Widok
Złe myśli w ciąży
Zastanawiam się czy nie iść z tym do psychiatry. od jakiegoś czasu mam złe myśli, że zrobię dziecku krzywdę. naprawdę nie wiem skąd one się biorą, są natrętne.może to jakaś nerwica? albo choroba psychiczna? Naprawdę zaczynam się mocno niepokoić a nie mam nawet z kim o tym porozmawiać, mąż bagatelizuje problem, a ja czuję się jak jakaś wyrodna matka, co nosi dziecko pod sercem a tu takie okropne myśli. z jednej strony kompletuję wyprawkę, czytam gazety o dzieciach a z drugiej strony, tak się boję, że zrobię coś złego, bo sobie nie poradzę z płaczącym nowrodkiem, który będzie uzależniony ode mnie.
A nie przesadzasz trochę? Jeśli to Twoje pierwsze dziecko to nie ma się co dziwić że masz obawy, czy sobie poradzisz. Myślę że większość dziewczyn miała jakieś wątpliwości czy sobie da radę, czy będzie umiała przewinąć, nakarmić, wykąpać i czy nie zrobi przy tym dziecku jakiejś krzywdy. Takie myśli są chyba dość naturalne, ale najczęściej wszystko przechodzi kiedy dziecko pojawia się na świecie. A dla faceta ciąża to jednak chyba dość abstrakcyjna sprawa i dlatego oni często nie rozumieją kobiet w ich obawach- mój tak miał- zmieniło mu się dopiero przed samym rozwiązaniem.
Rodzi się ważne pytanie: czy masz jakiś powód by obawiać się swojej reakcji?, masz napady wściekłości i nie możesz nad tym zapanować?, stosujesz przemoc wobec swoich najbliższych? Jeżeli tak, to faktycznie szukaj pomocy u specjalisty.
Myślę, że obawy o dobro dziecka są normalne, szczególnie przy pierwszym dziecku. Ja bardzo bałam się takich spraw jak bezdech albo zachłyśnięcie, ale siebie znam i nigdy nie pomyślałam, że to ja umyślnie mogę skrzywdzić swoje dziecko. Sama musisz ocenić jaka jesteś, po porodzie dalej będziesz przecież tą samą osobą.
Myślę, że obawy o dobro dziecka są normalne, szczególnie przy pierwszym dziecku. Ja bardzo bałam się takich spraw jak bezdech albo zachłyśnięcie, ale siebie znam i nigdy nie pomyślałam, że to ja umyślnie mogę skrzywdzić swoje dziecko. Sama musisz ocenić jaka jesteś, po porodzie dalej będziesz przecież tą samą osobą.
Porozmawiaj z lekarzem ginekologiem - jeśli masz takiego z powołania a nie dla kasy to Ci pomoże. Podpowie co możesz zrobić, gdzie i do kogo się udać. Może nie psychiatra ale psycholog rodzinny? A może endokrynolog - wystarczy że masz niedoczynność tarczycy i burza hormonów może wywoływać stany depresyjne.
PS. Tak na marginesie całą pierwszą ciąże miałam schizy - że utopię dziecko w wanience bo się wyślizgnie, że spadnę ze schodów niosąc maleństwo na rękach, że potknę się o wysoki próg na balkonie i wypadnie przez balustradę itp. Wszystkie strachy minęły jak już ogarnęliśmy się w domu (po powrocie ze szpitala), sporo wspierał mnie mąż szczególnie w tych najtrudniejszych momentach. Teraz w drugiej ciąży nie miałam żadnych schiz - wszystko jest takie normalne i naturalne bo już znane.
PS. Tak na marginesie całą pierwszą ciąże miałam schizy - że utopię dziecko w wanience bo się wyślizgnie, że spadnę ze schodów niosąc maleństwo na rękach, że potknę się o wysoki próg na balkonie i wypadnie przez balustradę itp. Wszystkie strachy minęły jak już ogarnęliśmy się w domu (po powrocie ze szpitala), sporo wspierał mnie mąż szczególnie w tych najtrudniejszych momentach. Teraz w drugiej ciąży nie miałam żadnych schiz - wszystko jest takie normalne i naturalne bo już znane.
Ja mam wrażenie, ze popadam w depresję.... szukam dziury w całym, wszystko mnie denerwuje, płacze jak nie wiem kto i z byle powodu... mam wrażenie, zę partner szuka juz innej kobiety... że życie mi się rozwaliło... że praca się kończy, że umowy nie przedłużą... że obrona wypada tak jak poród... że magisterkę trzeba będzie przełożyć... boje się, ze zostanę sama... nie umiem poradzic sobie z emocjami... myślicie, ze to już depresja czy to przejdzie po prostu...
nie wszystkie tak mają - niestety - są przypadki depresji poporodowych i nie mówię tu o zwykłym baby blues a o ciężkiej klinicznej formie depresji więc gadanie "nie martw się to hormony", "przejdzie Ci" dziewczynie która czuje że ma problem jest niezbyt odpowiedzialne
we mnie hormony też buzowały, płakałam, śmiałam się bez powodu, miałam tysiąc myśli na minutę i mnóstwo obaw ale ANI RAZU nie pomyślałam, że zrobię dziecku krzywdę
do mmm - jeżeli potrzebujesz rozmowy ze specjalistą to się do niego udaj - lepsza wizyta u psychiatry/psychologa niż kłębiące się złe myśli
trzymam kciuki :)
we mnie hormony też buzowały, płakałam, śmiałam się bez powodu, miałam tysiąc myśli na minutę i mnóstwo obaw ale ANI RAZU nie pomyślałam, że zrobię dziecku krzywdę
do mmm - jeżeli potrzebujesz rozmowy ze specjalistą to się do niego udaj - lepsza wizyta u psychiatry/psychologa niż kłębiące się złe myśli
trzymam kciuki :)