Widok
moja historia - ku przestrodze!
Dziewczyny generalnie nie należę do osób, które aż tak dzielą się osobistymi sprawami z innymi, ale czuje, że muszę to opisać, żeby kiedyś jakieś innej dziewczynie nie powtórzyła się taka historia.
Jak wiecie od jakiegoś czasu staramy się o dziecko, od grudnia chodziłam do dr. Wójcika z Gdyni. Trafiłam do niego już z badaniami tj. nasieniem męża i swoimi hormonalnymi. Spojrzał, powiedział, że wszystko ok, zlecił kilka innych badań, które wg. niego też były ok i kazał się starać dalej i przyjść w marcu gdyby dalej się nie udawało. Zrobił też cytologie. I raz robiąc usg stwierdził, że mam dni płodne i mam jajeczkowanie na pewno.
Przyszłam w marcu bo w ciąży dalej nie byłam, doszedł zatem do wniosku, że powinnam zrobić badanie drożności jajowodów, ale warunkiem jego jest prawidłowy wymaz z pochwy, który wykonał. Jego wynik był zły, tzn. miałam pełno bakterii, zlecił leczenie, kolejny i kolejny również były złe, wciąż miałam jakieś bakterie, jedne znikały inne zostawały. Nie umiał powiedzieć czemu. Oddał mi w marcu też wynik cytologi, II grupa więc teoretycznie ok choć z tyłu kartki było zaznaczone, że łagodne zmiany komórkowe i że bakterie, ale dla niego nic nie trzeba było z tym robić.
Gdy robiłam czwarty raz wymaz mówiłam mu, że bardzo boli mnie podbrzusze, a on na to, ze mam dni płodne i dlatego, nawet nie zrobił usg. Jak wiecie szukałam na forum innego lekarza bo czułam że coś jest nie tak, że on nie daje sobie rady. Polecono mi ginekolog-endokrynolog dr. Butalewicz z Gdyni i dziś tam byłam. Bóle w podbrzuszu nie ustawały, a wręcz ostatnie dni chodziam po ścianach normalnie.
Wyszłam załamana bo dowiedziałam się, że:
- badania męża są kiepskie, że ma conajmniej dwa problemy, które mogą być przyczyną tego, że nie jestem w ciąży
- moja prolaktyna jest dużo za duża - Wójcik mówił, że wszystko ok!!!! zapisała mi lek który kosztuje 250 zł - Doslinex czy jakoś tak - leczenie długotrwałe
- okazało się, że te bóle to torbiele na jajniku, jest ich sporo i jest to problem który należy szybko wyleczyć bo inaczej strace jeden jajnik
- a infekcja którą mam tzn. jedną konkretną bakterię na chwilę obecną może być, ale nie musi wywołana wirusem raka szyjki macicy!!! i coś to może mieć jeszcze wspólnego ze stresem.
Wszystko mi dokładnie opisała, wyjaśniła, cierpliwie mnie wysłuchała - Wójcik kompletnie nic mi nie tłumaczył, szczegółowo przy badaniu usg pokazywała wszystko i tłumaczyła. Teraz zasugerowała badanie: kalposkopia - ono powie nam bardzo dużo oraz po 6 tyg. przyjmowania leku mam zrobić badanie prolaktyny oraz nowe badania w odpowiednich dniach kolejngo cyklu: FSH, LH, Estradoil i Progesteron. A mąż oczywiście nowe badania nasienia. Była zdziwiona że na mój wynik cytologii Wójcik nie zaregował w żaden sposób.
Nie chcę tu pisać co czuję, ale normalnie nie mam sił, jak taki lekarz jak Wójcik mógł się aż tak pomylić, mamy 7 miesięcy w plecy bez leczenia, a co by było gdyby dalej mnie bolało a on wciąż by twierdził że to dni płodne?! Mój mąż natychmiast do niego zadzwonił, opierdzielił go jak nic, ale co to da? Ja po prostu się dziś załamałam.
Dziewczyny konsultujcie problemy z innym lekarzem, bo to co nam się przydarzyło to szok normalnie szok.
Jak wiecie od jakiegoś czasu staramy się o dziecko, od grudnia chodziłam do dr. Wójcika z Gdyni. Trafiłam do niego już z badaniami tj. nasieniem męża i swoimi hormonalnymi. Spojrzał, powiedział, że wszystko ok, zlecił kilka innych badań, które wg. niego też były ok i kazał się starać dalej i przyjść w marcu gdyby dalej się nie udawało. Zrobił też cytologie. I raz robiąc usg stwierdził, że mam dni płodne i mam jajeczkowanie na pewno.
Przyszłam w marcu bo w ciąży dalej nie byłam, doszedł zatem do wniosku, że powinnam zrobić badanie drożności jajowodów, ale warunkiem jego jest prawidłowy wymaz z pochwy, który wykonał. Jego wynik był zły, tzn. miałam pełno bakterii, zlecił leczenie, kolejny i kolejny również były złe, wciąż miałam jakieś bakterie, jedne znikały inne zostawały. Nie umiał powiedzieć czemu. Oddał mi w marcu też wynik cytologi, II grupa więc teoretycznie ok choć z tyłu kartki było zaznaczone, że łagodne zmiany komórkowe i że bakterie, ale dla niego nic nie trzeba było z tym robić.
Gdy robiłam czwarty raz wymaz mówiłam mu, że bardzo boli mnie podbrzusze, a on na to, ze mam dni płodne i dlatego, nawet nie zrobił usg. Jak wiecie szukałam na forum innego lekarza bo czułam że coś jest nie tak, że on nie daje sobie rady. Polecono mi ginekolog-endokrynolog dr. Butalewicz z Gdyni i dziś tam byłam. Bóle w podbrzuszu nie ustawały, a wręcz ostatnie dni chodziam po ścianach normalnie.
Wyszłam załamana bo dowiedziałam się, że:
- badania męża są kiepskie, że ma conajmniej dwa problemy, które mogą być przyczyną tego, że nie jestem w ciąży
- moja prolaktyna jest dużo za duża - Wójcik mówił, że wszystko ok!!!! zapisała mi lek który kosztuje 250 zł - Doslinex czy jakoś tak - leczenie długotrwałe
- okazało się, że te bóle to torbiele na jajniku, jest ich sporo i jest to problem który należy szybko wyleczyć bo inaczej strace jeden jajnik
- a infekcja którą mam tzn. jedną konkretną bakterię na chwilę obecną może być, ale nie musi wywołana wirusem raka szyjki macicy!!! i coś to może mieć jeszcze wspólnego ze stresem.
Wszystko mi dokładnie opisała, wyjaśniła, cierpliwie mnie wysłuchała - Wójcik kompletnie nic mi nie tłumaczył, szczegółowo przy badaniu usg pokazywała wszystko i tłumaczyła. Teraz zasugerowała badanie: kalposkopia - ono powie nam bardzo dużo oraz po 6 tyg. przyjmowania leku mam zrobić badanie prolaktyny oraz nowe badania w odpowiednich dniach kolejngo cyklu: FSH, LH, Estradoil i Progesteron. A mąż oczywiście nowe badania nasienia. Była zdziwiona że na mój wynik cytologii Wójcik nie zaregował w żaden sposób.
Nie chcę tu pisać co czuję, ale normalnie nie mam sił, jak taki lekarz jak Wójcik mógł się aż tak pomylić, mamy 7 miesięcy w plecy bez leczenia, a co by było gdyby dalej mnie bolało a on wciąż by twierdził że to dni płodne?! Mój mąż natychmiast do niego zadzwonił, opierdzielił go jak nic, ale co to da? Ja po prostu się dziś załamałam.
Dziewczyny konsultujcie problemy z innym lekarzem, bo to co nam się przydarzyło to szok normalnie szok.