Widok
Jak pierwszy raz przeczytałam artykuł Chylińskiej stwierdziłam, że w końcu ktoś mnie zrozumiał! Dziecko zaplanowaliśmy i chcieliśmy go bardzo ale to niczego nie zmienia. Mała spała prawie 20 godzin na dobę przez pierwsze 2 miesiące i co z tego? Nie chciała jeść, przystawiałam ją 25 razy na dobę! Policzyłam bo mam zapisane godziny, ważyłam przed i po karmieniu. Przez pierwsze 3 tygodnie jak spałam 4h na dobę (nie jednym ciągiem!) byłam cała szczęśliwa. Pierwszy miesiąc spędziłyśmy w szpitalach – nie mogłam zostawić jej mężowi i wyjść. Jak trafiłam do 2 szpitala i zapytali czy zostanę z dzieckiem – powiedziałam, że oczywiście ale w głowie miałam „mogę ją tu na trochę zostawić i się wyspać?” Potem musiałam ściągać pokarm (nie będę się rozpisywać czemu), karmić przewijać, wyparzać…to mi zajmowało 1,5h! i tak co 3 godziny w kółko! A jeszcze trzeba było co jakiś czas się chwilę „pobawić”, wyjść na spacer, iść do lekarza (nie liczę nawet u ilu byłam)…Byłam na mega diecie, wiecznie głodna, czasami nie miałam czasu do popołudnia nic zjeść. Przez zmęczenie robiłam wszystko wolniej. Mąż pracuje od rana do wieczora. Miałam niezłą depresję ale, że naczytałam się o miłości macierzyńskiej nikomu się nie chciałam do tego przyznać! Mała miała co chwile podejrzenia nawrotu infekcji, miałam ciągle spakowaną torbę do szpitala! A potem okazało się, że trzeba ją rehabilitować i musiałam odłożyć moje plany powrotu do życia na potem. Wspominam to jako koszmar. A mała miała przecież tylko trochę problemów. Po kilku miesiącach minęło, kocham ją jak głupia i życia sobie bez niej nie wyobrażam. Przepraszam, że tak chaotycznie ale się zdenerwowałam… można nie być od początku najszczęśliwszą matką na świecie i nie ma to nic wspólnego z dojrzałością, i nie oznacza to, że ktoś się na matkę nie nadaje.
A. Ch. słynie z mocnych tekstów i "walenia prosto z mostu". Inne matki dokładnie te same uczucia i przezycia opiszą w inny sposob, jako trudne początki, uroki macierzyństwa, albo trud macierzyństwa... ona nazywa rzeczy po imieniu, nie ubierając je w piękne słowa... ona wlasnie w ten sposob czuła i mowi o tym otwarcie. Moze to byl jej sposob, zeby sie wyzalic, ulzyc sobie...przeciez w tym artykule nie mam mowy o tym, ze ona nie kocha tego dziecka, daje tylko upust negatywnym emocjom do ktorych kazda z nas ma prawo. To sa jej emocje, jej odczucia... niie mamy prawa jej oceniac, mowic czy ma racje czy nie, my mozemy jej zdanie tylko uszanowac.
TOKIO chodzi mi tylko o zdanie z Twojej wypowiedzi, które mnie zabolało :
"trzeba chyba nie kochać swojego dziecka by coś takiego pomyśleć a już w głowie mi się nie mieści powiedziec głośno"
Ja nie mówie, o tym, że kobieta boi się jak to będzie. Bo to każda matka tak ma tylko o straszne poczucie, że się nie chce tego dziecka, że może by je oddać,a co za tym idzie : skoro tak myślę, to jestem zła i nie zasługuje by żyć.
Tak winne są hormony-zgadzam się, ale nie można tego lekceważyć.
"trzeba chyba nie kochać swojego dziecka by coś takiego pomyśleć a już w głowie mi się nie mieści powiedziec głośno"
Ja nie mówie, o tym, że kobieta boi się jak to będzie. Bo to każda matka tak ma tylko o straszne poczucie, że się nie chce tego dziecka, że może by je oddać,a co za tym idzie : skoro tak myślę, to jestem zła i nie zasługuje by żyć.
Tak winne są hormony-zgadzam się, ale nie można tego lekceważyć.
Poradziłam sobie dzięki wsparciu rodziny.
A co ma powiedzieć kobieta, która takiego wsparcia nie ma? I czyta te wszystkie bzury-jakie to piękne przeżycie, że jak tylko spojrzy na tą małą istotkę i od razu się zakocha?
Owszem tak jest, ale często nie tak odrazu.
Gdy mi położyli Malutką na brzuchu zaczęłam płakać, ale nie ze wzruszenia, chociaż wszysy myśleli, że to z tego powodu a ja nie wyprowadzałam ich z błędu bo było mi wstyd. Zastanawiałam się gdzie jest ta fala macierzyńskiej miłości o której wszyscy mówią???
Było mi źle i wstyd że jej nie czuje. Teraz wiem, że to tylko przejściowe, ale wtedy....
Dlatego powinno się więcej mówić o tych sprawach. a te kobiety, które nie przezyły trakiej traumy, powinny pomyśleć pisząc "że chyba nie kocha się swojego dziecka jak ma się takie myśli".
A co ma powiedzieć kobieta, która takiego wsparcia nie ma? I czyta te wszystkie bzury-jakie to piękne przeżycie, że jak tylko spojrzy na tą małą istotkę i od razu się zakocha?
Owszem tak jest, ale często nie tak odrazu.
Gdy mi położyli Malutką na brzuchu zaczęłam płakać, ale nie ze wzruszenia, chociaż wszysy myśleli, że to z tego powodu a ja nie wyprowadzałam ich z błędu bo było mi wstyd. Zastanawiałam się gdzie jest ta fala macierzyńskiej miłości o której wszyscy mówią???
Było mi źle i wstyd że jej nie czuje. Teraz wiem, że to tylko przejściowe, ale wtedy....
Dlatego powinno się więcej mówić o tych sprawach. a te kobiety, które nie przezyły trakiej traumy, powinny pomyśleć pisząc "że chyba nie kocha się swojego dziecka jak ma się takie myśli".
wiesz Chylińska pisze w ten sosób poniekąd specjalnie ....ona lubi być kontrowersyjna i lekko szokowac dlatego w taki stylu jest ten artykuł tak naprawdę on jest celowo przesadzony :-) jednak jest w nim duzo prawdy
ja poszlam do pracy jak młody miał 10 m-cy , łatwo nie było zwlaszcza , że nadal nocki były średnio przespane ( wstawałam 5-6 razy ) no poprostu zmęczona bylam już tym wszystkim ale nie oznacza to , że żałuję nie , nie niczego nie żaluję jednak było dość trudno ...
ja poszlam do pracy jak młody miał 10 m-cy , łatwo nie było zwlaszcza , że nadal nocki były średnio przespane ( wstawałam 5-6 razy ) no poprostu zmęczona bylam już tym wszystkim ale nie oznacza to , że żałuję nie , nie niczego nie żaluję jednak było dość trudno ...
Maja, proponuję się rzucić z mostu, BO JA uważam, ze macierzyństwo jest wspaniałe !!! zastanów się chwilę !!!! kazdy jest na początku przerażony, co to będzie? a jak nie dam rady, a jak go nie pokocham? jeśli tak się faktycznie stanie należy szukac pomocy !!!!!! a nie obrzucać błotem młode szczęśliwe matki, że nie mogą pisać o swoim szczęściu, żeby nikogo przypadkiem nie urazić ... !!!!
sama teraz widzisz, że macierzyństwo jest piękne, więc skoro nie czułaś tego od poczatku mogłaś szukać pomocy, zrozumienia i pocieszenia, takie złe uczucia przeżywa wiele kobiet, ale szczęśliwe matki nie są temu winne, że są szczęśliwe ...
sama teraz widzisz, że macierzyństwo jest piękne, więc skoro nie czułaś tego od poczatku mogłaś szukać pomocy, zrozumienia i pocieszenia, takie złe uczucia przeżywa wiele kobiet, ale szczęśliwe matki nie są temu winne, że są szczęśliwe ...
papilio1@op.pl
Maja,ale w tej sytuacji potrzebowalas pomocy psychologa.Depresja czy poporodowa czy "zwykla" wymaga pomocy ,najlepiej specjalisty.
A,ze macierzynstwo bywa trudne to od setek lat wiadomo :)Czasem dzieci placza ,czasem sie smieja,tak samo jak my dorosli.Kwestia tylko jest taka,czy decydujac sie na dziecko chcemy i mamy sile temu sprostac,bo placzace niemowle samo sie nie uspokoi,glodne samo nie nakarmi,brudne samo nie przebierze.Jest absolutnie zalezne od nas.
A,ze macierzynstwo bywa trudne to od setek lat wiadomo :)Czasem dzieci placza ,czasem sie smieja,tak samo jak my dorosli.Kwestia tylko jest taka,czy decydujac sie na dziecko chcemy i mamy sile temu sprostac,bo placzace niemowle samo sie nie uspokoi,glodne samo nie nakarmi,brudne samo nie przebierze.Jest absolutnie zalezne od nas.
nie zrozumie tego artykułu mama , która miała spokojne i bezproblemowe w obsłudze dziecko ktore spało i jadło tylko :-) ....do tego cześć kobiet dopada depresja poporodowa , nie mają babć do pomocy siedzą same z dzieckiem bo mąż wiecznie w pracy tak więc lekko im nie jest niestety.....do tego "upierdliwe na maxa dziecko " i mamy komplet atrakcji zapewniony...
rybalon, współczuję, no dzieci sa różne, ale to co pisała ta Chylińska to przegięcie !!
to fakt, nie wiem co to kolki, 10 zębów wyskoczyło praktycznie niezauważenie, co zajrzymy do paszczy to tam nowy ząbek :) mała nauczona życia w "hałasie", nigdy nie chodziliśmy na paluszkach, ja prawie od początku mogłam wyjść gdzie chciałam, nie jestem zamknięta w pieluchcach 24h, pracuję od pół roku, nie odczuwam żebu dziecko było cieżarem, to sama przyjemnosć :)
to fakt, nie wiem co to kolki, 10 zębów wyskoczyło praktycznie niezauważenie, co zajrzymy do paszczy to tam nowy ząbek :) mała nauczona życia w "hałasie", nigdy nie chodziliśmy na paluszkach, ja prawie od początku mogłam wyjść gdzie chciałam, nie jestem zamknięta w pieluchcach 24h, pracuję od pół roku, nie odczuwam żebu dziecko było cieżarem, to sama przyjemnosć :)
papilio1@op.pl
i nie chodzi tu o to jakie jest dziecko. Moja córeczka też nie sprawiała większych problemów.Miała kolki, ale krótko.
Chodzi o stan psychiczny matki po porodzie. Mało kto się tym przejmuje. A jeśli już to lekceważąco stwierdza "to hormony- przejdzie".
Rozumiem matki, które zaraz po porodzie chcą dziecko zostawić, a za kilka dni zmienia im się i dochodzą do wniosku, że kochają je całym sercem.
Chodzi o stan psychiczny matki po porodzie. Mało kto się tym przejmuje. A jeśli już to lekceważąco stwierdza "to hormony- przejdzie".
Rozumiem matki, które zaraz po porodzie chcą dziecko zostawić, a za kilka dni zmienia im się i dochodzą do wniosku, że kochają je całym sercem.
I własnie takie odpowiedzi jak TOKIO przyprawiają młode matki o myśli samobójcze!
No bo jak to? Jak mogę pomyśleć, że ja "nie chce tego dziecka", "oddam je do domu dziecka" "mam go dość"-tak myślą wyrodne matki! Przecież macierzyństwo jest cudowne - tak mówią piszą wszyscy, skoro ja tak nie czuje, coś ze mną jest nie tak.
Trzeba zaraz zaraz po urodzeniu kochać swoje dziecko całym sercem, a jeśli tak nie jest? to jesteś zlym czlowiekiem i nie ma dla ciebie miejsca na ziemi.
Nie które matki uczą się kochać swoje dziecko. Potrzebują czasu.
Ja nie miałam odrazu pięknych, opisywanych wszędzie uczuć macierzyńskich. Wyłam tygodniami. Myśli które miałam były przerażające. Miałam wrażenie że moje zycie się skończyło. Żałowałam.
To było straszne. Bolała mnie sama świadomość takich myśli. Nikt mi nie powiedział, że to normalne. ze tak może się zdarzyć. Bo przecież macierzyństwo to najpiękniejsza rzecz jaka może się w zyciu zdarzyć.
Ochłonęlam i po ok 2-3 miesiącach było o niebo lepiej. teraz córcia ma 5 miesięcy a ja kocham ją nad życie.
Powinno więcej mówić się o depresji poporodowej, babybluesie. Ja mimo, że czytałam o tym nie byłam przygotowana na takie uczucia. Bo jak to ja??? Będę najwspanialszą matką na swiecie! BĘDZIE SUPER! Ale nie było.
No bo jak to? Jak mogę pomyśleć, że ja "nie chce tego dziecka", "oddam je do domu dziecka" "mam go dość"-tak myślą wyrodne matki! Przecież macierzyństwo jest cudowne - tak mówią piszą wszyscy, skoro ja tak nie czuje, coś ze mną jest nie tak.
Trzeba zaraz zaraz po urodzeniu kochać swoje dziecko całym sercem, a jeśli tak nie jest? to jesteś zlym czlowiekiem i nie ma dla ciebie miejsca na ziemi.
Nie które matki uczą się kochać swoje dziecko. Potrzebują czasu.
Ja nie miałam odrazu pięknych, opisywanych wszędzie uczuć macierzyńskich. Wyłam tygodniami. Myśli które miałam były przerażające. Miałam wrażenie że moje zycie się skończyło. Żałowałam.
To było straszne. Bolała mnie sama świadomość takich myśli. Nikt mi nie powiedział, że to normalne. ze tak może się zdarzyć. Bo przecież macierzyństwo to najpiękniejsza rzecz jaka może się w zyciu zdarzyć.
Ochłonęlam i po ok 2-3 miesiącach było o niebo lepiej. teraz córcia ma 5 miesięcy a ja kocham ją nad życie.
Powinno więcej mówić się o depresji poporodowej, babybluesie. Ja mimo, że czytałam o tym nie byłam przygotowana na takie uczucia. Bo jak to ja??? Będę najwspanialszą matką na swiecie! BĘDZIE SUPER! Ale nie było.
o kurde jaki artykul..no ale nie kazdy dorósł do macierzynstwa i nie kazda kobieta musi miec dziecko.
Fakt -poród to koszmar ,połóg masakra..ale to tylko moment,chwileczka.Teraz Liwia ma 2 miesiace,ja mam czas na wiekszosc rzeczy,bo jestem bardziej zorganizowana,moge sobie wyjsc z domu jak potrzebuje odetchnac bo zostawiam małą z mężem..ale o czym tu wogóle mowic,jak ona sie do mnie usmiecha to zapomina sie o wszystkich minusach.i kocha sie ja nawet jak sie drze godzine !I nie wyobrazam sobie jak było bez niej,było bez sensu,bez zadnego celu...teraz jestesmy rodziną:)
Fakt -poród to koszmar ,połóg masakra..ale to tylko moment,chwileczka.Teraz Liwia ma 2 miesiace,ja mam czas na wiekszosc rzeczy,bo jestem bardziej zorganizowana,moge sobie wyjsc z domu jak potrzebuje odetchnac bo zostawiam małą z mężem..ale o czym tu wogóle mowic,jak ona sie do mnie usmiecha to zapomina sie o wszystkich minusach.i kocha sie ja nawet jak sie drze godzine !I nie wyobrazam sobie jak było bez niej,było bez sensu,bez zadnego celu...teraz jestesmy rodziną:)