Widok
Mamo Piotrusia, nie wszyscy w każdym wątku, w którym się udzielasz, odpowiadają wyłącznie na Twoje posty, bierz to pod uwagę, proszę Cię. Proszę o wybaczenie, ale Twojego postu być może nie czytałam z wystarczającą uwagą i szacunkiem i traktowałam go jako jeden z wielu, w podobnym tonie. Jeszcze raz błagam o wybaczenie i bardzo proszę o kolejne napominanie mnie, jeśli jeszcze kiedykolwiek mi się to przydarzy :D
Agatha czytaj następnym razem ze zrozumieniem, proszę Cię :) spytałam się w tym wątku, czy zabiłybyście w obronie życia swojego dziecka. A co do tego wypadku w Gdyni, to akurat była wina kierowcy - nie dostosował prędkości do warunków na jezdni. Kobieta niewinna, stała z dzieckiem na przystanku. Dziecko żyje i jego stan jest coraz lepszy, także to cudowna wiadomość :)
Ale w ogole piesi wyskakuja na jezdnie niczym filip z konopii, czasami są w ogóle niewidoczni. Jak jeszcze jest ciemno i pada deszcz to w ogóle ciężko czasami coś dojrzeć, a taki wyskakuje sobie zza drzewa i zadowolony. Piesi w ogóle nie rozumieją, jak ciężko jest czasami zatrzymać samochód, myślą że jak kierowca naciśnie hamulec to stoi, a to tak niestety nie jest.
takie myśli i obawa zostają zawsze nic na to nie poradzimy ale tez nie można się bronić przed tym......
mi nie umarło dziecko urodzone tylko poroniłam i to nie różni się dla mnie niczym bo dziecka nie ma ........i nigdy nie przestanę myśleć.....a jak się kiedyś drugie pojawi to pewnie będą bardzo przezorna i nadopiekuńcza....
mi nie umarło dziecko urodzone tylko poroniłam i to nie różni się dla mnie niczym bo dziecka nie ma ........i nigdy nie przestanę myśleć.....a jak się kiedyś drugie pojawi to pewnie będą bardzo przezorna i nadopiekuńcza....
Witam serdecznie
Mnie spotkało to nieszczęście, że pierwszy synek zmarł 8 godzin po urodzeniu, niestety nie mogłam nic zrobić...miał wadę wrodzoną.
Ja nauczyłam się z tym żyć..
Teraz drugi ma 6 miesięcy jest całkowicie zdrowy, silny i pełen radości, ale nie ma dnia, żebym się o niego nie martwiła, instynkt jak najbardziej mu ufam, ale w moim przypadku chyba zakłócam jego działanie...
Myślę, że to zamartwianie się zostanie mi już do końca życia i nic na to nie poradzę...i to budzenie się w środku nocy, żeby posłuchać jak oddycha.
Doskonale wiem, że czasem przesadzam, ale co zrobić.. tak już jest.
Mnie spotkało to nieszczęście, że pierwszy synek zmarł 8 godzin po urodzeniu, niestety nie mogłam nic zrobić...miał wadę wrodzoną.
Ja nauczyłam się z tym żyć..
Teraz drugi ma 6 miesięcy jest całkowicie zdrowy, silny i pełen radości, ale nie ma dnia, żebym się o niego nie martwiła, instynkt jak najbardziej mu ufam, ale w moim przypadku chyba zakłócam jego działanie...
Myślę, że to zamartwianie się zostanie mi już do końca życia i nic na to nie poradzę...i to budzenie się w środku nocy, żeby posłuchać jak oddycha.
Doskonale wiem, że czasem przesadzam, ale co zrobić.. tak już jest.
Ale jesteście prędkie w ferowaniu wyroków...
Kiedyś cudem uniknęłam potrącenia kobiety z głębokim wózkiem. Na przejściu dla pieszych. Już widzę, co byście o mnie wypisywały :/
Tylko, że jechałam z przepisową prędkością, trzeźwa (jak zawsze) a durny babol bez zatrzymania, bez spojrzenia w którakolwiek stronę, bez dania mi najmniejszej szansy na zauważenie co zamierza zrobić, wepchnął wózek na przejście. Ledwie wyhamowałam, ale facet, który grzmotnął mnie w kuper już przepchnął mnie za zebrę. Dobrze, że baba leciała naprawdę szybko z tym wózkiem, to nie walnęłam w nią. Nawet się nie zatrzymała...
Na drodze zdarzają się rzeczy, o jakich nie śniło się filozofom, lepiej dać sobie na wstrzymanie z obwinianiem kogokolwiek.
Ciekawe, co byście powiedziały matce tego dziecka (babol to była babcia albo opiekunka, na matkę za stara), gdyby twierdziła, że należy mnie zabić?
Kiedyś cudem uniknęłam potrącenia kobiety z głębokim wózkiem. Na przejściu dla pieszych. Już widzę, co byście o mnie wypisywały :/
Tylko, że jechałam z przepisową prędkością, trzeźwa (jak zawsze) a durny babol bez zatrzymania, bez spojrzenia w którakolwiek stronę, bez dania mi najmniejszej szansy na zauważenie co zamierza zrobić, wepchnął wózek na przejście. Ledwie wyhamowałam, ale facet, który grzmotnął mnie w kuper już przepchnął mnie za zebrę. Dobrze, że baba leciała naprawdę szybko z tym wózkiem, to nie walnęłam w nią. Nawet się nie zatrzymała...
Na drodze zdarzają się rzeczy, o jakich nie śniło się filozofom, lepiej dać sobie na wstrzymanie z obwinianiem kogokolwiek.
Ciekawe, co byście powiedziały matce tego dziecka (babol to była babcia albo opiekunka, na matkę za stara), gdyby twierdziła, że należy mnie zabić?
Kulka - jest artykuł o tym wypadku, ale nie piszą, że dziecko zmarło http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Wjechal-w-przystanek-i-potracil-trzymiesieczne-dziecko-n43286.html
Dziewczyny czy Was nachodzą czasem takie myśli, że byłybyście w stanie nawet zabić w obronie życia swojego dziecka? Ja stwierdzam, że nie miałabym żadnych skrupułów mimo, że do tej pory zawsze uważałam się za osobę wierzącą...Wyznaję zasadę oko za oko, ząb za ząb i czasem zastanawiam się, czy jestem normalna;) Ale pewnie większość matek tak ma..
HaniaB z tym pęknięciem serca to niestety nie jest takie łatwe...Mojej kuzynki mąż wraz z ich córcią zginęli w wypadku samochodowym i moja kuzynka strasznie to przeżyła i modliła się o to, żeby ktoś tam u góry zabrał ją do siebie razem z nimi, ale niestety to nie takie łatwe jak nam się wydaje. Ona bardzo chciała umrzeć, chciała również aby serce jej pękło itp., ale wierz mi - ono wcale tak łatwo nie pęka i musi pchnąć to życie sama, pogrążona w smutku i żalu :(