Widok
dlaczego masakra? biore tacke z kurczakiem i robie dziure, jesli ok kupuje, jesli nie to ZAWSZE odnosze do kasy. gdzie tu jest żenada? chcesz sprawdzic czy mieso ok, a jak nie to i tak smierdzace kupujesz?! nie zostawilabym miesa na polce, tylko zaniosla do kasy niech wiedzą, ze ludzie nie kupią tego, co usiluja wcisnac. mam znajomych pracujacych w marketach i wierz mi, ze pozwalaja sobie na przebitki.
jakis czas temu kupilam mieso na hali w gdyn, spieszylam sie wiec nie rozwiazalam worka, jak dojechalam do domu i otwoerzylam go to malo nie padlam... wystawilam na balkon i nastepnego dnia odwioazlam babie i rzucilam na lade i mowie, ze proszę powachac, babe tez odrzucilo, a ja podziekowalam i poszlam, kasy nie chcialam bo to dopiero zenujace. mnie by bylo wstyd sprzedac komus cos takiego , przeciez jak pakowala to musiala czuc ten smord, a mnie w ciagu 45 min dojazdu do domu zima na pewno by sie nie zepsuło...
jakis czas temu kupilam mieso na hali w gdyn, spieszylam sie wiec nie rozwiazalam worka, jak dojechalam do domu i otwoerzylam go to malo nie padlam... wystawilam na balkon i nastepnego dnia odwioazlam babie i rzucilam na lade i mowie, ze proszę powachac, babe tez odrzucilo, a ja podziekowalam i poszlam, kasy nie chcialam bo to dopiero zenujace. mnie by bylo wstyd sprzedac komus cos takiego , przeciez jak pakowala to musiala czuc ten smord, a mnie w ciagu 45 min dojazdu do domu zima na pewno by sie nie zepsuło...
no dobrze ale oddając przyznajesz że to ty zrobiłas ta dziurkę :) ? Mi by było wstyd nie dość zrobić w ogóle tą dziure (nigdy w zyciu bym tak nie zrobiła) to jeszcze potem sie do tego przyznać.
I tak dla mnie to jest nie do pomyślenia robic dziury w mięsie zapakowanym. Jakbym miała jakiekolwiek wątpliwości to bym po prostu nie kupowała mięsa w takich sklepach , ale na pewno nie robiłabym dziur.
I tak dla mnie to jest nie do pomyślenia robic dziury w mięsie zapakowanym. Jakbym miała jakiekolwiek wątpliwości to bym po prostu nie kupowała mięsa w takich sklepach , ale na pewno nie robiłabym dziur.
mnie wstyd? za co, ze poczułam smrod miesa, które powinno byc swieze? mowie, ze mieso, ktore ma jeszcze np tydzien waznosci smierdzi, pani patrzy wacha mowi, no rzeczywiscie , kiwa glowa w stylu, ze co ona moze na to poradzic...,
to im powinno byc wstyd , ze takie cos przedaja. rozumiem, ze to nie wina sprzedawcy jesli nie ma na sumieniu "odswiezania miesa", ze towaru masa i nie zawsze jest sie w stanie zapanowac nad wszystkim. jak widze, ze mieso wyglada tak, jak trzeba to nie mam watpliwosci, ale kurczaka sprawdzam zawsze. jesli jest ok biore, a jesli nie to oddaje, dlaczego mam placic za cos zepsutego?.
w polsce to jest tak, ze ludzie sie wstydza, bo nie wypada, ale placisz za to, ziec masz prawo wymagac jakosci. w stanach jest z kolei przesada, bo potrafiaoddac sukienke po sylwestrze.
pomysl, jak wykonujesz prace, cos np produkujesz to robisz to tak, zeby sie nie wstydzic prawda? bo kto by chcial spotkac potem klienta, ktory przyjdzie z gęba... i jeszcze ma racje!
wpadki sie zdarzaja. kiedys wzielam pakowane kabanosy i przy kasie zauwazylam, ze tydzien temu minal im termin. pokazalam to sprzedawczyni, przeprosila, zawolala inna , zeby sprawdzila reszte tych w lodowce i je zdjela , mi zaproponowala zakup innych. to chyba normalne?
to im powinno byc wstyd , ze takie cos przedaja. rozumiem, ze to nie wina sprzedawcy jesli nie ma na sumieniu "odswiezania miesa", ze towaru masa i nie zawsze jest sie w stanie zapanowac nad wszystkim. jak widze, ze mieso wyglada tak, jak trzeba to nie mam watpliwosci, ale kurczaka sprawdzam zawsze. jesli jest ok biore, a jesli nie to oddaje, dlaczego mam placic za cos zepsutego?.
w polsce to jest tak, ze ludzie sie wstydza, bo nie wypada, ale placisz za to, ziec masz prawo wymagac jakosci. w stanach jest z kolei przesada, bo potrafiaoddac sukienke po sylwestrze.
pomysl, jak wykonujesz prace, cos np produkujesz to robisz to tak, zeby sie nie wstydzic prawda? bo kto by chcial spotkac potem klienta, ktory przyjdzie z gęba... i jeszcze ma racje!
wpadki sie zdarzaja. kiedys wzielam pakowane kabanosy i przy kasie zauwazylam, ze tydzien temu minal im termin. pokazalam to sprzedawczyni, przeprosila, zawolala inna , zeby sprawdzila reszte tych w lodowce i je zdjela , mi zaproponowala zakup innych. to chyba normalne?
a to dla osób o mocnych nerwach, które wierzą sklepom.. http://uwaga.tvn.pl/13270,news,,odswiezanie_wedlin_w_sklepie,reportaz.html
Ja również kilka dni temu kupiłam mięso z Biedry i pomimo tego, że termin ważności miało jeszcze kilka dni, to po otwarciu opakowania myślałam że się porzygam!! ;( Smród taki, że z kuchni doszedł do pokoju:/ Całe mieszkanie potem wietrzyłam.Sama padlina, fuj:/ Rozlatywało mi się w rękach. Więcej na pewno już tam mięsiwa nie kupię.
przez kilka dni miałam okazję przyglądać się "od zaplecza" pracy w sklepie mięsnym... ;) nie zawsze mięso jest takie świeże jak mówi sprzedawca ;) mają swoje sztuczki...
ja się swego czasu nacięłam na mięso mielone z Lidla :] chyba to z szynki... miało ponad tydzień do końca terminu przydatności(kupiłam jednego dnia, drugiego miałam robić na obiad), a zrobiło się szare :/ śmierdzące kwasem :/ do wyrzucenia :/ gdybym miała Lidla pod domem, to bym poszła oddać - a tak nie chciało mi się specjalnie jechać dla tych kilku zł.
a ulubiony sklep mięsny skreśliłam jak "świeża szynka bez kości" okazała się na wpół-zamrożona :P w domu kroiłam ją na gulasz - i normalnie chrzęściło mi zmrożone mięso pod nożem :/
ja się swego czasu nacięłam na mięso mielone z Lidla :] chyba to z szynki... miało ponad tydzień do końca terminu przydatności(kupiłam jednego dnia, drugiego miałam robić na obiad), a zrobiło się szare :/ śmierdzące kwasem :/ do wyrzucenia :/ gdybym miała Lidla pod domem, to bym poszła oddać - a tak nie chciało mi się specjalnie jechać dla tych kilku zł.
a ulubiony sklep mięsny skreśliłam jak "świeża szynka bez kości" okazała się na wpół-zamrożona :P w domu kroiłam ją na gulasz - i normalnie chrzęściło mi zmrożone mięso pod nożem :/
U mnie różnie nieraz kupię w mięsnym, nieraz w biedronce, zwykle gdzie mi po drodze W biedrze nigdy nie trafiło mi się śmierdzące w przeciwieństwie np do Gzelli
Jeśli chodzi o biedronkę (nie tylko tam) to aż mnie trzęsie jak ludzie zostawiają po półkach artykuły które powinny być przechowywane w lodówce bo przecież ciężko odnieść na miejsce jak się rozmyślę... później personel odkłada np takie mięso z powrotem do lodówki ktoś to kupuje otwiera i smród.......
Jeśli chodzi o biedronkę (nie tylko tam) to aż mnie trzęsie jak ludzie zostawiają po półkach artykuły które powinny być przechowywane w lodówce bo przecież ciężko odnieść na miejsce jak się rozmyślę... później personel odkłada np takie mięso z powrotem do lodówki ktoś to kupuje otwiera i smród.......
Mięso kupuję wyłącznie w Biedronce i Lidlu, bo mam pewność, że jest świeże. Tam jest duża rotacja, dużo klientów i wiem, że mięso jest ok. Zawsze staram się wybierać takie opakowanie (głównie w przypadku piersi z kurczaka), gdzie mięso jest jeszcze trochę zamrożone. Przez drogę do domu zdąży się rozmrozić i nigdy nie śmierdzi. A jeśli kupuję na zapas to zamrażam. Raz tylko zdażyło mi się, że pierś z Biedronki śmierdziała po otwarciu (termin ważności ok, opakowanie całe). Wina leżała po stronie mojej starej lodówki, mięsa wówczas nie zamroziłam, a rozpakowałam po 2-3 dniach od zakupu. Teraz, już nauczona, kupuję mięso codziennie lub co drugi dzień - akurat dla mnie to nie problem, bo wracając z pracy sklepy mam po drodze.
Szerokim łukiem natomiast omijam większość osiedlowych mięsnych. Zdarzyło mi się kupić mięso, które po powrocie do domu i rozpakowaniu śmierdziało. W takich sytuacjach zawsze towar odnoszę do sklepu, a sprzedawczyni mówię o incydencie raczej na osobności, a nie przy klientach - nie sądzę, by w małym osiedlowym sklepie biedna sprzedawczyni miała jakiś większy wpływ na to, jaki towar dostaje (tu akurat mogę się mylić).
Poraziło mnie natomiast jak przeczytałam o wkładaniu palców i rozrywaniu opakowań. Jest to totalny szczyt bezczelności. Podobnie, jak któraś z Was już wspomniała, odkładanie mięsa gdzie popadnie zamiast do lodówki. Ludzie nie mają wyobraźni i są leniwi, a później się dziwią, że z mięsem jest coś nie tak. I nikt mi nie wmówi, że po rozerwaniu opakowania i stwierdzeniu smrodu/zepsucia odnosi mięso pracownikowi sklepu, bo jak już napisałam, ludzie są zbyt leniwi, nie patrzą na innych tylko na siebie.
Szerokim łukiem natomiast omijam większość osiedlowych mięsnych. Zdarzyło mi się kupić mięso, które po powrocie do domu i rozpakowaniu śmierdziało. W takich sytuacjach zawsze towar odnoszę do sklepu, a sprzedawczyni mówię o incydencie raczej na osobności, a nie przy klientach - nie sądzę, by w małym osiedlowym sklepie biedna sprzedawczyni miała jakiś większy wpływ na to, jaki towar dostaje (tu akurat mogę się mylić).
Poraziło mnie natomiast jak przeczytałam o wkładaniu palców i rozrywaniu opakowań. Jest to totalny szczyt bezczelności. Podobnie, jak któraś z Was już wspomniała, odkładanie mięsa gdzie popadnie zamiast do lodówki. Ludzie nie mają wyobraźni i są leniwi, a później się dziwią, że z mięsem jest coś nie tak. I nikt mi nie wmówi, że po rozerwaniu opakowania i stwierdzeniu smrodu/zepsucia odnosi mięso pracownikowi sklepu, bo jak już napisałam, ludzie są zbyt leniwi, nie patrzą na innych tylko na siebie.
Wiele kobiet marzy o rycerzu w lśniącej zbroi. Ale większość musi zadowolić się giermkiem
w dziurawych skarpetkach.
w dziurawych skarpetkach.
ja mam ten komfort, że mieszkam przy hali gdzie mięsko jest super świeże natomiast czasem nie chce mi się specjalnie tam zachodzić i kupuję mięso w lidlu lub w biedronce. no i niestety zauważyłam, że o ile lidlowe mięso jest ok o tyle na biedronkowe trzeba uważać. zdarzają się partie z pożółkniętym kurczakiem...