Widok
Panie przedszkolanki
Witajcie! Jak uważacie czy Panie przedszkolanki nie powinny przywiązywać większej wagi do swojego zdrowia niż inni? U mojego syna w przedszkolu to jakaś paranoja. Chore przychodzą do pracy a dopiero potem idą na zwolnienie. Pozarazaly teraz polowe grupy jakimś grypopodobnymi dziadostwem. Jeśli czuja się chore to chyba powinny zostać w domu a nie pracować z dziećmi.
W ogóle wkurza mnie taka wszechobecna ignorancja ludzka. Jako matka dbam o to żeby moje dziecko jak jest chore nie zarażalo przy okazji innych dzieci ale jest cała masa rodziców którzy maja to gdzieś i chore dzieciaki puszczają do porzedszkola.
W ogóle wkurza mnie taka wszechobecna ignorancja ludzka. Jako matka dbam o to żeby moje dziecko jak jest chore nie zarażalo przy okazji innych dzieci ale jest cała masa rodziców którzy maja to gdzieś i chore dzieciaki puszczają do porzedszkola.
1. Jakby nie przychodziły, to byś narzekała, że grupy dzieci są za liczne, bo kadry brakuje. A skąd ma się "na cito" wziąć kadra zastępcza?
2. Znaczna część rodziców nie ma co zrobić z dziećmi, bo np. szef krzywo patrzy na zwolnienie z tytułu opieki nad dzieckiem. Takie są zdobycze socjalizmu i kobiecej emancypacji.
3. Całe życie pod kloszem dziecka nie uchowasz a im wcześniej się wychoruje tym mu się lepiej układ odpornościowy wykształci.
2. Znaczna część rodziców nie ma co zrobić z dziećmi, bo np. szef krzywo patrzy na zwolnienie z tytułu opieki nad dzieckiem. Takie są zdobycze socjalizmu i kobiecej emancypacji.
3. Całe życie pod kloszem dziecka nie uchowasz a im wcześniej się wychoruje tym mu się lepiej układ odpornościowy wykształci.
No cóż argument ze rodzice nie maja co zrobić z dzieckiem do mnie nie trafia. Masz dziecko to się martw. A jeśli pracodawca krzywo patrzy na zwolnienia pracownic z tytułu opieki na dziecko to może warto pomysleć o zmianie pracy?
Ćwiczenie odporności u mojego syna trwa już 3 rok w przedszkolu i póki co nie zauważyłam spadku zachorowań.
Ćwiczenie odporności u mojego syna trwa już 3 rok w przedszkolu i póki co nie zauważyłam spadku zachorowań.
Póki co przebywam na urlopie wychowawczym na młodsze dziecko tak wiec jestem w domu a rezygnować z przedszkola po tylu latach byłoby uważam dla dziecka krzywdzące choćby ze względów edukacyjnych. Matka która ma w domu mnóstwo zajęć i na głowie opiekę nad młodszym rodzeństwem nie zapewni mu wielkich atrakcji rozwojowych ani kontaktu z rówieśnikami w odpowiednim stopniu.
Nie ma w Polsce chyba pracy w ktorej byłoby przyzwolenie na zwolnienie z tytułu opieki nad dzieckiem, wszędzie krzywo patrzą jak korzystasz z takiej opcji,ja korzystam z pomocy opiekunki jeśli mi dzieci chorują, i jeśli oczywiście mam na to finanse, w ostateczności jeśli sie zdarzy ze mamy gorszy okres czy opiekunka nie moze zająć sie dzieckiem wtedy idę na zwolnienie, i tak sobie mysle ze nie po to sie staram, narażam w pracy czy wydaje ciężkie pieniądze zeby moje dziecko złapało wirusa od innego przez głupotę i bezmyślność innych rodzicow, regulamin to regulamin, tak samo chore dzieci jak i chore przedszkolanki powinny zostać w domu.
Zgadzam się z tym, że dziecko musi się wychorować ale niech choruje w domu a nie w przedszkolu. Zresztą to nawet nie chodzi o to czy chore dziecko zarazi inne ale o to, że czując się źle zamiast leżeć w łóżku jest zaprowadzane do przedszkola gdzie ma tańczyć, śpiewać, bawić się. Ja nie zaprowadzam chorej córki do przedszkola, szkoda by mi było żeby się męczyła. Pracodawca... cóż, są różni ale żaden nie powinien być ważniejszy od dobra własnego dziecka.
Co do przeziebionych przedszkolanek, nie demonizowała bym. Ja nie spotkałam się z tym, żeby chore przychodziły do pracy, może z lekkim katarem ale na to zwolnienia im lekarz nie wystawi :-)
Szczególnie przy takiej pogodzie - nie uchronisz dziecka przed wirusami. Jak nie w przedszkolu to w autobusie, sklepie i wielu innych miejscach może się zarazić.
Co do przeziebionych przedszkolanek, nie demonizowała bym. Ja nie spotkałam się z tym, żeby chore przychodziły do pracy, może z lekkim katarem ale na to zwolnienia im lekarz nie wystawi :-)
Szczególnie przy takiej pogodzie - nie uchronisz dziecka przed wirusami. Jak nie w przedszkolu to w autobusie, sklepie i wielu innych miejscach może się zarazić.
panie przedszkolanki nie ida na L4 bo maja mniejsza pensje za zwolnienie, dziewczyny przy ich i tak mikrusowych zarobkach to każdy grosz sie liczy. Poza tym nie wierze, ze przychodza np z grypą czy gorączka, a katar to nie choroba, więc nie przesadzajmy.
Ja swoje dzieci z katarem zawsze puszczałam do rpzedszkola, chyba ze byly to naprawde brzydkie, zielone gile ciągnące sie do podłogi ;)
Poza tym jest wiele matek ktore puszczają dziecko np z gorączka, rano daja nurofen i sru do przedszkola, to siłą rzeczy panie cos złapią.
No a jesli panie przychodza z katarem , to wybaczcie, ktoś bierze na zwykły katar L4?
Ja swoje dzieci z katarem zawsze puszczałam do rpzedszkola, chyba ze byly to naprawde brzydkie, zielone gile ciągnące sie do podłogi ;)
Poza tym jest wiele matek ktore puszczają dziecko np z gorączka, rano daja nurofen i sru do przedszkola, to siłą rzeczy panie cos złapią.
No a jesli panie przychodza z katarem , to wybaczcie, ktoś bierze na zwykły katar L4?
Dorota, reprezentujesz typowo roszczeniową i egoistyczną postawę - bardzo tego nie lubię:
1. Oczywiście zakładasz, że to Twoje dziecko jest zawsze zarażane przez innych i nie dopuszczasz myśli, że być może to Twoje dziecko zaraża zarówno inne dzieci jak i Panie - nie zawsze widać infekcję a już wirusy atakują.
2. To naprawdę bardzo krótkowzroczne radzić innym rodzicom, że to ich sprawa, że nie mają co zrobić z dziećmi. Zobaczymy jak Ty wrócisz do pracy, teraz to Ciebie nie dotyczy bo siedzisz sobie z dzieckiem w domu i zamiast zaopiekować się drugim wolisz posłać go do przedszkola pod przykrywką edukacji - bo po co się męczyć z dwójką...
3. Może jeszcze powiesz, że Twoje starsze dziecko chodzi do publicznego przedszkola...
Egoistka, samolubna i zapatrzona tylko w siebie. Może i dobrze, że posyłasz dziecko do przedszkola - może tam nauczy się widzieć więcej niż czubek własnego nosa.
Żeby była jasność - nigdy nie miałam problemów z opieką nad dzieckiem bo mam to szczęście, że mam obie mamy na miejscu i zawsze chętnie zajmowały się chorym dzieckiem a i w pracy nigdy nikt mi problemów nie robił jak brałam L4 ale nie spowodowało to u mnie ślepoty na czasem trudne sytuacje innych - trochę empatii nie zaszkodzi.
1. Oczywiście zakładasz, że to Twoje dziecko jest zawsze zarażane przez innych i nie dopuszczasz myśli, że być może to Twoje dziecko zaraża zarówno inne dzieci jak i Panie - nie zawsze widać infekcję a już wirusy atakują.
2. To naprawdę bardzo krótkowzroczne radzić innym rodzicom, że to ich sprawa, że nie mają co zrobić z dziećmi. Zobaczymy jak Ty wrócisz do pracy, teraz to Ciebie nie dotyczy bo siedzisz sobie z dzieckiem w domu i zamiast zaopiekować się drugim wolisz posłać go do przedszkola pod przykrywką edukacji - bo po co się męczyć z dwójką...
3. Może jeszcze powiesz, że Twoje starsze dziecko chodzi do publicznego przedszkola...
Egoistka, samolubna i zapatrzona tylko w siebie. Może i dobrze, że posyłasz dziecko do przedszkola - może tam nauczy się widzieć więcej niż czubek własnego nosa.
Żeby była jasność - nigdy nie miałam problemów z opieką nad dzieckiem bo mam to szczęście, że mam obie mamy na miejscu i zawsze chętnie zajmowały się chorym dzieckiem a i w pracy nigdy nikt mi problemów nie robił jak brałam L4 ale nie spowodowało to u mnie ślepoty na czasem trudne sytuacje innych - trochę empatii nie zaszkodzi.
Larisa27 za to Ty reprezentujesz typ, którego ja bardzo nie lubię. Nie znasz mnie, mojej sytuacji i mojego dziecka a mino to mnie obrażasz nazywając egoistka, samolubem i jeszcze leniwa matka, która zamiast siędziec w domu z dwójka posyła starsze do porzedszkola.
Dla Twojej wiedzy: moje dziecko nie uczęszcza do publicznego przedszkola a poza tym istniała bardzo ważna przesłanka aby mój syn zaczął chodzić do przedszkola. I nie była spowodowana moja wygoda..
Dla Twojej wiedzy: moje dziecko nie uczęszcza do publicznego przedszkola a poza tym istniała bardzo ważna przesłanka aby mój syn zaczął chodzić do przedszkola. I nie była spowodowana moja wygoda..
Taaaa jasne, zawsze w takich sytuacjach pojawiają się "wyjątkowe okoliczności", którymi tłumaczy się swoje zachowanie... znam to aż za dobrze. Matkom, które nie zawsze mają co zrobić z dziećmi, też często towarzyszą takie właśnie "wyjątkowe okoliczności", ale te nie są już tak "wyjątkowe" jak Twoje.