Widok
kropeczko
buahahaha. ale o czym ty teraz? ja miałem na myśli to, że nie chce mi się zgłębiać serwisu wrzuta.pl i umieszczać tam zdjęć owczarki. zamiast tego poprosiłem cię o meila, żeby ci te zdjęcia przesłać. a do erotyku nic nie mam. mój post nawet setną częścią promila o niego nie zahaczał. przeczytaj spokojnie to co napisałem, ale w kontekście tego, co adresowałaś osobiście do mnie. już się wyjaśniło wszystko?
panie prezydencie
mam wizję! mam piękną wizję! te pana słowa... ta ich liryczność, poetyka... ta umiejętność frazowania...
Czy jest Pani/Pan za komercjalizacją jednostek służby zdrowia, która może prowadzić do ich prywatyzacji?
ja to widzę. naprawdę to widzę. proszę kliknąć linka i spróbować samemu! będzie pięknie! alleluja!!!
Czy jest Pani/Pan za komercjalizacją jednostek służby zdrowia, która może prowadzić do ich prywatyzacji?
ja to widzę. naprawdę to widzę. proszę kliknąć linka i spróbować samemu! będzie pięknie! alleluja!!!
kropeczko
nah... nie chce mi się zgłębiać kolejnego ekshibicjonistycznego serwisu. nawet n-k mam już dosyć i, w zależności od humoru, albo skasuję konto albo najpierw z perwersyjną przyjemnością wyrzucę wszystkich znajomych (żadnego nie zaprosiłem, także mam prawo). jak chcesz, to daj meila - podeślę.
Jesienny erotyk
Mam na języku słony smak niespokojnej skóry.
Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem czy będzie jutro.
Wnikasz we mnie gwałtownie. Zamknięta w łuku ramion
opieram się przeczuciom. Jest jesień. Drzewa płoną
rdzawo-czerwonym blaskiem,
a może to świat płonie
i kiedy się zbudzimy nie będzie już niczego.
Takie masz ciepłe dłonie. Jak niewidomy uważnie
poznajesz mnie dotykiem.
Czy palce widzą więcej?
Czy zanim wiatr się zerwie zdążymy zapamiętać
dojrzały obraz września? Słony smak twojej skóry?
Zapach perfum zza ucha zmieszany z mchu wilgocią?
Słońce liśćmi pocięte układa się na twarzach
w marmuru drżące wzory.
Jest jesień. Dzień miodowy.
Jutro nas tu nie będzie. Jutro nas tu nie będzie.
Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem czy będzie jutro.
Wnikasz we mnie gwałtownie. Zamknięta w łuku ramion
opieram się przeczuciom. Jest jesień. Drzewa płoną
rdzawo-czerwonym blaskiem,
a może to świat płonie
i kiedy się zbudzimy nie będzie już niczego.
Takie masz ciepłe dłonie. Jak niewidomy uważnie
poznajesz mnie dotykiem.
Czy palce widzą więcej?
Czy zanim wiatr się zerwie zdążymy zapamiętać
dojrzały obraz września? Słony smak twojej skóry?
Zapach perfum zza ucha zmieszany z mchu wilgocią?
Słońce liśćmi pocięte układa się na twarzach
w marmuru drżące wzory.
Jest jesień. Dzień miodowy.
Jutro nas tu nie będzie. Jutro nas tu nie będzie.
Kawały na obecne czasy
Szczyt optymizmu?
Bankier prasujący 5 koszul w niedzielę wieczorem.
=======================
Szalejący kryzys ekonomiczny. Dzwoni bankier do bankiera:
- Cześć stary, jak sypiasz?
- Jak niemowlę.
- Żartujesz?
- Nie. Wczoraj całą noc płakałem i dwa razy się z******em.
==========================
Dobre, tylko dlaczego chce mi się płakać;(
Bankier prasujący 5 koszul w niedzielę wieczorem.
=======================
Szalejący kryzys ekonomiczny. Dzwoni bankier do bankiera:
- Cześć stary, jak sypiasz?
- Jak niemowlę.
- Żartujesz?
- Nie. Wczoraj całą noc płakałem i dwa razy się z******em.
==========================
Dobre, tylko dlaczego chce mi się płakać;(
ja rozumiem
powagę sytuacji. chyba nawet, z uwagi na mój rocznik, bardziej niż niejedna osoba rozumiem. ale po co to popiersie papieża sięga dzisiaj cały dzień połowy ekranu? co prezes urbański udowadnia w ten sposób i komu?
by the way. czytam pewną książkę o różowych stronach. czytam, czytam i mniej więcej w połowie znajduje paragon: gdański dom książki, księgarnia nr 6, 80-343 gdańsk, ul. dmowskiego 5. a poniżej: książka antykwar. 6.00
data sprzedaży: 16/10/2003
czyli 30 rocznica pontyfikatu jest 5 rocznicą zakupu książki i w konsekwencji miłego prezentu. piękna egzemplifikacja faktu, że życie składa się nie tylko z wydarzeń doniosłych, ale przede wszystkim z drobnych, ale jakżesz osobistych
by the way. czytam pewną książkę o różowych stronach. czytam, czytam i mniej więcej w połowie znajduje paragon: gdański dom książki, księgarnia nr 6, 80-343 gdańsk, ul. dmowskiego 5. a poniżej: książka antykwar. 6.00
data sprzedaży: 16/10/2003
czyli 30 rocznica pontyfikatu jest 5 rocznicą zakupu książki i w konsekwencji miłego prezentu. piękna egzemplifikacja faktu, że życie składa się nie tylko z wydarzeń doniosłych, ale przede wszystkim z drobnych, ale jakżesz osobistych
Noo to...
pakuję ekwipunek, śpiwory,
jadło i potrzebny asortyment
wspierając się dwuletnią nalewką z pigwy.
Wyruszam się na kilkudniowe grzybobranie,
nocne hajcowanie ognisk,
kieleckie kociołki,
pieczone ziemiory,
śródnocne wypatrywanie i
śledzenie tras rejsowych
samolotów na gwieździstym,
październikowym niebie, oczekiwanie na wschód słońca
podpierając się o latarnię w Stilo
i takie tam różne nieistotne rzeczy.
jadło i potrzebny asortyment
wspierając się dwuletnią nalewką z pigwy.
Wyruszam się na kilkudniowe grzybobranie,
nocne hajcowanie ognisk,
kieleckie kociołki,
pieczone ziemiory,
śródnocne wypatrywanie i
śledzenie tras rejsowych
samolotów na gwieździstym,
październikowym niebie, oczekiwanie na wschód słońca
podpierając się o latarnię w Stilo
i takie tam różne nieistotne rzeczy.
Manson
"...wybieraj psa nie po wyglądzie, a po charakterze"
Taka refleksja...
Wiesz, byłem kiedyś w tartaku za Wejherowem i robiłem zakupy. Pomiędzy hałdami sztaplowanych desek i zwałami pni kręciło się "coś" takiego małego, śmiesznie pokracznego i kudłatego. Będąc z wyżłem znajomych przywiązałem go do barierki przy biurze i poszedłem szukać mojego zamówienia na placu. Żebyś widział ten atak tego małego potworka na 4 razy większego psa... Ten mały był odpędzany trzonkiem od miotły przez pracownicę, a ja z wyżłem musiałem natychmiast opuścić teren tartaku i tam go zostawić.
Pani z biura wyjaśniła mi, że tamten mały to był przybłęda, który zanim został przygarnięty przez pracowników dość długo kręcił się po okolicy. Z tego co mówiła plac tartaku potraktował jak swój, za który oddałby bez wahania życie. Mówiła, że nie ma takiej możliwości żeby jakikolwiek inny pies mógł swobodnie przebywać w tym miejscu bez rozlewu krwi z obu stron.
To taki życiowy przypadek, bardziej utkany przez ślepy los niż świadomy wybór z czyjejś strony, ale dobrze pokazuje charakter tego malucha.
Taka refleksja...
Wiesz, byłem kiedyś w tartaku za Wejherowem i robiłem zakupy. Pomiędzy hałdami sztaplowanych desek i zwałami pni kręciło się "coś" takiego małego, śmiesznie pokracznego i kudłatego. Będąc z wyżłem znajomych przywiązałem go do barierki przy biurze i poszedłem szukać mojego zamówienia na placu. Żebyś widział ten atak tego małego potworka na 4 razy większego psa... Ten mały był odpędzany trzonkiem od miotły przez pracownicę, a ja z wyżłem musiałem natychmiast opuścić teren tartaku i tam go zostawić.
Pani z biura wyjaśniła mi, że tamten mały to był przybłęda, który zanim został przygarnięty przez pracowników dość długo kręcił się po okolicy. Z tego co mówiła plac tartaku potraktował jak swój, za który oddałby bez wahania życie. Mówiła, że nie ma takiej możliwości żeby jakikolwiek inny pies mógł swobodnie przebywać w tym miejscu bez rozlewu krwi z obu stron.
To taki życiowy przypadek, bardziej utkany przez ślepy los niż świadomy wybór z czyjejś strony, ale dobrze pokazuje charakter tego malucha.
i tak jeszcze nawiasem,
w moim stadzie są m.in. dwa kocury. Póki co oba w hierarchii są wyżej niż psy. Nawet nie muszą tego za bardzo psom przypominać.
Bardzo lubię w ciepłe słoneczne popołudnie u schyłku dnia siąść sobie z butelką piwa na trawie pod drzewem. Moje stado potrzebuje mniej więcej 20 minut, żeby, pojedynczo, po kolei, bez jakiejś zaplanowanej akcji, tak spontanicznie i żywiołowo uwalić się dookoła mnie w najprzeróżniejszych swobodnych pozycjach. Moja kobieta też. I to się wtedy nazywa - stado odpoczywa po pracowitym dniu :-)))
Bardzo lubię w ciepłe słoneczne popołudnie u schyłku dnia siąść sobie z butelką piwa na trawie pod drzewem. Moje stado potrzebuje mniej więcej 20 minut, żeby, pojedynczo, po kolei, bez jakiejś zaplanowanej akcji, tak spontanicznie i żywiołowo uwalić się dookoła mnie w najprzeróżniejszych swobodnych pozycjach. Moja kobieta też. I to się wtedy nazywa - stado odpoczywa po pracowitym dniu :-)))
Manson
Zawsze zanim zaczynam jakieś przedsięwzięcie dokładnie badam grunt co by, mówiąc kolokwialnie, nie wtopić. W tym wypadku, wtopą byłoby nieświadome skrzywdzenie psa, jego dobro tutaj-dla mnie- rzecz nadrzędna. To co napisałeś na temat mechanizmu przyjęcia osobnika do stada, rozłożenie nad nim parasola bezpieczeństwa i tym samym okazanie jemu akceptacji jest jądrem zagadnienia, fundamentem, na którym należy zacząć budować relację ze zwierzęciem. Następnie, żeby ułożyć takiego owczarka niem. trzeba wzbudzić w nim bardzo mocne poczucie, że to ja, jako pan całego stada (społeczność stada zaczyna się od 2 szt.) jestem panem każdej sytuacji i sprawuję całkowitą kontrolę nad tym co się dzieje, dając mu tym samym dodatkowy zastrzyk bezpieczeństwa. Potem są obserwacje, poświęcenie, jak piszesz, ogromu czasu i dawanie sporych możliwości wykazywania się, chociaż psiak będzie "jarzył" że to tylko zabawa, na która ja mu pozwalam.
Czasami, jak dziś rano do Ćmy, zadaję komuś pytanie znając już odpowiedź. Nie, nie dlatego żebym kimś manipulował i wykorzystywał ludzi, ale żeby weryfikować przydatność ich sądów. Widziałem "sztuczki" psa-kundelka tego Cygana i jeżeli idzie o posłuszeństwo to mógłby stanąć w konkury z psami w profesjonalny sposób dziś trenowanymi.
Nie stać mnie na psa/y. Nie finansowo, ale czasowo i chociaż na nie "choruję" to w tej chwili, jak napisałem wcześniej, jest to choroba nieuleczalna.
Czasami, jak dziś rano do Ćmy, zadaję komuś pytanie znając już odpowiedź. Nie, nie dlatego żebym kimś manipulował i wykorzystywał ludzi, ale żeby weryfikować przydatność ich sądów. Widziałem "sztuczki" psa-kundelka tego Cygana i jeżeli idzie o posłuszeństwo to mógłby stanąć w konkury z psami w profesjonalny sposób dziś trenowanymi.
Nie stać mnie na psa/y. Nie finansowo, ale czasowo i chociaż na nie "choruję" to w tej chwili, jak napisałem wcześniej, jest to choroba nieuleczalna.
C
jest dużo prostszy sposób: chcesz mieć oddanego Ci psa to traktuj go jak swoje stado. Jeśli nie będziesz się z nim rozstawać 24h na dobę zrobi dla Ciebie wszystko. No chyba, że okażesz się mało atrkacyjny jako przywódca :-))
Ludzie mają problem w zrozumieniu psychiki psów. Humanizują ich zachowania, a to podstawowy błąd.
Pies jest przede wszystkim zwierzęciem stadnym. Powinienem napisać STADNYM!!!. Chcesz by Twój pies był ok, zapewnij mu bezpieczeństwo poprzez przyjęcie do stada. Nieważne, czy będzie alfą czy omegą, stado jest dla niego wszystkim.
Podstawowy błąd czyniony przez homo sapiens to zakup jednego (pojedynczego) psa. I potem zdziwko, że taki szkodnik, jak się go zaostawi w domu bo wszyscy idą do pracy lub szkoły, a ten demoluje co się da. Na ludzkie to tak, jakby kotś Ciebie zamykał na kilka godzin w pokoju bez klamek, okien i kontaktu ze światem. Każdy prędzej czy później zeświruje.
Żeby być członkiem stada pies potrafi się wyrzec wszystkiego - jedzenia, sexu, poglądów politycznych.
Moja rada - nie kupuj jednego psa, kup przynajmniej dwa. I nie kupuj sobie alfy, jeżeli nie masz pewności, że będziesz mógł z nim być przez 24 h na dobę. Pod Twoją nieobecność przedemoluje Ci całe stado - pisała to Ćma.
Ja już nigdy w życiu nie będę mieć jednego psa na raz.
Ludzie mają problem w zrozumieniu psychiki psów. Humanizują ich zachowania, a to podstawowy błąd.
Pies jest przede wszystkim zwierzęciem stadnym. Powinienem napisać STADNYM!!!. Chcesz by Twój pies był ok, zapewnij mu bezpieczeństwo poprzez przyjęcie do stada. Nieważne, czy będzie alfą czy omegą, stado jest dla niego wszystkim.
Podstawowy błąd czyniony przez homo sapiens to zakup jednego (pojedynczego) psa. I potem zdziwko, że taki szkodnik, jak się go zaostawi w domu bo wszyscy idą do pracy lub szkoły, a ten demoluje co się da. Na ludzkie to tak, jakby kotś Ciebie zamykał na kilka godzin w pokoju bez klamek, okien i kontaktu ze światem. Każdy prędzej czy później zeświruje.
Żeby być członkiem stada pies potrafi się wyrzec wszystkiego - jedzenia, sexu, poglądów politycznych.
Moja rada - nie kupuj jednego psa, kup przynajmniej dwa. I nie kupuj sobie alfy, jeżeli nie masz pewności, że będziesz mógł z nim być przez 24 h na dobę. Pod Twoją nieobecność przedemoluje Ci całe stado - pisała to Ćma.
Ja już nigdy w życiu nie będę mieć jednego psa na raz.