Widok
Makarena, trzymaj sie, wiem co czujesz.
Slonko, my tez bedziemy chcieli adoptowac jezeli nie wyjdzie nam naturalnie, in vitro nie chce (moze mi sie zmieni).
Makarena jak chcesz na priva moj mail awalerowicz@hotmail.com, napisze ci jakie badania ja przeszlam, to jezeli nie znasz przyczyny, albo tak pogadac.
Slonko, my tez bedziemy chcieli adoptowac jezeli nie wyjdzie nam naturalnie, in vitro nie chce (moze mi sie zmieni).
Makarena jak chcesz na priva moj mail awalerowicz@hotmail.com, napisze ci jakie badania ja przeszlam, to jezeli nie znasz przyczyny, albo tak pogadac.
a ja uważam, że żadna z nas nie wie co czuje Makarena, tyle siły i nadziei włożonych w starania, wcześniejsza starta ciąży, dalsze leczenie i próby i nagle II kreski, trudno sobie w takiej sytuacji nie pomyśleć, że tym razem MUSI być dobrze i nagle znów sprowadzenie do parteru... Ja czasami miałam i mam myśli, co by się stało gdybym straciła i tą ciąże i odpwiedź jest jedna - nie miałabym siły na następną, na ten stres przed i po i drżenie o każdy dzień, a szczególnie na ten ból.. Asiu jestem z Tobą myślami i mocno wierze, że doczekasz się swojego maleństwa..
Dzięki wszystkim. Gabi - chyba nigdy faktycznie nie jesteśmy w stanie wczuć się w położenie drugiego człowieka, jego myśli i uczucia. Można próbować, zwłaszcza jeżeli samemu się tego doświadczyło, a jest tu sporo dziewczyn, które przeszły przez poronienie. Ja wcześniej myśłałam,że nie zniosę jeszcze jednej straty, a tymczasem podniosłam sie i myślę o następnej próbie. Kobiety są bardo silne, nawet nie wiemy ile jesteśmy w stanie znieść, dopóki same się nie przekonamy na własnych porażkach.
majls ,ale ja nie zrezygnowalam z walki... Napisalam przeciez, ze nadal sie bedziemy starac jak dotad, naturalnie, nadal bede brac luteine, wiesiolek, a obecnie stosujemy terapie gumkowa (jestesmy w trakcie)... Zrezygnowalismy jedynie z in vitro. Przyczyna jest prosta, nie mamy zdolnosci kredytowej zeby wziac kolejny kredyt bo juz 1 mamy a to jest jednak nie malo bo 15 tys...i tu nie chodzi o brak kasy miesiecznie na splacanie a o to ze nie mamy mozliwosci zdobycia tej kasy a nim bysmy miesiecznie odlozyli to szybciej bym sie siwizny doczekala :))
Druga rzecz, ze doslzismy z mezem do takich wnioskow (wlasciwie jako pierwszy maz ale ja sie z nim zgadzam), ze in vitro nie daje jakby nie patrzec pewnosci, wiec co skladac kilka lat zeby sie nie udalo nie daj Boze... a pozniej sie tak zakopac w dlugach, w problemach finansowych ze jak przyjdzie co do czego, nie bedziemy mieli jak wziac kredytu mieszkaniowego zeby stworzyc pokoj dla dziecka, nie bedzie na lekarzy miesiecznie zarowno w stosunku do dziecka jak i mnie w ciazy bo bedziemy splacac jakas pozyczke od kogos na to IVF nawet jesli by pozyczyl, nie wiadomo ile czasu... Nie chcemy sie w to wkopac. Boimy sie tego. No i nie mamy sily czekac kolejne kilka lat moze na to zeby odlozyc na ten zabieg... Wolimy moze i czekac ale wiedzac zew jest na 100% na co, bo w koncu to dziecko adoptujemy, a w trakcie czekania cos robic bo jest ta cala procedura ktora nas zbliza do mety :)
Poza tym, czasem takie nastawienie na adopcje, skupienie sie na czyms w 100%, powoduje ze sie nie mysli o ciazy, o staraniach i moze samo wyjdzie... Ja tylko mam nadzieje, ze nie wyjdzie nam w takim momencie ze uniemozliwi nam to adopcje bo jak zobacza spory brzuszek moga nam odmowic ze wzgledu na kawalerke- 1 pokoj dla 2 dzieci to za malo...zdaniem osrodka oczywiscie wylacznie. Nie wiem jak myslicie? Bo jak nie byloby widac jeszcze to sie nawet nei zamierzam przyznawac :) Chcialabym miec 1 dziecko swoje a 1 adoptowane...kolejnosc dowolna. Zawsze chcialam adoptowac...
Ustalilismy z mezem tylko, ze chcemy adoptowac dziecko zdrowe, najlepiej nie z rodziny, w ktorej rodzice siedza w wiezieniu badz sa alkoholikami... a to czy to bedzie sierota czy dziecko rodzicow pozbawionych praw rodzicielskich z innych przyczyn (np ubostwo) wszystko jedno... I najbardziej chcielibysmy synka... Juz wiemy to, ze bedzie mial na imię Kubuś...(poczatkowo chcielismy Mateuszka ale nam meza brat swisnal imie, a rodza w kwietniu...troche glupio bym sie czula majac w najblizszej rodzinie 2 Mateuszow o 1 nazwisku...)
Jesli chcecie to oczywiscie moge pisac jak pzrebiega procedura adopcyjna...
Druga rzecz, ze doslzismy z mezem do takich wnioskow (wlasciwie jako pierwszy maz ale ja sie z nim zgadzam), ze in vitro nie daje jakby nie patrzec pewnosci, wiec co skladac kilka lat zeby sie nie udalo nie daj Boze... a pozniej sie tak zakopac w dlugach, w problemach finansowych ze jak przyjdzie co do czego, nie bedziemy mieli jak wziac kredytu mieszkaniowego zeby stworzyc pokoj dla dziecka, nie bedzie na lekarzy miesiecznie zarowno w stosunku do dziecka jak i mnie w ciazy bo bedziemy splacac jakas pozyczke od kogos na to IVF nawet jesli by pozyczyl, nie wiadomo ile czasu... Nie chcemy sie w to wkopac. Boimy sie tego. No i nie mamy sily czekac kolejne kilka lat moze na to zeby odlozyc na ten zabieg... Wolimy moze i czekac ale wiedzac zew jest na 100% na co, bo w koncu to dziecko adoptujemy, a w trakcie czekania cos robic bo jest ta cala procedura ktora nas zbliza do mety :)
Poza tym, czasem takie nastawienie na adopcje, skupienie sie na czyms w 100%, powoduje ze sie nie mysli o ciazy, o staraniach i moze samo wyjdzie... Ja tylko mam nadzieje, ze nie wyjdzie nam w takim momencie ze uniemozliwi nam to adopcje bo jak zobacza spory brzuszek moga nam odmowic ze wzgledu na kawalerke- 1 pokoj dla 2 dzieci to za malo...zdaniem osrodka oczywiscie wylacznie. Nie wiem jak myslicie? Bo jak nie byloby widac jeszcze to sie nawet nei zamierzam przyznawac :) Chcialabym miec 1 dziecko swoje a 1 adoptowane...kolejnosc dowolna. Zawsze chcialam adoptowac...
Ustalilismy z mezem tylko, ze chcemy adoptowac dziecko zdrowe, najlepiej nie z rodziny, w ktorej rodzice siedza w wiezieniu badz sa alkoholikami... a to czy to bedzie sierota czy dziecko rodzicow pozbawionych praw rodzicielskich z innych przyczyn (np ubostwo) wszystko jedno... I najbardziej chcielibysmy synka... Juz wiemy to, ze bedzie mial na imię Kubuś...(poczatkowo chcielismy Mateuszka ale nam meza brat swisnal imie, a rodza w kwietniu...troche glupio bym sie czula majac w najblizszej rodzinie 2 Mateuszow o 1 nazwisku...)
Jesli chcecie to oczywiscie moge pisac jak pzrebiega procedura adopcyjna...
Makarena bardzo mi przykro... nie bede Ci pisac, ze wiem co czujesz bo tak naprawde nikt nie wie co druga osoba czuje...(ja nawet nie wiem jak to jest byc przez chwile w ciazy, bo nawet poronic nigdy nie poronilam wiec nawet nie wiem czy jestem zdolna w ogole zajsc w ciaze czy nie- Ty to juz wiesz...) ale napisze jedno- mocno Ci kibicuje i wiem, jestem pewna, ze Wam sie uda za nastepnym razem i zdziwisz sie jak szybko. Jeszcze bedziesz mama i to niedlugo. Zycze Ci jak najlepiej.
mi rowniez przykro... nikt nie wie co sie w takiej chwili czuje, bo każdy przeżywa tą tragedie po swojemu.. wiem tylko, ze to bardzo boli i zyć sie nie chce, a mimo to słonce nadal wschodzi i zachodzi..
ja za 3-4 m-ce powracam do Was dziewczyny... moje szczescie z dlugo wyczekiwanej fasolki trwalo zaledwie 12 tyg.. tydzien temu mialam zabieg, nie umiem jeszcze sie po tym podniesc... ale wiem ze jeszcze bardziej pragne dziecka...
ja za 3-4 m-ce powracam do Was dziewczyny... moje szczescie z dlugo wyczekiwanej fasolki trwalo zaledwie 12 tyg.. tydzien temu mialam zabieg, nie umiem jeszcze sie po tym podniesc... ale wiem ze jeszcze bardziej pragne dziecka...
:( niestety każdy przeżywa swoje wielkie szczęścia i wielkie tragedie... ani słowa ani współczucie nie umniejszą bólu...
pamiętam jak na moim USG lekasz stwierdził martwą ciążę...
wszystkie mądrości świata nie pomogły - bolało bardzo, z czasem mniej, co nie znaczy że zapomniałam...
dziś staramy się znowu...
Endokrynolog otworzył mi dziś oczy - branie Duphastonu w 13-25 dc działa antykoncepcyjnie, a pani doktor Stachowiak z Lux-Medu przepisała mi ten lek abym mogła zajść w ciążę, ciekawe jak miałam to osiągnąć, skoro hamował moją owulację - ręce mi już opadają :(
pamiętam jak na moim USG lekasz stwierdził martwą ciążę...
wszystkie mądrości świata nie pomogły - bolało bardzo, z czasem mniej, co nie znaczy że zapomniałam...
dziś staramy się znowu...
Endokrynolog otworzył mi dziś oczy - branie Duphastonu w 13-25 dc działa antykoncepcyjnie, a pani doktor Stachowiak z Lux-Medu przepisała mi ten lek abym mogła zajść w ciążę, ciekawe jak miałam to osiągnąć, skoro hamował moją owulację - ręce mi już opadają :(
Tzn ze pewnie od 16-26 dc tak jak mi przepisal gin tez dziala antykoncepcyjnie... no to super. Tak mi przepisywalo juz kilku lekarzy, w tym paru m.in. z invicty, wiec pewnie juz kilka lat sie staranie nie tak jak powinnismy... Dopiero od zeszlego cyklu zrobilam tak zeby brac od potwierdzonej owulacji a nie przed nia, a owu wyszla 18 dc takze po 16...Dala mi luteine takze z powodu plamien wiec nie wiem teraz czy jak w tym miesiacu uzywamy gumek to brac ja 16-26 dc czy tez od owu...bo na ciaze nie licze. Jak myslicie?
Wiecie dziewczyny, jak sobie pomysle, ze juz niedlugo bedziemy w trojke, a teraz ze kazdy krok w osrodkua dopcyjnym zbliza nas do dzieciaczka i juz niedlugo bede go karmic, przytulac, patrzec jak sie do mnie usmiecha, chodzic z wozeczkiem to mi sie cieplo robi na sercu... Teraz wiem, ze z kazdym krokiem jestesmy blizej naszego szczescia i ze niedlugo nasz synek bedzie z nami...od wczoraj jakos lzej mi zyc, naprawde ta swiadomosc mi bardzo pomaga. Ciekawa jestem tylko co powiedza na to nasi rodzice jak im powiemy, ze beda dziadkami ale ja w ciazy nie jestem :)
Wiecie dziewczyny, jak sobie pomysle, ze juz niedlugo bedziemy w trojke, a teraz ze kazdy krok w osrodkua dopcyjnym zbliza nas do dzieciaczka i juz niedlugo bede go karmic, przytulac, patrzec jak sie do mnie usmiecha, chodzic z wozeczkiem to mi sie cieplo robi na sercu... Teraz wiem, ze z kazdym krokiem jestesmy blizej naszego szczescia i ze niedlugo nasz synek bedzie z nami...od wczoraj jakos lzej mi zyc, naprawde ta swiadomosc mi bardzo pomaga. Ciekawa jestem tylko co powiedza na to nasi rodzice jak im powiemy, ze beda dziadkami ale ja w ciazy nie jestem :)
ja wiem ze rodzice adriana beda nas wspierali w adopcji (jego mama byla adoptowana) ale moi sie tego boja (2 zle doswiadczenia w rodzinie i bardzo generalizuja) wiec mam zamiar o tym zaczac mowic zeby sie oswoili z tym. slonko a pytalas jak to wyglada czasowo? zawsze myslalam ze jest dosc ciezko adoptowac niemowlaka ze wzgledu na czesto nieuregulowana sytuacje prawna i duzo chetnych rodzin