Widok
Ten wątek jest doskonały w swej materii. Niektóre Panie nawet nie zdają sobie sprawy z wagi swoich wypowiedzi i jak bardzo to jest istotne dla wielu, którzy ten wątek czytają.
Ale słusznie, wróćmy do meritum, czyli jak matka po rozwodzie ma poradzić sobie z utrzymaniem dziecka - i skąd na to wszystko wziąć pieniądze!
Ale słusznie, wróćmy do meritum, czyli jak matka po rozwodzie ma poradzić sobie z utrzymaniem dziecka - i skąd na to wszystko wziąć pieniądze!
No widzisz Halewicz, najwyraźniej też potrafisz gadać z sensem ;) Ja niestety muszę powiedzieć, że w tych przypadkach, które znam z bliższej obserwacji faceci po odejściu raczej zajmowali się zapewnianiem sobie wygodnego i przyjemnego życia z nową rodziną, niż zabezpieczaniem potrzeb swoich dzieci i byłej żony.
Dobijają mnie też faceci i ich nowe paniusie (nawet takie wypowiadały się w tym wątku), którzy decydują się na kolejne dziecko, a potem wielkie zdziwienie, że kasy nie starcza. I jeżdżenie po byłej, że ona wyciąga alimenty, a przecież oni teraz mają "swoje" dziecko. Jak się bierze partnera z dzieckiem, to trzeba pamiętać, że on to dziecko już zawsze będzie miał i musi być za nie odpowiedzialny. To,że zdecydował się na kolejne, z nową partnerką to już jest jego problem.
Na pocieszenie dodam, że znam też przypadek pazernej byłej ;) Dziewczyna po dosyć krótkim małżeństwie chciała wyciągnąć od faceta alimenty, bo on ją utrzymywał, a przecież nie może jej obniżyć się jakość życia. Przez czas trwania ich małżeństwa ona nie pracowała, ale nie dlatego, że mieli dziecko. Po prostu miała ciekawsze zajęcia :p A rozstali się, bo ona stwierdziła, że "go jednak nie kocha" :P
Dobijają mnie też faceci i ich nowe paniusie (nawet takie wypowiadały się w tym wątku), którzy decydują się na kolejne dziecko, a potem wielkie zdziwienie, że kasy nie starcza. I jeżdżenie po byłej, że ona wyciąga alimenty, a przecież oni teraz mają "swoje" dziecko. Jak się bierze partnera z dzieckiem, to trzeba pamiętać, że on to dziecko już zawsze będzie miał i musi być za nie odpowiedzialny. To,że zdecydował się na kolejne, z nową partnerką to już jest jego problem.
Na pocieszenie dodam, że znam też przypadek pazernej byłej ;) Dziewczyna po dosyć krótkim małżeństwie chciała wyciągnąć od faceta alimenty, bo on ją utrzymywał, a przecież nie może jej obniżyć się jakość życia. Przez czas trwania ich małżeństwa ona nie pracowała, ale nie dlatego, że mieli dziecko. Po prostu miała ciekawsze zajęcia :p A rozstali się, bo ona stwierdziła, że "go jednak nie kocha" :P
To prawda. Kolejny wniosek nasuwa się taki, że posiadanie dziecka wymaga dużej odpowiedzialności, nie tylko emocjonalnej ale przede wszystkim finansowej.
Mężczyzna decydując się na dziecko, musi w swoich rozważaniach brać pod uwagę bezpieczeństwo finansowe rodziny - a gdy podejmuje decyzję o rozstaniu, to powinien zabezpieczyć byt swojego dziecka ale również i żony/partnerki.
Patrząc na to na chłodno i czysto technicznie (dość obcesowe ale zróbmy tak), nikt nikogo do bycia razem zmusić nie może. Natomiast powody rozstania są immanentnie związane z konsekwencjami - jeśli rozstanie jest wynikiem męskich fanaberii (kochanka, sekretarka, młodszy model, etc.), to fanaberia kosztują; nie tylko koszty związane nową, cycatą blondynką i z kolei jej fanaberiami ale przede wszystkim zabezpieczenie tych, których się zostawia; skoro nie emocjonalne (bo to oczywiste), to na pewno finansowe.
Pozostaje jeszcze rozstanie z winy kobiety. W tej sytuacji nie widzę powodu, aby poza zabezpieczeniem bytu dziecka pochylać się nad sytuacją finansową kobiety. Skoro doprowadziła do rozstania, to musi ponieść wszelkie konsekwencje tego kroku.
Prawda, że sprawiedliwe?
Mężczyzna decydując się na dziecko, musi w swoich rozważaniach brać pod uwagę bezpieczeństwo finansowe rodziny - a gdy podejmuje decyzję o rozstaniu, to powinien zabezpieczyć byt swojego dziecka ale również i żony/partnerki.
Patrząc na to na chłodno i czysto technicznie (dość obcesowe ale zróbmy tak), nikt nikogo do bycia razem zmusić nie może. Natomiast powody rozstania są immanentnie związane z konsekwencjami - jeśli rozstanie jest wynikiem męskich fanaberii (kochanka, sekretarka, młodszy model, etc.), to fanaberia kosztują; nie tylko koszty związane nową, cycatą blondynką i z kolei jej fanaberiami ale przede wszystkim zabezpieczenie tych, których się zostawia; skoro nie emocjonalne (bo to oczywiste), to na pewno finansowe.
Pozostaje jeszcze rozstanie z winy kobiety. W tej sytuacji nie widzę powodu, aby poza zabezpieczeniem bytu dziecka pochylać się nad sytuacją finansową kobiety. Skoro doprowadziła do rozstania, to musi ponieść wszelkie konsekwencje tego kroku.
Prawda, że sprawiedliwe?
Oczywiście, że mężczyzna może się zając dzieckiem, jeśli nie wymaga to np karmienia piersią. Sęk w tym, że rzadko się na to decydują. Od razu przyznaję, że mój mąż też tego nie zrobił, ale zwyczajnie nam się to nie opłacało :P Ja już miałam przymusową przerwę z racji tego, że to ja musiałam dziecko urodzić i wykarmić cyckiem. Jakbyśmy się po macierzyńskim wymienili albo równo dzielili obowiązkami, to obydwoje bylibyśmy zawodowo "do tyłu", a tak, to jest tylko jedno. Całościowo jest to dla NAS bardziej korzystne. Ale my podejmujemy te decyzje wspólnie, jako rodzina. Jeśli ludzie się rozstają, to może okazać się, że jedno na tym traci (najczęściej kobieta), bo np bardziej poświęciło się rodzinie, a tego już nikt przy podziale majątku i ustalaniu alimentów nie liczy :/
Cóż, parytety równouprawnienia nie mogą zaingerować w naturę do tego stopnia, aby mężczyzna mógł urodzić dziecko - to po prostu niemożliwe...
Jaki z tego wniosek? Z kobiety nie zrobi się mężczyzny, z mężczyzny kobiety. Ktoś dziecko musi spłodzić, ktoś dziecko musi urodzić - tak nas natura skonstruowała, że ja nie mogę dziecka urodzić, a Ty go spłodzić; chyba że za pomocą probówki.
Idąc dalej, ja dziecka piersią nie wykarmię, co najwyżej butelką ale to niezbyt zdrowe dla dziecka. To cóż można zrobić dla równouprawnienia? Nic. Natury nakazem się nie zmusi.
Biorąc pod uwagę powyższe, kobieta decydująca się na urodzenie dziecka NIE MA INNEGO WYJŚCIA, jak udać się na zwolnienie lekarskie/urlop macierzyński. I jakby nie kombinować w firmie, to nie da się zrobić z biura pokoju dla matki z dzieckiem.
Oczywiście, gdy dziecko ma już parę miesięcy, to mężczyzna może śmiało zająć się dzieckiem i opiekować się naprzemiennie z kobietą.
Czyż nie mam racji?
Jaki z tego wniosek? Z kobiety nie zrobi się mężczyzny, z mężczyzny kobiety. Ktoś dziecko musi spłodzić, ktoś dziecko musi urodzić - tak nas natura skonstruowała, że ja nie mogę dziecka urodzić, a Ty go spłodzić; chyba że za pomocą probówki.
Idąc dalej, ja dziecka piersią nie wykarmię, co najwyżej butelką ale to niezbyt zdrowe dla dziecka. To cóż można zrobić dla równouprawnienia? Nic. Natury nakazem się nie zmusi.
Biorąc pod uwagę powyższe, kobieta decydująca się na urodzenie dziecka NIE MA INNEGO WYJŚCIA, jak udać się na zwolnienie lekarskie/urlop macierzyński. I jakby nie kombinować w firmie, to nie da się zrobić z biura pokoju dla matki z dzieckiem.
Oczywiście, gdy dziecko ma już parę miesięcy, to mężczyzna może śmiało zająć się dzieckiem i opiekować się naprzemiennie z kobietą.
Czyż nie mam racji?
Dobra Halewicz, ja nie twierdzę, że nie ma takich firm, gdzie kobiety zarabiają tyle samo albo więcej niż mężczyźni. Twierdzę tylko, a wiem to z doświadczenia swojego obserwacji innych, że kobieta, która zdecyduje się na dziecko niestety musi, przynajmniej na jakiś czas i w jakimś stopniu, odpuścić karierę zawodową i zarabianie pieniędzy. W moim zawodzie akurat kobiety mogą zarabiać tyle samo, ale to się wiąże np z pracą w godzinach niemożliwych dla matki małego dziecka, bo zamknięte są wtedy żłobki i przedszkola :P Znam dosłownie kilka małżeństw, gdzie kobiety zarabiają więcej, w tym jedna to moi rówieśnicy, ale żadna z tych par nie ma dzieci. Przypadek?
z ciekawością zaczęłam czytać ten wątek, zainteresowało mnie pytanie, które zadała samamama (założycielka wątku). Ale odechciało mi się czytać, bo widzę, że tu same kłótnie i generalizowanie, że jak samotna matka to musi od razu mieć nieokiełznaną chęć zniszczenia eks.
może lepiej poczekam aż ktoś napisze coś na temat...
może lepiej poczekam aż ktoś napisze coś na temat...
Halewicz:
to zacytuj mi np w której wypowiedzi anek wypowiada się pogardliwie o mężczyznach? Napisała chyba z 3 posty więc chyba nietrudno będzie Ci to znaleźć.
Odnośnie wypowiedzi Agathy - tak jak napisała dotyczą one tylko określonego typu mężczyzn.
Czy wg Ciebie normalna kobieta powinna wychwalać pod niebiosa wszystkich mężczyzn na ziemi? Niezależnie jak zachowują się w stosunku do swoich byłych i obecnych kobiet?
Proszę podaj mi choć kilka nazw firm w trójmieście w których kobiety zarabiają tyle samo co mężczyźni (gdy pracują na równorzędnych stanowiskach ) - i nie są to korporacje gdzie z góry ustalone są widełki ...
Dziecko karmi się max do roku, półtora - później już nie powinno być różnicy z którym z rodziców zostaje na zwolnieniu.
to zacytuj mi np w której wypowiedzi anek wypowiada się pogardliwie o mężczyznach? Napisała chyba z 3 posty więc chyba nietrudno będzie Ci to znaleźć.
Odnośnie wypowiedzi Agathy - tak jak napisała dotyczą one tylko określonego typu mężczyzn.
Czy wg Ciebie normalna kobieta powinna wychwalać pod niebiosa wszystkich mężczyzn na ziemi? Niezależnie jak zachowują się w stosunku do swoich byłych i obecnych kobiet?
Proszę podaj mi choć kilka nazw firm w trójmieście w których kobiety zarabiają tyle samo co mężczyźni (gdy pracują na równorzędnych stanowiskach ) - i nie są to korporacje gdzie z góry ustalone są widełki ...
Dziecko karmi się max do roku, półtora - później już nie powinno być różnicy z którym z rodziców zostaje na zwolnieniu.