Widok
Ale rozumiem, że normy PRG, które podajesz muszą być po w pierwszych dniach nowego cyklu? Bo już sie zakręciłam.
Ten cykl miał 19 dni wiec chyba nic w nim nie było tak jak powinno;/
Najbardziej dające do myślenia jest to, że do momentu brania bromka moje cykle były względnie regularne (27-30) a teraz się pokręciło totalnie;/
Ten cykl miał 19 dni wiec chyba nic w nim nie było tak jak powinno;/
Najbardziej dające do myślenia jest to, że do momentu brania bromka moje cykle były względnie regularne (27-30) a teraz się pokręciło totalnie;/
zonka i chyba jednak tak zrobię, Mąż mi też uświadomił, że nie wspomniał mi nic o dzwonieniu przy rozmowie o progesteronie, tylko dopiero wtedy kiedy mówił o ewentualnej ciąży... :)
Olimpio - uwierz mi, że poznanie ciąży u mnie po takim zachowaniu to raczej ciężko by było, bo ja z natury wredzil i złośnik :D
Iwonus, to faktycznie u Ciebie jakieś cudowianki się dzieją :( niefajnie, a może to taka reakcja Twojego organizmu na bromek? Sama nie wiem...
mój B odebrał dzisiaj wyniki mojego prog i aż jestem zaskoczona, wcześniej miałam 19 nmol/l a teraz mam 77.4 nmol/l - szok!! ale ponoć przy stymulowanych owulacjach tak jest, że progesteron dzięki temu lekowi się podnosi :) a ja się zastanawiam nad zrobieniem test dzisiaj, bo w sobotę jedziemy na wesele i wiadomo o co chodzi...
Olimpio - uwierz mi, że poznanie ciąży u mnie po takim zachowaniu to raczej ciężko by było, bo ja z natury wredzil i złośnik :D
Iwonus, to faktycznie u Ciebie jakieś cudowianki się dzieją :( niefajnie, a może to taka reakcja Twojego organizmu na bromek? Sama nie wiem...
mój B odebrał dzisiaj wyniki mojego prog i aż jestem zaskoczona, wcześniej miałam 19 nmol/l a teraz mam 77.4 nmol/l - szok!! ale ponoć przy stymulowanych owulacjach tak jest, że progesteron dzięki temu lekowi się podnosi :) a ja się zastanawiam nad zrobieniem test dzisiaj, bo w sobotę jedziemy na wesele i wiadomo o co chodzi...
iwonus - ja zawsze badałam prg w drugiej fazie cyklu by wiedzieć czy owu była (i tego dotyczy właśnie podana przeze mnie norma). W pierwszej fazie cyklu nie badałam, lekarz nie uznawał tego za potrzebne.
Olesia1986 - bardzo ladny wynik prg :) Ja u siebie widziałam, że zazwyczaj miałam prg wyższy im więcej było pęcherzyków w cyklu. Co do testowania to nie wiem czy miałaś robiony również zastrzyk (ovitrelle), ale jeśli tak to on może fałszować poziomy bhcg chyba do 10-12 dni po podaniu. Należy o tym pamiętać przy wcześniejszym testowaniu.
Olesia1986 - bardzo ladny wynik prg :) Ja u siebie widziałam, że zazwyczaj miałam prg wyższy im więcej było pęcherzyków w cyklu. Co do testowania to nie wiem czy miałaś robiony również zastrzyk (ovitrelle), ale jeśli tak to on może fałszować poziomy bhcg chyba do 10-12 dni po podaniu. Należy o tym pamiętać przy wcześniejszym testowaniu.
malgo - dzięki za pomoc :) tak miałam zastrzyk ovitrelle i nie wiem jak to liczyć, jeśli licząc od dnia po zastrzyku to wczoraj był 9 dzień po zastrzyku a jeśli od dnia zastrzyku 10 d, mimo to test wyszedł negatywny... Dziwne, bo jak czytałam to nawet może fałszować wyniki do 14 d.
Dziewczyny, powiem Wam, że chyba właśnie po tym teście się podłamałam :( liczyłam się, że może być fałszywy, ale żyłabym przynajmniej parę dni nadzieją, a tak d*pa blada :( jest mi źle i smutno... szczerze się przyznam, że wiązałam duże nadzieję z clo... chyba serio zacznę se odpuszczać już... bo już po prostu nie mam sił :/
nawet ostatnio rozmawiałam z moim B o adopcji, już poważnie o niej myślimy (wcześniej była rozmowa, że jak urodzi Nam się dziecko/dzieci - planowaliśmy dwójkę mieć swoich - i je trochę odchowamy, chcielibyśmy się zaopiekować jakąś Kruszynką lub Kruszynkami z domu dziecka), ale na początek rozważamy, aby zaopiekować się dzieckiem tzn. brać je na ferie, weekendy, Święta, wakacje, pomagać w nauce, wspierać je w trudnych sytuacjach, być przy Nim... to jest tak zwana "zaprzyjaźniona rodzina" - a potem zaadoptować to dziecko, wtedy też jest trochę łatwiej, bo dziecko już zna swoich Rodziców, Oni dziecko... Niestety, smutne to jest, ale w Naszej Polsce adopcja jest b. trudna :(
no i tak oto smutnym akcentem zaczynam dzisiejszy dzień :( ach... czy kiedyś będzie dobrze?
Dziewczyny, powiem Wam, że chyba właśnie po tym teście się podłamałam :( liczyłam się, że może być fałszywy, ale żyłabym przynajmniej parę dni nadzieją, a tak d*pa blada :( jest mi źle i smutno... szczerze się przyznam, że wiązałam duże nadzieję z clo... chyba serio zacznę se odpuszczać już... bo już po prostu nie mam sił :/
nawet ostatnio rozmawiałam z moim B o adopcji, już poważnie o niej myślimy (wcześniej była rozmowa, że jak urodzi Nam się dziecko/dzieci - planowaliśmy dwójkę mieć swoich - i je trochę odchowamy, chcielibyśmy się zaopiekować jakąś Kruszynką lub Kruszynkami z domu dziecka), ale na początek rozważamy, aby zaopiekować się dzieckiem tzn. brać je na ferie, weekendy, Święta, wakacje, pomagać w nauce, wspierać je w trudnych sytuacjach, być przy Nim... to jest tak zwana "zaprzyjaźniona rodzina" - a potem zaadoptować to dziecko, wtedy też jest trochę łatwiej, bo dziecko już zna swoich Rodziców, Oni dziecko... Niestety, smutne to jest, ale w Naszej Polsce adopcja jest b. trudna :(
no i tak oto smutnym akcentem zaczynam dzisiejszy dzień :( ach... czy kiedyś będzie dobrze?
Olesia1986 - do wątku zaglądam z doskoku więc nie wiem, który to Twój cykl z CLO. Nie łam się... trzymam kciuki zaciśnięte :). Mnie się udało w 5 cyklu (przy czym jeden cykl był bez owu) i zaczynam 3msc :). Był to cykl, w którym lekarz podjął temat badania hsg, dostałam skierowanie do szpitala i zaczęłam szukać info na ten temat. Jak się okazało niepotrzebnie. Także głowa do góry, będzie dobrze.
Co do bromka i ogólnie prolaktyny. Jeśli zbyt wysoka prl jest jedyną naszą "wadą" to wtedy warto ją zbijać. Jednak w moim przypadku głównym problemem był brak owu i dr powiedział, że jeśli chcę/dobrze toleruję leki (u mnie dostinex) to mogę kontynuować jego przyjmowanie, lecz nie będzie to miał znaczenia co do szans zajścia w ciążę. Odstawiłam, nie czuję różnicy w samopoczuciu czy biorę czy nie. Ponoć ostatnio pojawia się coraz więcej głosów, że prolaktyna nie jest przyczyną problemów z płodnością.
Co do bromka i ogólnie prolaktyny. Jeśli zbyt wysoka prl jest jedyną naszą "wadą" to wtedy warto ją zbijać. Jednak w moim przypadku głównym problemem był brak owu i dr powiedział, że jeśli chcę/dobrze toleruję leki (u mnie dostinex) to mogę kontynuować jego przyjmowanie, lecz nie będzie to miał znaczenia co do szans zajścia w ciążę. Odstawiłam, nie czuję różnicy w samopoczuciu czy biorę czy nie. Ponoć ostatnio pojawia się coraz więcej głosów, że prolaktyna nie jest przyczyną problemów z płodnością.
hej hej melduje sie i ja:-)
jestesmy juz PO:-))
juz opisuje Wam jak to wygladalo u mnie.. otoz podjelismy decyzje,ze w pt jedziemy do szpitala skoro mam skierowanie na patologie, dzieci miejsca nie maja..no to do walizki dopakowalam jeszcze 3 fajne ksiazki kotre wypozyczylam na ostatnich jak sie okazalo nogach w czwartek popoludniu z bliblioteki..
jestesmy w szpitalu,czekamy na swoja kolej na izbie przyjec ginekologicznej..bylo gdzies 9.40 jak mnie poproszono.. zbadano cisnienie i podlaczyli do ktg.. maz mogl siedziec przy mnie i pytam go jak tetna dzieci (bo nie widzialam obrazu ktg) a maz hm..tu jest napisane 145, 153 i 120..a ja ze co? no i przyszla polozna i patrzy na mnie i mowi - a od kiedy pani ma te skurcze? a ja yyyy skurcze? a mam? a ona zdziwiona mowi a co nie czuje ich pani..no czuje ze boli co jakis czas,ale myslalam,ze to normalne pod koniec ciazy bo mnie tak boli od srody a w czw dosc mocno juz na miescie jak bylam..no i ona chwile patrzy na to ktg, maz mowi,ze bedzie skurcz..no i byl.. mowilam zeby mi nie moiwl,wole nie wiedziec.. no i doszly ponad 130.. a ona dzwoni po gin z gory zeby szybko zszedl bo ja za chwile tu im urodze.. i zawiezli mnie do gabinetu na usg i badanie szyjki.. tam musialam poczekac chwilke,ale ta polozna krzyczy,ze ja za chwile urodze (a ja zdziwiona bo przeciez nie boli mocno ..bynajmniej nie tak jak sie spodziewalam..) na usg wyszlo,ze chlopcy (nie powiedzial mi wtedy jakiej plci sa) nie maja kompletnie miejsca juz i ze waza okolo 2700 i 2800.. ale szyjka sie nie skorcila sie i male rozwarcie no i bedzie pani dzisiaj rodzila cc bo dziecko zle ulozone - ryzykwoac nie bedziemy, no chyba,ze na cc sie nie zgadza pani.. co mialam sie nie zgodzic..
ale bylam w takim szoku..przeciez ja przyjechalam na patologie a nie rodzic.. o 10.55 bylam na porodowce, maz ze mna na sali, podlaczona do ktg i mnostwo ludzi wokol nas..a jak sie pani czuje a czy czuje pani skurcze..prosze liczyc co ile.. najpierw co 10-8 minut, potem nagle co 5..jak byly co 3 minuty dosc mocne juz,ale nadal nie takie jakie myslalam..decyzja i papiery do podpisana na cc.. a mi lzy leca po twarzy bo za chwilke ujrze dzieci..
dali mi tlen do nosa i jakis zastrzyk z kroplowka.. mowie,ze musze siku..a polozna,ze cwenik mi zalaza.. no i ten cewnik to chyba bolal najgorzej z tego wszystkiego bo mialam nabrac duzo powietrza w pluca a powiedziano mi to jak krzyknelam..
no i po tym chcialo mi sie siku, chyba robilam ale juz nie czulam..maz mial mnie rozebrac i przelozyc na lozko,ktore nas zawiozlo na sale opaeracyjna..tam normalnie jak w "Lekarzach" sztab ludzi, 2 polozne, anestezjolog, 2 chirurgow- jeden mega przystojny:P, pielegniarki.. i tak,dali mi cos w reke.. kazali usiasc, jedna kobieta mnie przytrzymala a druga miedzy kregami cos sprawdzala i to tyle..poczulam cieplo w prawej..w lewej nodze i juz lezalam..meza wyprosili, zaslonili mi widok brzucha kotarkaa ja zaczynam wymiotowac..co niby jest normalne po znieczuleniu.. i tyle.. za chwile slysze placz Huberta..pokazali mi go na sekunde,zawineli i poszli wazyc,mierzyc..a ja zaryczana..za chwilke przychodzi inna kobieta i daje mi do wycalowania glowke Norberta..i ja znowu w ryk.. a oni mowia do kogos niech tata wejdzie..i maz wszedl, nagral filmik z pierwszych minut zycia chlopcow..porobil fotki, a potem kazali mi chwycic go za szyje (on stal nade mna) i wspolnie z lekarzami przeniesieli mnie na lozko..i jedziemy na sale pooperacyjna.mi kreci sie w glowie..rycze..maz zaryczany..a dzieci za nami..
na sali pooperacyjnej przelozyli mnie, maz dal mi buziaka i go wyprosili..a mnie zostawili z blizniakami..bylam naga jednego mi przylozyli pod jedna pache a drugiego pod druga..bylo mi zimno..okryli nas kocami..i potem ze musialam dostac kroplowki to jednego synka zabrali do wozeczka-lozeczka i wlaczyli mu lampy zeby nie bylo mu zimno a drugi lezal przy piersi cala noc,leciala mi siara a on probowal cos cmokac..
urodzili sie o 13.40 Hubert z waga 2760 i 51cm a Norbert o 13.42 z waga 2510 i 49cm:-)
i mialam je caly czas od pt popoludnia.. przystawiam chlopcow do piersi,ale mam jeszcze malo pokarmu i dokarmiamy ich sztucznym mlekiem, ponadto pobudzam laktacje,sciagajac pokarm i potem ich tym jeszcze karmie..
jestem mega szczesliwa..
no i w pn dzieciaczki mialy zrobione usg glowke, brzuszka, pobrana krew na badanka, waga poszla im w gore po sb i nd spadku..i dostalismy wypis..wiec jestesmy w domku:-))
a jakie sa slodkie;-))
jestesmy juz PO:-))
juz opisuje Wam jak to wygladalo u mnie.. otoz podjelismy decyzje,ze w pt jedziemy do szpitala skoro mam skierowanie na patologie, dzieci miejsca nie maja..no to do walizki dopakowalam jeszcze 3 fajne ksiazki kotre wypozyczylam na ostatnich jak sie okazalo nogach w czwartek popoludniu z bliblioteki..
jestesmy w szpitalu,czekamy na swoja kolej na izbie przyjec ginekologicznej..bylo gdzies 9.40 jak mnie poproszono.. zbadano cisnienie i podlaczyli do ktg.. maz mogl siedziec przy mnie i pytam go jak tetna dzieci (bo nie widzialam obrazu ktg) a maz hm..tu jest napisane 145, 153 i 120..a ja ze co? no i przyszla polozna i patrzy na mnie i mowi - a od kiedy pani ma te skurcze? a ja yyyy skurcze? a mam? a ona zdziwiona mowi a co nie czuje ich pani..no czuje ze boli co jakis czas,ale myslalam,ze to normalne pod koniec ciazy bo mnie tak boli od srody a w czw dosc mocno juz na miescie jak bylam..no i ona chwile patrzy na to ktg, maz mowi,ze bedzie skurcz..no i byl.. mowilam zeby mi nie moiwl,wole nie wiedziec.. no i doszly ponad 130.. a ona dzwoni po gin z gory zeby szybko zszedl bo ja za chwile tu im urodze.. i zawiezli mnie do gabinetu na usg i badanie szyjki.. tam musialam poczekac chwilke,ale ta polozna krzyczy,ze ja za chwile urodze (a ja zdziwiona bo przeciez nie boli mocno ..bynajmniej nie tak jak sie spodziewalam..) na usg wyszlo,ze chlopcy (nie powiedzial mi wtedy jakiej plci sa) nie maja kompletnie miejsca juz i ze waza okolo 2700 i 2800.. ale szyjka sie nie skorcila sie i male rozwarcie no i bedzie pani dzisiaj rodzila cc bo dziecko zle ulozone - ryzykwoac nie bedziemy, no chyba,ze na cc sie nie zgadza pani.. co mialam sie nie zgodzic..
ale bylam w takim szoku..przeciez ja przyjechalam na patologie a nie rodzic.. o 10.55 bylam na porodowce, maz ze mna na sali, podlaczona do ktg i mnostwo ludzi wokol nas..a jak sie pani czuje a czy czuje pani skurcze..prosze liczyc co ile.. najpierw co 10-8 minut, potem nagle co 5..jak byly co 3 minuty dosc mocne juz,ale nadal nie takie jakie myslalam..decyzja i papiery do podpisana na cc.. a mi lzy leca po twarzy bo za chwilke ujrze dzieci..
dali mi tlen do nosa i jakis zastrzyk z kroplowka.. mowie,ze musze siku..a polozna,ze cwenik mi zalaza.. no i ten cewnik to chyba bolal najgorzej z tego wszystkiego bo mialam nabrac duzo powietrza w pluca a powiedziano mi to jak krzyknelam..
no i po tym chcialo mi sie siku, chyba robilam ale juz nie czulam..maz mial mnie rozebrac i przelozyc na lozko,ktore nas zawiozlo na sale opaeracyjna..tam normalnie jak w "Lekarzach" sztab ludzi, 2 polozne, anestezjolog, 2 chirurgow- jeden mega przystojny:P, pielegniarki.. i tak,dali mi cos w reke.. kazali usiasc, jedna kobieta mnie przytrzymala a druga miedzy kregami cos sprawdzala i to tyle..poczulam cieplo w prawej..w lewej nodze i juz lezalam..meza wyprosili, zaslonili mi widok brzucha kotarkaa ja zaczynam wymiotowac..co niby jest normalne po znieczuleniu.. i tyle.. za chwile slysze placz Huberta..pokazali mi go na sekunde,zawineli i poszli wazyc,mierzyc..a ja zaryczana..za chwilke przychodzi inna kobieta i daje mi do wycalowania glowke Norberta..i ja znowu w ryk.. a oni mowia do kogos niech tata wejdzie..i maz wszedl, nagral filmik z pierwszych minut zycia chlopcow..porobil fotki, a potem kazali mi chwycic go za szyje (on stal nade mna) i wspolnie z lekarzami przeniesieli mnie na lozko..i jedziemy na sale pooperacyjna.mi kreci sie w glowie..rycze..maz zaryczany..a dzieci za nami..
na sali pooperacyjnej przelozyli mnie, maz dal mi buziaka i go wyprosili..a mnie zostawili z blizniakami..bylam naga jednego mi przylozyli pod jedna pache a drugiego pod druga..bylo mi zimno..okryli nas kocami..i potem ze musialam dostac kroplowki to jednego synka zabrali do wozeczka-lozeczka i wlaczyli mu lampy zeby nie bylo mu zimno a drugi lezal przy piersi cala noc,leciala mi siara a on probowal cos cmokac..
urodzili sie o 13.40 Hubert z waga 2760 i 51cm a Norbert o 13.42 z waga 2510 i 49cm:-)
i mialam je caly czas od pt popoludnia.. przystawiam chlopcow do piersi,ale mam jeszcze malo pokarmu i dokarmiamy ich sztucznym mlekiem, ponadto pobudzam laktacje,sciagajac pokarm i potem ich tym jeszcze karmie..
jestem mega szczesliwa..
no i w pn dzieciaczki mialy zrobione usg glowke, brzuszka, pobrana krew na badanka, waga poszla im w gore po sb i nd spadku..i dostalismy wypis..wiec jestesmy w domku:-))
a jakie sa slodkie;-))
Boziu, Stokrotko - łzy leciały mi ciurkiem :) gratuluję Ci Twoich Chłopaczków :) i cieszę się, że nie cierpiałaś w bólach i męczarniach, tylko wszystko szybko, pięknie i sprawnie :) oby tak każdy poród wyglądał ;)
Niech Twoje Maluszki chowają się zdrowo a Tobie życzę dużo radości z macierzyństwa! :*
Malga - to był mój 1 cykl z clo, więc ja jestem na początku drogi... ale powiem szczerze, że już mam dość. Ech, nie będę smęcić przy tak radosnych nowinach :)
Stokrotko, ściskam wirtualnie całą Twoją Rodzinkę :)
Niech Twoje Maluszki chowają się zdrowo a Tobie życzę dużo radości z macierzyństwa! :*
Malga - to był mój 1 cykl z clo, więc ja jestem na początku drogi... ale powiem szczerze, że już mam dość. Ech, nie będę smęcić przy tak radosnych nowinach :)
Stokrotko, ściskam wirtualnie całą Twoją Rodzinkę :)
A ja się nie popłakałam:P ale bardzo mocno gratuluję! Cudnie,że chłopcy są już na świecie, a najważniejsze, że są zdrowi:) wszystkiego najlepszego Wam życzę:)
Iwonus jak dla mnie to jednak luteina Cię czeka...więc może niebawem się uda:)
Olesia dużo cierpliwości Ci życzę, bo trzeba jej wiele w walce o dziecko, a jeszcze więcej gdy się ono już pojawi na świecie.. 1 cylk z clo zazwyczaj jest "sprawdzający" więc miałabyś mega farta gdyby się udało.. mi się udało w 6 albo 7... weź się w garść i do przodu.. chyba powinnaś dostać porządnego kopniaka w p..pę żeby się ogarnąć i odnaleźć nowe siły.. za szybko się rozczarowujesz i za szybko masz dość..todopiero 1 cykl z clo daj szansę swojemu organizmowi... trzeba się zebrać w sobie i walczyć.. wiesz, że walka jest ciężka, ale warto.. uda się -musisz w to mocno wierzyć.. wiara czyni cuda!
Iwonus jak dla mnie to jednak luteina Cię czeka...więc może niebawem się uda:)
Olesia dużo cierpliwości Ci życzę, bo trzeba jej wiele w walce o dziecko, a jeszcze więcej gdy się ono już pojawi na świecie.. 1 cylk z clo zazwyczaj jest "sprawdzający" więc miałabyś mega farta gdyby się udało.. mi się udało w 6 albo 7... weź się w garść i do przodu.. chyba powinnaś dostać porządnego kopniaka w p..pę żeby się ogarnąć i odnaleźć nowe siły.. za szybko się rozczarowujesz i za szybko masz dość..todopiero 1 cykl z clo daj szansę swojemu organizmowi... trzeba się zebrać w sobie i walczyć.. wiesz, że walka jest ciężka, ale warto.. uda się -musisz w to mocno wierzyć.. wiara czyni cuda!
Olesia - cc to nie szybko, łatwo i sprawnie.
To poważna operacja. Przecinają Ci skórę, tkanki, nerwy..
jesteś cewnikowana potem pionizacja, szwy ciągną jak jasna cholera.. nie możesz się schylić, żeby porządnie umyć.. odchody poporodowe lecą ciurkiem po nogach, a ty nie możesz ich wytrzeć..
kładziesz się na wysokim łóżku szpitalnym z grymasem bólu i cierpnie ci bok, bo o jego zmianie możesz tylko pomarzyć..
taka jest rzeczywistość.
nie szybka i łatwa..
To poważna operacja. Przecinają Ci skórę, tkanki, nerwy..
jesteś cewnikowana potem pionizacja, szwy ciągną jak jasna cholera.. nie możesz się schylić, żeby porządnie umyć.. odchody poporodowe lecą ciurkiem po nogach, a ty nie możesz ich wytrzeć..
kładziesz się na wysokim łóżku szpitalnym z grymasem bólu i cierpnie ci bok, bo o jego zmianie możesz tylko pomarzyć..
taka jest rzeczywistość.
nie szybka i łatwa..
Bombelkowo - każda z Nas pewne rzeczy przeżywa inaczej. może mojej blizny na jamie brzusznej nie mogę określić, że jest po cc (bo jak wiadomo dzieci nie mam), ale mam taką samą bliznę jak po cc, bo miałam usuwany jajnik a potem jeszcze raz przeciętą tą bliznę, bu musieli mi usuwać krwiaka (byłam jedną nogą na tamtym świecie i mdlałam lekarzom) i powiem tak, nie przeżywałam tego jakoś traumatyczne a jak już Ty opisałaś z tymi odchodami, w ogóle takiej sytuacji nie miałam :) cewnikowanie oczywiście też miałam i jakoś mocno nie cierpiałam - jak ja to mówię nie stwarzajmy problemów gdzie ich nie ma, wszystko jest do przeżycia - oczywiście to jest moje zdanie :D
A jeśli chodzi o ścisłość, to mi raczej nie chodziło o cc - tylko w ogóle o całokształt, Stokrotka poszła do szpitala bo myślała, że idzie na patologię a tu zaraz ma swoje Maleństwa, sama pisała, że nie bolało Ją aż tak bardzo, więc po znieczuleniu tym bardziej nic nie bolało i szybciutko z Maluszkami wyszła... :) bardziej to miałam na myśli, aniżeli cc :)
Ania81 - dzięki za tego kopa wirtualnego :) należał mi się :P i w razie co proszę o takich więcej jak trzeba będzie... :D
A jeśli chodzi o ścisłość, to mi raczej nie chodziło o cc - tylko w ogóle o całokształt, Stokrotka poszła do szpitala bo myślała, że idzie na patologię a tu zaraz ma swoje Maleństwa, sama pisała, że nie bolało Ją aż tak bardzo, więc po znieczuleniu tym bardziej nic nie bolało i szybciutko z Maluszkami wyszła... :) bardziej to miałam na myśli, aniżeli cc :)
Ania81 - dzięki za tego kopa wirtualnego :) należał mi się :P i w razie co proszę o takich więcej jak trzeba będzie... :D
Dziewczyny - tak jak napisala Bombelkowa cc to nie przyjemnosc,ale sadze,ze porod sn tez do przyjemnych nie nalezy..
wstawalam z grymasem bolu i sie z takim kladlam do lozka.. pod prysznic ciezko wejsc (a mi spadlo mydlo i musialam sie jeszcze schylic..a potem spadl mi recznik..:/) ale wszystko jest do przezycia.. kazda z nas tez ma inny prog bolu.. ja sie strasznie balam tych chwil po znieczuleniu jak bede musiala wstac.. i bylo jak napisala Bombelkowa..leci ci po nogach a ty nie mzoesz nic zrobic..kolezanka z pokoju dzwonila po pielegniarke.. ale dalo sie..
dla naszych malenkich skarbow kobieta zniesie wszystko:-))
nie spodziewalam sie,ze dam rade..mialam wieksze wyobrazenie o bolu..i moze dlatego jakos mi latwiej..i jakby mniej bolalo..
dzieci daly nam dzisiaj popis w nocy..w dzien cudnie spaly..po 19 kapiel..a o 00.30 pobudka (zadowlona bylam,ze tak dlugo spali..) no ale nie spali od 00.30 do prawie 4.30.. o 7 Norbert sie obudzil na mleczko..i spia dalej..:-)
a ja jem sniadanko i tez ide sie polozyc chyba..
milego dnia:-)
wstawalam z grymasem bolu i sie z takim kladlam do lozka.. pod prysznic ciezko wejsc (a mi spadlo mydlo i musialam sie jeszcze schylic..a potem spadl mi recznik..:/) ale wszystko jest do przezycia.. kazda z nas tez ma inny prog bolu.. ja sie strasznie balam tych chwil po znieczuleniu jak bede musiala wstac.. i bylo jak napisala Bombelkowa..leci ci po nogach a ty nie mzoesz nic zrobic..kolezanka z pokoju dzwonila po pielegniarke.. ale dalo sie..
dla naszych malenkich skarbow kobieta zniesie wszystko:-))
nie spodziewalam sie,ze dam rade..mialam wieksze wyobrazenie o bolu..i moze dlatego jakos mi latwiej..i jakby mniej bolalo..
dzieci daly nam dzisiaj popis w nocy..w dzien cudnie spaly..po 19 kapiel..a o 00.30 pobudka (zadowlona bylam,ze tak dlugo spali..) no ale nie spali od 00.30 do prawie 4.30.. o 7 Norbert sie obudzil na mleczko..i spia dalej..:-)
a ja jem sniadanko i tez ide sie polozyc chyba..
milego dnia:-)
Stokrotko - ogromne gratulacje! Jak szybko ten czas minął, jeszcze niedawno ogłaszałaś II kreseczki, a teraz masz już maleństwa przy sobie :)
Olesia - nie poddawaj się, mi udało się dopiero w 6 cyklu z clo i już miałam skierowanie na histeroskopię i wskazanie do inseminacji. Wtedy chyba musiałam odpuścić, działaliśmy ale stwierdziłam że naturalnie pewnie i tak nie damy rady. I co? Udało się :) A test robiłam chyba 12 czy 13 dnia po podaniu ovitrelle i kreseczki były bardzo blade. Także nawet jeśli się udało, test mogłaś robić zbyt wcześnie.
Olesia - nie poddawaj się, mi udało się dopiero w 6 cyklu z clo i już miałam skierowanie na histeroskopię i wskazanie do inseminacji. Wtedy chyba musiałam odpuścić, działaliśmy ale stwierdziłam że naturalnie pewnie i tak nie damy rady. I co? Udało się :) A test robiłam chyba 12 czy 13 dnia po podaniu ovitrelle i kreseczki były bardzo blade. Także nawet jeśli się udało, test mogłaś robić zbyt wcześnie.