Widok
Lunaa zabrnęłaś i teraz idziesz w zaparte cały czas próbując tłumaczyć swoją nietrafioną wypowiedź. Tak to wygląda. Poza tym już trochę męczące jest, że każdą głupotę, którą ktoś palnie, tłumaczy, szumnie nazywając ją " swoim zdaniem" do którego "ma prawo" bo przecież "to jest forum" ... Bądźmy bardziej kreatywni, ten szał na mówienie i pisanie co ślina na język przyniesie w końcu też przeminie, bierzmy odpowiedzialność za swoje słowa:)
Wracając do tematu - bez różnicy czy to płód 8 tygodniowy czy 24 tygodniowy, dla matki, która straciła dziecko to pewnie niewielka różnica i Kalina ma racje wygłaszanie opinii czy ktoś robi dobrze czy źle jest przejawem albo zwykłej głupoty albo braku empatii...
Wracając do tematu - bez różnicy czy to płód 8 tygodniowy czy 24 tygodniowy, dla matki, która straciła dziecko to pewnie niewielka różnica i Kalina ma racje wygłaszanie opinii czy ktoś robi dobrze czy źle jest przejawem albo zwykłej głupoty albo braku empatii...
Ja poroniłam 3 razy ( 10 tydz., 8 tydz., i 9 tydzień) . za każdym razem miałam zabieg łyżeczkowania w szpitalu. Nie brałam ani aktu zgonu ani nie chowałam sama swoich dzieci. Wyszłam ze szpitala z bólem, ale zostawiłam wszystko tak jak było. O nic się nie starałam.
Mam już 2 zdrowych dzieci, ale w sercu zawsze pozostanie pustka i zadra. Tego nie da się zapomnieć :(
Mam już 2 zdrowych dzieci, ale w sercu zawsze pozostanie pustka i zadra. Tego nie da się zapomnieć :(
Mnie sie wydaje ze to jest naprawde bardzo indywidualna sprawa, chociaz ja nie zdecydowalabym sie na pochowek tak wczesnej ciazy ani na akt narodzin, zgonu. Sama poronilam w 18tyg, nie zdecydowalismy sie na pochowek, ani na wydanie aktu zgonu, to bylo ponad nasze sily. Wiedzialam ze wtedy dluugo bym sie nie otrzasnela, zrobilismy to dla wlasnego zdrowia psychicznego, majac juz jedno dziecko musielismy sie jakos trzymac.
Ja akurat poronilam za granica, tam to wyglada inaczej niz u nas, jesli nie decyduje sie na pochowek to szpital zajmuje sie kremacja i chowaja w przyszpitalnym parku gdzie jest specjalny pomnik dla takich dzieci. Towarzyszy temu krotka swiecka uroczystosc, ja na niej nie bylam, ale mialam to poczucie ze moje dziecko zostalo potraktowane z szacunkiem, ze bylo wazne, a nie wrzucone do smietnika.
Gdybysmy zdecydowali sie zarejestrowac dziecko to nalezala nam sie spora kwota z ubezpieczenia, gdybym urzadzala pogrzeb wzielabym te pieniadze na ladny nagrobek, ale w tym wypadku nie chcielismy ich.
Ja akurat poronilam za granica, tam to wyglada inaczej niz u nas, jesli nie decyduje sie na pochowek to szpital zajmuje sie kremacja i chowaja w przyszpitalnym parku gdzie jest specjalny pomnik dla takich dzieci. Towarzyszy temu krotka swiecka uroczystosc, ja na niej nie bylam, ale mialam to poczucie ze moje dziecko zostalo potraktowane z szacunkiem, ze bylo wazne, a nie wrzucone do smietnika.
Gdybysmy zdecydowali sie zarejestrowac dziecko to nalezala nam sie spora kwota z ubezpieczenia, gdybym urzadzala pogrzeb wzielabym te pieniadze na ladny nagrobek, ale w tym wypadku nie chcielismy ich.
Dobrze Luno, ja wyjaśniłam o co mi chodzi. Dla mnie branie aktu zgonu w przypadku tak małego płodu jest dziwny i o to mi chodziło, ale zaznaczam że rozumiem ból tych kobiet, tylko takie pogrążanie się w rozpaczy tylko to pogłebia, dla mnie czyms takim jest właśnie akt zgonu 8 czy 9 tygodniowego płodu.
nie no Lunaa MartaR wyraźnie napisała
"ja poroniłam w 9 tygodniu i nie musiał prosić o akt urodzenia tylko sam lekarz kazał iść po paru dniach do USC po ten akt i jednocześnie dostaliśmy akt zgonu, bo te akta musiałam dostarczyć księgowej, żeby otrzymać skrócony macierzyński a co do płci to w urzędzie kazali nam wybrać imię dla dziewczynki. A w szpitalu podpisywaliśmy papiery, że nie decydujemy się na pochówek."
Czyli jak widzisz - dziewczyna podpisywała papiery, że nie decyduje się na pochówek, a akt zgonu był jej potrzebny by uzyskać 2 miesiące wolnego bez kombinowania ze zwolnieniami.
"ja poroniłam w 9 tygodniu i nie musiał prosić o akt urodzenia tylko sam lekarz kazał iść po paru dniach do USC po ten akt i jednocześnie dostaliśmy akt zgonu, bo te akta musiałam dostarczyć księgowej, żeby otrzymać skrócony macierzyński a co do płci to w urzędzie kazali nam wybrać imię dla dziewczynki. A w szpitalu podpisywaliśmy papiery, że nie decydujemy się na pochówek."
Czyli jak widzisz - dziewczyna podpisywała papiery, że nie decyduje się na pochówek, a akt zgonu był jej potrzebny by uzyskać 2 miesiące wolnego bez kombinowania ze zwolnieniami.
Ale po co się tak bulwersujesz? Nie chcesz to nie czytaj. I powtorzę, tak ja bym nie brała aktu zgonu na 8 tygodniowy płód tylko po to aby dostać odszkodowanie i macierzynski. Nie kombinowałabym i poszła normalnie na L4 i nie pochowałabym tego płodu (wiem że zdarzaja sie takie przypadki, chociaż po tym wątku nikt na forum teraz się do tego nie przyzna).
I takie mam zdanie na ten temat, ty masz inne i chwała Bogu, przynajmniej nie jest nudno na świecie.
I nie wiem co jest kobiecie po stracie bardziej potrzebne ale wydaje mi sie ze na pewno nie pomaga w tym akt zgonu i jeszcze większe dołowanie samej siebie.
Wiem co to znaczy stracić dziecko, nie wypowiadałabym się na ten temat gdybym nie mogła.
I takie mam zdanie na ten temat, ty masz inne i chwała Bogu, przynajmniej nie jest nudno na świecie.
I nie wiem co jest kobiecie po stracie bardziej potrzebne ale wydaje mi sie ze na pewno nie pomaga w tym akt zgonu i jeszcze większe dołowanie samej siebie.
Wiem co to znaczy stracić dziecko, nie wypowiadałabym się na ten temat gdybym nie mogła.
Tak Lunaa - a Ty wiesz na pewno lepiej, czy ja siebie krzywdzę, czy nie!
Nikomu nie życzę straty dziecka, bo według mnie to jest jeden z najgorszych bóli, jaki może ją spotkać.
A już na pewno nie życzę dziewczynom po stracie by tu wchodziły i czytały głupoty jakie wypisujesz.
Ty nie piszesz swojego zdania, że TY byś dziecka nie pochowała, że Ty byś nie brała aktu zgonu, by mieć wolne....
Ty piszesz że wiesz lepiej co jest kobietom po stracie potrzebne!
Aż mnie ściska jak czytam takie bezduszne komentarze, kiedy ktoś mówi mi, że lepiej wie co jest dla mnie dobre kompletnie mnie nie znając.
Nikomu nie życzę straty dziecka, bo według mnie to jest jeden z najgorszych bóli, jaki może ją spotkać.
A już na pewno nie życzę dziewczynom po stracie by tu wchodziły i czytały głupoty jakie wypisujesz.
Ty nie piszesz swojego zdania, że TY byś dziecka nie pochowała, że Ty byś nie brała aktu zgonu, by mieć wolne....
Ty piszesz że wiesz lepiej co jest kobietom po stracie potrzebne!
Aż mnie ściska jak czytam takie bezduszne komentarze, kiedy ktoś mówi mi, że lepiej wie co jest dla mnie dobre kompletnie mnie nie znając.
Ja chciałam zauważyć, że o pochówku płodu, to zaczęła pisać Lunaa, że to przesada, a nie żadna z dziewczyn, które pisały, że poroniły.
(nikt tu w tym wątku odświeżonym nie napisał, że chowa 8 tygodniowy płód)
Jedna z 11 tc spytała się, czy można uzyskać dodatkowe wolne, a druga dziewczyna z 8tc napisała co trzeba zrobić, żeby uzyskać 2 miesiące wolnego (że brała akt zgonu, i podpisywała, że nie chce pochówku).
(nikt tu w tym wątku odświeżonym nie napisał, że chowa 8 tygodniowy płód)
Jedna z 11 tc spytała się, czy można uzyskać dodatkowe wolne, a druga dziewczyna z 8tc napisała co trzeba zrobić, żeby uzyskać 2 miesiące wolnego (że brała akt zgonu, i podpisywała, że nie chce pochówku).
Kalina ja rozumiem i współczuję, ale my tutaj mówimy o bardzo wczesnej ciąży ok. 8 tygodnia. To Trochę co innego niż 13 czy tym bardziej 24 tydzień
Tylko Was obserwowałam, ale jednak się udzielę.
Każda kobieta w inny sposób przeżywa stratę.
Ja straciłam pierwsze dziecko w 13 tygodniu, od początku ciąży leżałam bo była to ciąża wysokiego ryzyka i się nie udało.
Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, musiałam po swojemu przeżyć stratę.
Nie chciałam kombinować ze zwolnieniami od psychiatry (w ogóle nie chciałam do niego iść!) a dłuższe wolne mogłam uzyskać tylko mając akt zgonu.
Lunaaaa - dla Ciebie to przesada, ale ja tego potrzebowałam.
A co do krzywdzenia siebie.
Druga ciąża zakończyła się natomiast w połowie pomyślnie. Miałam mieć bliźnięta - w 24tc jeden z moich synków przestał się rozwijać, do końca natomiast musiałam donosić oba maluchy, z obawą, czy wszystko będzie dobrze z drugim.
Dla mnie pochówek jednego z moich synów był potrzeby, żeby "ruszyć dalej" - nie uważam, żebym się dodatkowo krzywdziła. Patrzę na jeden mój skarb, ale mam także miejsce, gdzie mogę "porozmawiać" z drugim.
Każda kobieta po stracie potrzebuje czegoś innego.
Tak ciężko to zrozumieć?
Za kogo się uważacie, by mówić mi, że źle robię i krzywdzę siebie? Ja właśnie tego potrzebowałam i nie powinien nikt tego kwestionować, a już na pewno nazywać przesadą.
Jedna kobieta wróci po wszystkim do normalnego życia, bo codzienność i praca jej pomogą, inna będzie chciała w samotności opłakiwać stratę, a jeszcze kolejna potrzebuje mieć miejsce, gdzie będzie mogła pogrążyć się w żałobie.
Owszem - pierwszej ciąży nie pochowałam, było to dla mnie zbyt bolesne, ale przy drugiej tego właśnie było mi trzeba i nie sprawiedliwym jest osądzanie, że ktoś kto postępuje tak a nie inaczej siebie krzywdzi. Może jemu to pomoże.
Trochę tolerancji dziewczyny i nie patrzcie na wszystkich przez pryzmat siebie i swoich doświadczeń (bo Wam pomogło to a nie coś innego), albo już tym bardziej przez pryzmat braku tych doświadczeń i nazywanie przesadą czegoś co danej kobiecie jest akurat potrzebne.
Każda kobieta w inny sposób przeżywa stratę.
Ja straciłam pierwsze dziecko w 13 tygodniu, od początku ciąży leżałam bo była to ciąża wysokiego ryzyka i się nie udało.
Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, musiałam po swojemu przeżyć stratę.
Nie chciałam kombinować ze zwolnieniami od psychiatry (w ogóle nie chciałam do niego iść!) a dłuższe wolne mogłam uzyskać tylko mając akt zgonu.
Lunaaaa - dla Ciebie to przesada, ale ja tego potrzebowałam.
A co do krzywdzenia siebie.
Druga ciąża zakończyła się natomiast w połowie pomyślnie. Miałam mieć bliźnięta - w 24tc jeden z moich synków przestał się rozwijać, do końca natomiast musiałam donosić oba maluchy, z obawą, czy wszystko będzie dobrze z drugim.
Dla mnie pochówek jednego z moich synów był potrzeby, żeby "ruszyć dalej" - nie uważam, żebym się dodatkowo krzywdziła. Patrzę na jeden mój skarb, ale mam także miejsce, gdzie mogę "porozmawiać" z drugim.
Każda kobieta po stracie potrzebuje czegoś innego.
Tak ciężko to zrozumieć?
Za kogo się uważacie, by mówić mi, że źle robię i krzywdzę siebie? Ja właśnie tego potrzebowałam i nie powinien nikt tego kwestionować, a już na pewno nazywać przesadą.
Jedna kobieta wróci po wszystkim do normalnego życia, bo codzienność i praca jej pomogą, inna będzie chciała w samotności opłakiwać stratę, a jeszcze kolejna potrzebuje mieć miejsce, gdzie będzie mogła pogrążyć się w żałobie.
Owszem - pierwszej ciąży nie pochowałam, było to dla mnie zbyt bolesne, ale przy drugiej tego właśnie było mi trzeba i nie sprawiedliwym jest osądzanie, że ktoś kto postępuje tak a nie inaczej siebie krzywdzi. Może jemu to pomoże.
Trochę tolerancji dziewczyny i nie patrzcie na wszystkich przez pryzmat siebie i swoich doświadczeń (bo Wam pomogło to a nie coś innego), albo już tym bardziej przez pryzmat braku tych doświadczeń i nazywanie przesadą czegoś co danej kobiecie jest akurat potrzebne.
uważam tak jak mentorka, też poroniłam po wieluuu latach starań o dziecko, ciążę poroniłam wcześnie, ale wiadomo traktowałam ją jak dziecko, jednak nigdy nie zdecydowałabym się na akt zgonu, pochówek itp. na etapie 8 (a nawet i później) tygodnia, tak jak napisała mentora to często selekcja natury, brak konkretnej przyczyny; dla mnie to był koszmar, długo nie mogłam się podnieść i rozumiem jak najbardziej ból kobiety i to że potrzebuje pomocy czy czasu, ale po co się dodatkowo krzywdzić? jak dla mnie to bez sensu...
przepraszam wiem że autorka wątku pytała o co innego ale też chciałam napisać swoją opinię; trzymaj się, jakkolwiek to zabrzmi: czas leczy rany, będzie lepiej; zrób jak podpowiada ci rozsądek, odpocznij, daj sobie czas i nie wstydź się opłakiwać straty
przepraszam wiem że autorka wątku pytała o co innego ale też chciałam napisać swoją opinię; trzymaj się, jakkolwiek to zabrzmi: czas leczy rany, będzie lepiej; zrób jak podpowiada ci rozsądek, odpocznij, daj sobie czas i nie wstydź się opłakiwać straty
http://www.slubnemarzenie.com.pl
Kartki i zaproszenia okolicznościowe dla dzieci i dorosłych
min. na Chrzest, I Komunię, urodziny, rocznice.
Zaproszenia, zawiadomienia, zawieszki, winietki itd. na ślub
Ślubne dekoracje kościołów i sal weselnych
Kartki i zaproszenia okolicznościowe dla dzieci i dorosłych
min. na Chrzest, I Komunię, urodziny, rocznice.
Zaproszenia, zawiadomienia, zawieszki, winietki itd. na ślub
Ślubne dekoracje kościołów i sal weselnych
Nie no piszesz, że jeśli ktoś myśli o kasie w sytuacji straty dziecka, to współczujesz, a ja mówię tylko, że "o kasie" myślą ludzie w bardziej przykrej sytuacji np przy stracie małżonka i to nie świadczy o nich źle wg mnie.
Co do aktu zgonu...
Jeśli kobieta nie czuje się na siłach by wrócić do pracy po stracie malucha, to czemu ma kombinować ze zwolnieniem, skoro należy się jej 2 miesięczne wolne z tego tytułu (a może je otrzymać tylko w przypadku posiadania aktu zgonu)?
Jeśli kobieta chce pochować nienarodzone dziecko, bo tego właśnie potrzebuje, to czemu jej tego odmawiać? Dla niektórych kobiet nie ma znaczenia, czy poronienie nastąpiło w 8 tygodniu, czy w 36 straciło się ciążę. A to czy płeć jest znana, czy nie, to chyba nie ma dla matki, która straciła malucha znaczenia.
Jeśli małżeństwo oszczędza na invitro i im się kolejny raz nie udaje, to dlaczego mają nie otrzymać świadczenia z ubezpieczenia które płacą, by im to pomogło finansowo przy kolejnej próbie (a mogą je otrzymać tylko przypadku posiadania aktu zgonu)?
Wg mnie to jest indywidualna kwestia - nie mówię, że ja w 8 tygodniu szła bym po akt zgonu, ale jestem w stanie zrozumieć, że jak ktoś stara się dłuuuugo o malucha i wie o nim już w 4tc to taka strata może spowodować niemożliwość funkcjonowania w normalnym środowisku i potrzebuje wolnego, a że może je uzyskać legalnie posiadając akt to jego sprawa.
Co do aktu zgonu...
Jeśli kobieta nie czuje się na siłach by wrócić do pracy po stracie malucha, to czemu ma kombinować ze zwolnieniem, skoro należy się jej 2 miesięczne wolne z tego tytułu (a może je otrzymać tylko w przypadku posiadania aktu zgonu)?
Jeśli kobieta chce pochować nienarodzone dziecko, bo tego właśnie potrzebuje, to czemu jej tego odmawiać? Dla niektórych kobiet nie ma znaczenia, czy poronienie nastąpiło w 8 tygodniu, czy w 36 straciło się ciążę. A to czy płeć jest znana, czy nie, to chyba nie ma dla matki, która straciła malucha znaczenia.
Jeśli małżeństwo oszczędza na invitro i im się kolejny raz nie udaje, to dlaczego mają nie otrzymać świadczenia z ubezpieczenia które płacą, by im to pomogło finansowo przy kolejnej próbie (a mogą je otrzymać tylko przypadku posiadania aktu zgonu)?
Wg mnie to jest indywidualna kwestia - nie mówię, że ja w 8 tygodniu szła bym po akt zgonu, ale jestem w stanie zrozumieć, że jak ktoś stara się dłuuuugo o malucha i wie o nim już w 4tc to taka strata może spowodować niemożliwość funkcjonowania w normalnym środowisku i potrzebuje wolnego, a że może je uzyskać legalnie posiadając akt to jego sprawa.
lunaa - nie rozumiem Twojego "bulwersu", i wypowiedzi "Poza tym jak ktoś ma siłe myśleć o kasie w momencie takiej tragedii, to współczuje."
To trochę tak, jakbyś potępiała wypąłtę odszkodowania, jak komuś umarł małżonek w wypadku, że ma w takim momencie czelność myśleć o pieniądzach.
Wiadomo, że kasa to nie jest pierwsza rzecz o jakiej się myśli w momencie straty, ale skoro ktoś płaci składki, to czemu ma nie otrzymać należnych pieniędzy z tego czy innego tytułu?
co do "robienie krzywdy kobiecie i jeszcze większe pogrążanie jej w tej tragedii i stracie..."
każda kobieta stratę przeżywa \indywidualnie. Jedna po poronieniu postawi dziecku nagrobek i wyprawi pochówek, bo tego potrzebuje, a druga po prostu wewnętrznie przeżyje żałobę, a po trzeciej spłynie to jak po kaczce, bo to "selekcja naturalna"
To trochę tak, jakbyś potępiała wypąłtę odszkodowania, jak komuś umarł małżonek w wypadku, że ma w takim momencie czelność myśleć o pieniądzach.
Wiadomo, że kasa to nie jest pierwsza rzecz o jakiej się myśli w momencie straty, ale skoro ktoś płaci składki, to czemu ma nie otrzymać należnych pieniędzy z tego czy innego tytułu?
co do "robienie krzywdy kobiecie i jeszcze większe pogrążanie jej w tej tragedii i stracie..."
każda kobieta stratę przeżywa \indywidualnie. Jedna po poronieniu postawi dziecku nagrobek i wyprawi pochówek, bo tego potrzebuje, a druga po prostu wewnętrznie przeżyje żałobę, a po trzeciej spłynie to jak po kaczce, bo to "selekcja naturalna"

[url=https://lilypie.com]