Widok
Myśmy zaczęli od słoiczków i tu był błąd :/ Mały nie chciał jeść,pluł..wyglądało to tak jakby jeszcze nie umiał tego przełknąć ehh..raz postanowiłam spróbować dać Mu rozgniecionego ziemniaczka i to był strzał w 10! Obiadki domowe wsuwa aż miło, banana czy jabłko też ale za choinkę nie chce nawet troszkę tych słoikowych! Ani obiadków ani deserków!
ja zaczynam wprowadzać nowe jezdzonko do diety synka i zaczęłam od słoiczków. Z miłą chęcią bym gotowała ale niestety nie mam dojścia do"brudnych marchewek"takich jakie sama jadłam w dzieciństwie...wszystko teraz ładne, czyste, równe...więc wolę to co jest w słoiczkach i wierzę że producenci faktycznie mają te warzywa i owoce z upraw ekologicznych...
ja nie,bo uważam,że nie ma co przesadzać..pójdzie dziecko do przedszkola dostanie "normalne" czyt,nie eko i dostanie jakiejś alergii albo coś ,bo nie przyzwyczajone :/ ja staram się brać tam gdzie znam..małe zaprzyjaźnione warzywniaczki np.albo od znajomych którzy mają pole ,a latem u babci na działce coś sadzę..
Gabryś też na początku był na samych słoiczkach :) czasem ugotowałam jakiś obiadek - ale ogólnie mi się nie chciało ;) poza tym miałam ciągłe wątpliwości - czy dawać normalne warzywa czy szukać eko ;) czy sobie odpuścić i nie rozpieszczać żołądeczka, bo później i tak będzie wcinał to co my ;)
lato spędziliśmy na działce - tam też wygodniej było otworzyć słoiczek i nakarmić dziecko ;) chociaż wtedy(10-11m-cy) Gabryś powoli zaczął jeść to co my - nasze zupy(normalnie przyprawione, nie potrafię gotować bez przypraw, a później doprawiać na talerzu), ziemniaczki z masełkiem i koperkiem ;) duszone mięsko, grillowaną rybkę :) itp. :)
teraz słoiczki są na wszelki wypadek - jak z jakiegoś powodu nie wyrobię się z obiadem na ok 14-15 ;) lub jeśli jesteśmy "gdzieś" ;)
nie miałam problemów z przekonaniem Gabrysia do naszego jedzenia :)
za to dość długo był problem z gryzieniem kawałków - Młody miał odruch wymiotny... czasem nawet słoiczkowe zupki(teoretycznie dla Niego jeśli chodzi o wiek) musiałam przecierać, rozdrabniać widelcem itp.
nauczył się gryzienia na flipsach i bułkach ;)
lato spędziliśmy na działce - tam też wygodniej było otworzyć słoiczek i nakarmić dziecko ;) chociaż wtedy(10-11m-cy) Gabryś powoli zaczął jeść to co my - nasze zupy(normalnie przyprawione, nie potrafię gotować bez przypraw, a później doprawiać na talerzu), ziemniaczki z masełkiem i koperkiem ;) duszone mięsko, grillowaną rybkę :) itp. :)
teraz słoiczki są na wszelki wypadek - jak z jakiegoś powodu nie wyrobię się z obiadem na ok 14-15 ;) lub jeśli jesteśmy "gdzieś" ;)
nie miałam problemów z przekonaniem Gabrysia do naszego jedzenia :)
za to dość długo był problem z gryzieniem kawałków - Młody miał odruch wymiotny... czasem nawet słoiczkowe zupki(teoretycznie dla Niego jeśli chodzi o wiek) musiałam przecierać, rozdrabniać widelcem itp.
nauczył się gryzienia na flipsach i bułkach ;)
Ja generalnie sama gotowałam i gotuję. Słoiczków mała nie lubiła i jak wyjeżdżalismy na wakacje to bałam się co to będzie i okazało się, że Zosia wcinała ale tylko i wyłącznie Gerbera.
Więc słoiczki mamy jak nie zdążę czegoś ugotować albo jak jesteśmy gdzieś na wyjeździe.
Sama bym nie tknęła tych słoiczków (poza owocami) a mam dawać dziecku? Co to, to nie.
A, gotuję z ekologicznych warzyw i mięsa (ukłon w stronę rodziców i teściów).
Więc słoiczki mamy jak nie zdążę czegoś ugotować albo jak jesteśmy gdzieś na wyjeździe.
Sama bym nie tknęła tych słoiczków (poza owocami) a mam dawać dziecku? Co to, to nie.
A, gotuję z ekologicznych warzyw i mięsa (ukłon w stronę rodziców i teściów).
Te obiadki są bez smaku bo nie są przyprawione....
Ja jak nie będę miała dostępu do warzyw i owoców których jestem na 100% pewna, czyt. działka znajomych lub ogródek teściów, będę dawała słoiczki.
A argument ,że jak dziecko pójdzie do przedszkola to i tak dostanie jedzenie z chemią do mnie nie przemawia żeby podawać młodej obiadki z produktów ze zwykłych sklepów. Pewnie że prędzej czy później naje się chemii ale na pewno organizm pół rocznego dziecka inaczej na nią zareaguje niż 5 latka.
Ja jak nie będę miała dostępu do warzyw i owoców których jestem na 100% pewna, czyt. działka znajomych lub ogródek teściów, będę dawała słoiczki.
A argument ,że jak dziecko pójdzie do przedszkola to i tak dostanie jedzenie z chemią do mnie nie przemawia żeby podawać młodej obiadki z produktów ze zwykłych sklepów. Pewnie że prędzej czy później naje się chemii ale na pewno organizm pół rocznego dziecka inaczej na nią zareaguje niż 5 latka.
Panna w sumie to jeszcze nie wiem kiedy, pewnie tez jak skonczy 4 miesiace dopiero, musze pogadac z ta nasza pediatra, mam wizyte pod koneic grudnia to zapytam;) Tylko chcialam sie dowiedziec jak najlepiej to zrobic, ja bym chetnie gotowala Malej sama ale nie wiem czy znajde jakies zrodlo do eko warzyw... Miesko to spoko bo moi dziadkowie czasem kupuja swiniaka;)
Spoko nie pisałam tylko do Ciebie:) Wiem że są takie mamy które uważają że nie ma co jakoś specjalnie wybierać produktów dla malucha bo przecież i tak kiedyś będzie jadł to co wszyscy. Ja tylko uważam że przy takim maluszku lepiej być trochę bardziej ostrożnym z wybieraniem jedzenia. A potem stopniowo wprowadzać wszechobecną chemię:)