też czy zespół będzie taki jaki chciałam, ale wyszli jeszcze lepiej :) Naprawdę polecam Quatro z Nowego Dworu Gdańskiego - goście chwalili, a my się ucieszyliśmy, że mimo niewielu opinii w internecie, wyszło bardzo dobrze.
Fotograf (Tandem Foto z Lęborka) spisał się na medal - dzisiaj dostaliśmy na fb kilka zdjęć, moim zdaniem wyszły naprawdę pięknie.
Kamerzysta - powiem jak dostanę jakieś próbki :)
Nawet suknia była bardzo wygodna, choć jakimś cudem się "wydłużyła" :) Ale to chyba dlatego, że na ostatecznej przymiarce miałam nieco szersze koło pod suknią, a przed ślubem je zwęziłam, bo czułam się jak beza....
Bóg wysłuchał w całości mojej prośby o pogodę. Nie było gorąco, choć bałam się, że deszcz pokrzyżuje nam plany. Na szczęście jednak, tak jak chciałam, wejście i wyjście z kościoła były pełne słońca :)
Było cudnie :)
16 sierpnia 2014 roku o godzinie 16:00. Bardzo stresujące przygotowania, wzruszająca ceremonia ślubna i wspaniali goście.
Ksiądz fantastyczny- cudne kazanie, prowadzone w formie "rozmowy" z nami i dobrymi radami na przyszłość. Na pewno będziemy w tamtej parafii częstymi gośćmi.
Na sali najbardziej się bałam czy wszystko będzie dobrze, ale jedzenia bardzo dużo, niczego nie zabrakło na szczęście, a obsługa bardzo dobra.
Tort od Wenty z Lęborka pyszny i przepiękny :)
Obawiałam się też czy zespół będzie taki jaki chciałam, ale wyszli jeszcze lepiej :) Naprawdę polecam Quatro z Nowego Dworu Gdańskiego - goście chwalili, a my się ucieszyliśmy, że mimo niewielu opinii w internecie, wyszło bardzo dobrze.
Fotograf (Tandem Foto z Lęborka) spisał się na medal - dzisiaj dostaliśmy na fb kilka zdjęć, moim zdaniem wyszły naprawdę pięknie.
Kamerzysta - powiem jak dostanę jakieś próbki :)
Nawet suknia była bardzo wygodna, choć jakimś cudem się "wydłużyła" :) Ale to chyba dlatego, że na ostatecznej przymiarce miałam nieco szersze koło pod suknią, a przed ślubem je zwęziłam, bo czułam się jak beza....
Bóg wysłuchał w całości mojej prośby o pogodę. Nie było gorąco, choć bałam się, że deszcz pokrzyżuje nam plany. Na szczęście jednak, tak jak chciałam, wejście i wyjście z kościoła były pełne słońca :)
Było cudnie :)