Widok
Powrót do pracy - w teorii i w praktyce
Po jakim czasie od porodu wracałyście do pracy?
Ostatnio rozmawiałam z p. psycholog i generalnie uważa, że dla dziecka niekorzystne jest wysyłanie go do przedszkola na "cały dzień" przed 4tym rokiem życia, od 3 lat uważa, że można oddać, ale jedynie na pare godzin.
Z jednej strony nie wyobrażam sobie siedzenia przez kolejne 2,5 roku w domu. Myślałam, żeby od 3 lat zacząć małą oddawać na te pare godzin. Z jednej strony szukam ofert pracy, bo jestem po studiach, lata lecą, a nie mam żadnego doświadczenia zawodowego i jeśli jak najszybciej go nie zdobędę, to z każdym rokiem będzie coraz ciężej,a z drugiej strony nie wyobrażam sobie oddać małej pod opiekę obcej osoby... :((
Jak sobie radzicie/ poradziłyście z tą całą sytuacją? Jak dzieci takie "rozstanie" przeżyły?
Ostatnio rozmawiałam z p. psycholog i generalnie uważa, że dla dziecka niekorzystne jest wysyłanie go do przedszkola na "cały dzień" przed 4tym rokiem życia, od 3 lat uważa, że można oddać, ale jedynie na pare godzin.
Z jednej strony nie wyobrażam sobie siedzenia przez kolejne 2,5 roku w domu. Myślałam, żeby od 3 lat zacząć małą oddawać na te pare godzin. Z jednej strony szukam ofert pracy, bo jestem po studiach, lata lecą, a nie mam żadnego doświadczenia zawodowego i jeśli jak najszybciej go nie zdobędę, to z każdym rokiem będzie coraz ciężej,a z drugiej strony nie wyobrażam sobie oddać małej pod opiekę obcej osoby... :((
Jak sobie radzicie/ poradziłyście z tą całą sytuacją? Jak dzieci takie "rozstanie" przeżyły?
Ja mialam nieco inna sytuacje. Pracowalam do konca ciazy, i natychmiast po urodzeniu synka. Ale to byla praca glownie w domu, tylko wyjscia na poczte, czy odbior towaru. w domu byla niania, w zasadzie razem bylysmy w domu. Nie rozstawalismy sie na dlugo (jego spacerki lub moje wspomniane zajecia). Gdy synek mial niecale poltora roku wyjechalismy na troche do Warszawy i to zakonczylo moja prace. Zarobki meza wystarczaly juz na wygodne zycie, bez mojej pracy. I tak jest do dzis.
Ale zaczynam sie juz czuc glupio nic wielkiego nie robiac i przymierzam sie do powrotu do pracy, tylko w firmie meza.
Synek chodzi do przedszkola, jak kazde dziecko, od 3 lat. Nikomu nie dziala ani nie dzieje sie krzywda. My widzimy same pozytywne strony tej sytuacji. Najpierw byl w przedszkolu ok 5 godzin, teraz 8 to standard. zapisany jest na 9 godzin gdyby cos wypadlo.
Ale zaczynam sie juz czuc glupio nic wielkiego nie robiac i przymierzam sie do powrotu do pracy, tylko w firmie meza.
Synek chodzi do przedszkola, jak kazde dziecko, od 3 lat. Nikomu nie dziala ani nie dzieje sie krzywda. My widzimy same pozytywne strony tej sytuacji. Najpierw byl w przedszkolu ok 5 godzin, teraz 8 to standard. zapisany jest na 9 godzin gdyby cos wypadlo.
ja tego tak nie rozpatruję i nie roztrząsam. myślę, że jest bardzo silna presja w społeczeństwie, żeby być z dzieckiem do 3rż. Ok jeśli matce to odpowiada, ale myślę, że nic się dziecku nie stanbie jak będzie w żłobku lub przedszkolu - mnóstwo ludzi było i funkcjonują normalnie. Wracam do pracy po urlopie macierzyńskim, malutki idzie do złobka, choć chyba nie od razu, bo się nie dostanie, najpierw zostanie trochę z teściami i poczekamy na miejsce w żłobku.
też pracowałam jeszcze w dzień porodu i dwa tygodnie po nim pozniej również wróciłam do pracy - ale to były i są zresztą do tej pory - korepetycje, więc wiadomo że jest to praca głównie w domu, i nie 8 godzin pod rząd. Zresztą z małą był wtedy tata, kończył doktorat, więc z opieką nie było problemu.
wróciłam do pracy jak syn miał 10 m-cy - uważam że wielka krzywda mu się nie stała ( był z nianią) , ja nie straciłam pracy , nie zasiedziałam się w domu a i dla mojego zdrowia psychicznego wyszło to na dobre ...:-)
widzę same plusy powrotu no ale są też osoby , które mogą siedzieć w domu i 6 lat więc i tak bywa ...
widzę same plusy powrotu no ale są też osoby , które mogą siedzieć w domu i 6 lat więc i tak bywa ...
My ustalilismy z mężem że do roczku posiedzę w domu z synkiem, a później wracam do racy - w sumie mogłabym dłużej (policzyliśmy, że bez stresu mogłabym ponad 2 lata siedzieć z dzieckiem i starczyłoby nam na wszystko) ale nie chcę - mąż wie jak bardzo liczy się dla mnie rozwój zawodowy; bardzo żle bym się czuła jakbym nie mogła pracować;
A ja uważam, że jak kogoś stać na to aby jeden rodzic był z dzieckiem w domu to nie powinno się na siłę szukać zajęć...Pierwsze lata dziecka (choćby te wspomniane 3) są bardzo ważne i to że piszecie że nie dzieje sie krzywda dziecku to chyba nie do końca jest prawdą a fantastycznym usprawiedliwieniem...Nikt nie jest w stanie stwierdzic czy dziecku nie dzieje się krzywda emocjonalna, to ono samo stwierdzi za dwadziesciaparę lat ;)
Ja wróciłam do pracy gdy synek mial 14 miesięcy, pracowałam 7 miesięcy i poszłam na wychowawczy. Nie potrafiłam pogodzić 8-godzinnego systemu pracy z wychowaniem dziecka -tak jak bym sobie tego życzyła oraz sprawami w domu. Jest to nierealne i moim zdaniem mówienie, że w weekend ma sie czas dla dziecka jest bzdurą, bo w weekend nadrabia sie wszelkie zaległosci domowe, porządkowe itp z całego tygodnia, a dziecko zawsze schodzi na drugi plan ;), no chyba ze bałagan nikomu nie przeszkadza... MOje dziecko spędzało czas z tatą i babcią, którzy pomagali jak mogli w ogarnięciu wszystkiego ale ja po poworcie do domu i tak musiałam zając się kilkoma rzeczami, więc brakowało mi czasu dla synka ... No ale są mamy którym wystarcza 30 minutowe zajęcie sie dzieckiem i są już spełnione...
Niestety, w naszym kraju nie da sie pogodzić macierzynstwa ze zrealizowaniem zawodowym, aby nie odbiło się to czyimś kosztem ;), zawsze jest coś za coś...Ja po studiach nie zdązyłam zdobyć doświadczenia. Mam nadzieje, że kurs który mam zamiasr zrobić rok po urodzeniu drugiego dziecka stworzy mi jeszcze jakąś możliwość dostania pracy w zawodzie...Jeśli nie to zapewne poświęce się dzieciom a potem jako 30, 30-sto parolatka zacznę szukać czegoś w czym sie odnajdę i zrealizuję...
Moj synek pojdzie do pzredszkola za rok...Bedzie miał wtedy 3,5roku i na pocztaku pojdzie na 4 godzinki. NIe żałuję tego czasu spędzonego z nim bo widzę ile mu daje moja obecność, za to żałuję tych 7 miesięcy gdy nmusiałam go zostawiać na 8 godzin dziennie (na szczęscie moja mama cudnie mnie zastępowała )
Ja wróciłam do pracy gdy synek mial 14 miesięcy, pracowałam 7 miesięcy i poszłam na wychowawczy. Nie potrafiłam pogodzić 8-godzinnego systemu pracy z wychowaniem dziecka -tak jak bym sobie tego życzyła oraz sprawami w domu. Jest to nierealne i moim zdaniem mówienie, że w weekend ma sie czas dla dziecka jest bzdurą, bo w weekend nadrabia sie wszelkie zaległosci domowe, porządkowe itp z całego tygodnia, a dziecko zawsze schodzi na drugi plan ;), no chyba ze bałagan nikomu nie przeszkadza... MOje dziecko spędzało czas z tatą i babcią, którzy pomagali jak mogli w ogarnięciu wszystkiego ale ja po poworcie do domu i tak musiałam zając się kilkoma rzeczami, więc brakowało mi czasu dla synka ... No ale są mamy którym wystarcza 30 minutowe zajęcie sie dzieckiem i są już spełnione...
Niestety, w naszym kraju nie da sie pogodzić macierzynstwa ze zrealizowaniem zawodowym, aby nie odbiło się to czyimś kosztem ;), zawsze jest coś za coś...Ja po studiach nie zdązyłam zdobyć doświadczenia. Mam nadzieje, że kurs który mam zamiasr zrobić rok po urodzeniu drugiego dziecka stworzy mi jeszcze jakąś możliwość dostania pracy w zawodzie...Jeśli nie to zapewne poświęce się dzieciom a potem jako 30, 30-sto parolatka zacznę szukać czegoś w czym sie odnajdę i zrealizuję...
Moj synek pojdzie do pzredszkola za rok...Bedzie miał wtedy 3,5roku i na pocztaku pojdzie na 4 godzinki. NIe żałuję tego czasu spędzonego z nim bo widzę ile mu daje moja obecność, za to żałuję tych 7 miesięcy gdy nmusiałam go zostawiać na 8 godzin dziennie (na szczęscie moja mama cudnie mnie zastępowała )
ja nie uważam że to jest fantastyczne wytłumaczenie... sama chodziłąm do przedszkola i nie wydaje mi się żeby ten fakt rzutował na moje życie i stan emocjonalny. Nie uważam się też za matkę, której wystarcza 30minut zajmowania się dzieckiem. Powrót do pracy na pewno będzie trudny,napewno będę teskniłą za Kubusiem, bo już teraz ciężko mi go z kimś zostawić nawet na godzinkę, ale ja bez mojej pracy nie umiem żyć. Poza tym po to pracowałam kilka lat na swoją pozycję, żeby mieć gdzie wrócić. No ale ja nie pracuję 8 godzin dziennie,więc łątwiej mi to zorganizować. Jedank gdybym pracowała w normalnym systemie pomyślałabym chociaż o połowie etatu. Nie wyobrażam sobie siedzieć tylko w domku z dzieckiem - już teraz po 3 miesiącach mam wrażenie czsaami że potrafię tylko powiedzieć "gu" i "ga":))
czasem nam się tylko wydaje, że coś nie ma wpływu, a niestety gdzieś głęboko w psychice rózne rzeczy mamy wpisane.
dla takiego szkraba przedszkole to ogromna zmiana, może wręcz szok, potem pewnie fajne doświadczenie.
ja sie zgadzam z modliszką. gdybym mogła zostałabym z moim Skarbem, ale niestety, za coś żyć trzeba i krew mnie zalewa, a serce pęka na myśl o zostawieniu maluszka jak bedzie miał zaledwie 8 m-cy. wracam dlatego na pół etatu, bo póki co inaczej tego nie widzę.
dla takiego szkraba przedszkole to ogromna zmiana, może wręcz szok, potem pewnie fajne doświadczenie.
ja sie zgadzam z modliszką. gdybym mogła zostałabym z moim Skarbem, ale niestety, za coś żyć trzeba i krew mnie zalewa, a serce pęka na myśl o zostawieniu maluszka jak bedzie miał zaledwie 8 m-cy. wracam dlatego na pół etatu, bo póki co inaczej tego nie widzę.
"Nikt tak nie docenia geniuszu zawartego w twoich słowach jak twój pies."
Christopher Morley
Christopher Morley
Oczywiście, jak kobieta chce iść dopracy to odrazu jest złą matką.
Nie rozumiem takiego zaściankowego myslenia.
Kobieta rodząc dziecko nie przestaje być normalnym człowiekiem, nie jest tylko i wyłącznie matką. I to że chce iść do pracy, nie chce karmić piersią, ma ochotę czasem hgdzieś wyjść i zostawić dziecko z kimś innym, ma chęć odpocząć od dziecka, czasem ma wszystkiego dość, nie sprawia że jest gorszą matką od tej która siedzi z dzieckiem 24h/7.
Żeby było jasne-nie piętnuje i nie krytykuje mam, które pragną być z Maluchem w domu, ale różni sa ludzie, różne potrzeby.
Nie rozumiem takiego zaściankowego myslenia.
Kobieta rodząc dziecko nie przestaje być normalnym człowiekiem, nie jest tylko i wyłącznie matką. I to że chce iść do pracy, nie chce karmić piersią, ma ochotę czasem hgdzieś wyjść i zostawić dziecko z kimś innym, ma chęć odpocząć od dziecka, czasem ma wszystkiego dość, nie sprawia że jest gorszą matką od tej która siedzi z dzieckiem 24h/7.
Żeby było jasne-nie piętnuje i nie krytykuje mam, które pragną być z Maluchem w domu, ale różni sa ludzie, różne potrzeby.
Modliszko poniewaz mnie cytowalas, wiec Ci odpowiem.
Nie wiem co to 8-godzinny dzien pracy, jak pisalam pracowalam w domu (widzielismy sie z dzieckiem non stop), a czas poswiecony na pojscie na poczte (5 minut drogi) nie uwazam za robienie krzywdy dziecku... a jesli Ty uwazasz to chyba masz jakis problem.
Do tego od dawna nie pracuje... a dziecko chodzi do przedszkola bo to bardzo wazny dla niego etap. Wreszcie uczy sie zyc w spoleczenstwie, z rowiesnikami. I widzimy duze postepy.
O weekendzie pisalam o mamach pracujacych, bo nie uwazam za wyrodna matke, ktora musi pracowac. Przesadzasz strasznie.
Jak ja nie musze to bede wszystkich innych obrazac, bo mam fajnie i wygodnie. Nie rozumiem takiego myslenia.
Ja w weekendy nie sprzatam, u nas zawsze weekendy sa rodzinne. Sprzatam codziennie, plus w piatki pani sprzatajaca. I mam czas dla dziecka i ja i maz...
Nie wiem co to 8-godzinny dzien pracy, jak pisalam pracowalam w domu (widzielismy sie z dzieckiem non stop), a czas poswiecony na pojscie na poczte (5 minut drogi) nie uwazam za robienie krzywdy dziecku... a jesli Ty uwazasz to chyba masz jakis problem.
Do tego od dawna nie pracuje... a dziecko chodzi do przedszkola bo to bardzo wazny dla niego etap. Wreszcie uczy sie zyc w spoleczenstwie, z rowiesnikami. I widzimy duze postepy.
O weekendzie pisalam o mamach pracujacych, bo nie uwazam za wyrodna matke, ktora musi pracowac. Przesadzasz strasznie.
Jak ja nie musze to bede wszystkich innych obrazac, bo mam fajnie i wygodnie. Nie rozumiem takiego myslenia.
Ja w weekendy nie sprzatam, u nas zawsze weekendy sa rodzinne. Sprzatam codziennie, plus w piatki pani sprzatajaca. I mam czas dla dziecka i ja i maz...
Ja planuje zostac w domu przez rok czasu. Dla mnie kariera do tej pory byla na pierwszym miejscu i zaszlam dosc daleko.. Dlatego nie wiem do konca jak sobie poradze bez pracy i bez niezaleznosci finansowej, do ktorej jestem przyzwyczajona praktycznie od 18tego roku zycia... Z drugiej strony nie mam juz takiego parcia ambicjonalnego jakie mialam np 5 lat temu, zeby brnac jeszcze wyzej, zarabiac jeszcze wiecej... I tak sobie czasem mysle, zeby moze pomyslec o czyms na wlasny rachunek przez ten rok jaki spedze w domu... Nie mam ambicji zarabiania milionow, ot tyle zeby wystarczylo na moje wlasne potrzeby i na jakies fajne wakacje raz w roku...
Mi sie wydaje, ze jesli tylko jest taka mozliwosc to bezcenne jest kiedy mozna zostac z dzieckiem w domu w tych pierwszych latach. Dla dziecka nie ma znaczenia, ze na koncie jest wiecej pieniedzy i mozna kupic nowy samochod. Dla dziecka jest istotne, ze ma przy sobie kochajaca mame (albo tate), ktora ma czas i enegrie dla niego... rodzice ktorzy sa razem szczesliwi i nie kloca sie o pieniadze... To jest tak naprawde najwazniejsze i nie wazne ile wydamy na wozek i urzadzenie pokoiku dla dziecka... Zapewnienie mu szczesliwego dziecinstwa i pieknych wspomnien kosztuje duzo, duzo wiecej...
Mi sie wydaje, ze jesli tylko jest taka mozliwosc to bezcenne jest kiedy mozna zostac z dzieckiem w domu w tych pierwszych latach. Dla dziecka nie ma znaczenia, ze na koncie jest wiecej pieniedzy i mozna kupic nowy samochod. Dla dziecka jest istotne, ze ma przy sobie kochajaca mame (albo tate), ktora ma czas i enegrie dla niego... rodzice ktorzy sa razem szczesliwi i nie kloca sie o pieniadze... To jest tak naprawde najwazniejsze i nie wazne ile wydamy na wozek i urzadzenie pokoiku dla dziecka... Zapewnienie mu szczesliwego dziecinstwa i pieknych wspomnien kosztuje duzo, duzo wiecej...
Tara Marta urodziła sie 06/09/2010 o godz 10:17 ważąc 3,9 kg i mierząc 53 cm