Widok

Gdzie rodzić w 2014?

Rodzina i dziecko bez ogłoszeń Temat dostępny też na forum:
Z racji wejścia w ostatni trymestr, coraz intensywniej zastanawiamy się nad wyborem szpitala, nasze priorytety to:

1. możliwość wspólnego, nielimitowanego przebywania na sali poporodowej wraz z mężem i dzieckiem
2. zapoznanie się przez personel i uwzględnienie preferencji zawartych w planie porodu (STS, ochrona krocza, decyzja w sprawie szczepień)
3. możliwość pielęgnowania dziecka (przewijania, przebierania) we własnym zakresie, z opcjonalną pomocą pielęgniarki (totalnym absurdem jest dla mnie osobna torba dla dziecka - kto rozporządza tymi rzeczami?)

Które szpitale według Waszej wiedzy spełniają nasze (chyba dość niewygórowane) kryteria?

O porodzie rodzinnym nie wspominam, bo to oczywista oczywistość. Ponieważ to nasze pierwsze dziecko, prawdopodobnie będzie czas żeby dojechać nawet do Białegostoku ;) Ale ograniczmy się do naszego województwa. Nie wymagamy wodotrysków ani hotelu 5*; grunt, żeby personel był miły, uprzejmie i profesjonalny. No i oczywiście w/w punkty 1-3 :) Wszelkie dobre rady i Wasze doświadczenia mile widziane!
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 17
Opinia została zablokowana przez moderatora
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
A czy mógłbyś/mogłabyś rozwinąć i uzasadnić swoją, jakże wartościową wypowiedź? Cenna będzie także informacja w którym szpitalu odrabiasz pańszczyznę.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 5
Na pewno na Klinicznej tata może przebywać na sali poporodowej, jednak nie ma już wstępu na położnictwo (i to zakaz stały) także jeśli chodzi Ci o to abyście mogli być w trójkę bez ograniczeń to w Gdańsku pozostaje tylko Swissmed, niestety ;)
Nie uważam Twoim oczekiwań za wygórowane. To nie średniowiecze, a porodówka to nie sala tortur.
popieram tę opinię 19 nie zgadzam się z tą opinią 2
Dzięki za info z Gdańska. Rozumiem, że w niektórych szpitalach jest taki zakaz i wiem czym jest to spowodowane; tym bardziej będziemy się starali aby być w tych chwilach razem. Swissu jeszcze nie skreśliliśmy, ale póki co szukamy jeszcze w miarę dobrej alternatywy na NFZ.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
Opinia została zablokowana przez moderatora
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Witam,
Ja rodzilam na klinicznej w zeszłym roku i mój partner przebywał ze mną cały czas po porodzie. Przychodzil do mnie codziennie rano i zostawał na cały dzień.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 11
Ja też rodziłam na Klinicznej w ubiegłym roku i istniała możliwość odwiedzin, ale że niektórzy przesadzali i przesiadywali całymi dniami, to z tego powodu wprowadzili zakaz odwiedzin na sali.
popieram tę opinię 15 nie zgadzam się z tą opinią 1
Sądząc po tym, że mieszkasz we wschodniej części Gdańska, to zapewne reprezentujesz wojewódzki albo kliniczną?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Może mógłby się podzielić doświadczeniami ktoś, kto rodził niedawno w Redłowie, Wejherowie, Pucku albo Kartuzach?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Chcesz dobry szpital z dobra opieka i sprzetam to zaspa albo kliniczna . Puck kartuzy wejherowo odpusc i wogole nie bierz pod uwage tym bardziej ze jestes z gdyni
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 7
a ja polecam wejherowo, możesz tam wykupić pokój i być tam razem z mężem aż do wyjścia. Przy pierwszym dziecku to dużo daje. Tylko znieczulenia nie dostaniesz. Na klinicznej też mają 1 za dopłatą ale nie wiem jak z dostępem tam męża, pewnie jest ale nocować to już raczej nie pozwolą.jest tam jednak możliwość znieczulenia.Zastanawiałam się nad kliniczną.

generalnie rodziłam w dwóch szpitalach wejherowie i w swissie i polecam oba, swiss bardziej, ale wejherowo też było ok przez tą możliwość bycia z mężem, bo jedzenie tam koszmarne, psu bym nie dała, obsługi po za wiele nie doświadczyłam ale to może przez to,że miałam pomoc najbliższej osoby i w sumie nie potrzebowałam.
W swissie generalnie bardzo się opiekują,że i mąż niepotrzebny:) ale jak chce być to oczywiście może. Położna w swissie mi się super trafiła i nikt mnie nie ciął, choć może dlatego,że to drugie dziecko
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Rodziłam w Wejherowie (na szczęście już jakiś czas temu) i rzeczywiście jest możliwość pobytu w pojedynczej sali, wtedy jesteś non-stop z mężęm i jeśli chodzi o pkt 3 to sami robicie wszystko przy dziecku.

Ochrona krocza niby jest, ja nie doświadczyłam. Planu porodu nie miałam wiec sie nie wypowiem. Profesjonalistów też nie było- do zszywania dostałam pana, który dopiero na mnie się uczył.

Także jeśli chcesz mieć WSZYSTKO co wymieniłaś w pkt 1-3 plus doświadczony i miły personel to raczej Swissmed Ci zostaje.
Pewnie w państwowym też można dobrze trafić, ale większe szanse masz w prywatnej klinice (tu lekarzy bez doświadczenia nie przyjmują)
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dzięki za pomoc, mamo2x. To są jedyne argumenty, które na ten moment przemawiałyby dla nas za Wejherowem - pokój indywidualny oraz szybki wypis. Odległość (1-1,5 h jazdy) nie ma takiego znaczenia, gorzej, że nie mamy jeszcze namiarów na żadnego lekarza/położną stamtąd, czy nie grozi to przetrzymaniem do II fazy na izbie przyjęć i brakiem dostępności tego naszego przebrzydłego kaprysu w postaci wspólnego pokoju? :) Statystyki rodzićPoLudzku i opinie w necie nie są specjalnie zachwycające, niby nie bierzemy tego mocno pod uwagę, ale zawsze...

Wyposażenie wyposażeniem. Wychodzę z założenia, że jeśli ciąża niepowikłana i poród fizjologiczny, to nie ma sensu patrzeć na stopnie referencyjności i dostęp do najlepszych specjalistów w kraju. Podejrzewam że połowa dzieci rodzi się w domach i szpitalach w małych miejscowościach, trzebaby mieć naprawdę wielkie szczęście, żeby dziecko ze skomplikowanym zagrożeniem życia urodziło się akurat w tym szpitalu, który potrafiłby temu przeciwdziałać na miejscu. Z doświadczeń (na razie tylko cudzych) wynika, że jak mają spieprzyć, to spieprzą wszędzie tak samo. Na plus natomiast zawsze działa życzliwa atmosfera relaksu i dobra komunikacja z personelem. Dlatego pytamy i szukamy dalej z optymistycznym założeniem, że wszystko będzie czysto, miło i pachnąco, no i w miarę możliwości tak, jak sobie to przećwiczymy.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3
Swissmed ma cały potrzebny sprzęt do resuscytacji, mogą prowadzić np terapię antybiotykową, fototerapię.
Poważne powikłania przy porodzie zdarzają się bardzo rzadko, najczęściej w ciążach powikłanych lub porodach wcześniaków, a takich ze względów bezpieczeństwa po prostu nie przyjmują. Nie zwlekają godzinami z cesarką więc ryzyko niedotlenienia płodu również spada.
Jeśli ktoś ma prawidłową ciążę to nie ma co demonizować swissu, jest wiele państwowych szpitali w całej Polsce z takim samym stopniem referencyjności i nieraz z powodu braku dostępności do lepszego szpitala rodzą się w nich chore dzieci, wcześniaki i jakoś nie słychać o masowej umieralności noworodków ;)
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 2
Generalnie zgadzamy się z tym punktem widzenia. Znamy natomiast parę mam, którym spieprzyli tam laktację. Mimo wszystko potencjalne korzyści przewyższają to jedno niewielkie ryzyko. Przydałaby się jakaś sensowna promocja z ich strony żeby ułatwić podjęcie decyzji... ;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3
Ja też polecam Wejherowo rodziłam tam syna i teraz drugiego też zamierzam byłam bardzo zadowolona z opieki i w sumie ze wszystkiego Ja bym się tak bardzo nie nastawiała że pierwszy poród długo trwa mój pierwszy trwał w sumie 30 min :-) ledwo mąż zdążył
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Gosi i innym mamom - dzięki za info! Jeśli to nie tajemnica - miałaś wcześniej prowadzoną ciążę u kogoś stamtąd, czy przyszłaś "z marszu"? Myślę, że jakoś to ogarniemy i będziemy w miarę kontrolować proporcję pozostałego czasu do odległości ;) Tzn. jak już będzie widać główkę to walimy najbliżej gdzie się da (wychodziłoby, że do Redłowa)... ;) Na poród trwający 30 min nie opłaca się chyba wychodzić z domu..? Akurat wystarczy czasu na rozgrzanie piekarnika i sterylizację nożyczek :) Jak myślisz, czemu zawdzięczasz tak szybkie rozwiązanie?
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 6
A Ja w imieniu siostry mogę szczerze polecić szpital w kartuzach.Tak wiem że zaraz wszyscy się sprzeciwią,ale od niedawna oddział jest po dużym remoncie i jest wprowadzonych dużo zmian.Jest czyściutko,schludnie,lekarz-bynajmniej w niedzielę na takiego trafiła moja siostra- jest świetny. sale 2-osobowe,położne bardzo się interesują pacjentkami,są sympatyczne.ja byłam w szoku bo jeszcze niedawno o tym szpitalu miałam tragiczne zdanie. Teraz jest wszystko inaczej.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dzięki za tę opinię i gratuluję siostrzeńca/nicy! :) Cieszę się, że szpital sprostał oczekiwaniom. A jak w praktyce wygląda w Kartuzach kwestia wspólnego przebywania na sali z dzieckiem i mężem? Nie musimy mieć "jedynki", mężowi wystarczy taboret, grunt, żeby nie był to "oddział zamknięty" i oglądanie dziecka przez szybę. Oczywiście nie mówimy o wycieczkach odwiedzających, tylko o najbliższej osobie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To prawda, spotkałam się z negatywnymi opiniami odnośnie ich poradni laktacyjnej.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
3 lata temu rodziłam w Wejherowie i teraz w kwietniu też zamierzam tam rodzić, chociaż mój lekarz pracuje teraz w Redłowie.Poród wspominam bardzo dobrze jak i opiekę mała miała problem z oddechem chyba coś jej zalegało jeszcze w nosku i bez problemu w środku nocy mogłam liczyć na pomoc położnych. Dla mnie plus i to duży że mąż może być z tobą nawet na sali po porodzie.Co do jedzenia to mama mi gotowała obiadki i do szpitala dostarczała :) Niestety jak to w szpitalach bywa nie da się tego jeść :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
sloniki tylko marginalnie przy pierwszym dziecku poród trwa tak szybko. Najczęściej to są godziny, często długie zanim się zrobi rozwarcie, przeważnie rozwierania też się nie przegapi bo "trochę" boli;) Może też się zacząć od wód.
Ja jechałam do wejh. z marszu i dopiero po ok. 7 godz urodziłam od przyjęcia
W normalnym porodzie to trzeba poczekać aż będzie regularnie tak co 5-3 min i jechać.
Drugi miałam już krótszy ale i tak 3,5 godz od przyjęcia do szpitala poszło.
Ale naprawdę to nie jest kichnięcie;)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Słoniki, ja również mogę polecić Wejherowo z wszystkich powodów wymienionych już powyżej.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Spieprzyli laktacje?! zastanow sie co wypisujesz i kto tak naprawde jest odpowiedzialny za laktacje.
a tak na
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 3
Kruszynka, no kto jest odpowiedzialny za laktację?
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
z tą laktacją to w swissie co jedna przychodziła mówiła co innego. jedna,że wybudzać i dawać, druga,żeby dziecka nie budzić, że same się obudzi jak głodne,że dziecko też musi się wyspać po porodzie. Posłuchałam drugą;) Pytały się czy chcę sztucznie, czy dokarmiać. Tam chyba po prostu nie narzucają. W wejherowie to nawet smoczków nie pozwalały wkładać, nacisk na naturalne duży. Ja chciałam karmić więc karmiłam piersią ale takie narzucanie z góry to nie do końca by mi pasowało jakbym nie chciała, można i deprechę załapać jak ci wmawiają,że jak nie karmisz to jesteś wyrodna jakaś, a czasem są problemy spore.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
tak naprawde Dziewczyny to za laktacje odpowiedzialna natura. mozemy byc swietnie przygotowane, bedzie przy nas polozna, a dziecko chce wspolpracowac, a jak nie bedzie pokarmu to i tak nic nie poradzicie. najwazniejsze to nie bac sie pytac i poprosic o pomoc.

mam kilka kolezanek, ktore ostatnio i wczesniej rodzily w trojmieskich szpitalach- zaspa ( czeste zakazenia i antybiotyk), redlowo ( ogolnie ok, chociaz ze znieczuleniem bywa różnie), wojewodzki ( raczej parcie na sn), kliniczna ( studenci i brak mozliwosci odwiedzin) i dlatego wybieramy sie do swiss.

promocja jedynie taka, ze sr u nich kosztuje 400 zl za 2 miesiace i wtedy 5% znizki na poród.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 5
Tę już znamy. Nie rzuca na kolana, chyba, że ktoś już zdecydowany, to wtedy można powiedzieć, że szkoła wychodzi gratis. To znaczy prawie gratis - coś jak szkoła rodzenia z refundacją NFZ. Widać, na brak klientek nie narzekają:) A Ty, Aga, gdzie planujesz rodzić?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
sorry, nie zauważywszy, nie było pytania... :P
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No dobra, może nie spieprzyli, ale też nie pomogli. A jeśli próbowali, to robili to bez specjalnej determinacji i na tyle nieskutecznie, że dzieci od początku do końca były skazane na butelkowe. Nie leci pokarm - butla. Nawał pokarmu - butla. Nie chcę wchodzić w szczegóły, w każdym razie nie są to opinie (nomen omen;) wyssane z palca. Bierzemy poprawkę na to, że z laktacją może być różnie i że każda położna ma swoje teorie; dlatego - jak wspominaliśmy - jest to dla nas mało istotne kryterium przy wyborze porodówki. To jak z tymi promocjami w swissie, Kruszynka - wiesz coś może...? ;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
powiem ci tak mam wyższe wyksztalcenie medyczne choć ginekologiem poloznikiem nie jestem , rodziłam pol roku temu , ciaza ksiazkowa , dziecko zdrowe , tez miałam problem z wyborem szpitala bo opinie rozne choć wybierałam miedzy zaspa a kliniczna dlatego ze tylko te dwa szpitale maja najlepsze zabezpieczenie specjalstyczne , tak samo chciałam być z mezem ,mieć opieke itd. . wybrałam zaspe i jestem bardzo zadowolona . Mialam bardzo dobra opieke zarówno od strony lekarskiej jak i poloznych , panie od laktacji pomagają bardzo ile razy je poprosisz i robia to chętnie , z drugiej strony nikt nie naciska jeśli chcesz karmic butla bo i tak się zdarza. ze szczepionkami swoimi tez nie było problemu . Chcialam rodzic naturalnie ale skonczylo się cesarka ze wzgl. na tętno dziecka. dlatego jak widzisz porody sa nieprzewidywalne . nikt nie czekal z decyzja, nikt mnie nie meczyl, do momentu decyzji o cesarce maz był ze mna . później czekal razem z pediatra i polazna i zakladal dziecku opaski na rece . dziecko jest od razu z toba . po porodzie na zaspie maz nie ma możliwości bycia z toba , na początku tego się obawiałam ale teraz wiem ze to w gruncie rzeczy jest dobre. to jest twój czas , twój i dziecka . poza tym nie blakaja się po oddziale oszołomieni tatusiowie i uznaj to za zalete. pewnie mogłabym się przyczepic do miliona rzeczy ze ktoras pielegniarka miała nie taki kolor wlosow bo lepiej byłoby jej w innym albo ze jedzenie fatalne bo akurat jest fatalne itd. ale to sa zupełnie bez znaczenia bzdety które się totalnie nie licza.
planuje kolejna ciaze i na pewno będę chciała drugi raz rodzic tez na zaspie. w ciągu ostatniego roku rodzily tam tez trzy moje koleżanki , były i cesarki i porody naturalne wszystkie dziewczyny sa zadowolone.
wybierałam miedzy kliniczna a zaspa .
popieram tę opinię 16 nie zgadzam się z tą opinią 5
ja na zaspie rodzilam dwoje dzieci, pierwsze 07.01.2011, drugie 22.11.2013, wiec mam swierze wiadomosci. Polozne mialam super, bardzo mi pomagaly w obu porodach, mam maloplytkowosc i po porodzie kilkakrotnie przychodzili rozni lekarze i polozne zeby sprawdzic czy wszystko jest dobrze z moja krzepliwoscia, bolalo to strasznie, ale jest tylko jeden sposob na sprawdzenie tego czyli gniecenie macicy ktora dostala w tylek podczas porodu, byl bol niesamowity, alecaly czas mieli mnie pod kontrola. bylam strasznie zmeczona po drugim porodzie, nie moglam wstawac bo nawet jak siadalam to prawie mdlalam, polozna na dyzurze(nocnym) sama proponowala mi herbate, zrobila jak i przyniosla, zajela sie malym, ubrala i zmienila pieluche.
ja tez uwazam ze warto byc samemu z malym a do meza wychodzic do sali odwiedzin, to jest czas zebyscie sie z maluchem poznali, spedzili czas tylko we dwoje, jak czegos nie umiesz to polozne nawet w srodku nocy pomagaja, ja juz doswiadczona nie mialam problemu, ale byla ze mna dziewczyna ktora kompnetnie nic nie umiala, polozne przychodzily za kazdym razem gdy ich potrzebowala.
ja karmilam butla bo nie mialam doslownie nic w cyckach, nikt mnie nie traktowal jak jakas gorsza, wrecz przeciwnie, wspieraly mowiac zeby przystawiac chociaz na chwilke zeby piersi juz poczuly ze maly jest na zewnatrz i potrzebuje jedzenia. z czystym sercem polecam zaspe, ja nie zastanawialam sie nad zadnym innym szpitalem, chcialam tylko tam.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 4
Nie mój lekarz nie pracował z Wejherowie tak poszłam z marszu chodziłam tam na szkołę rodzenia a czemu zawdzięczam tak szybki poród nie wiem bolało jak...ale takie emocję adrenalina i szczęście, że ten ból jakoś się rozmywa teraz też mam nadzieję, że pójdzie szybko i zdążę do szpitala tego się trochę boję
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Justyna, a tata to jakiś rodzic drugiej kategorii? Nie ma prawa na poznanie własnego dziecka zaraz po porodzie? Ja rodziłam na Klinicznej zanim był zakaz odwiedzin i uważam, że możliwość bycia z dzieckiem od chwili narodzin jest ogromnie ważna. Byliśmy w szpitalu tydzień i dzięki temu, że tata mógł brać czynny udział w opiece nad małą, w domu hulał aż miło :) Nocne wstawanie, kąpiele, zmiana pieluchy - to wszystko było dla niego zupełnie naturalne.
popieram tę opinię 17 nie zgadzam się z tą opinią 8
no to jak kliniczna tak zrobiła to dla mnie pozostaje tylko wejherowo ale wtedy trzeba się liczyć obecnie z brakiem znieczulenia co też jest paranoją, czyli w tym momencie chyba ponownie zawitałabym do swissu.

Dla faceta też te pierwsze dni są ważne, żeby potem wiedzieć co robić. Kobieta jedynie karmić musi sama(jeżeli się decyduje) a resztę wszystko powinien również robić facet. Razem uczyć się dziecka to super sprawa i bezcenny czas.

Przy kolejnym dziecku jest inaczej,łatwiej ale przy pierwszym chyba bym dostała deprechy gdybym była sama
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 3
Dziewczyny a czy na zaspie dają znieczulenie? czy taka opcja tulko na klinicznej?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
nie ma zzo na Zaspie, jedynie gaz i farmakologia, można też ponoć używać TENSa.
w ogóle tam teraz podobno zawirowania jakieś przez to, że łączą się z Kopernikiem, nie działa poradnia laktacyjna i w ogóle nikt nie wie jak to teraz będzie.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Potwierdzam, w Wejherowie jest straszny nacisk na karmienie naturalne. Zakaz używania smoczków uspokajaczy plus zakaz noszenia majtek przez położnice ;) to już drobiazgi...

Natomiast tak całkiem serio, to jeśli nie masz pokarmu, noszą mleko w strzykawce i nie marudzą.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
@gosia24: Trzymamy kciuki żeby było równie bezproblemowo jak za pierwszym razem. Będziemy jakieś 5 tygodni po Was, zobaczymy tylko jeszcze gdzie... ;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
@bambosz - dobrze wiedzieć. To wszystko nam pasuje. Skoro już wiemy, że Wejherowo prorodzinne, to możemy jeszcze trochę podpytać Cię o personel - położne w miarę pomocne? Lekarze kompetentni? Czytaliśmy kilka skrajnie negatywnych opinii, choć bierzemy na nie poprawkę, bo jednak zdecydowanie przeważają te pozytywne, zwłaszcza od tych, którzy byli razem. Wiadomo, że to zawsze trochę loteria na kogo się trafi, ale w statystykach "Rodzić po ludzku" niestety też nie brylują. Wiadomo, że do porodu jest położna i od czasu do czasu lekarz dyżurny - kto się nawinie. W praktyce oczekujemy głównie kumatej położnej i równego zszycia, albo jeszcze chętniej - braku konieczności szycia. No i żeby rozmawiano z nami jak z ludźmi, bez protekcjonalizmu czy wywierania presji. Generalnie jesteśmy kulturalnymi, uprzejmymi i w miarę bezproblemowymi ludźmi ale niestety jesteśmy strasznie wyczuleni na chamstwo, może właśnie dlatego zależy nam nie tyle na obecności najlepszych specjalistów, co osób o życzliwym nastawieniu i łagodnym usposobieniu (oczywiście nie chodzi o jakieś nadskakiwanie co 10 minut, tylko o czysto ludzkie odruchy - informowanie o przebiegu akcji i podejmowanych ingerencjach, brak komentarzy w stylu "nie ty pierwsza, nie ostatnia" albo "wszystko będzie w wypisie", bo wtedy nie ręczę za Słonika ;). Czy w Wejherowie urodzimy po ludzku, czy lepiej zacząć odkładać na swissa? ;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Słoniki, jeśli mogę ci coś doradzić, to chodź w tym ostatnim trymestrze na prywatne wizyty do ordynatora oddziału dra Krzysztofa Maciejewskiego (ma 2 gabinety w Gdyni, wizyta 150 PLN), a wtedy na pewno nie będziesz się musiała niczym martwić. :)

Personel i na oddziale patologii ciąży i na porodówce b. pomocny i miły, lekko nawiedzona pani doradca laktacyjny (ale to są naprawdę 2 dni, więc można zatkać uszy, jeśli się chce), lekarki dyżurne robiły, co mogły, nikt się nie op**przał, tylko wszyscy pracowali i robili co do nich należy. Nawet obchody, choć za każdym razem była to cała procesja, były prowadzone w atmosferze szacunku dla pacjentek.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
@kruszynka - dzięki za Twoją relację. Na co dzień jesteśmy dość normalnymi ludźmi i nie mamy w zwyczaju robić problemów z koloru włosów pielęgniarki, konsystencji jedzenia itp. Nie mamy natomiast specjalnego ciśnienia na zabezpieczenie medyczne, właśnie tym bardziej, że poród jest nieprzewidywalny i najprawdopodobniej nie będziemy mieli żadnego wpływu na jego przebieg i na całą masę innych rzeczy (kto akurat będzie na dyżurze, ile będzie tego dnia rodzących, jaka będzie dostępność sprzętu, kolor włosów pielęgniarki ;) itd.). Gdybyśmy mieli zabezpieczać się na najgorsze, pewnie rezerwowalibyśmy sobie już łóżko w centrum zdrowia matki i dziecka (czy gdzie tam teraz jest najlepsza porodówka w kraju). Twój głos jest dla nas jakby potwierdzeniem dobrej opinii o Zaspie, którą często słyszymy; zwłaszcza od osób związanych ze środowiskiem medycznym. Oczywiście zabezpieczenie medyczne jest w jakimś tam sensie ważne (dlatego rodzimy jednak w szpitalu, a nie w domu:) ale z drugiej strony od początku ciąży słyszymy ze wszystkich stron, że ciąża to nie choroba, a poród powinien być fizjologiczny z minimum ingerencji, dlatego wychodzimy z optymistycznego założenia, że wszystko pójdzie dobrze i będziemy mieli ten luksus, żeby skupić się na naszych głównych priorytetach. Nie bardzo wyobrażam sobie, jak można nie być razem w tych pierwszych dniach? Jaki sens ma poród rodzinny, jeśli tatuś jest tylko po to, żeby dostać zaraz buzi na do widzenia, a potem już może zachlać pałę z kolegami. Nie po to w małżeństwie wszystko robimy razem, zwłaszcza teraz, w ciąży, żeby izolować się w tych pierwszych dwóch-trzech dobach. No chyba, że jakiś tatuś nie bardzo się czuje na siłach, czy też nie bardzo jest zainteresowany takim wydarzeniem jak narodziny dziecka... Wtedy rzeczywiście lepiej, żeby w ogóle go nie było w szpitalu. Rozumiem, że z punktu widzenia szpitala obecność osób z zewnątrz zawsze jest problematyczna, wiadomo - mniejsza sterylność na oddziale, kolejne osoby od "zawracania głowy" i od patrzenia na ręce. Ale skoro na co dzień odbywają się dużo bardziej karkołomne odwiedziny (choćby taki rodzinny poród), to dlaczego nie wprowadzić takiej możliwości także dla tej części rodzin, które akurat sobie tego życzą? Zwłaszcza na oddziałach, które mają duży przemiał i pielęgniarki nie mają czasu doglądać każdej położnicy, byłaby to spora ulga dla personelu. Usługi medyczne działają jak działają, nie musimy się czarować że jest doskonale. W takiej sytuacji dobrze mieć pod ręką kogoś, kto przypilnuje czy przewinie dziecko, zrobi herbatę, pomoże wstać do łazienki, zareaguje jeśli kroplówka nie leci itd. Znowu - nie są to zachcianki wyssane z palca, tylko niestety doświadczenia licznych pobytów najbliższych osób w różnych szpitalach w naszym województwie (przyznaję, Zaspa pod tym względem od jakiegoś czasu wybija się na plus; zobaczymy, jak to będzie po fuzji z kopernikiem). Na ten moment wydaje nam się, że obecność bliskiej osoby może dać więcej korzyści, niż opieka nawet najlepszego profesora, który dla zwykłego śmiertelnika jest dostępny tylko na obchodzie. Bądź co bądź, każdy pacjent ma prawo do obecności wybranej osoby, kwestia tylko aby zapewnione były do tego warunki (higiena, prywatność innych pacjentów). Nie ma sensu wdawać się w grubszą polemikę, percepcja pacjenta i osoby związanej z usługami medycznymi to dwa różne światy (a może nawet trzy, jeśli brać pod uwagę ustawodawców), przerabiam to na co dzień także w szerszym rodzinnym kręgu. Wierzę Ci, że warto rodzić na Zaspie, znam wiele osób, które pobierało tam różne usługi medyczne i wszyscy byli zadowoleni z jakości świadczeń i z opieki personelu. Wszystko przebiega tam profesjonalnie i nie ma żadnej "lipy"; pewnie z tego też powodu nie ma też żadnej możliwości dopłat za pokoje rodzinne na oddziale położniczym; doceniam taką politykę i konsekwencję. Z drugiej strony jednak trudno nam sobie wyobrazić naszą separację w tych pierwszych godzinach życia dziecka; gdyby Zaspa otworzyła się w jakimś stopniu na (tych mniej oszołomionych) tatusiów, prawdopodobnie byłby to nasz faworyt.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 9
ciekawi mnie czy na klinicznej jak się zapłaci za ten pokój to tam mąż może być czy też nie?
W wejherowie też jest jakieś ryzyko,że pokoje będą zajęte. Ja miałam szczęście, trafił mi się nawet anastazjolog więc miałam w wejherowie znieczulenie(nie umawiałam się, myślałam,że nie będę brać ale w praniu wyszło inaczej) choć teraz ponoć się nie da.
Dlaczego wszystko cofa się zamiast iść do przodu. Wiem, bo mam rodzinę w wa-wie,że tam wszędzie jest możliwość znieczulenia.
Ja też nie patrzyłam na zaplecze, bo np. znajomej córkę i tak z klinicznej przetransportowali do innego szpitala poza trójmiastem, a niby wszystko mają. Nie mają, bo każdy szpital się w czymś innym tam specjalizuje.Patrzyłam też na pobyt męża (tylko męża bo nikogo z rodziny nie chciałam) Bardzo mi pomógł i opiekował się kiedy czułam się fatalnie po pierwszym, nie mogłam siedzieć, wszystko mnie bolało bo poród dość ciężki.Intymność też jest ważna, więc kameralność. jakby nie patrzeć teraz to wszystko tylko w swissie jest. Tylko koszmarna kasa ale ja nie żałuję. I tak naprawdę to tak się dobrze tam czułam,że męża chciałam wygonić;) no ale on chciał ze mną zostać.
Rozmawiałam w swissie z pielęgniarką i większość pacjentek tam to po traumach z innych szpitali przychodzi.
Tak w zasadzie to nie rozumiem czemu w innych szpitalach nie może być tak jak w swissmedzie, naprawdę nie da się tego zrobić? Wygląd porodówek się zmienia na plus ale personel....i inne detale...
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 2
"Nie bardzo wyobrażam sobie, jak można nie być razem w tych pierwszych dniach? Jaki sens ma poród rodzinny, jeśli tatuś jest tylko po to, żeby dostać zaraz buzi na do widzenia, a potem już może zachlać pałę z kolegami. Nie po to w małżeństwie wszystko robimy razem, zwłaszcza teraz, w ciąży, żeby izolować się w tych pierwszych dwóch-trzech dobach. No chyba, że jakiś tatuś nie bardzo się czuje na siłach, czy też nie bardzo jest zainteresowany takim wydarzeniem jak narodziny dziecka... Wtedy rzeczywiście lepiej, żeby w ogóle go nie było w szpitalu."

dokładnie, dlaczego ma być to czas tylko dla mamy i dziecka, a ojciec won?
popieram tę opinię 16 nie zgadzam się z tą opinią 7
witam, rodziłam na klinicznej w grudniu 2013, więc mam w miarę świeże info.

1. na sali poporodowej można przebywać z mężem, jednak nie jest to czas nielimitowany - według standardów opieki okołoporodowej są to 2 godziny, nas jednak trzymali tam krócej, bo dwie godziny od urodzenia się dziecka, czyli łącznie z zszyciem krocza i wszystkimi zabiegami w okół dziecka. nie ukrywam, że trochę się tym zawiodłam.

na sali położniczej zaś mąż nie może być przy tobie ani nikt inny. odwiedziny tylko w pokoju odwiedzin. rozumiem wszystkie kobiety, które za tym oponują. po części się z tym zgadzam. miałyśmy spokój, intymność, nie krępowałyśmy się przy obcych odsłonić piersi do karmienia itd. ale kiedy przywieziono mnie na salę położnic z dzieckiem na rękach (to moje pierwsze) nie wiedziałam jak mam się ogarnąć. dziecko płakało, więc je tuliłam i uspokajałam. dosyć mocno krwawiłam i wystarczyło 5 min i już miałam poplamione prześcieradło, bo położono mnie na takich jednorazowych prześcieradłach z sali poporodowej, które od razu przeciekły. torbę miałam daleko i ciężko było mi do niej sięgnąć, tym bardziej że szwy ciągnęły... jedną ręką się rozpakowywałam drugą uspokajałam dziecko...
dopiero jak przyszła babka dać córce witaminę, to ją przewinęła a ja skorzystałam z okazji i się przebrałam w czystą koszulę, założyłam sobie jednorazowe majtki, czyste podpaski i podkłady na łóżko... nie mówiąc o tym, że nikt nie zaproponował, że mogę się wykąpać po porodzie z pomocą męża choć lekarz co zszywała krocze o tym wspominała). byłam więc brudna spocona, nieogarnięta. naprawdę przydałaby mi się ta pomoc męża, choć przez godzinę na sali położnic, aby mnie rozpakować, i abym mogła się umyć i przebrać normalnie.

2. myślę, że personel uwzględni wszystkie twoje wymagania co do samego porodu. na nacięcie krocza, szczepienia musisz wyrazić pisemną zgodę. położna na samym początku pytała się o krocze, to powiedziałam, że wolałabym je ochronić, ale zgodę podpisałam. pytałam się w jaki sposób dbałam o krocze podczas ciąży (piłka, masaż itp) i stwierdziła, że przy pierwszej ciąży większość kobiet pęka. po porodzie położono mi córkę na piersiach, trwało to może góra 5 min.

3. pielęgnacja noworodka - wszystko robisz sama, nikt nie ingeruje w twoje poczynania. to jakich używasz pieluch, maści na odparzenia, jak ubierasz dziecko czy w jaki sposób dbasz o pępek - twoja sprawa. to czy dziecko wykapać się ciebie pytają.
jeśli chodzi o osobną torbę dla dziecka - nie jest ona po to, aby ktoś ją zabrał i sam zajmował się dzieckiem, źle zrozumiałaś. po prostu tak sugerowane jest spakowanie toreb do szpitala tylko i wyłącznie aby tobie było wygodniej (jedna torba - twoje rzeczy, druga - dziecka).

ja wybrałam kliniczną, ponieważ tam była możliwość uzyskania zzo. i całe szczęście dostałam. porodówkę oceniam super - lekarze, położne, pielęgniarki. nie mam zastrzeżeń. no może do tego, że nikt się tam nie przedstawiał. rodziłam w sumie 11 godzin, więc trochę ludzi się przewinęło i nigdy nie wiedziałam kto jest kim.

sala położnicza - też ok. jeden mankament to te pierwsze godziny na oddziale, byłam zupełnie sama. teraz wiem, że trzebabyło wcisnąć przycisk i poprosić położna o pomoc. albo oddać dziecko na noworodkowy na godzinę i pójść się wykąpać. ale kto wiedział?

położne generalnie bardzo miłe, oddział noworodkowy super. panie od laktacji trochę ściema - bardziej swoim studentom pomocne (z którymi chodziły) niż położnicom. chodziły i sutki wykręcały zapewniając że mam pokarm, a na faktyczny problem nie uzyskiwałam odpowiedzi. tylko pani Bogusia Kiełbratowska - spokojna, miała czas wysłuchać i pomóc.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dla mnie przerażające jest to, że autorka wątku nie stawia wielkich wymagań. A tak na prawdę, żaden szpital w 3mieści (no może po swissem) nie spełnia takich oczekiwań. Dla mnie bliskość mojego męża jest najważniejsza, bardzo boję się porodu, zwłaszcza, że nawet pobranie krwi to dla mnie trauma. Mamy XXi wiek, wszystko idzie z duchem czasu, a porody jakby się zatrzymały w miejscu. Mam koleżanki położne, nawet same one przyznają, że personel pozostawia wiele do życzenia, choć o problemach ich pracy, to osoby wątek można by pisać.
popieram tę opinię 14 nie zgadzam się z tą opinią 8
@mama2x - jeśli mogę spytać - czego zabrakło Ci w Wejherowie, że za drugim dzieciątkiem wybrałaś Swissmed?

Tak teoretycznie, to dzisiaj już nie istnieje "służba zdrowia", wszędzie mamy usługi medyczne, czyli klient płaci (na ZUS, ale zawsze), klient wymaga. Na pewno nie po to świadomie i aktywnie przygotowujemy się do porodu żeby leżeć plackiem, a potem przez kilka miesięcy lizać rany i wychodzić z traumy.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
Rodziłam w Redłowie 5 lat temu i pomimo nie najlepszej opinii tego szpitala - nie dam złego słowa powiedzieć. Porodówka to pokój jednoosobowy z łazienką - prysznic, wanna w standardzie. Mąż był przy porodzie. Pielęgniarki przemiłe, no jedynie pani położna miała chyba gorszy dzień - ale cóż każdemu się może zdarzyć. Nie mogłam urodzić, traciłam siły - podano oksytocynę na życzenie. Zszywał mnie starszy, doświadczony lekarz. Od przyjęcia do szpitala urodziłam po 3,5 godz. Chciałabym nadmienić, że nie miałam tam znajomego lekarza, pielęgniarki czy opłaconej położnej. Na sali poporodowej leżałam sama, dopiero w dniu mojego wypisania dołączyła młoda mama po porodzie. Pani z poradni laktacyjnej traktowała mnie jak przyjaciółkę - wszystko wytłumaczyła z ogromnym spokojem, wyrozumiałością i cierpliwością. Myślę, że obecność męża na sali poporodowej jest naprawdę zbędna - pielęgniarki są "pod ręką" i w razie potrzeby pomogą, po co inne młode mamy mają się krępować obecnością faceta. Już 5 lat temu stosowano system rooming-in - więc jak dla mnie szpital na 6 !!!
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
A tak z ciekawości - rodziła któraś z Was w Trójmieście "poza łóżkiem"? Na stojąco, klęcząco, w kucki? Kiedyś był taki temat i z tego co babki pisały, to w każdym jednym szpitalu trójmiejskim każą pod koniec pakować się na łóżko. Mamy prawnie zagwarantowaną możliwość rodzenia w takiej pozycji, w jakiej nam wygodnie, a mało kto ma ochotę walczyć z personelem w trakcie porodu. Może coś się zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat?
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 1
jeszcze w swissmedzie przebiorą ci dziecko, właściwie niewiele musisz robić sama, w razie czego to i na noc zabiorą.Nie trzeba też mieć ciuszków, jedynie na wyjście, wszystko tam mają.
Na początku naprawdę człowiek się boi,że coś złamie. Dziecko ma takie małe ściśnięte patylki, nie łatwo się ubiera.
Pamiętam jak w wejherowie zaczęliśmy przebierać małego i ja i mąż za bardzo nie wiedzieliśmy jak się za to zabrać, bo te rączki przyciśnięte do siebie i tak ostrożnie bo baliśmy się,no i przyszła położna i pierwsze co to złapała małego rach ciach ubrała, pokazała jak no i chyba z nas ubaw miała ale potem już łatwiej było :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeśli chodzi o obecność męża po porodzie to oprócz swissu, żaden szpital tego nie zapewnia, oprócz wykupionej sali. Poród rodzinny to czas porodu a nie dwie, trzy doby po.
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 0
sloniki w wejherowie nia dają już zzo, a to dla mnie ważne rodzić bez bólu(oczywiście zupełnie się nie da ale dużą ulgę daje zzo), swiss miałam blisko, bo jestem z gdańska, no i chciałam już bez stresu czy będzie pokoik czy nie. Sam poród i dochodzenie do siebie w wejherowie było koszmarne. Gdyby nie mąż to chyba bym się nabawiła ostrej depresji. Nie mogłam siedzieć przez mega ranę( miałam próżnociąg) wymiotowałam, hormony mi buzowały. Jednak stres nie pomaga, dużo łatwiej się rodzi kiedy ma się w okół spokój i czuje się bezpiecznie. Poród miałam lajtowy w swissie.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
wejherowo zapewnia
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
czyli jak mam rozumieć oprócz Swissmedu nigdzie nie może przyjść do nas partner ? :) no cudownie -dziękujemy paniom po porodzie ,któe paniom przed uniemożliwiły swoim zachowaniem przebywanie z tatusiami dziecka-no dziękuje bardzo! a nie łatwiej było zapierniczać na zaspe albo do wojewódzkiego jak się krępowałyście ? kraj egoistek i zapatrzonych w siebie lalek... nie stać mnie na Swissmed a chce aby mąż był ze mną po porodzie i na następny dzień też przyszedł i zajał się torbami - to co mam w domu urodzić ? mądre matki polki...ciekawe ile z tych narzekających jak widziało swojego męża to podskakiwało z radości że przyszedł ? szkoda że ja takiej możliwości nie będę mieć. dziękuje dowidzenia.
popieram tę opinię 17 nie zgadzam się z tą opinią 26
Ty się tak nie nerwuj bo w depresje przedporodową popadniesz.|Straszne rzeczy, mąż nie będzie współcierpiał na sali wraz z tobą i nie będzie za rękę trzymał bo tylko to może robić.Przy takim maluchu nie ma co robić bo śpi na okrągło a jak mama naprawdę się źle czuje to pielegniarki pomagają przynajmniej tak jest na Zaspie.Ja miałam cc i przeżyłam bez męża ty też dasz radę,gorsze rzeczy jeszcze cię pewnie czekają po powrocie do domu z maleństwem niż 3 doby bez męża.
popieram tę opinię 15 nie zgadzam się z tą opinią 15
to sporo musialo być jak nazywasz je "egoistek" skoro aż szpital zareagował i zrezygnował z odwiedzin...czyli jakby większośc wybiera intymność.
Rozumiem, że Ty z tych otwartych kobiet, myślisz o innych i wszyscy studenci będą Cię badać i szyć itp bo muszą się na kimś uczyć a egoizm jakikolwiek jest ci daleki....
popieram tę opinię 13 nie zgadzam się z tą opinią 9
Jednak myślę, że mąż może bardzo dużo pomóc. Możesz się spokojnie przespać, pójść pod prysznic i nie musisz prosi innych kobiet z sali, bo na położna to raczej nie można liczy. Moja przyjaciółka leżała sama na 2 osobowej sali przez dobę i niestety nawet się umyć nie mogła , bo położne nie miały czasu zajmować się jej dzieckiem - zresztą usłyszała "co z Pani za matka, że nie daje sobie rady, a w domu kto Pani pomoże" po czym wyszła, a ona biedna cała dobę bez mycia po porodzie, aż do momentu przyjścia współlokatorki.
Zresztą uważam, że ojciec lepiej zajmie się dzidziusiem, będzie troskliwy i opiekuńczy a położna?? dla niej to kolejny dzieciak nie będzie się nim troskliwie zajmowała.
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 9
Ja jakoś nie miałam problemu z pójściem pod prysznic a też leżałam na 2 osobowej sali ,jak jedna szła pod prysznic druga zerkała na dziecko.Nie wiem jak można się zajmować śpiącym dzieckiem ,nie wiem jak bym mogła spać spokojnie z całą chordą odwiedzających na sali.
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 10
W Wejherowie może być z tobą maż chyba ze coś się zmieniło?
Dziewczyny dajcie sobie juz spokój z tym czy lepiej odwiedziny na sali czy nie. To już naprawdę staje sie nudne.
Każdy zrobi jak chce ,a o swissmedzie to napiszcie najpierw jaki to koszt (z tego co słyszałam to 6000 tyś) niestety nie każdego stać. Jestem przed drugim porodem i na pewno było by mi szkoda wydać tyle kasy na poród.Lepiej inaczej spożytkować te pieniądze. Ale to jest moje zdanie.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 2
W Swissie 6000 zł na cesarkę (miałam w 12.2012) ale można rozłożyć ten koszt na 3 raty z czego skorzystałam, wtedy już nie robi się z tego taka ogromna suma, której nie można unieść. A komfort, szczególnie psychiczny jest ważny. Zdrowia dziecka i mojego nie da się przeliczyć. Syn miał ułożenie stópkowe, w gabinecie lekarskim usłyszałam,że jest to wskazanie do cesarki i dostane takie zalecenie, ale ostatecznie to lekarz w szpitalu oceni jak mam rodzić - na takie rozwiązanie nie chciałam się zgodzić, ani tym bardziej dawać łapówek w państwowym szpitalu. Bałam się,że próba porodu naturalnego przy takim ułożeniu dziecka może skończyć się tragicznie (patrz przypadki powikłań bądź śmierci dzieci które przewijają się przez media co chwilę).
Swiss wybrałam więc ze względu na brak problemów z cesarką, ale samym pobytem również jestem zachwycona - od współpracy z lekarzami i położnymi po jedzenie - wszystko extra, brakowało jedynie masażysty do wymasowania pleców obolałych od siedzenia w łóżku :D Nie planuję już dzieci, ale gdybym miała jeszcze rodzić to tylko tam.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 2
Coś jest na rzeczy, skoro szpital sam z siebie zrezygnował z możliwości odwiedzin. Musiało być dużo więcej niezadowolonych z takich odwiedzin niż zwolenniczek. Sam szpital też swe zasady nie zmienił chętnie, bo personel wolał, by przy mamie i noworodku był ktoś do pomocy z rodziny a nie biegać na zawołanie świeżych mamuś. Wiem, bo sama leżałam na patologii ciąży, jedną dobę na porodówce na próbie oksytocynowej (ale nie urodziłam tam) i mam świetnego lekarza prowadzącego pracującego właśnie na Klinicznej. Personel był zwolennikiem odwiedzin przy łóżku ale widać zbyt dużo było kobiet niezadowolonych z tego rozwiązania, że to zostało zmienione. Skoro było ich dużo więcej, to czy one są egoistkami, czy ta garstka, która chciała by ciągle ktoś przy niej siedział? Poza tym nie zawsze można sobie wybrać szpital, tak jak tu napisała autorka wątku i pojechać n. na Zaspę, gdzie nie ma odwiedzin. Czasami może nie być zwyczajnie miejsc a poza tym mam z cukrzyca ciążową kierują od razu na Kliniczną - tak mi powiedział ordynator z Zaspy. Ja nie chcę oceniać jednych czy drugich kobiet, ale obecność obcego faceta siedzącego w sali przez pół dnia może krępować inne pacjentki, kiedy trzeba dziecko nakarmić, kiedy trzeba podkład zmienić. Odwiedziny osoby z zewnątrz to nie tylko zapewnienie pomocy tej konkretnej mamie, to też naruszenie intymności, czasami wywołanie zażenowania tych babek, które leżą obok. Dlatego też nie zdecydowałam się na poród na Klinicznej. Właśnie ze względu na te odwiedziny pojechałam do innego szpitala. Powiedziałam to nawet prof. Preisowi, bo mnie pytał o powody, dla których nie chciałam tam urodzić. Uważam, że każdy ma prawo do własnego zdania.
popieram tę opinię 16 nie zgadzam się z tą opinią 2
A jak dziewczyny oceniacie Redłowo?

Co do odwiedzin, to uważam, że całą rodzina to przesada, ale można by było wybrać (podać) jedną osobę, która może nas odwiedzać np. mąż czy siostra. Na wypadek sytuacji, kiedy się okaże, że kobieta nie jest w stanie po porodzie pójść do łazienki.... a różnie może się zdarzyć.

Poród jeszcze przede mną, ale już się powoli chcę nastawić psychicznie. Myślę o Redłowie lub Wejherowie. Czy macie jakieś doświadczenia w ostatnim czasie z Redłowa?

popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Rodziłam w Redłowie w 2011 drugie dziecko :
1. Mogłam decydować o szczepieniu
2. Opieka ok
3. Na szczęscie nie było odwiedzin w salach poporodowych, nikt nie wnosi zarazków, dzidzię można ogladać za szybą.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
chyba masz 15 lat, bo taka reakcja dorosłej kobiety jest chyba nie na miejscu. Ciesz się, że żaden zasmarkany typ z ulicy nie wlezie do pokoju i dziecka ci nie zarazi. Chyba lepiej 3 dni bez męża wytrzymać korzystając ze wsparcia pracowników (jeśli nie będą skorzy do pomocy, to możesz wykorzystać swój cięty języczek) i wyjść do domu, niż kisić się w szpitalu 3 tygodnie z zapaleniem płuc noworodka, bo jakis niepowściągliwy mężuś nie wpadł na to, że choroby mogą być zakaźne. Chociaż jak się jest egoistką, to w sumie może lepiej żeby mężuś za rączkę potrzymał, a dziecko, a co tam, niech sobie pochoruje, w końcu szpital pełen lekarzy, niech leczą. Nie chce mi się bawić w uprzejmości, durna jesteś jak but w sumie, każda z nas by chciała mieć wsparcie kochanego partnera w takiej chwili, to chyba oczywiste, ale są chyba jakieś priorytety do diabła. A ochrona dziecka jest najważniejsza.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 4
Byle nie wojewódzki. Ja tam rodzilam z lipcu. Jesli chodzi o sam porod - nie mam zastrzezen - personel spelnil moje oczekiwania na 101%. Gorzej pozniej. Pielegniarki mialy gdzies moje prosby o pomoc przy karmieniu piersia. Kazda uczyla inaczej, skonczylo sie na tym, ze musialam przestac karmic piersia ale to inna sprawa. Na poporodowym moglam byc z dzieckiem i mezem tylko 2 godziny. Pozniej odwiedziny tylko przez szybe. 95% dzieci lapalo infekcje, przez co pobyt w szpitalu sie wydluzal. Ale to tylko moja opinia.
Najlepiej by bylo, gdybys zapytala swojego lekarza prowadzacego ciaze. Moze on bedzie Ci w stanie doradzic, tudziez "zalatwic" warunki o jakich marzysz ...
W kazdym badz razie, gdybym kolejny raz miala rodzic, to na Klinicznej. To szpital typowo polozniczy. Pamietaj tez, ze masz mozliwosc obejrzenia sali jeszcze przed porodem - wystarczy zadzwonic do szpitala i sie umowic.
Jesli chodzi o plan porodu - ja mialam, ale uwierz mi, ze bylo mi wszystko jedno, jak juz akcja sie zaczela - byleby sie skonczylo jak najszybciej :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
czytam wasze opinie o porodówkach.Ja 6 lat temu rodziłam w innym mieście.Teraz nie jestem pewna gdzie urodzę,albo tu w 3-mieście,albo zdążymy do porodu wrócić do 'naszego'miasta.Czytam i wszystko tu inaczej jest.Tam w żadnym z dostępnych porodówek nie były możliwe znieczulenia lub wyłącznie odpłatnie.O prywatnej klinice nikt nie myślał,bo nie jest tak źle w tych na NFZ.Każda rodząca dobrała sobie którąś porodówkę jaka jej najbardziej odpowiada.Jak czytam wasze opinie to mam mętlik w głowie.
Ja miałam możliwość rodzenia z mężem,był też z nami na porodówce tak długo zanim zabrano dziecko do ważenia itd.Mógł zostać na sali poporodowej jak długo chciał,co jest dla mnie zaletą.Sala była 3 osobowa,jak dla mnie nie było to uciążliwe bo rodziłam pierwsze dziecko więc nic nie umiałam,koleżanki z sali czasem coś podpowiedziały,zerknęły na moje dziecko jak szłam pod prysznic.Również uważam,że ojciec musi się od początku przyzwyczajać do dziecka.Mój mąż również podglądał jak bardziej doświadczony tatuś przebierał swoje dziecko i się uczył.Trzeba jedynie brać pod uwagę,że skoro jest to sala 2-3 osobowa to pacjentki potrzebują jakiejś prywatności i odwiedziny powinny być ograniczone do min.1 osoby,ojca dziecka czy innej pomocnej osobie dla młodej matki i nie powinna długo przesiadywać taka osoba.Również uważam za plus nacisk na naturalne karmienie.Był nacisk ale nie zmuszanie na siłę.Nie miałam pokarmu,więc moje dziecko dokarmiano strzykawką żeby się do butelki nie przyzwyczaiło i cieszę się bo w domu pokarm się pojawił i karmiłam bez problemu.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
autorka: laleczki - cyt... "czyli jak mam rozumieć oprócz Swissmedu nigdzie nie może przyjść do nas partner ? :) no cudownie -dziękujemy paniom po porodzie ,któe paniom przed uniemożliwiły swoim zachowaniem przebywanie z tatusiami dziecka-no dziękuje bardzo! a nie łatwiej było zapierniczać na zaspe albo do wojewódzkiego jak się krępowałyście ? kraj egoistek i zapatrzonych w siebie lalek... nie stać mnie na Swissmed a chce aby mąż był ze mną po porodzie i na następny dzień też przyszedł i zajał się torbami - to co mam w domu urodzić ? mądre matki polki...ciekawe ile z tych narzekających jak widziało swojego męża to podskakiwało z radości że przyszedł ? szkoda że ja takiej możliwości nie będę mieć. dziękuje dowidzenia."

Ja ja czytam takie posty jakies paniusi to mi sie drobne w kieszeni nie zgadzają.. Nie rób z siebie małej dziewczynki, masz być matką, bez problemu dasz sobie radę z noworodkiem. Ja nie miałabym ochoty aby w pokoju w którym leżę z nowonarodzonym dzieckiem, kręcił się tabun ludzi czy czyjś mąż.

Chcesz miec komfort i wymagania? To swissmed.

I partner zawsze może przyjść cie odwiedzić ale nie musi wchodzic na salę położnic, bo i po co.
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 14
Też mam podobne odczucie... Te, którym nie odpowiadały odwiedziny obcych facetów na sali a nie jechały na Zaspę czy do Wojewódzkiego ale same robiły wszystko przy dziecku to "zapatrzone w siebie lalki" , którą na pewno nie jest kobieta, która nie patrząc na odczucia innych położnic leżących w sali, chce mieć męża przy sobie przez długie godziny, żeby jej przy dziecku pomagał.
Bez komentarza...
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 8
pomyślmy trochę o innych a nie tylko o samej sobie, jak chce się mieć koniecznie męża przy sobie cały czas to Swiss.

Jestem całym sercem za tym aby odwiedziny byly na sali do tego przeznaczonej a nie w salach położnic.
popieram tę opinię 12 nie zgadzam się z tą opinią 6
daj mi 6tys to uwierz mi że już dziś będę stać pod Swissmedem ;))
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
A moze zdecyduj sie na porod w domu? Maz bedzie mogl byc z Wami caly czas, bedziesz mogla sama pielegnowac dziecko, nie bedziesz musiala miec osobnej torby dla dziecka. A pielegniarke zatrudnisz.
popieram tę opinię 12 nie zgadzam się z tą opinią 1
Andziaa, chętnie bym rodzila w domu. Gdybym spelniala warunki i miala za duzo kasy. Podobnie wybralabym Swissmed, gdyby mi ktoś sprezentowal 6 tys.zl.
Ale póki co zostaje mi jakiś szpital publiczny, bez możliwości jakiejkolwiek pomocy ze strony męża. I nie podoba mi się to. Ale widzę, że większości to odpowiada, więc się przemecze, bo i tak nie mam innego wyjścia.
Życzę jedynie wszystkim zaradnym i samodzielnym mamusiom by nigdy nie spotkały się z uczuciem bezsilności.
popieram tę opinię 16 nie zgadzam się z tą opinią 6
Jeszcze Wejherowo ma odwiedziny na sali :) Chyba jedyny prorodzinny szpital :) Jestem jak najbardziej za odwiedzinami męża .Lecz nie ukrywam że dalsza rodzina powinna pozostać w domu. Można im powiedzieć że odwiedzin nie przyjmujesz i tyle.
popieram tę opinię 12 nie zgadzam się z tą opinią 1
Na swoich gości to możesz mieć wpływ i im zabronić przychodzenia do szpitala. Jednak nie masz absolutnie żadnego wpływu na osoby odwiedzające kobitki z łóżek obok. Nigdy nie wiesz na kogo trafisz.
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 0
Kochana, widze, ze bardzo sie boisz. To normalne. Ale uwierz mi, ze niejedna z nas tak sie czula. To szybko minie.
Ja na poczatku marzylam o sali jednoosobowej, o tym, zeby maz byl ze mna itp itd. Tylko z drugiej strony pomysl - w czym maz ma Ci pomoc ? Na pewno wesprze psychicznie ale co dalej? Bedzie personel medyczny, jaki by on nie byl, to wierz mi, ze nikt nie bedzie chcial zle dla Was. Dzidzia na poczatku tylko spi i je. A Ty bedziesz wykorzystywala kazda chwile, zeby tez troche pospac. Srednio pobyt w szpitalu trwa ok 3 dni, jesli wszystko z Wami jest ok. Maz niech zajmie sie w tym czasie domem, generalnym sprzataniem, gotowaniem itp. Bo na poczatku nie bedziesz miala na to ani sily ani checi.
Nie mozna miec ciastka i zjesc ciastka. Ja Ci szczerze proponuje, zebys w miare sybko podjela decyzje, w ktorym szpitalu chcesz rodzic i zaznajomila sie z Nim. Bedzie Ci lzej. Jak widzisz sama zdania na temat szpitali sa podzielone. Jakis czas temu byl artykul na 3miescie http://zdrowie.trojmiasto.pl/Jesli-rodzic-to-gdzie-sprawdzamy-porodowki-n66814.html. Moze to Ci ulatwi podjecie deyzji.
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nusia 85, czas wydorośleć! Wnioskując po niku, a konkretnie '85, masz już zapewne przynajmniej 28 wiosen na karku... W tym wieku wypada wiedzieć, że pieniążków już się nie dostaje. Pieniążki trzeba zarobić. Akty histerii na forum nic Ci nie pomogą.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Rodzilam 2 lata temu w Redlowie.Powiem szczerze nie polecam.Nie podobalo mi się traktowanie kobiet zwlaszcza na sali poporodowej.Na szczęscie w oczekiwaniu na rozwianie towarzyszyl mi mąż.Trafiłam do szpitala przed terminowo bez bóli wieczorowa porą: wody plodowe zaczeły mi się sączyć.Na początek strasznie dłuuga wizyta na izbie przyjęć ale ok.Potem miłe zaskoczenie na sali porodwej.Nowoczesne lozko i wanna która niestety stoi dla ozdoby bo jak powiedzial personel szpitala bo nie ma pieniezdzy na środki dezynfekcyjne.Dla mnie szok i rozbawiene ale oki.Dowiedzialam sie tam także iż szkoła rodzenia do której uczęszczaliśmy jest do kitu.ha ha.Mąż nie dał się wykurzyć do domu spedził noc na materacach pod moim łóżkiem.Dobrze ,bo obsługiwał mnie biegał po pielęgniarke itp.W dzień po kroplowkach gdy przyszly całe bolesci i inne atrakcje porodu mąż mi bardzo psychicznie pomógł ale tez fizycznie podawal wode ocieral twarz itp.Było jak na przelotówce co chwile lekarz położna kammienne twarze , rutyna ale oki choć bez komentarzy ze strony siostr byłoby lepiej.O znieczuleniu nie ma mowy w Redłowie jedynie paracetamol po licznych prośbach.Na szcęscie potem pojawila się mloda jedna jedyna siostra położna miła, ludzka.Okazywala zaintersowanie, tlimaczyla bez komenatzry.Naprawde chciala pomóc.Nie pamiętam nazwiska ale chyba Schmidt jakos tak.Zreszta potem interweniowała aby wykonac cesarkę .Potem uczestniczyła przy wykonaniu cięcia.Anastezjolog też super.Dwa anioły.Bujdą okazalo się teza iż mąż moze wejsc po prysznic.Raz że to kawal do kabin a dwa gdzie tam mąz wejdzie jak obok inna cierpiąca babka na golaska.Krepujące.Fakt ze spod prysznica wołami mnie musieli wyciągać.Taką daje woda ulgę.Mąż pomagal mnie przetransportować z lozka na lożko (na prośbę personelu)normalnie sanitariusz.ha ha.Plus,ze pozwolili mężowi oglądac malego zaraz po wyjęciu z brzuszka.Potem też mnie odeskortowal na pooperacyjna i odwiedzał choć ponoć to niestandartowe,ogółnie raczej sie nie stosuje ale mąz jest nieustepliwy.W nocy po zabiegu miłe pielęgniarki przynosiły małego, zwilżały usta,zaglądaly często.A ja jak kłoda 11 godz.Potem już tylko mialam doczynienia ze zmeczonymi , opryskliwymi siostrami.Królowe kazda jedna.Zero poszanownia drugiej kobiety.Odpowiadaly z uśmieszkami i westchnieniami na jakiekolwiek pytania.Czułam sie jakw przedszkolu.Na ogolnej sali same sobie wzajemnie pomagalyśmy.Kobietka przywieziona zaraz po porodzie naturalnym.Mdlala , wymiotowala.Musiałyśmy same kilkakrotnie inter.i to u lekarzy po siostry zniesmaczone przybiegały z miską i cytuje:wymiotuje pani czy nie bo co innego mam do roboty.Teraz sie z tego smieje ale wtedy byłam zszokowana.Już nie mówiąc o tym ,ze dając mi zastrzyki (byłam cała w krwiiakach) słyszałam o matko która to pani zrobiła?Cyrk.Usmiechalam się tylko głupio bo bez komentarza.Panowie nie mieli wstepu na sale ani korytarz.Dzieci zostawiłysmy za szybka a same wychodziłysmy na mały hal z kilkoma stolikami gdzie zazwyczaj w tłoku odbywalo sie "widzenie".Pozw wyznaczonymi godz.nie ma mowy o odwiedz.Z czym walczył bezskutecznie moj mąż.Powiem tak szpital w Redłowie tkwi głęboko w dawnych czasach.Uzyskał dawno temu odznaczenie szpital przyjazny i jedzie na tym do dzis.Były to inne czasy.Siostra moja ktora tam rodzila 18 lat temu stwierdzila ,ze nic tam się w traktowaniu kobiet nie zmienilo.A jeszcze jedno w dniu opuszczenia szpitalu dopiero dowiedzialam sie i to przypadkowo,ze jest sala gdzie zostawia sie dzieci a siostry maja miec tam na nie oko gdy kobieta idzie np.za potrzebą.Same sobie pilnowalysmy bo nie wiedzialysmy o takiej sali.Do prysznic standartowo byly kolejki.Bo prysznic byl tylko 1 czynny na oddziale i polączony z ubikacja.Wiec 1 kolejka czy chcesz to czy to i standart - brak ligniny i papieru.Wspominam pobyt łagodnie mowiac z niesmakiem,zwlaszcza jesli chodzi o siostry.Ja tez pracuje w słuzbie zdrowia ,wiem co to zmeczenie na dyzurach ale tam spotkałam sie z wyjątkową znieczulica mówiac łagodnie.Trzeba ustawy ministra o godnym traktowaniu kobiety i jej rodziny by cos sie zmieniło?zobaczymy.Trzymam kciuki za poród i wybór szpitala.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja w Redłowie nie rodziłam i mogę przekazać tylko to co usłyszałam od koleżanki. Ona rodziła pierwsze dziecko w Redłowie, drugie w Wejherowie i stwierdziła, że te dwa szpitale to jakby inna epoka, o tyle lepiej było w Wejherowie. Ale ja tylko tak usłyszałam.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja rodzilam pierwsza Córcię w Wejherowie i drugą także tam zamierzam.
Oddzial czysty,prysznic,toaleta i sprzet typu pilka etc. dostepne.

Na naciecie etc. trzeba sie bylo godzic,ale szczerze mowiac przy takim bolu chcialam juz tylko miec MAluszka przy sobie, nie roztkliwialam sie za bardzo, szyta bylam tylko w srodku i nie bylo zle, Co prawda uwazam,ze jesli chodzi o polozne to zalezy na kogo sie trafi,ale gdybym miala te, ktora mialam pod koniec to byloby duzo lzej,nie spinalabym sie tak.
Trafilam tam na okres kiedy byl "nawal" i dziewczyny doslownie staly pod drzwiami czekajac na swoja kolej,ale naprawde bylo ok, pewnie ze czasem ktoras z babek miala muchy w nosie,ale nie przesadzajmy.
Jedyny feler to kategoryczny brak znieczulenia ;/

Maz byl przy NAs i na porodowce i sali poporodowej,a takze odwiedzal, nie ejstem zwolneniczka wycieczek calych Rodzin na sale do kobitek,ale bez przesady, jak na moment jedna,dwie osoby wpadna nic sie nie dzieje, oczywiscie zalezy od ludzi,zachowania, kultury etc.
A Tatusiowie to zupelnie inny temat powinni moc yc zawsze, aczkowleiek tak jak mowie, nalezy sie zachowywac odpowiednio i sznaowac inne babeczki i tyle. Ja mialam fajne dziewczyny na sali, Tatusiowie jak musieli to wychodzili, a ogolnie zachowywali sie bardzo kulturalnie, bylo spokojnie, po cichu etc.

Poza tym bylam tak skupiona na Maluszku,ze wiele bylam w stanie zniesc ;)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
"Tylko z drugiej strony pomysl - w czym maz ma Ci pomoc ? Na pewno wesprze psychicznie ale co dalej?"

andzia, właśnie to psychiczne wsparcie drugiej połówki dla części kobiet jest bardzo ważne...
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 2
Dla mnie tez bylo wazne. Tym bardziej, ze mialam syndrom "baby bluesa". Ale co mialam zrobic? Nie moglam sie zalamac ze wzgledu na dziecko.
Moze rozwaz mozliwosc przebywania w sali jednoosobowej? Podobno tam maz moze przebywac z Toba ile chce. Ale domniemam, ze juz to zrobilas, skoro tak Ci zalezy na tym, zebys nie byla sama... No wlasnie, zrobilas? Dzwonilas po szpitalach? Czy tylko pytasz na forum?
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
W czym może pomóc?Jak mi mąż pomógł na początku-podawał mi dziecko do karmienia, przewijał i przebierał, pomógł mi wstać bo nogi się po de mną uginały i ledwo się ruszałam, nie mogłam normalnie siedzieć, kręciło mi się w głowie, mdliło mnie, masakra nigdy się tak fatalnie nie czułam Dziecko nie tylko spało, a też płakało.
Nie życzę nikomu żeby był w takiej kondycji po porodzie, bo nikogo to nie obejdzie z personelu.A mąż zaopiekuje się dzieckiem na czas dochodzenia do siebie, przyniesie coś itd..
Gdybym miała pierwszy poród jak drugi też bym tego nie rozumiała, że można być w takim stanie, bo przy drugim nie byłam ani obolała, ani zmęczona, w ogóle zupełnie inaczej no i faktycznie dziecko praktycznie spało.
To tak różnie bywa, tego się nie przewidzi. Po za tym mój chciał uczestniczyć w tym od początku. Nie mówiąc już jak to niesamowicie zbliża
popieram tę opinię 11 nie zgadzam się z tą opinią 3
mama2x, zgadzam sie z Toba w 100%. Tyle, ze dziewczyna szuka takiego szpitala, w ktorym bedzie mogla byc z mezem od poczatku jej pobytu do konca. Ja takiego nie znam. Jesli Ty mialas to szczescie to podziel sie, gdzie t0 bylo. Bo to wszystko, co piszesz, to swieta prawda, maz tez mi pomagal (zreszta do dzisiaj pomaga) tyle, ze w domu. Byl ze mna podczas porodu ale pozniej musialam radzic sobie sama.
Jego wsparcie bylo dla mnie bardzo wazne ale w szpitalu go miec nie moglam.
Wiec prosze raz jeszcze, podziel sie informacja, w ktorym szpitalu mozna przebywac z mezem non stop. Zapewne planujac kolejne dziecko bede go brala pod uwage na pierwszym miejscu.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Psychiczne wsparcie jest bardzo ważne ale psychiczny komfort pań leżących na sąsiednich lóżkach jest równie ważny. Takie jest moje zdanie i nie każdy musi się z nim zgadzać, ale uważam, że nie można patrzeć tylko na własne potrzeby nie licząc się z obecnością innych kobiet. W końcu to jest szpital i nic więcej. Jeśli chcesz mieć ponadstandardowe usługi zapewnione, to za nie zapłać. W ramach NFZ zęby tylne leczy się amalgamatem i pacjent musi się na to zgodzić. Jak chce inną plombę to musi zapłacić albo iść do gabinetu prywatnego. I jakoś z tego powodu nikt afery nie robi.
popieram tę opinię 10 nie zgadzam się z tą opinią 8
Dodam, że nie teoretyzuję. Przeszłam trzy porody a tylko jeden "książkowy" (na dodatek pierwszy!) i też były momenty, że nie było mi łatwo ale nie przyszłoby mi do głowy, by chcieć mieć męża przy sobie właśnie ze względu na to, że w sali nie byłam sama (chociaż dla mnie samej to byłoby bardzo korzystne). Jak była potrzeba poprosiłam położną o pomoc i zawsze tą pomoc otrzymałam.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 3
pisałam już chyba pierwszy poród wykupiony pokoik w wejherowie, drugi swissmed-też mąż był bo byłam sama w pokoju tzn. współlokatorka była ale wyszła w dzień kiedy ja przyszłam to mąż mógł zostać.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dzieki, nie doczytalam ;p
w takim razie zalozycielka watku chyba dostala info, jakiej szukala. Swissmedu nie wyklucza ale woli na NFZ, czyli Wejherowo. I teraz ja tez przynajmniej jestem madrzejsza i wiem, gdzie nastepnym razem bede rodzila :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Słoniki, ja urodziłam w październiku 2013 r. na Klinicznej (wtedy jeszcze ojciec dziecka mógł odwiedzać mnie na sali położnic). Powiem Ci, że jestem generalnie zadowolona z pobytu, ale..... mam teraz straszne wyrzuty sumienia, że spanikowałam i nie zaprotestowałam przeciw położeniu mnie na plecach i nacięciu krocza (był to mój pierwszy poród). To że większość kobiet pęka przy pierwszym porodzie, wynika głownie z pozycji leżenia na plecach, gdy nacisk główki jest mocny w kierunku odbytu, z powodu grawitacji. Ale generalnie położną miałam super, sale porodowe są po remoncie z łazienką z prysznicem, przed nacięciem jak i przed szyciem znieczulono mnie miejscowo, nie było problemu z zzo, mogłam mieć też aparat TENS (wg mnie nic nie daje), zachęcano mnie do piłki i prysznica, o ile akurat nie miałam podłączonego KTG, partner oczywiście mi towarzyszył. Ale tak, jak któraś przedmówczyni napisała, nikt się nie przedstawiał, nazwisko położnej znam tylko dlatego, że mój partner zapytał. Żadnej osobnej zgody na nacięcie krocza nie podpisywałam, nikt o to nie pytał, usłyszałam tylko ze nie mam się martwić, bo mnie właśnie znieczulają.... Na minus jest brak zasłonek pod prysznicami na położnictwie i brak jakichkolwiek parawanow w trakcie obchodu, studenci Tam zaglądają i nikt przed nie pyta o zgodę.... Ale mimo to ja jestem zadowolona, nigdzie indziej w 3mieście nie ma takiej szansy na zzo jak tam, a powiem Ci, że jeśli będzie konieczność i dadzą Ci kroplówki z oksytocyną, to naprawdę będziesz o nie głośno się prosić :))) Trzymam za Ciebie kciuki, że nie spanikujesz jak ja i będziesz rodzić w pozycji wertykalnej i nacięcie nie będzie konieczne, bo potem przez kilka tygodni boli jak cholera, ale fakt, że w końcu wszystko się zagoi. Ja na hipotetyczny drugi poród równiez ponownie wybieram się na Kliniczną, ale już z Planem Porodu :)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 2
no i jeszcze w sumie podzielę się tym, co sama wydedukowałam, siedząc na forach i rozmawiając ze znajomymi przed moim porodem wg Twoich punktów:
1. we wszystkich szpitalach w 3mieście ojciec może być obecny przy porodzie i na sali poporodowej; następnie obecnie tylko w Swissie i Wejherowie może być z Tobą na sali położnic; na Klinicznej i Zaspie może się widzieć i z Tobą i dzieckiem w sali odwiedzin, w Wojewódzkim i Redłowie tylko z Tobą, a dziecko oglada przez szybkę (zupełnie nie rozumiem, że komuś to może odpowiadać...)
2. jeśli chodzi o plan porodu, to w każdym szpitalu muszą go załączyć do dokumentacji, ale dalej to już zależy od położnej i lekarza, jak do niego podejdą. Z tego co słyszałam, to największa szansa na spotkanie położnej, która będzie sie starała chronić krocze nawet przy pierwszym porodzie jest na Zaspie, ale co z tego, skoro i tak każą leżeć "plackiem"...
a co to jest STS?
3. chyba w każdym szpitalu dziecko jest z Tobą przez cały pobyt na sali (chyba że stan zdrowia Twój lub dziecka na to nie pozwala, lub miałaś cc) i wszystko robisz przy nim sama. Ta osobna torba dla dziecka to tylko sugestia, ja osobiście radzę Ci spakować 2 torby, ale osobną na porodówkę i osobna na sale położniczą - część rzeczy z tej pierwszej torby partner przepakuje Ci na sali poporodowej do tej drugiej, po czym tą pierwszą zabierze do domu. Wg mnie to bardziej wygodne, niż posiadanie przez cały pobyt 2 torb, osobno dla siebie i dziecka, ale to juz rzecz gustu. Położne generalnie nie są za bardzo nigdzie skore do pomocy przy dziecku, chyba że wyraźnie poprosisz (nawet moja kuzynka, która rodziła w zeszłym roku w Swissmedzie ma podobne doświadczenia). Nie bój się, nikt Ci dziecka nie będzie wyrywał w celu dokonania jakichś zabiegów higienicznych, na które nie wyrazisz zgody, wręcz przeciwnie - "radź sobie sama".

No i jeszcze dodam, że jeśli bierzesz pod uwagę zzo, to tylko na Klinicznej i w Wojewódzkim jest dostępne, przy czym w tym drugim miejscu szanse są mniejsze, a przed porodem trzeba odbyć spotkanie kwalifikacyjne z anestezjologiem, bez tego go nie dostaniesz (a statystycznie i tak tam nie dostaniesz:)). Największy nacisk na karmienie piersią jest chyba w Wejherowie i Wojewódzkim, ale wiadomo, że jeśli byś się uparła lub nie miała pokarmu, to wszędzie dostaniesz dla dziecka mm.
Aha, oczywiście w Swissie masz to wszystko gwarantowane, mozesz też oddawać na noc dziecko położnym i się wyspać, weź tylko pod uwagę fakt, ze mimo wzorowej ciąży zawsze (odpukać oczywiście) w trakcie porodu moze wydarzyć się coś nieoczekiwanego i wówczas zawioza dziecko karetką na Kliniczną lub Zaspę, ale Ciebie już nie. Tak więc skoro już rodzić w szpitlu a nie w domu, to z mojego punktu widzenia lepiej jednak wybierać te o wyższym stopniu referencyjności, bo wówczas jesteś na miejscu i możesz przebywać ze swoim dzieckiem na neonatologii non stop. A tak, jak do porodu i położnictwa na Klinicznej jakieś tam zastrzeżenia posiadam, tak o personelu z neonatologii mam jak najlepsze zdanie. Moje dziecko na Klinicznej miało zrobione więcej badań niż dziecko kuzynki w Swissmedzie (za 6000 zł...).
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 2
ale się wkręciłam w wątek...
powiem Wam tyle, że ja rodziłam sn i ogólnie dobrze czułam się od razu po porodzie, jednak pomoc partnera,żeby najpierw Cię "rozpakował" na sali położnic, a w dniu wypisu pomógł się spakować i zabrał torbę i dziecko w foteliku (mimo eszystko, jest się trochę osłabionym, w końcu traci się sporo krwi), jest nieoceniona. Natomiast nie wyobrażam sobie samodzielnej opieki nad dzieckiem po cc. Zakaz odwiedzin na salach ojców dziecka skutkuje pewnie tym, że matka później otrzymuje dziecko (dłużej przebywa na slai sama, a dziecko na neonatologii), co wydaje mi sie niekorzystne dla budowania więzi, zwłaszcza przy pierwszym dziecku. Nie mówiąc, o zaburzaniu więzi ojca z dzieckiem ( w końcu dziecko ma dwoje rodziców). Poza tym z praw pacjenta wynika, że każdy pacjent ma prawo do opieki wybranej osoby w trakcie pobytu w szpitalu, także te wszstkie zakazy są bezprawne, dziwię sie, że nikt się za to nie wziął. Położnice nie leżą przecież na salach z odsłoniętymi kroczami, a karmienie piersią jest przecież naturlne, zresztą tatusiowie sa tak oszołomieni, że patrzą tylko na żony i swoje dzieci. Swoją drogą przeczytałam wpis jednej z Was o tym, ze w szpitalu w Wejherowie zakazują zakładania majtek nawet tych siateczkowych i dawania smoczków dzieciom. Jestem w szoku - jak można się poruszać z podpaską m-dzy nogami bez bielizny??!! na Klinicznej można było mieć zwykłe majtki i piżamę zamiast koszuli, nikt na to nie zwracał uwagi, a myślę że pacjentki dzięki temu lepiej się czuły...
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 2
NIe wszyscy tatusiowie są tak oszołomieni, że patrza tylko na swoje żony i dzieci :) Połozna mi kiedyś opowiadał, że był tatuś, który był przy porodzie z laptopem i cały czas pracował na nim. W końcu ktos z personelu mu zwrócił uwagę, że jak chce siedzieć przed komputerem, to powinien pójść do domu. Schował komputer ale po porodzie, kiedy został przez dwie godziny z żona i noworodkiem, też wyciągnął laptop, bo jak ta połozna przyszła powiedzieć, że juz czas się pożegnać z żoną, to go zastała "w pracy". Nie wiem czy śmiać się z tego czy płakać. Tatusiowie są różni.
Niekiedy położnice leżą prawie "z odsłoniętymi kroczami", jak to napisałaś. Ze mną na sali dziewczyna miała założone 37 szwów (!) i tak ją bolało, że przez kilka godzin leżała plackiem bez majtek na podkładzie położonym na łóżku. Była przykryta cienka kołdrą ale mogła zasnąć, mogła się kołdra osunąć - różnie mogło być. Poza tym lekarze w kółko powtarzali krocze wietrzyć, wietrzyć i wietrzyć :)
Karmienie piersią jest naturalne ale nie znaczy to, że chcę pokazywać biust obcym facetom. Później podczas karmienia, można poszukać ustronnego miejsca, zakryć się pieluszką. Ale jest to trudne zaraz po porodzie, kiedy człowiek jest zmęczony, obolały.
A zakazy takie nie są bezprawne. Co więcej wcześniejsza sytuacja mogła być bezprawna, jeśli któraś z kobiet uważała, ze takie przebywanie obcych pozbawia jej intymności.
Pacjent ma prawo do "intymności i poszanowania godności w czasie udzielania świadczeń zdrowotnych". Pacjent ma prawo do "dodatkowej opieki pielęgnacyjnej sprawowanej przez osobę bliską lub inną osobę wskazaną przez siebie" ale też "W przypadku zagrożenia epidemicznego lub ze względu na warunki przebywania innych osób chorych w szpitalu kierownik zakładu opieki zdrowotnej lub upoważniony lekarz może ograniczyć prawo pacjenta do kontaktu osobistego z osobami z zewnątrz, w tym do sprawowania opieki przez osoby"
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 4
Ojciec nie ogląda dziecka przez szybę,można wychodzić z dzieckiem do pokoju odwiedzin i na korytarz,ja wolałam korytarz bo w sali odwidzin byłu tłumy,smród i duszno,po kilka osób do jednej mamy ,niektórzy goście drzemali nawet,jeden wielki cyrk.Jak ja się cieszyłam,ze nie ma odwiedzin na sali.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
A dla mnie te zakazy są jednak dziwne. Ludzie po poważnych operacjach dobę lub dwie trafiają na normalne sale chorych, mają podłączone cewniki, sondy, też mają rozkrojone np brzuchy, zdarza się załatwianie pod siebie itp i jakoś na innych oddziałach nie ma zakazu odwiedzin. Pielęgniarki wręcz bardzo cenią pomoc przy tak chorych osobach. Nie raz zdarzało mi się zmieniać mamie podkład w krótkim czasie po operacji, oczywiście wypraszając wszystkich gości. Nie wiem czemu w przypadku położnic robi się takie wielkie halo z odwiedzin. Ja leżałam tydzień po porodzie, w tym czasie przewinęło się przez mój pokój 7 kobiet i żadna nie leżała z pochwą czy piersiami na wierzchu uprawiając to słynne wietrzenie ;)
popieram tę opinię 14 nie zgadzam się z tą opinią 6
Ania, uwierz mi, ludzie są różni w tym tatusiowie i inni goście. Zresztą i w tym wątku byla o tym mowa. Jednych poprosi się o wyjście i wyjdą, inni nie. I z reguły ci, którzy by na taką prośbę wyszli będą wiedzieć, żeby zachowywać się cicho, dyskretnie. Ci drudzy niekoniecznie. Tu jedna z pań pisała, ze do dziewczyny z łóżka obok przyszła jakaś ciotka na cały dzień i ciągle trajkotały, a na próbę zwrócenia uwagi, stwierdziła, ze po to są odwiedziny, żeby z nich korzystać (chyba że coś pomyliłam). Już widzę, że taka osoba wyszłaby, gdybym poprosiła o to dwa, trzy razy bo chcę nakarmić dziecko. A nie jestem osobą, która by się wstydziła czy bała o to poprosić. No i są osoby, które za nic w świecie nie zwróciły by uwagi komuś obcemu a one tez powinny mieć zagwarantowane poczucie godności i intymności w szpitalu.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 5
Do ludzi po poważnych operacjach nie przychodzą tłumy odwiedzających ,szanują to ,odwiedzanie kobiet z nowonarodzonym dzieckiem rodziny traktują jako dodatkową rozrywkę,jak ja leżałam na sali odwiedzin działy się dantejskie sceny,w ostatnim dniu pobytu pielęgniarka wpadła na salę po tym jak zemdlała na niej jedna ze świeżych mamuś prawdopodobnie z powodu braku powietrza i tlumu i wzsystkich odwiedzających z niej poprostu wywaliła,krzycząc właśnie o braku umiaru i zdrowego rozsądku,po co jednej mamusi 8 osób odwidzających w jednym czasie?Nie wiem ,pytanie do mamus,które te wizyty przyjmowały.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 1
Prawdopodobnie dlatego zrezygnowano z odwiedzin na sali położnic,z braku umiaru i zdrowego rozsądku odwiedzających.
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak się wtrące, bo czytam wątek cały czas.
Na początku byłam oburzona tym, że nie ma odwiedzin na Zaspie (wybieram się tam lub do Swiss - jeszcze nie wiem).
Po tym co tu czytam, po przemysleniu tego jak to było ze mną poprzednio muszę stwierdzić, że wolę już, żeby tych odwiedzin w salach nie było.
Na Zaspie miałam CC ponad 4 lata temu. Po operacji wjechałam do sali na położnictwie, a tam kobieta z dzieckiem i tatuś (lekarz tam pracujący, ale nie na tym oddziale). Długo tam nie siedzieli, bo potem tę kobietę gdzieś przenieśli.
Ale... Czułam się dziwnie w jego obecności - leżałam na golasa pod tym prześcieradłem, połozne przychodziły sprawdzić mnie (odkrywały)... A on tam stał. Nie ważne czy patrzył czy nie (chyba nawet nie patrzył). Ja leżałam goła, w szoku, unieruchomiona i jego obecność mnie krępowała, przeszkadzała mi.
Z resztą jak sobie przypomnę jak musiałam sama potem ubrać się w koszulę szpitalną (przez którą cycki mi wystawały, a potem musiałam wstać po CC z gołą d*pką. Jak wszystko mi było wtedy widać, jak bolało. Nie wyobrażam sobie, żeby w tym momencie na przykład jakiś pan do swojej żony przychodził w odwiedziny.
Zdecydowane NIE dla odwiedzin na wieloosobowych salach!
popieram tę opinię 15 nie zgadzam się z tą opinią 2
Oczywiście, każdy ma prawo do własnego zdania, i ja to szanuję. Ale jak wynika z ww. dyskusji, mamy skrajne potrzeby - od odwiedzin ojca non stop, po krótkie ,powiedzmy 30 min odwiedziny codziennie plus pomoc przy walizkach i dziecku w foteliku samochodowym (sama bym go nie uniosła trzy dni po porodzie, a naprawdę wydaje mi się, że byłam w dobrym stanie), po całkowity zakaz odwiedzin. I dotychczas był w 3mieście wybór - kto sobie nie życzył odwiedzin, wybierał Zaspę, Wojewódzki lub Redłowo, kto tego potrzebował (obojętnie czy ze względu na stan fizyczny czy psychiczny) - Kliniczną. Zresztą na Klinicznej był limit osób odwiedzajacych na sali - 1 osoba. To, że niektóre pacjentki zapraszały więcej gości i odwiedzały je "tłumy" - należało zgłosić położnym, w trakcie mojego pobytu widziałam, jak z innej sali wypraszały, mimo że do jednej z pań przyszły na raz 2 osoby, a nie 8.
A., dyrekcja szpitala ma oczywiście prawo zakazać odwiedzin, ale jak sama napisałaś ze względów epidemiologicznych, np. epidemii grypy zimą. Wtedy zdaje się zakaz nie obejmuje tylko sal, ale tez pokój odwiedzin. To jest wyjątkowa sytuacja, zapytaj się jakiegokolwiek prawnika specjalizującego się w prawie medycznym.
A co do prawa kobiety do intymności i godności - popieram całym sercem. Tylko że odarcie z godności następuje już na sali porodowej, później jak sama pisałaś, personel zostawia gołą i słabą kobietę samą, nie zmienia często pościeli itp., krocze bez pytania oglądają studenci, nie odgradzają Cię w tym czasie żadnym parawanem od współlokatorek, brak zasłonek pod prysznicami - i dla mnie to jest pozbawieniem godności... Naprawdę po tym wszystkim nie sądzę, żeby jakaś kobieta na serio wstydziła się karmić piersią przy mężu innej pacjentki z jej sali. A z tym wietrzeniem krocza, to można to zrobić w łazience, ja czułabym się równo skrępowana przy mężu współlokatorki, jak i przy niej samej.
Ale jak napisałam na wstępie, każda z nas ma inne potrzeby i jesli ktoś tych odwiedzin nie akceptował, mógł wybrać inny szpital (np. Zaspa ma ten sam stopień referencyjności co Kliniczna).
Aha, dodam na koniec, że co prawda standardowo jest się w szpitalu 3 dni, ale np, gdy dziecko ma nasiloną żółtaczkę czy podwyższone crp, wtedy zostaje się w szpitalu nawet tydzień lub dłużej. Naprawdę nie sądzę, zeby tak długa izolacja ojca od dziecka wpłynęła korzystnie na budowanie więzi...
Przede wszystkim życzę wszystkim przyszłym mamom, żeby urodziły zdrowe dzieciaczki, w spokojnej atmosferze, z poszanowaniem ich godności, wsparciem partnera/męża i nie miały potem po porodzie traumy. Inaczej rzecz ujmując, piszcie plany porodów, poczytajcie o prawach pacjenta, nie bójcie się walczyć o swoje na sali porodowej jak i w szpitalu (ale oczywiście w granicach rozsądku), edukujcie na powyższe tematy swoich partnerów, bo jak będziecie już pod koniec wymęczone i obolałe, to będzie Wam na tamtą chwilę wszystko jedno, i to jest czas żeby ojciec dziecka upominał się w Waszym imieniu o zapisy planu porodu....
Powodzenia!!!!! :)
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 5
@aa - wielkie dzięki za to podsumowanie w punktach. Powinno być podklejone jako główne info w wątku, a może i w całym dziale ;)

STS - Skin to skin - pierwszy kontakt matki z dzieckiem typu skóra do skóry, włączając w to pierwsze karmienie. Wg nowej ustawy z 2012 matka ma prawo do takiego kontaktu jeszcze przed odpępnieniem / III fazą porodu i szyciem krocza. W/w zabiegi mogą być wykonywane w trakcie kontaktu, którego długość może wynosić nawet 2godziny, jeśli taka będzie wola matki. Wszelkie inne zabiegi (mierzenie, ważenie, ocena neonatologa) powinno być wykonywane po tym kontakcie. Tyle mówią przepisy (dużo informacji na ten temat jest na stronach fundacji Rodzić po ludzku). Byliśmy ciekawi, jak to się ma do praktyki...

No cóż, każdy ma swoje preferencje odnośnie do obecności ojca dziecka w pierwszych godzinach i dniach. My mamy dosyć proste i klarowne cele, teraz już chyba wszystko wiemy, trzeba tylko (!) podjąć decyzję.

Pytanie z tymi dwiema torbami to nie jakiś kaprys, tylko doświadczenie konkretnego przypadku. Nie chcę wdawać się w szczegóły, bo nie mam na to zgody bohaterów tej historii; w każdym razie osobna torba i jej przeznaczenie są dla nas jakby wyznacznikiem izolacji dziecka od matki w pierwszych dobach i sprawowanej nad dzieckiem opieki. Z oczywistych przyczyn wolelibyśmy mieć dziecko przy sobie i tę opiekę sprawować sami.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 4
8 osób do jednej położnicy to jakaś masakra i nie zawahałabym się zrobić afery w takim przypadku ;) podobnie nie rozumiem, że ktoś poproszony o opuszczenie pokoju mógłby odmówić - w takim przypadku prosi się o pomoc położną lub lekarza.
Rozumiem, że ktoś może mieć jakieś przykre doświadczenia z odwiedzającymi ale dla mnie niektóre opowieści są mega zaskakujące. Tak jak mówię leżałam po porodzie na Klinicznej tydzień, było sporo różnych kobiet i różni odwiedzający ale nikt nie przesiadywał cały dzień, nie było tłumów, ani problemów z wyproszeniem gości.
Generalnie oddział jak każdy inny - zasady takie same jak na ginekologii, urologii itp. a na innych oddziałach chorzy też po operacjach muszą się ubrać w swoje piżamy, wymiotują, mają odłączane cewniki ;)
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0
słoniki, możesz chociaż trochę przybliżyć o co chodzi z tą izolacją dziecka? Ktoś rodzicom na siłę dziecko zabrał czy jak? Ja rodziłam na klinicznej i dzieci (zdrowe) były z mamami absolutnie cały czas, nawet podczas zabiegów jak np pobieranie krwi
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
@ewwa - trudno nie zgodzić się z takimi argumentami. Natomiast musimy pamiętać, że karta praw pacjenta w równym stopniu jak poszanowanie prywatności (także przed tabunami studentów, jeśli sobie tego nie życzymy!) gwarantuje nam także obecność najbliższej osoby. Przeszkodą w tym względzie mogą być tylko ważne względy medyczne, dlatego zakazy odwiedzin tatusiów zazwyczaj oficjalnie motywuje się w ten sposób (wydumane zagrożenia epidemiologiczne itp.), co jest oczywistą bzdurą - kilka dni temu był na portalu ciekawy artykuł o osobach z zewnątrz typu kapłan czy fotograf, wędrujących sobie pomiędzy salami i pomiędzy oddziałami, okazuje się, że stanowi to dużo większe zagrożenie epidemiologiczne niż "domowa" flora bakteryjna. Względy praktyczne poszanowania prywatności w XXI wieku nie są chyba utopią ani fanaberią, nawet na salach wieloosobowych dałoby się to zrobić - co stoi na przeszkodzie żeby w stalach stały parawany albo wisiały zasłony pomiędzy łóżkami? Często można to oglądać na telewizyjnych i kinowych produkcjach z różnych dziwnych krajów, włączając w to filmy wojenne i kastastroficzne. Ale w Polsce przez 20 lat postkomuny jeszcze nikt nie zatrybił, żeby zastosować rozwiązania genialne w swej prostocie. Największy wysiłek - jak zawsze - sprowadza się do wykrzesania odrobiny dobrej woli i ludzkich odruchów. Najłatwiej odesłać paniusię i panicza do swissmedu...
popieram tę opinię 14 nie zgadzam się z tą opinią 3
a więc Słoniku, jeśli chodzi o kontakt skóra do skóry, to mogę powiedzieć wyłącznie o Klinicznej. Bezpośrednio po porodzie dziecko "wylądowało" na moim brzuchu i było tam przez czas rodzenia się łożyska i szycia (20-30 min ???), po czym zostało zabrane do osobnej sali na ważenie i mierzenie w obecności ojca. Mnie w tym czasie przewieziono na salę poporodową, po czy po chwili dołączył do mnie partner z wytartym i ubranym dzieckiem na rękach, przyszła polożna i poinstruowała jak przystawić dziecko. Tak sobie myślę, że chyba gdybym naciskała na dwugodzinny kontakt skóra do skóry to nie zrobiono by problemu, zwłaszcza że dziecko dostało 10 pkt w skali Apgar, co innego, gdy podejrzewają ze jest coś nie tak z dzieckiem, wtedy pewnie od razu trafia na neonatologię. Aha, jeżeli zależy Ci, zeby nie przecinano pępowiny przed ustaniem tętnienia, to wyraźnie to zaznacz najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem II fazy porodu, bo potem możesz zapomnieć i będzie za późno. Niby położne mają obowiązek postępować tak same z siebie, ale w praktyce zależy, na jaką trafisz. Niestety niektóre położne różnie podchodzą do nacinania krocza i odpępniania w zależności od tego, jaki lekarz jest akurat na dyżurze :(

Jeśli chodzi o szczepionki, to w każdym szpitalu muszą uszanować Twoj brak zgody. Na Klinicznej moje dziecko zostało zaszczepione w 3-ciej dobie, tuz przed wypisem. Przyszła do mnie pediatra prowadząca i powiedziała, że za chwilę przyjdzie pielęgniarka szczepienna i czy wyrażam zgodę. Powiedziałam, ze nie zgadzam się na podanie szczepionki Euvax i zaszczepię na wzw we własnym zakresie w przychodni. Jednakże powiedziała, że stosują polską szczepionkę Hepavax i ona swoje dziecko nią zaszczepiła, więc się zgodziłam. Co do BCG przeciw gruźlicy, to chyba nie ma dla niej alternatywy, chyba że w ogóle jesteś całkowicie przeciwna szczepieniom. Jeszcze raz powtórzę, ze personel z neonatologii był super i do niczego się nie można przyczepić.

A z tą torbą to jestem zdziwiona, myślę że ma to sens jedynie w przypadku planowanego cc, kiedy dziecko przez pewien czas nie jest z Tobą na sali, tylko pod opieką pielęgniarek. Pewnie co szpital, to inne zwyczaje (wręcz czytałam gdzieś, że w którymś ze szpitali nie pozwalają mieć więcej niż 1 torbę). Wg mnie jednak najwygodniej jest się spakować tak, jak to opisałam wcześniej. Najlepiej zadzwoń do wybranego przez siebie szpitala i się dowiedz.

Co do odwiedzin na salach, to myślę, że wszystkie argumenty za i przeciw już padły i nie ma co ciągnąć dyskusji niepotrzebnie się nakręcając. Zabronili to zabronili, osobiście mam nadzieję że za jakiś czas zniosa ten zakaz jak personel się przekona, ile więcej pracy ma przy matce i dziecku, gdy nie mają pomocy ze strony męża czy babci, ale to moje zdanie. Poza tym jest zima i musicie brać pod uwagę, ze w każdej chwili we wszystkich szpitalach mogą wprowadzić całkowity zakaz odwiedzin ze względu na grypę...

Aha, a co do Wejherowa, to z różnych forów jak i rozmowy z koleżanką z pracy wywnioskowałam, że te super pozytywne opinie piszą kobiety, których poród przebiegł książkowo, gdyż faktycznie warunki lokalowe są tam dobrę. Niestety w sytuacji, gdy coś się komplikuje, sytuacja zmienia się diametralnie. Stąd tak skrajne opinie nt. tego szpitala.

Jeśli mogę jeszcze w czymś pomóc, piszcie. Sama niedawno byłam w takiej sytuacji i wiem, jak trudno znaleźć takie "zebrane w kupę" informację.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
Słoniki, muszę się z Tobą zgodzić...
Niestety zakazy odwiedzin na salach są spowodowane głównie, aby przeciwdziałać głupocie ludzkiej, bo gdyby każdy człowiek był myslący, to nie zapraszałby tabuna ludzi, odwiedzający sami wyszliby na chwilke w razie potrzeby.
A z tym odsyłaniem do Swiss, to ja się nad nim zastanawiam głównie z powodu odwiedzin męża i córki. Mam w domu czterolatkę i bardzo chciałabym, aby cała rodzina mogła być razem od samego początku.
Jestem jednak w stanie się tego wyrzec w ramach zaoszczędzenia 6tys i przetrwać te 3 dni na Zaspie. Tym bardziej, że poprzednio nic złego ze strony personelu mnie tam nie spotkało, a moja szwagierka rodziła tam w zeszłym tygodniu i jest zadowolona z tego miejsca. Mam więc świeże info z porodówki i wiem, że jest w porządku. Plus mój lekarz prowadzący jest z zaspy i ten, do którego chodzę na USg także tam pracuje.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
mi i w jednym i w drugim szpitalu dali dziecko od razu w ręce, takie maziane nieumyte na pewno w swissie dostałam, w wejherowie chyba też ale nie mam pewności, tamten poród był tak koszmarny,że ledwo mogłam to dziecko utrzymać z powodu torsji i w ogóle ogłupienia jakiegoś, szoku czy nie wiem. A co do odwiedzin to rodzina miała zakaz, chciałam tylko męża. Jakoś nikt się nie obraził.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
Przytaczając artykuły z ustawy o prawach pacjenta, przyszło mi do głowy, że powinnam wkleić tylko fragment - dokładnie taki który odpowiada sytuacji. I rzeczywiście. Zostało zauważone to, że kierownik może zakazać odwiedzin z powodów epidemiologicznych ale już to, że " ze względu na warunki przebywania innych osób chorych w szpitalu" zostało niezauważone.
I jak już pisałam, nie zawsze był wybór szpitala. Ordynator z Zaspy wprost mi powiedział, że 'słodkie" mamy odsyłaja na Kliniczną bo tam są od tego lepsi specjaliści.
Poza tym jeśli poród jest odarty z poczucia intymności, godności, to nie musi być taki cały pobyt w szpitalu. Dla mnie to by było pogłębienie sytuacji niekomfortowej i to bez wyraźnego celu. Bo poród wiadomo wygląda tak, jak wygląda i się na to nic nie poradzi. Ale przez to nie musi być od razu zgoda na karmienie dziecka przy obcym facecie. Mnie by to krępowało i tyle.
Na obecność studentów też trzeba wyraxić zgodę, nawet w szpitalu klinicznym.
Jak by były wspomniane wyżej zasłonki, parawany to czemu nie, byłabym za odwiedzinami. Ale ich nie ma.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja rodziłam trzy razy w szpitalu gdzie była sala odwiedzin i nikt nie mógł na sale położnic wchodzić. Przy wypisie wprost zapytałam, czy mąż będzie mógł wejść zabrać walizkę. Najpierw zapytałam panie które ze mną leżały a potem położne. Te drugie na początku nie wyraziły zgody, to powiedziałam, że sama nie dam rady i poproszę którąś z nich o pomoc. Zgodziły się na to, by mąż wszedł :)
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 1
A., ale skoro nigdy nie rodziłąś w szpitalu, gdzie odwiedziny na salach położnic były możliwe, to dlaczego je krytykujesz? Miałaś wybór i z niego skorzystałaś. Osoby, które chcą takich odwiedzin tego wyboru teraz nie mają, chyba że zapłacą 6000 zł lub wyjadą poza 3miasto.
Ja mam dokładnie takie same odczucia jak Ania - żadnych tłumów na salach, zachowanie odwiedzających z kulturą, wychodzili zawsze, gdy była potrzeba. Sama zresztą kiedyś wzięłam dziecko i wyszłam do mamy do sali odwiedzin, bo akurat jak przyjechała moja współlokatorka zasnęła i nie chciałam jej przeszkadzać. Obawiam się, że takie komentarze i kontrargumenty piszą właśnie osoby, które nigdy na Klinicznej nie rodziły...

Co do "słodkich" mam to się nie zgodzę, bo największe dziecko matki z cukrzycą w Polsce (nota bene była to moja koleżanka z dawnych czasów) urodziło się na Zaspie. Tam też była prowadzona całą ciążę.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 5
Ja rodzilam na zaspie i chcialam karmic piersia ale z powodu braku pokarmu musialam pobudzac laktacje laktatorem. Sciagalam mleko co dwie lub dwie i pol godz i trwalo to ok 30 min. Nie wyobrazam sobie sciagac mleka przy odwiedzajacych. Rodzilam na zaspie wlasnie ze wzgledu na brak odwiedzin na sali ale jezeli nie byloby miejsc i odeslali by mnie na kliniczna to bezwzglednie wypraszalabym na pol godziny wszystkich odwiedzajacych w momencie sciagania mleka, bylo to dla mnie malo komfortowe i nie wyobrazam sobie robic tego przy obcych facetach. I czy gosciom by sie to podobalo czy nie musieliby siedziec pol godziny pod drzwiami lub wyjsc do pokoju odwiedzin. Ja po porodzie przez 12 godz nie moglam ustac na nogach bo stracilam duzo krwi ale nie uzalalam sie nad soba ze nie ma przy mnie meza zeby mi pomogl przy dziecku
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 8
@Ania - izolacja nie była "na siłę" i nie była bez powodu. Nie ma sensu wybiórczo wchodzić w szczegóły, bo bez pełnego obrazu nie da się zrozumieć tej sytuacji. Po prostu festiwal chamstwa i niekompetencji; dalej nie ma sensu roztrząsać. Rozumiem, że ze względów organizacyjnych druga torba ułatwia zadanie pielęgniarkom w przypadku, gdy dziecko jest na SORze noworodkowym i nie może leżeć na sali z matką. Ale w każdym innym przypadku (zwłaszcza w przypadku cc, gdy położnice przeważnie są w mniejszych salach i zapewne są też częściej doglądane ;> ) nie widzę powodu by z góry zakładać, że dziecko będzie gdzie indziej, a matka niezdolna choćby wskazać palcem w co ubrać dziecko. Oczywiście, to szpital dyktuje warunki i nie ma sensu się na to buntować. Może niesłusznie się czepiliśmy tej torby ale nie bez powodu mówi się, że pierwsze wrażenie najważniejsze - jeśli najważniejsza przy przyjęciu będzie osobna torba dziecka, to będzie to dla nas jakiś mały wyznacznik tego, jakie są priorytety obsługi szpitalnej i "kto tu dyktuje warunki". Ostatecznie teraz jesteśmy klientami tego systemu, a nie dziećmi, które przyjechały na kolonię i które trzeba wszędzie prowadzić za rączkę. Z tego, co piszecie wynika, że w ścisłym Trójmieście normalnie jest tak naprawdę tylko na Zaspie i Klinicznej. Z czego warunków do obecności bliskiej osoby nie ma nigdzie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@karola - no i bardzo dobrze, że byś wypraszała, na innych oddziałach właśnie tak jest, że na czas obchodu czy wykonywania innych zabiegów typu zastrzyk czy cewnikowanie wyprasza się odwiedzających. Akurat na salach poporodowych byłoby z tym trudno i może nawet goście byliby częściej za drzwiami niż w sali. Jednak ciężka do przyjęcia jest sytuacja, jak ktoś tu wyżej pisał, że z zasady nie ma wstępu na oddział, torby trzeba sobie tachać samemu, a ojcowie mogą oglądać dziecko przez szybę. Swoją drogą zobaczcie, jaki mamy "szpitalny" tok rozumowania - prywatność ze strony odwiedzających ojców to jest problem (bynajmniej nie neguję tego), ale już obce kobiety leżące na tej samej sali, studenci, fotograf itp., to jest część infrastruktury szpitala, tu problem prywatności czy wstydu nie istnieje... Chyba nie ma sensu licytować się co kto woli, co powinien robić ojciec w tym czasie, a kto może lub nie może oglądać matkę. Na pewno nie powinno to być tematem działalności położnej. Nawiasem, na remont pokoiku dziecka to już trochę za późno, a skoro oboje świadomie szykujemy się do rodzicielstwa, to właśnie po to, żeby być razem i wspierać się w takich "awaryjnych" sytuacjach. Po co nad tym debatować, każdy mniej więcej wie, na czym mu zależy i próbuje to zapewnić. Grunt, że ustaliliśmy jakie są trendy panujące w poszczególnych placówkach.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
Na klinicznej nie rodziłam i z tego powodu na pewno nie mogę sobie wyobrazić, co może czuć kobieta, która ma nakarmić dziecko, użyć laktatora przy obcym facecie. No dziewczyny, naprawdę nie jestem aż taka tępa :). Po trzech porodach leżałam w szpitalu i wiem, że to były sytuacje, w których nie chciałabym mieć towarzystwa innych facetów. Pobyt w szpitalu po porodzie naprawdę nie jest dla mnie tylko teorią. I z pewnością obecność obcych mężczyzn byłaby dla mnie krępująca. W miejscach publicznych też nigdy nie karmiłam na "widoku". Szukałam ustronnego miejsca i przykrywałam się pieluszką, jak już musiałam dziecko nakarmić (w sali szpitalnej trudno o takie miejsce). I naprawdę nie musiałam doświadczyć karmienia z biustem na wierzchu by się przekonać, że to mi nie odpowiada. Tak samo jest z odwiedzinami. Krytykuje takie rozwiązanie bo po prostu mam inne zdanie i tyle.
A na Klinicznej byłam. Leżałam na patologii ciąży, a później na porodówce na próbie oksytocynowej. Próba nic nie dała więc pojechałam do domu. Byłam tam cały dzień i widziałam, ile na korytarzu ludzi się przewijało, może dlatego że to był początek weekendu. Do domu wychodziłam wieczorem i do wieczora jeszcze jacyś goście się kręcili a położne w ogóle nie zwracały uwagi.
Co do mam cukrzycowych, to ja nie wiem, jak jest teraz na Zaspie, może coś się zmieniło, może babka miała lekarza prowadzącego z Zaspy . Ja poszłam pogadać z Boltem (chyba tak się to pisze), który był ordynatorem odnośnie mojego potencjalnego porodu tam i jak zobaczył na wypisie, że moje dzieciątko w brzuchu było bardzo duże (co mogło być skutkiem cukrzycy), to zaraz mi powiedział że z cukrzycą to na Kliniczną odeslą i tak.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja też jestem przeciwna fotografowi na porodówce ale jak już przyjdzie to pobędzie najwyżej kilka minut. A goście nie przychodzą na kilka minut, tym bardziej tatusiowie.
Nie zawsze trzeba płacić 6000zł by mieć męża przy sobie. Zawsze można spróbować zapłacić za "jedynkę" na Klinicznej. Koszt to chyba ok 400-500zł. Jak u mnie było ryzyko, ze tam urodzę (ze względu na próbę oksy), to najpierw upewnilam się, że "jedynka" jest wolna i ją sobie zarezerwowałam. Wcale nie dlatego, zeby mąż był przy mnie, bo by nie mógł. Musiałby zostać ze starszym dzieckiem w domu, bo małych dzieci na porodówkę na klinicznej nie wpuszczano nawet do tej sali komercyjnej. Tę salę rezerwowałam po to, by ustrzec się przed gośćmi innych pań.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1
Jest chyba jakaś niepisana umowa, że "trudne" przypadki odsyłane są na Kliniczną. Może niektóre z tych "trudności" to bardziej "spychologia" i obawa przed zepsuciem statystyk, a może rzeczywista potrzeba, nieważne; ważne, że relacje z Klinicznej są raczej pozytywne, podobnie jak z Zaspy. Co Ty mówisz o jedynce, takie coś tam istnieje...? Korzystał ktoś z jedynki na Klinicznej w ostatnim czasie?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jak ja rodziłam moje dzieci kilka lat temu, to taka sala komercyjna tam była. Nie można jej rezerwować z wyprzedzeniem a dopiero, jak przyjedzie się do porodu. Ja pojechałam "tylko" na próbę oksy ale była w tym dniu wolna i udało mi się ją zaklepać. Może dlatego, że pracuje tam mój lekarka i to ona przyjmowała mnie na porodówkę. No ale też taka próba z oksy mogła zakończyć się porodem. Z tego co ja się dowiedziałam wtedy o tej sali, to mąż mógł być cały dzień ale na noc już nie. no i małych dzieci nie wpuszczali do tej sali, w ogole na porodówkę nie mogły wchodzić małe dzieci. Ale sama sala do porodu super. Wszystko nowe, czyste, łóżko z regulacją na guziczki, łazienka. I gdybym miała inne oczekiwania odnośnie porodu, niż niektóre z was, to na pewno tam bym urodziła; zwłaszcza że moja lekarka była stamtąd. Niestety, dwie rzeczy zdecydowały, że pojechałam do innego szpitala.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
I może rzeczywiście takie odsyłanie to trochę spychologia.
Poza tym dziewczyny, trzymam za was wszystkie kciuki. Życzę wam żebyście wyszły wszystkie z dzidziusiami w trzeciej dobie i żebyście nawet nie poczuły, że brakuje wam męża. Dzieciątko naprawde nie potrzebuje wielu zabiegów w tych pierwszych dniach. I nie bójcie się poprosic o pomoc położne. Grzeczna prośba, do tego uśmiech mogą dużo zdziałać :)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
Słoniku, na Klinicznej są dwie takie ponadstandartowe sale, 1- i 2- osobowa, w tej chwili nie wolno im oficjalnie pobierac opłat, więc jest tzw. niby dobrowolna "cegiełka" na szpital, coś mi się o uszy obiło że 250 zł. Tych sal nie można sobie zarezerwować z wyprzedzeniem, jak akurat jest wolna to pytają czy chcesz informując o "cegiełce". Ja chciałam, ale się nie załapałam - dziewczyna która urodziła pół godziny przede mną zajęła ostatnie wolne miejsce.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
@aa - Hepavax to ponoć ten sam koreański szajs co Euvax, tyle, że importowany przez polski Bioton. Ale jeśli wszystko było ok, to tylko się cieszyć. W sumie decyzja ze szczepieniami też nie do końca podjęta - z jednej strony wiadomo, błonica, tężec, gruźlica i to wszystko, na co my byliśmy szczepieni wydaje się rozsądne, natomiast ciężko zrozumieć obowiązek kłucia dziecka w pierwszej dobie życia, która jest szokiem sama w sobie - odporność swoista na dobrą sprawę jeszcze w ogóle nie funkcjonuje, a tu na dzień dobry dostaje "na warsztat" od razu dwa dość poważne patogeny. Na ewentualne uodpornienie można liczyć i tak dopiero po drugim czy trzecim powtórzeniu więc ani to szczepienie nie uchroni go przed ew. zakażeniem szpitalnym, ani przed tabunami ciekawskich gości w pierwszym miesiącu życia. Zresztą z tego, co tu czytam o zachorowalności na WZWb i gruźlicę, to prawdopodobieństwa złapania obu tych chorób w Polsce to rząd wielkości 10^-5 więc dużo niższy niż ewentualne powikłania poszczepienne. Obowiązek nakazuje szczepić, ale mózg jeszcze się broni ;) Pewnym kompromisem byłoby przesunąć cały ten kalendarz w czasie o jakieś pół roku - rok, tylko nie wiem, czy jest to gra warta świeczki wobec potencjalnych trudności. Szczepienia to osobny temat-rzeka, lepiej go tu chyba nie rozwijać za bardzo, bo się już zupełny offtop zrobi.

Co do Wejherowa - mamy podobne odczucia - wszystko jest fajnie, dopóki idzie dobrze. Trzymamy się jednak pozytywnego scenariusza - będzie pełen relaks i minimum ingerencji. Ta ostatnia informacja o "jedynce" na Klinicznej też jest dość optymistyczna - zawsze jest to jakiś wariant awaryjny. Minusy Klinicznej już też znamy od Ciebie. Teraz chyba już nie ma co debatować, bo wszystko zostało napisane, tylko trzeba powoli zawężać wybór. Będzie burza mózgów... ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zawsze możesz wybrać szczepienia 6w1 i w ogóle odpuścić to szczepienie przeciwko wzw b w szpitalu. Na gruźlicę bym, jednak zaszczepiła, podobno coraz częstsze przypadki odnotowują, także w 3mieście. Gdyby odpukać dziecko ja załapało przed ukończeniem pół roku czy roku, pewnie plułabyś sobie w twarz...

a co do kłucia zaraz po porodzie, to słyszałam że w Wojewódzkim dziecko otrzymuje wit.K w iniekcji, podczas gdy na Klinicznej i Zaspie doustnie. Nie wiem, jak w Redłowie i Wejherowie.

Trudny wybór przed Wami :) niestety tak czy siak musicie pójść na jakiś kompromis. Jeśli to Cię pocieszy w jakikolwiek sposób, to przez te parę dni będziesz tak oszołomiona, że w sumie będzie Ci to wszystko zwisać. Te całe moje przemyślenia/zastrzeżenia tak naprawdę pojawiły się długo po powrocie do domu. W czasie porodu masz taki wyrzut hormonów, że czujesz się jak po "głupim Jasiu", wg mnie to dobrze, bo inaczej chyba nikt by sie na kolejne dziecko nie zdecydował, a ja np. już myślę o drugim, tylko rozsądek każe mi jeszcze poczekać kilka miesięcy. Nie będzie tak źle - koniec końców ból się zapomina, rany się goją, a pomoc męża prawdopodobnie nie będzie Ci tak potrzebna, jak Ci się teraz wydaje. Najwyżej będziecie okupować salę odwiedzin lub korytarz. I powiem Ci, że te hormony "przeprowadzą" Cię przez ten okres, pamiętaj jednak, że ojciec dziecka, jakby się nie wczuł w sytuację, to mimo najszczerszych chęci będzie jednak takim obserwatorem z boku i może się zdarzyć, że też bardzo przeżyje całe "wydarzenie". Tak więc nie wymagaj od niego, żeby całymi dniami był z Wami w szpitalu, on także będzie potrzebował czasu by się "otrząsnąć" i wrócić do normalnego świata:) także zaangażowanie ojca od samego początku jak najbardziej tak, ale godzinę-dwie dziennie moim zdaniem tak naprawdę wystarczy... Ja osobiście uważam, że najważniejsze jest zdrowie dziecka, bo w razie (tfu tfu) powikłan, szybka ingerencja wykwalifikowanego personelu może zapobiec tragedii. Powodzenia.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
Rodziłam w połowie grudnia 2013 r w Wojewódzkim i jestem bardzo zadowolona z tego szpitala. I też jestem zwolenniczką zamykania oddziału przed gośćmi. Tak naprawdę tatuś w niczym nam nie pomoże na oddziale, a wsparcie psychiczne, to na odległość też można mieć, są telefony, są odwiedziny itp. Nie róbmy z siebie jakiś świętych krów, nad którymi wszyscy mają się litować i skakać. Wspominacie też problem ciężkich toreb: przecież nie trzeba nic dźwigać, bo jest ten wózek w którym jest dziecko. Ja włożyłam torby pod spód i bez problemu podjechałam do męża. A nawet w szpitalu pani sprzątająca proponowała, że przeniesie torby. Co do personelu, to wiadomo, jak wszędzie, są milsze i te mniej milsze położne, ale tak naprawdę, czy my też zawsze mały super humor i jesteśmy dla wszystkich miłe przez 24/7 i cały rok? Raczej wątpię, więc nie oczekujmy tego o innych, bo każdy może mieć zły dzień. W każdym razie zawsze przychodziły jak się poprosiło, nawet o jakieś głupoty. Zresztą ja to miałam gdzieś, bo najważniejsze było dziecko i ono mi przysłaniało wszystkie inne problemy. Oczywiście zawsze mogłoby być lepiej i szpitale powinny do tego zmierzać, ale też do szpitala jedziemy rodzić, a nie na wczasy all inclusive. Wszystko zależy od naszego nastawienia, jak się będzie się wiecznie niezadowolonym, to też tak będzie wszystko wyglądało.

Słoniki co do zachorowalności na te choroby, to jest taka niska, bo są obowiązkowe szczepienia. Jakby ludzie przestali szczepić, to zachorowalność by wzrosła. To chyba logiczne.
popieram tę opinię 9 nie zgadzam się z tą opinią 6
Gałga - niby logiczne, ale logiczne jest też to, że w tym samym czasie gdy wprowadzano szczepienia, o niebo poprawił się standard życia i warunki higieny; jednocześnie znacznie zwiększyła się także częstość występowania chorób autoimmunologicznych. Wzrosła też temperatura na Ziemi i poziom wód w oceanach. Takie korelacje można sobie dowolnie wynajdywać jak komu pasuje, bo nie ma rzetelnej grupy odniesienia (analogicznego społeczeństwa, które w identycznym okresie nie byłoby szczepione profilaktycznie), dopiero wtedy możnaby porównać ze sobą obie populacje - ich wyszczepialność, wskaźniki zachorowań i wysnuć na ten temat wiarygodne wnioski. Pewnie dałoby się też zmontować jakąś statystykę (logiczną, ale nie do końca poprawną metodologicznie) aby udowodnić że antybiotyki zwalczają wirusy, homeopatia działa, a najbezpieczniejszym środkiem transportu jest rower. Każdy wierzy w to, co chce i komu chce. W sporze o szczepienia każdy ma trochę racji - zarówno szczepionkowcy w tym, że w grupach ryzyka sztuczne czynne uodpornienie przynosi korzyści, a antyszczepionkowcy w tym, że szczepień obowiązkowych w polskim kalendarzu jest za dużo, a powikłania są niesłusznie bagatelizowane. Osobiście nie twierdzę, że nie należy szczepić w ogóle, ale że szczepienia noworodków powinny być odsunięte w czasie o kilka tygodni/miesięcy i rozłożone na raty (makymalnie 1 patogen co 2 tygodnie). Co też jeszcze nie znaczy, że ostatecznie uda nam się tak zrobić... Pozdrawiam
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Sloniki odbiegasz od tematu forum. Wprowadzasz chaos pisząc nie na temat , w każdej kwestii masz problem. Wspolczuje poloznym i lekarzom jak będziesz rodziła.
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 7
Jeśli chodzi o szczepienia to watro wiedzieć iż tak na prawdę żadnego obowiązku szczepienia nie ma, a wszelkie kary są nakładane bezprawnie i na szczęście po ostatnim wyroku NSA sanepidy zaczynają spuszczać z tonu ;) Zresztą nikt nikogo nie gania jeśli rodzice tylko opóźniają szczepienia o kilka miesięcy. Pisma z groźbami są wysyłane do rodziców, którzy mają bardzo duże poślizgi w szczepieniach lub odmawiają ich całkowicie.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
bax, ale ten wątek założyła Słoniki, jak masz inny temat do dyskusji, to załóż swój.
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 2
Następna mamusia : maz przychodził rano i zostawał na cały dzień. Kobieto czy ty nie masz rozumu i umiaru? I właśnie przez takie mamusie odwiedzin nie ma ! Same do tego doprowadziłyscie !
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 7
hej, od wczoraj czytam sobie wasz wątek i nawet wczoraj zbierałam się, żeby napisać ale internet siadł :)
ja rodziłam w 2012 na Klinicznej za czasów oddziałów otwartych. Dla mnie to było bardzo ważne, że mąż mógł do nas przyjść. Nie miałam siły ani ochoty siedzieć na sali odwiedzin. My niestety w szpitalu byłyśmy 10 dni z powodu infekcji i szczególnie w drugiej części pobytu pomoc była mi bardzo potrzebna bo fizycznie nie dawałam rady. Do mnie przychodził tylko mąż i to na trochę, niestety u współlokatorów różnie. Na sali przedłużonego pobytu gdzie leżały dzieci z infekcjami do mojej współlokatorki przychodziły tabuny ludzi i siedzieli od rana do wieczora, ona już o 6 przygotowywała się na przyjście gości ubierając piękną piżamkę, robiąc make-up i układając włosy. efekt tego był taki, że po 7 dniach pękła psychicznie ze zmęczenia i sama wszystkich wywaliła :) ale ryczała chyba później dobę, swoją drogę była lekarką, dla mnie masakra
a co do klinicznej to na oddziałach najczęściej kładą kobiety na różnych etapach po porodzie więc dziewczyny sobie pomagają, pierwszego dnia pomaga ktoś tobie a trzecie Ty komuś innemu, ja byłam weteranką pomagania z racji 10 dni, nawet chodziłam z dziewczynami pod prysznic. w takiej sytuacji wstydu nie ma :)
położne od położnic różnw ale raczej ok, w przypływie baby blusa poiły mnie czymś słonym na nerwy, jedna była tylka paskudna przez te 10 dni.
położne od noworodków anioły!!!
przy każdym łóżku jest alarm i jak się dzwoni to pędzą do ciebie, ja raz omyłkowo włączyłam myśląc, że to światło i od razu przy mnie były
położna laktacyjna w sumie nie wiem bo jak jej powiedziełam, że nie mam ciśnienia na karmienie to mi odpuściła (zresztą potem chyba dzięki takiemu latowemu nastawieniu długo karmiłam córkę)
podstawową wadą Klienicznej jest wyżywnienie - abstrahując, że nie jest super pyszne ale do zjedzenia to absurdalen są godziny posiłków - 8 śniadanie, 12 obiad, 16 kolacja - jak ktoś nie ma osoby odwiedzającej (a na patologii ciąży leżą laski z innych miast) to można paść z głodu między kolacją a śniadaniem

no i warto mieć coś ze sobą pożywnego (np. biszkopty) bo jak urodziłam o 24.00 to jak ochłonęłam to byłam tak głodna i wyczerpana, że gdyby mnie koleżanki na sali nie podkarmiły to bym chyba nie doszła do siebie, a tak paczka biszkoptów, 3 godziny snu i miałam się już calkiem spoko :)
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
bax - ale co tu jest nie na temat? wszystko wynika z przebiegu dyskusji. Mąż może sobie przychodzić choćby i na 24 godziny dziennie, jeśli ma na to ochotę i nie jest to zabronione przez dyrekcję szpitala. Masz z tym jakiś problem? W każdej branży są pewne przepisy i zasady świadczenia usług, które obowiązują obie strony; nie widzę nic złego w tym, że chcemy wiedzieć, gdzie te usługi są realizowane najlepiej i mieć wpływ na ich wybór. Na marginesie - nigdy nie byliśmy za likwidacją publicznej służby zdrowia, ale cóż zrobić - trzeba się wreszcie przyzwyczaić i do tego, że klient-pacjent płaci i wymaga. Ty się o lekarzy i położnych nie martw - na szczęście coraz częściej zdarzają się tacy, którzy przywracają wiarę w ludzi i w medycynę. Choć niestety nie tylko we Włocławku (i nie tylko w tym zawodzie, oczywiście) trafiają się jeszcze ci drudzy, którzy pracują za karę, a pacjentów (czy klientów) traktują jak upierdliwców, bo odrywają ich od kawy. Mam nadzieję, że Ty nie masz nic wspólnego z pracą z ludźmi, bo gdybyś swoje dobre rady próbowała nam sprzedać "w realu", to mogłabyś się już pakować i szukać innej roboty; i nie chodzi bynajmniej o jakieś tam straszenie, ale nigdy do końca nie wiesz, z kim masz do czynienia. To oczywiste, że kultura i szacunek obowiązuje obie strony ale bez przesady, nie wymagajmy od pacjentów totalnej spolegliwości, niestwarzania problemów i bezgranicznego zaufania. Gdyby pacjenci nie mieli "problemów", to nie byliby w szpitalu. Dla Twojej wiadomości: nasze obecne podejście pełnej informacji i świadomego wyboru nie wynika z wrodzonej postawy roszczeniowej, bo takiej nie mamy (nigdy nie domagaliśmy się żadnych luksusów, hotelowych warunków itd.), ale jest wypadkową różnych okołomedycznych doświadczeń, z których główny wniosek jest taki, że o własne zdrowie trzeba troszczyć się samemu. Nie będziemy tego rozwijać, bo to akurat dość mocno wykracza poza ten wątek. Założenie jest takie: my się będziemy uśmiechać i grzecznie powiemy na czym nam zależy, a równie miłe panie i panowie w szpitalu pomogą nam to zrealizować. Coś się nie zgadza? Coś jeszcze wytłumaczyć?
popieram tę opinię 7 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja już wiecie jestem przeciwna odwiedzinom przy łożku ale troche ma racji i Słoniki, i bax. Bo jeśli regulamin na to pozwala, to rzeczywiście mąz może siedzieć i 24h na dobę. Ale z drugiej strony własnie tacy odwiedzający doprowadzili do sytuacji, ze teraz jest w ogóle zakaz odwiedzin. Poza tym każdy czlowiek powinien mieć w sobie trochę empatii (żyj i daj żyć innym - chciałoby się powiedzuieć) a nie tylko patrzeć na swój czubek nosa i wychodzić z założenia, że jak płace to mi się należy. Coraz mniej tej empatii w ludziach jest. Najlepszym przykładem jest komunikacja miejska. Jak ja byłam dzieckiem, nie do pomyślenia było, żeby młody człowiek nie ustąpił miejsca starszemu albo kobiecie w ciąży. Teraz jest inaczej. Młodzi siedzą bo zapłacili za bilet to im się należy i ani myślą ustąpić miejsca, jak pojawi się osoba starsza czy ciężarna. Często takie sytuacje się widzi a skądś to się bierze.
Co do Klinicznej, to jeśli któraś się zdecyduje tam urodzić, to liczcie się z tym, że trzeba sie o wszystko pytać, pytać, pytać. No chyba że coś się zmieniło w ostatnich kilku latach. Jak ja leżałam tam na patologii, to tak to wyglądało. Wszyscy byli mili ale najlepiej jakby kobietki się o nic nie pytały i na wszystko zgadzały. A przecież nie interesowalo mnie nic innego, jak moje zdrowie, moje i mojego dziecka. Musiałam chodzić za lekarzem i się dopytywać, i wcale lekarz nie był zadowolony z tego powodu. W końcu na patologię nie idzie się, jak jest wszystko ok.
Na porodówce byłam zbyt krótko, żeby takie rzeczy zauważyć, poza tym miałam tam "swojego" lekarza. Jednak tam też pracowały położne wg jakichś przyjętych schematów. Jak miałam mieć próbę oksy, to koniecznie chciano mi wbić kroplówke do prawej ręki. Ja się zapytałam, czy jest ku temu jakaś przyczyna medyczne, inaczej rozchodzi się płyn z kroplówki, to mi powiedziano, ze nie ma żadnej różnicy ale oni kłuja w rękę prawą, bo tak mają ustawiony stojak przy łóżkach. Ja się nie zgodziłam. W końcu miałam tam siedzieć kilka godzin i wolałam mieć rękę prawą wolną, bo to ułatwia chociażby skorzystanie z toalety. Powiedziałam, że mąż może przestawić ten stojak (taka zwyczajna, metalowa rurka) i ponownie poprosiłam o wkłucie igły w lewą rękę. Położna coś nosem kręciła, ale w końcu zrobiła tak, jak chciałam. Wydaje mi się, że nie prosiłam o nie wiadomo co. I naprawdę poprosiłam o to z uśmiechem a nie żądałam. Jak przyszła moja lekarka, to mi powiedziała, że już położne gadały o mnie, że przyszła pacjentka ze specjalnymi wymaganiami. O nic więcej nie prosiłam, nie wymagałam niczego innego. Czy to tak duzo było?
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 1
Te porody to niestety temat rzeka. Mi ogólnie jest trochę szkoda tych położnych, bo niestety mają na sobie ogromą odpowiedzialność a często spotykają się z brakiem współpracy i postawą roszczeniową. Ja wszystko rozumiem bo przy końcówce porodu trochę niezależnie od siebie też reprezentowałam taką postawę bo myślałam, że umrę :P ale niestety dużo pacjentek tak się zachowuje od początku. dla mnie super przekrojem była szkoła rodzenia gdzie połowa kobiet nie była w stanie zrozumieć, że lekarz i położna nie są z Tobą bez przerwy w trakcie trwania porodu.
co do klinicznej trzeba też pamiętać, że to szpital akademicki i jest duża szansa na pojawienie się studentów. oczywiście można odmówić ich obecności ale jest taka opcja, że się pojawią. Jak ja leżałam to była taki młody chłopaczek na stażu i on przychodził na obchód, jak był ze starszym lekarzem to dawałyśmy się oglądać, a jak był sam to nie chciało się nam rozbierać i go spławiałyśmy, biedny był :)
w sumie to nie ładnie bo gdzieś się facet nauczyć musi, ale tak mi się nie chciało ......
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
A jak jest w wakacje na Klinicznej-studenci też są?
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja byłam we wrześniu i studentów nie było. Nie wiem, czy tak jest zawsze czy nie. W każdym razie zapytano mnie, czy wyrażam zgodę na obecność studentów a jak odmówiłam, to mi powiedziano, że i tak ich nie ma bo mają wakacje i mogę podpisać :). No to jak ich nie ma tym bardziej nie muszę nic podpisywać :) Ale najlepiej się osobiście dowiedzieć.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Do autorki - z takimi wymaganiami to tylko swissmed, rodziłam dwa razy na klinicznej i nie narzekam, ale gdybym im wyciągnęła plan porodu to by mnie wyśmiały, położne nie są zbyt miłe i nie podchodzą indywidualnie, dla nich to kolejna sztuka do rozpakowania.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 3
A jak miałam plan porodu, dałam im i nikt mnie nie wyśmiał. Wydaj mi się, że się nawet do niego stosowały. M. in. prosiłam o nienacinanie i udało się bez. ;-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Słoniki, niestety wszystkie punkty wymienione przez ciebie spełnia Swissmed. Nie wiem jak z prywatnymi szpitalami np. w Toruniu czy Bydgoszy. Może jest taniej a pewnie zdążysz dojechać.

Ja 3 lata temu rodziłam na Klinicznej. Opieka po porodzie w sumie ok, leżałam na sali 2osobowej. Jeśli chodzi o sam poród...masakra. Rodziłam przez ponad 20 godzin i nawet jak tętno dziecka spadało niebezpiecznie nie chcieli zrobić cesarki ( o ilu takich historiach mówią teraz w telewizji). Więc męczyłam się przez te 20 godzin ze skurczami krzyżowymi bez żadnego postępu z rozwarciem szyjki. Jesteś przed porodem, więc nie będę straszyć, ale w skrócie jak już udało mi się cudem dożyć do porodu zdrowej dziewczynki to wyszłam ze szpitala ze skrajną anemią, niedowładem ręki (tak zaciskałam z bólu) i silną depresją poporodową (którą leczyłam potem ponad rok). A poród miałam od A do Z wywołany właśnie z powodu problemu z tętnem dziecka.
Więc jak po dwóch latach zaszłam w kolejną ciąże (w której przeżywałam katusze na myśl o kolejnym porodzie) długo się biłam z myślami czy swissmed. Ale zdecydowałam się i choć było to dla mnie duże wyrzeczenie finansowe nie żałuje ani jednej złotówki. Tym bardziej że pomimo dużego dziecka bardzo chciałam rodzić naturalnie ( w sumie gdybym na 100% szła na umówioną cesarkę to by mi aż tak nie robiło gdzie idę). Opieka w trakcie i po porodzie nie do porównania. Myślę, że osoba rodząca tam naturalnie wyjdzie z zupełnie innymi wspomnieniami niż ja z pierwszego porodu.

A jeśli chodzi o laktacje to i tak przez te 3 doby nie masz mleka, i nawet jak przystawiasz, to dobrze jest dokarmić trochę dziecko. dopiero w 4tej dobie masz nawał pokarmu. Jak poprosisz żeby ci ktoś powoli pokazał jak prawidłowo przystawić dziecko to cię w swissie nauczą. A jak po powrocie do domu masz problem to i tak możesz się zgłosić do każdej poradni laktacyjnej po pomoc. Plus masz położną na wizycie patronażowej. Mi jakoś nikt specjalnie na klinicznej nie pomógł.

Decyzja oczywiście należy do ciebie. Jeżeli poród zacznie się naturalnie i pojedziesz mając skurcze co 10 min to wszędzie będzie super. Gorzej jak coś będzie nie tak, np. będziesz musiała mieć wywoływany poród, albo ktoś będzie zwlekał z cesarką bo nie będzie lakarza. Nie wiem czy leczenie powikłań nie wychodzi drożej niż prywatny poród...
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 1
studentów w wakacje na klienicznej raczej nie ma ale są stażyści, ale to chyba w każdym szpitalu - tacy niby lekarze ale jeszcze nie wiele wiedzą :) zaletą ich jest to, że są bardzo sympatyczni

co do położnych na klinicznej to chyba co osoba to zdanie bo ja swoje dwie wspominam bardzo miło - szczególnie drugą, Pani Mirella chyba. nie miałam wprawdzie planu porodu ale pytała się mnie co wolę a jak nic nie wolałam to doradzała co jest lepsze. dla mnie bardzo fajnie to wszystko przebiegało (rodziłam 17 godzin, też ze słabym rozwarciem i w rezultacie z oksytocyną)
lekarze też dawali mi wybór (tętno płodu było prawidłowe więc mogłam wybierać), na początku nie chciałam oksytocyny więc pozwolili mi poczekać, później już doradzali wzięcie ale nie zmuszali
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja rodziłam całkiem niedawno...bo 9 mscy temu.Polecam Wejherowo!
po porodzie leżałam na sali poporodowej 2godz.a wraz ze mną maleństwo i mąż oczywiście(pomimo iż dobijała już godz20) który był takze przy porodzie. Znieczulenia nie miałam, ale mozliwość wdychania gazu-niby znieczulającego,efekt natomiast był odwracający moja uwagę od bólu, wiec chyba dobrze.Trzeba o niego poprosić położna-minusem jest całkowite leżenie juz wtedy na łóżku (bo w głowie się po tym kręci) wczesniej mogłam chodzić,kucać,na piłce siedzieć,brać prysznic itd. Planu porodu nie miałam, ale położna rozmawiała ze mną o ewentualnym nacinaniu krocza,kiedy trzeba,czemu itd.wiec ochrona krocz jest.Na szczeście uniknełam tego.Pielegnowanie dziecka-jest we własnym zakresie,jak poprosisz o pomoc,to pomagają oczywiście.Rzeczy dla maluszka ja miałam,wiec nikt w torbie mi nie grzebał.Dodatkowa opieka na sali jak juz mąż poszedł, pomoc przy pierwszym wstaniu do toalety,zmiana podkładów itd.A dodatkowo można wynajać osobny pokoik (za opłatą-chyba 300zł)i mąż może wtedy nocować,jesli tej opcji nie mamy-odwiedziny w sumie cały dzień,maż może siedzieć i pomagać przy maleństwie, a sale 2, 3 osobowe. Polecam!
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
witaj

rodzialm II razy
syna na zaspie, coreczke w zeszlym roku na Klinicznej

GORACO POLECAM SZPITAL NA KLININCZEJ
jesli Ktos sie pyta gdzie rodzic tylko tam :)

odradzam zaspe - wspominam ten czas porodu i po porodzie KOSZMARNIE :(
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
W maju 2012 r rodziłam swoje pierwsze dziecko,przez całą ciążę czytałam, szukałam i porównywałam,wybrałam Wejherowo:położną miałam fantastyczną, no kobieta wręcz urodziła za mnie,mąż cały czas był przy mnie,atmosfera w czasie porodu ok,naprawdę wszystko super,pół godz na piłce pod prysznicem, właściwie tylko z mężęm personel za uchylonymi drzwiami, ,oczywiście do momentu- mnie to pasowało.Niestety z opieki pielęgniarek nie jestem zadowolona,panie średnio miłe,szybko,szybko wszystko,jedna wręcz goniła z komentarzami niewybrednymi.teraz jak o tym pomyślę to mnie szlag trafia,ale wtedy to mi inne rzeczy zaprzątały głowę.
Fakt- jedzenię dla mamy karmiącej to jak dla wróbla porcja,no ale mąż dokarmiał,mógł siedzieć na sali od rana do wieczora.Sala indywidualna oczywiście jest,ale trzeba zapłacić,już nie pamiętam ile,coś 200-300 zł.Warunki sanitarne i wyposażenie jak i ogólny standard wg mnie naprawdę ok.Ale na koniec bonus:jak sie pózniej okazało synek wyszedł z gronkowcem,po tyg wylądowaliśmy w Redłowie w Morskim,po antybiotykach osłabł i przyplątało sie nastepne zakażenie , ech długa historia.Bądz co bądz zaden lekarz nie zaprzeczył że gronkowiec to typowo szpitalna bakteria i raczej nie było to moje niedopatrzenie.Mały urodził się duży silny,darł sie slicznie i miał 10 pkt i szybko dostał cycusia.po miesiącu tułaczki po szpitalnych oddziałach doszły mnie słuchy o nastepnych przypadkach zakazen.Mam nadzieje, że teraz juz wszystko w porzadku,niesmak pozostał i bedę w kwietniu rodzic drugiego bobaska w redłowie.Myslę ,że połowa sukcesu tkwi własnie w odpowiedniej obsadzie zmiany,ludzie jak to ludzie różni są, jak sie trafią z pasją i powołaniem do zawodu mozna rodzić byle gdzie
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Nie wybieram swissmedu ze względu na to, żeby mąż mógł być przy mnie cały czas bo zdecydowanie jestem za krótkimi odwiedzinami ale wolę się ubezpieczyć mentalnie.. stąd pytanie czy w Swiss jest jakiś parawan na sali oddzielający położnice?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
nie ma
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja rodziłam w Grudniu na Kllinicznej, bo tak mi poleciły znajome i rodzina, ale albo miałam pecha, albo szpital zszedł na psy - bo na każdym kroku słyszałam tylko pretensje. Na patologii, że mnie przyjęli. Na porodówce, że za wcześnie mnie przenieśli. Na położnictwie, że nie wysikana. Na porodówkę trafiłam o 22 i nie chcieli się zgodzić, żeby Mąż od razu przyjechał (bo za wcześnie), na poporodowym wygonili Męża po pół godziny i już więcej nie mógł do mnie przyjść - tylko w pokoju odwiedzin się na chwilę widzieliśmy, bo nie mogłam usiedzieć na krześle. To jakaś pomyłka, że z osobą po porodzie nie może być nikt bliski, zwłaszcza jak się kobieta źle czuje po trudnym porodzie. Nikt mi nic nie wytłumaczył, w niczym nie pomógł. W niedzielę nawet nie chcieli dać mi świeżego prześcieradła, bo prania w weekend nie robią. Tak więc nie mogę polecić. Jeśli zdecyduję się na następną ciążę to zdecydowanie wybiorę Swissmed, gdzie płacisz i możesz dzięki temu wymagać..
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 3
Za panstwowe szpitale tez placimy, co miesiac przez cale pracownicze zycie, wiec tez powinnismy wymagac...
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
to bieda bez parawanu...:)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
No właśnie trochę to dziwne, że płaci się tyle pieniędzy w swissie, nie ma dla każdej osobnej sali, a nawet parawanów, że dziecko z żółtaczką wypiszą do domu.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2
ale myślicie, że jakby ktoś w Swissie poprosił o ten parawan, to by odmówili? szczerze wątpię. A z lekką żółtaczką z każdego szpitala wypiszą, wskazując w karcie wypisowej, by dalej ja kontrolować u wybranego pediatry. A z silną ze Swissa na pewno nie wypiszą.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
http://www.gdzierodzic.info/placowka/szukaj
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tylko kwestia jest taka, czy takie parawany mają w ogole na stanie, czy przewidzieli w wyposażeniu coś takiego. Bo że nie odmówią, jak maja, to chyba oczywiste. A to o żółtaczce to właśnie gdzieś tutaj przeczytałam (w tym poście albo innym ale na pewno na tym forum), ze wypuścili dziecko do domu z silną żółtaczka bez żadnych wskazań co do wizyty kontrolnej u pediatry.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak, ktoś tu pisał, że wyszedł z żółtaczką która ciągnęła się kilka tygodni. Ja napisałam, że miałam identyczną sytuację na Klinicznej więc reguły nie ma ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Reguły nie ma, ale za 6 tysięcy człowiek liczy na większa troskę :) Przynajmniej ja bym liczyła.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mysmy rodzili w swissmedzie w lutym 2012, wszystko tak jak należy, wspaniała opieka, kameralność, sala 2 osobowa była pusta więc mąż mogł spać w pokoju. Pokazywali nam również sprzęt do resuscytacji i inkubatory - więc sprzęt jest, jednakże trzeba pamiętać że Swissmed to nie szpital wyższej kategorii gdzie tego sprzętu jest więcej ponieważ przekoerowywane są trudne/wcześniacze porody.

Jednym słowem, jeśli kogoś stać, to bardzo polecamy swissmed.
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 3
a po co w swiss te parawany? Choć i tak na pewno mają i jakby komuś bardzo zależało i by o nie poprosił to na pewno by otrzymał. Tam mają 4 sale położnic - 3 dwuosobowe i 1 jednoosobową. W pierwszej kolejności kładą położnice oddzielnie, a że mają średnio ok 30 porodów miesięcznie to baaaardzo rzadko jest potrzeba żeby położyć 2 panie na tej samej sali.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
U mnie w rodzinie był taki przypadek, że babkę położono do sali gdzie drugie łóżko było juz zajęte. Z młodą mamą był oczywiście mąż. Ok. północy przyszła połozna i delikatnie zapytała, czy tata może nie jest zmęczony i nie chciałby pojechać do domu, bo pani obok może chciałaby odpocząć. Poród w tym przypadku był ekspresowy i odbył sie pod wieczór, więc ok północy ani mama, ani tata nie byli zmęczeni i mogli sobie siedzieć. Dla mnie to jednak trochę dziwne.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Rodziłam trzy tygodnie temu na Klinicznej (poród CC ze względu na moje wskazania ortopedyczne). Po pobycie na sali pooperacyjnej trafiłam do sali jednoosobowej i w tej sali także nie ma odwiedzin i nikt nie może do Cebie wejść. Sama sala super. Jeśli ktoś ma pytania o szczegóły chętnie odpowiem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
To trochę śmieszne :-) Myślałam, że na tej jedynce o podwyższonym standardzie nie mają nic przeciwko, aby partner choć jakiś czas towarzyszył położnicy. W końcu po pierwsze to sala jednoosobowa i nikomu się w żaden sposób nie przeszkadza, a po drugie jest to sala płatna (jaka aktualnie cena?). Już bym wolała leżeć na tej dwuosobowej, przynajmniej było by sie do kogo odezwać... My z mężem jesteśmy zdecydowani na SwissMed, jednak w razie (tfu tfu) jakiegokolwiek powikłania/zagrożenia pojedziemy na Kliniczną.

A co do przypadku, że jakiś Pan siedział całymi dniami z żona w swiss po porodzie to jest już to po pierwsze kwestia kultury tych ludzi, a po drugie trzeba mieć język w gębie i umieć samemu zwrócić uwagę, a jak i to nie poskutkuje to można poprosić o parawany albo o przeniesienie na inna salę, do innej położnicy...
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja będę rodzić w swissmedzie latem przez cesarskie cięcie i na pewno mój mąż będzie u mnie siedział i mi pomagał , nie jest to poród nfz dlatego chce żeby był przy mnie .
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 8
Mi po 3 latach po porodzie dalej śnią się koszmary o Klinicznej, więc odradzam. Ze względu na to jak spieprzyli mi cesarskie cięcie , które w gruncie rzeczy wymusili na mnie, bo akurat był piątek, a nie chcieli mnie trzymać przez weekend na oddziale ( bo to koszt a i obsada mniejsza w soboty i niedziele) to skończyło się jak skończyło. Sala poporodowa beznadziejna, dla odwiedzającego ojca ( właściwie to ojców) było jedno połamane krzesło. Jedzenie fatalne. Przy dziecku nikt nie pomagał, poza wieczorną kąpielą. Ból był straszny po źle zszytych mięśniach i macicy, z czym zmagam się do dzisiaj, a o leki przeciwbólowe nie dało się doprosić. Z powikłaniami po cc walczę do dzisiaj.
Teraz jestem w ciąży z drugim dzieckiem, i właśnie z powodu traumy, którą przeżyłam w tamtym szpitalu zdecydujemy się z mężem na poród w Swissmedzie. Może snobizm, jak to mówią niektórzy, ale jesli dzięki temu mam mieć komfort psychiczny przez kolejnych 30 lat, to wolimy wydać te pieniądze i o nic się nie martwić.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 1
Nie wiem czy wiecie ale podobno za 2-3 miesiące zamykają porodówkę w swissie.

popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Annia a po cc na klinicznej położne pomagały Ci przy dziecku? I czy od razu dostałaś dziecko na sali pooperacyjnej? Ja rodziłam na klinicznej w 2012 r. jak jeszcze były możliwe odwiedziny na sali. Pomoc mojego męża była bardzo potrzebna tym bardziej że po cc nie byłam w stanie sama przekręcić się na łóżku na drugi bok nie mówiąc już o pełnej opiece nad moim synkiem. Teraz mam termin na czerwiec, też chyba wybiorę kliniczną, ale już boję się jak to będzie bez pomocy męża, szczególnie że najprawdopodobniej znów czeka mnie cc.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja rodzilam w REDLOWIE (cc) maz byl ze mna na sali porodowej caly czas,niestety okazalo sie ze musze miec cc(chociaz dla mnie stety-bo wspominam zabieg i czas po zabiegu bardzo dobrze,tym bardziej szacunek dla wszystkich rodzacych SN :) bo cc bylo dla mnie wybawieniem :)
sale porodowe-w stangardzie bardzo dobrym jak dla mnie minus za lazienke na korytarzu

co do opieki po-na pierwsza noc dziecko moga zabrac(ja chcialam,bo nie bylam w stanie niczego przy malej zrobic)
pozniej niestety maz nie mogl byc z nami,ale rozumialam ta decyzje szpitala(nie zawsze fajnie jak karmisz itp a przy lozkach wspolpacjentek sa goscie i na odwrot) akurat bylam na sali z lazienka wiec super,i w ogole bylo calkiem ok(jak chcialam sie wykapac czy nawet raz sie przespac z godzinke to polozna sama zaproponowala,ze sie mala zajmie)dla mnie bylo ok,naprawde zawsze zalezy na jaka zmiane sie trafi i duuuzo zalezy od nastawienia personelu i nastawienia rodzacych.dla mnie to ze jest pomoc,mili ludzie jest wazniejsze niz zlote klamki i wodotryski :) choc bylo by milo ;)

minus dla mnie byl taki,ze salowe chyba czasem zapominaly na jakim oddziale pracuja bo zachowywaly sie glosno,drzwiami trzaskaly itp jak ktos uwage zwrocil to mowily,ze nie moze byc za cicho bo inaczej nic w domu nie zrobimy...glupota-matka zmeczona cieszy sie ze dziecko zasnelo a tu trzaska mi jakas baba drzwiami..

ale ogolnie ja wspominam bardzo dobrze caly pobyt
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
dzwonilam,pisalam i sie dowiadywalam:ponoc to tylko plotki (wspomnialam,ze ja termin mam na czerwiec).
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
aha a co do drugiej torby dla dziecka-to nie jest to glupi pomysl(ja mialam w duzej torbie ze swoimi rzeczami druga mala dla dziecka-bardzo to praktyczne rozwiazanie,bo latwo i szybko wszystko mozna znalezc dla malucha)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
jeszcze jedno co do tych toreb-pomagaja je przeniesc pielegniarki(maja wozek)a przy wyjsciu-maz moze wejsc po torby
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja swoje pierwsze dziecko tez rodziłam na klinicznej 3,5 roku temu i rzeczywiście dużo się zmieniło... Co prawda pierwszy poród był SN, więc teraz nie jestem w stanie odnieść się do tego jak jest na samej porodówce ale na położnictwie teraz było o niebo lepiej. Po pierwszym porodzie miałam traumę właśnie ze względu na położnictwo, wtedy nie było żadnej pomocy i zdarzały się sytuacje że położne potrafiły nawrzeszczeć... Teraz jedna zmiana była taka sobie ( w nocy kiedy leżałam na pooperacyjnej) - pozostałe były super. Jak już trafiłam z sali pooperacyjnej na położnictwo to miałam obawy żeby zadzwonić po położną, że pewnie będzie jak 3,5 roku temu że się dowiem że mam sobie sama radzić. Okazało się że się mocno pomyliłam :-). Położna pomogła mi wstać z łóżka, pomogła mi pójść do toalety, wykąpać się, przebrać , ogarnąć rzeczy. Później zaglądała do mnie kilka razy sprawdzić jak sobie radzę i jeśli trzeba było to pomagała. Ok południa przyjechał mój mąż przyszła przyniosła mi rzeczy od męża, zaproponowała że córeczkę zawiezie na neonatologię (żeby później też mąż mógł się nią trochę zając a żebym mogła odpocząć) a mnie na wózku do byłam jeszcze bardzo słaba zawiozła na korytarz do męża. Po rozmowie z mężem odwiozła mnie do pokoju a mąż poszedł na neonatologię i tam zajmował się dzieckiem. Za każdym razem kiedy poprosiłam o pomoc zawsze ją otrzymałam. Nie mogę powiedzieć złego słowa na opiekę na położnictwie. Dla mnie też dużym komfortem była sala na której byłam. Miała tzw. salę komercyjną, chciałam dwójkę ale była zajęta i trafiłam do jedynki. To że masz regulowane na pilota łóżko po CC bardzo pomaga, dodatkowo łazienka w pokoju - nie musisz nigdzie wychodzić możesz zostawić sobie otwarte drzwi i widzieć dziecko, nawet taki szczegół jak czajnik w pokoju i tez nie musisz wychodzić na korytarz. Generalnie bardzo polecam te sale ale niestety trzeba trafić aby były wolne.
Dodam jeszcze ze ok 1 godziny po porodzie (rodziłam o 9 rano) dostałam dziecko do karmienia. Córeczka była ze mną jakieś 1,5h, potem do wieczora mąż był z nią na neonatologii. Z sali pooperacyjnej do zwykłej sali przewieźli mnie ok. 6 rano, dziecko dostałam ok. 9.00.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A jaki jest koszt takiej sali jedno lub dwuosobowej na klinicznej?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
200 zł jedynka, 150 zł dwójka, ale położna która przewoziła mnie z sali pooperacyjnej na położnictwo powiedziała: "ale nie musi pani tyle płacić, może pani dać tyle ile pani uważa". Nie wiem tylko jakby zareagowała pani oddziałowa z którą się rozlicza gdybym np. zamiast 200 dała 100... W sumie to ja miałam taką sytuacje, że wychodziłam w niedzielę i wtedy oddziałowej nie było, dopiero w środę mąż pojechał i zapłacił.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Annia dziękuję za tyle cennych informacji odnośnie klinicznej :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
W lutym br. też rodziłam córkę na Klinicznej i złego słowa powiedzieć nie mogę (chociaż miałam obawy). Opieka na porodówce bardzo dobra, położne i lekarze oszczędni w słowach ale pomocni i odpowiadają na wszystkie pytania. Rodziłam sama (bez męża), siłami natury, dlatego kilka razy musiałam prosić personel chociaż o podanie wody - nigdy nie odmówiono. Na Oddziale Położniczym sytuacja jest o niebo lepsza niż 6 lat temu (wtedy rodziłam drugiego syna). Właśnie przez to, że mężowie nie mogą wchodzić na oddział, panie położne pomagają, przychodzą sprawdzić czy wszystko dobrze, odpowiadają na pytania. Panie z Neonatologii również pomagają jak tylko mama poprosi o pomoc w karmieniu, pierwszym przewinięciu, itp. Byłam bardzo mile zaskoczona, dlatego polecam ten szpital.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mam pytanie do dziewczyn, które rodziły ostatnio na Klinicznej.
Czy od momentu przyjęcia na porodówkę mąż/osoba towarzysząca mogła być od razu, ciągle z Wami, czy przez pierwszy okres porodu byłyście same i mąż mógł wejść dopiero pod koniec, przed rugą fazą porodu? Takie mnie doszły ploty, że tak teraz robią, co dla mnie mija się z sensem porodu naturalnego...
Bardzo proszę odpowiedzcie!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Rodzilam 15 grudnia 2013 i mąż był ze mną non stop-od izby przyjęć do porodu (a trwalo to 12 godzin) i potem 1,5 godziny w pokoju poporodowym. Na oddzial połozniczy juz nikt wstępu nie ma. Jak trafiłam na porodówkę połozna proponowała tylko, aby mąż pojechał do domu się przespac (byla 2.30 w nocy), bo akcja rozwijala sie dlugo. Ale zostal i nikt sie absolutnie nie czepial. Pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Bardzo Ci dziękuję joahne za budującą i wyczerpującą odpowiedź! Czekam na więcej relacji pod tym kątem:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A ja czekam na najświeższe informacje o porodzie i opiece w swissmed :-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja rodziłam na Klinicznej w listopadzie 2012. Szpital ten wybrałam z kilku powodów. Po pierwsze neonatologia, po drugie doświadczeni lekarze, po trzecie każda sala porodowa ma dostęp do własnej łazienki z prysznicem i możesz tam być z mężem. Okazało się to bardzo istotne bo poród miałam ciężki na oksytocynie i z kroplówką w bólach czasami trudno zdjąć z siebie koszulę żeby wejść pod prysznic.
Po czwarte dla mnie istotna była możliwość znieczulenia (niestety słyszałam od lekarzy pracujących na Klinicznej że od kiedy jest mniej anestezjologów na dyżurze o znieczulenie przy sn bardzo trudno).
I ostatnia ale równie ważna kwestia to możliwość przebywania po porodzie na sali komercyjnej 1 lub 2 osobowej z własną łazienką. Ja w końcu urodziłam cesarką i nie wyobrażam sobie długich spacerów do toalety lub czekania na nią w kolejce. Dodatkowo można się umyć mając dziecko na widoku. Ważne też było że w tamtych czasach na tej sali mógł ze mną przebywać mąż. Bardzo dużo mi pomógł. Do tego wygodne było że mógł wpadać o różnych porach dnia i wieczoru, np żeby interwencyjnie dowieźć laktator czy osłonki do karmienia. W dodatku moje dziecko urodziło się bardzo małe i mąż robił szybkie zakupy i pranie żeby mi nowe ubranka przywieźć (rozmiar 50) bo standardowe 56 było zdecydowanie za duże, podobnie jak pieluchy.
Wiem że teraz na Klinicznej dużo się zmieniło: brak bezproblemowego znieczulenia (jest w zamian gaz rozweselający), brak możliwości odwiedzin w pokoju nawet komercyjnym - nie doczłapałabym się po cesarce do pokoju odwiedzin nawet po to żeby odebrać potrzebne rzeczy, no i brak gwarancji że ten komercyjny pokój będzie wolny akurat jak ja będę rodzić a spacery długim korytarzem do toalety po porodzie nadal mnie przerażają.
Następny poród czeka mnie w sierpniu, chciałabym urodzić tym razem siłami natury choć podobno po cc będzie to trudniejsze i chciałabym mieć możliwość rodzić w innej pozycji niż leżąca, dlatego tym razem wybieram Swissmed, bo oprócz bardzo dobrych lekarzy (wielu z nich pracuje również na Zaspie) ma sale porodowe wyposażone w łazienkę podobnie jak sale poporodowe, nie ma tam problemu ze znieczuleniem, a jak poród będzie problematyczny to nikt nie będzie mnie trzymał aż do zakażenia dziecka i spadku jego tętna zanim podejmą decyzję o cesarce.
Laktacją się nie martwię bo dziś mam już doświadczenie. Z pierwszym dzieckiem na Klinicznej to był koszmar bo Pani Laktatorka Regina najpierw na mnie nakrzyczała, że próbuję ściągnąć pokarm ręcznym laktatorem, a następnie podłączyła do elektrycznej dojarki na najwyższych obrotach i pozbawiła oba moje sutki naskórka, trauma. Niestety nie zorientowała się wcześniej, że nie mogę mieć pokarmu bo jestem bo cesarce i przez ponad 48h nic nie jadłam ani nie piłam, potem nawet nie przeprosiła. Dziś wiem że przy jakichkolwiek problemach z laktacją najważniejszy jest spokój, opanowanie i wiara w to że mi się uda. Moje dziecko na Klinicznej przez 3 doby było na butelce, na wyjście do domu też dostaliśmy jedną. Zdążyłam męża wysłać do sklepu po sztuczne mleko i nim z nim wrócił mój mały szkrab już pił z piersi i tak karmiłam bez problemu do 10 miesiąca, ale potrzebowałam spokoju i zacisza domowego.
Ale się rozpisałam. Trzymam kciuki za wszystkie mamy i życzę żebyście w spokoju podjęły decyzję o szpitalu, w którym będziecie rodzić, żeby to była wasza decyzja i jak ją już podejmiecie to spróbujcie nie słuchać dobrych rad tylko bądźcie jej wierne. Oby dzieciątka rodziły się zdrowe i silne a wy po 3 dniach byłyście już w domu!
popieram tę opinię 5 nie zgadzam się z tą opinią 0
Być może ktoś już odniósł się do Twoich kryteriów wcześniej jednak ja skomentuje je z własnej perspektywy.
Jeśli potrafisz/potraficie być elastyczni to kryterium nr 1 naprawdę nie powinno być najważniejsze. Miałam podobny pogląd jednak doceniłam czas spędzony w szpitalu z pomocą położnych i bez odwiedzin na oddziale to czas żeby szybko się zregenerować i odpocząć, a w moim odczuciu odwiedziny czy to kochającego ojca czy też rodzinki wybija trochę z własnego rytmu...na wspólny czas w trojkę na prawdę będziecie mieli czas. Rodziłam w Redłowie polecam
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 7
witam,czy któraś z mam wie czy i ile płaci sie teraz za porod rodzinny na zaspie?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
nie placi sie nic za porod rodzinny.
przy porodzie moze byc obecna jedna osoba towarzyszaca
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dzieki za info ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dziewczyny, Zaspa ma jakieś odpłatne usługi? Pokój 1-2 osobowy? lepsza opieka? czy nic?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
nic - akurat jak ja byłam, to w pokojach byly maks 2 osoby.
ale nie maja ani zzo, ani pokojów do których mógłby wejść mąż, ani "lepszej opieki"
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
właśnie ten brak zzo mnie martwi... ale z drugiej strony tyle kobiet rodzi na Zaspie, że chyba nie może być aż tak źle..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A ktoś się orientuje ile płaci się za pokój pojedynczy na Klinicznej i ile ich jest?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
rodziłam na Klinicznej w sierpniu 2012 i ogólnie byłam zadowolona. niestety odwiedziny zniesiono, bo mieli jakąś bakterię na oddziale. chciałam tam rodzić ze względu na gaz, którego i tak nie zdążyli mi podać, bo urodziłam expresem. planu porodu Mąż też nie zdążył wyjąć, zresztą cały plan się zawalił, bo miałam ochotę rodzić z ochroną krocza ale gdyby ktoś się do tego zastosował, nie wiem jakbym to przeżyła. ból był ogromny, świadomość traciłam i jak pomyślę o kobitkach które rodzą po 12h... . krocza nie udało mi się ochronić, ale młody doktor tak mnie zszył, że było cudnie od samego początku. na Klinicznej dzieckiem opiekowali się dobrze, mną gorzej. córeczka miała żółtaczkę, dlatego miałyśmy wyjść dopiero piątego dnia, ale właśnie wtedy doszli do wniosku, że ja coś za długo do siebie dochodzę i zrobili mi szereg badań. wyszłyśmy szóstego dnia. nieocenione było to, że Mąż był przy mnie cały dzień w sali. przez pierwsze 3 dni nie wiedziałam co się ze mną dzieje i jak się nazywam. Mąż dbał o córeczkę i o mnie. teraz jestem w drugiej ciąży i jestem załamana. mam daleko do Wejherowa - nie zdążymy, na Klinicznej Mąż już nie może być...swiss mnie jakoś nie kręci...powiem Wam że mam dużego stresa, bo nie poradzę sobie sama zaraz po porodzie :(
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Czy są jakieś świeże relacje z zaspy! Termin mam na koniec sierpnia , i zastanawiał się jak tam teraz opieka wygląda czy jak coś się dzieje to zwlekają z cesarska?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Opieka super, położne bardzo pomocne, może 1 położna mniej miła, ale wszystkie poproszone o pomoc zawsze jej udzielają, bynajmniej w części dla położnic po cesarskim cieciu.
Może mały minus,ze nie do końca pomagają przy pierwszym wstaniu po znieczuleniu, poza tym nie mam zastrzeżeń/ dodam,że cc miałam 30 lipca 2014r
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Któraś z mam może podzielić sie relacja z porodu na klinicznej? Jak ma sie sprawa z pokojem o podwyższonym standardzie.?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A jak z dostępnością znieczulenia na klinicznej , dają czy zwlekają?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
no właśnie! Może któraś z mam się wypowie? Ja na Klinicznej rodziłam w 2010 r i pomimo, ze juz wtedy ZZO bylo to ja nie dostałam. Niby najpier bylo za wcześnie, potem za późno... a pytałam mojego gina o to opisując mu przebieg porodu to powiedział, że to nie było przeciwwskazaniem do znieczulenia i to zalezy jak się trafi....
Teraz mm termin na koniec października i bardzo chciałabym wiedzieć jak to teraz wygląda własnie ze zeniczuleniem a po drugie z tym pokojem jednoosobowym.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja w październiku 2013 dostałam na Klinicznej zzo bez problemu, położna sama pytała, czy wezwać już anestezjologa, ale być może dlatego, że to była niedziela i nie mieli za dużo roboty. na pokój jednoosobowy czy dwuosobowy o podwyższonym standardzie sie niestety nie załapałam, ale byłam w zwykłej dwójce i nie było źle, czyściutko, jedyne co to ta łazienka na korytarzu, prysznic bez zasłonek.... ale da się przeżyć, nigdy nie musiałam czekać w kolejce pod prysznic a wręcz zwykle była zupełnie pusta. jeśli zdecydujesz się rodzić na Klinicznej to wiedz, że jak nie będziesz pytała, to nikt z własnej inicjatywy Cię o niczym nie będzie informował ani nie pytał o zgodę na nic, także polecam spisanie planu porodu i zabranie ze sobą osoby towarzyszącej. ogromnym plusem są ładne sale porodowe z własnym kibelkiem i prysznicem oraz to, że o ile akurat nie jesteś podłączona pod ktg, to możesz się poruszać, dają ci piłkę itp. (w czasie I fazy). niestety o to, by rodzić w II fazie porodu w innej pozycji niż leżąca i tym samym zwiększyć szansę na ochronę krocza, trzeba mocno walczyć.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
aha, ja złamałam się i poprosiłam o zzo dopiero, jak miała prawie 7 cm rozwarcia, pomogło już tylko na chwilę, jeśli od początku wiesz, że chcesz mieć zzo, zdecyduj sie na nie wcześniej, już mając 4 cm, będziesz miała więcej czasu żeby odpocząć przed partymi (na które zzo nie działa i i tak bolą).
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Słoniku, a jak z Tobą? gdzie w końcu zdecydowałaś się rodzić i w jakim stopniu szpital spełnił Twoje wymagania?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Słonika wymagania to spełnił szpital chyba tylko w Monako.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Ja rodziłam na Klinicznej 18 maja tego roku. Poród był ok, tylko nie mieli żadnego innego znieczulenia oprócz zzo. Opieka przy porodzie bez zarzutów, ale kiepsko mnie zszyli. Wogóle to nacinają tam rutynowo, nawet jeśli to drugi (!) poród. Z opieką po porodzie gorzej. Jedzenie średnie, brak odwiedzin na oddziale. Jest specjalny pokój odwiedzin na korytarzu. Nie pomogli mi z karmieniem, bo przecież to "pani drugie dziecko i świetnie pani sobie radzi". Moje uwagi, że dziecko źle chwyta pierś były puszczane mimo uszu. Efekt jest taki, że dokarmiam butlą. Leżałam w pokoju o podwyższonym standardzie. Pokój 2-osobowy z osobną łazienką. Przy okazji pozdrawiam koleżankę z pokoju - też Martę :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Marta, a prosiłaś żeby Cię nie nacinali, czy nie poruszałaś tematu i zdałaś się na położną? pytam, bo myślę o drugim dziecku i tym razem na pewno sporządzę plan porodu, w którym zaznaczę brak zgody na nacięcie oraz to, że nie oddam dziecka do ważenia i mierzenia przed upływem 2 godzin. możesz dokładniej napisać, jak to teraz tam wygląda? z góry dzięki.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Witam wszystkie Panie,
Moj poród zbliża sie wielkimi krokami a my nadal niedoskonca wiemy gdzie rodzic zaspa czy Kartuzy ..? Czytałam ze Kartuzy przed remontem były koszmarne teraz podobno sporo sie zmieniło, właściwie byłam i widziałam jest czysto schudnie i miłe położne, ale tak naprąwde niewiem czy to nie pozory. Baaardzo zależy Nam z mężem by mógł być ze mną w sali po porodzie, a Kartuzy dają taka możliwość to do nas mocno przemawia, natomiast niewiem jak jest gdyby (oby nie) podcZas porodu bądź po porodzie było cos z Mala nie tak czy maja odpowiedni oddział i sprzęt do opieki nad małżeństwem, czy może gdzieś wtedy przewoza koscierzyna czy zaspa ???

Z góry dziękuje za wszelkie sugestie i podpowiedzi
pozdrawiam serdecznie
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Pomyłka chodzi o opiekę nad malenstwem po porodzie
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Witajcie dziewczyny! Sama obserwowałam wątek przed porodem. Tydzień temu na świat przyszedł mój Synek. Rodziłam na Klinicznej.Polecam z całego serca. Opieka podczas porodu wymarzona-cudowna położna,która wszystko tłumaczyła,prowadziła "za rękę" pierwiastkę:) Bardzo cierpliwa,ale konkretna.Lekarz przyjmujący mnie na oddział i później dokonujący szycia(zgoda na nacięcie) -bardzo profesjonalny i sympatyczny-doktor Adamski.Sala porodowa nowa, bardzo dobrze wyposażona,jest łazienka z prysznicem do wyłącznej dyspozycji-ja nie miałam czasu skorzystać:) Sala poporodowa tez ok,ojciec był z nami ok 1,5 godziny.Później przenosiny na połozniczy-tu sale normalne,4 osobowe.Łazienka na korytarzu z 3 prysznicami i 3 toaletami.Niby mało,ale jakoś nigdy nie było kolejki,więc uważam,że ok. Pani badające dzieci bardzo uprzejme i fachowe,zawsze chętnie odpowiadały na nasze pytania. Miałam przyjemnośc poznać 2 doradczynie laktacyjna-pani Bogusia-bardzo fajna i pani Regina- niekoniecznie ją polecam.Ale pań od laktacji nie ma w weekendy. Jeśli chodzi o znieczulenie zewnop. to dla mnie już było za późno,by je dostać,ale poznałam dziewczyny,który dostały.Były też i takie, które chciały,ale anestezjolog musiał być na cesarce i niestety... Ale zawsze jest szansa. Jeśłi chodzi o jedzenie-radzę zabrać swoje;) Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, chętnie odpowiem,wiem,jak to jest być "przed" i mieć tyle pytań:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hej :) mam pytanie co do porodu na Klinicznej, czy to prawda, że trzeba zabrać ze soba podkłady poporodowe, podkłady na łóżko? I jak jest ze studentami, czy trzeba wyrazić zgode na ich obecność? A jak już są przy porodzie to stoją i się patrzą czy są pomocni? Interesuje mnie też czy jest jakaś określona liczba studentów na sali porodowej, czy mozna wyrazić zgode na jedną osobę. Zależało by mi aby mój poród nie wygladał jak przedstawienie dla studenciaków, gdy ja się bede meczyc. A ze znieczuleniem jeśli juz nie ma anestezjologa, który by zrobił zoo lub jest na nie za pożno, to czy dają tam jakieś inne środki - np czy dostałaś gaz? A o zoo trzeba prosić czy sami proponują?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hej,
A czy jest jakas Mama ktora moze sie wypowiedziec na temat szpitala Wojewodzkego w Gdansku?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mała rodzilam w kwietniu, przy mnie byla jedna bardzo pomcna studentka i położna, podpisujesz zgodę na udzial studentów,ale nie ma określenia ilu to moze byc studentów. Ale nie obawiaj się ich obecności bo to bardzo pomocni ludzie i maja dużą wiedzę, także po porodzie w sali tez odpowiedzą na kade pytanie. Co do podkładów to swoje dali mi tylko bezpośrednio po porodzie ale też o więcej nie prosilam bo mialam swoje. W szkole rodzenia polozna z klinicznej mowila żeby wziąć ze sobą.Co do znieczulenia nie wiem bo nie korzystalam. Maja chyba jeszcze gaz rozweselający. Na porodówce moze caly czas byc z Toba mąż i polozna czy studentka nie siedza z wami jesteście sami tylko zaglądają co jakiś czas . Jak dla mnie pracują tam wspaniali ludzie.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Można się nie zgodzić na obecność studentów przy porodzie. Ja tak zrobiłam. I proszę o darowanie sobie komentarzy, że to szpital kliniczny, że młodzi muszą się gdzieś uczyć itd. Ja chciałam się zgodzić na obecność jednej osoby uczącej się przy porodzie, to położna która przyniosła te wszystkie kartki do podpisu, powiedziała że nie ma takiej możliwości, że albo się zgadzam albo nie. No to się nie zgodziłam w ogóle. Bo teoretycznie jest możliwość, że będzie asystowało kilku młodych. Na Klinicznej wcześniej leżałam na patologii ciąży i wtedy byli studenci - 5 czy 6 osób. Byli z lekarzami na obchodach, mierzyli ciśnienie, pytali o samopoczucie. Generalnie byli bardzo mili. Jednak całą grupą mieli asystowac przy badaniu ginekologicznym. Perspektywa mi się nie podobała ale usłyszałam, że podpisałam taką zgodę (drugi raz już byłam ostrożniejsza). Z przyczyn zupełnie niezależnych ode mnie (czekałam na inne badanie ale lekarz się gdzieś zawieruszył), zanim do badania doszło, studenci poszli do domu :). I usłyszałam, że wielka szkoda, że tak późno przyszłam, bo nie ma juz studentów a tak mogli by sobie popatrzeć na mój przypadek... Zapytałam wówczas, czy przy porodach tez asystują w grupach. Dowiedziałam się, że tak, ze wszystko zależy od tego ile studentów, stażystów w szpitalu. Jak jest więcej, to i więcej ich jest na sali porodowej.
Ale to było kilka lat temu, może się coś zmieniło.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
hej, ja w maju rodziłam w Wojewódzkim. osobiście polecam, przy porodzie pojawiły się pewne komplikacje, ale udało się szybko urodzić. Ogólnie sam poród wspominam dobrze, opieka na sali również bardzo dobra.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
są jakieś opinie z Wejherowa?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ja we wrzesniu rodzilam w Wejherowie, 4 lata temu rowniez. Moim zdaniem jest ok. Drugi raz rowniez bym ten szpital wybrala. Trafilam na super polozna i fajna lekarke. Porodowka ladna, przestrzenna. Na oddziale panie pomocne. Pokoje 2 i 3 osobowe. Moim zdaniem jedzenie jest dobre.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ponoć dają na Klinicznej gaz, nie wiem,ja nic nie dostałam, taka szybka akcja porodowa była:) O zzo poprosić ponoć lepiej jak najszybciej.
Podkłady dali tylko zaraz po porodzie,później trzeba mieć swoje, te na łóżko też lepiej mieć swoje,zawsze większy komfort. Pościel nie jest wcale zmieniana przez cały pobyt,więc jak się ma swoje podkłady na łóżko (ja polecam te większe, bo się przesuwają itd.) to nawet jak się zabrudzi to sobie można wymienić i dalej czujesz sie czysto i schludnie. Na studentów można się nie zgodzić, ja się zgodziłam,ale to był wrzesień i akurat żadnych nie było.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Dziewczyny a podpowiedzcie jak wygląda obecnie sytuacja w Redłowie??
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hej, a czy jest możliwość wykupienia sali jednoosobowej w której może być mąż 24h na dobę? Słyszałam również że w szpitalu na klinicznej oferują prądy tens do znieczulania bólu, wiesz cos moze na ten temat? (pytanie do "szczesliwa mama")
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
O możliwości wykupienia sali 1os czytałam tylko w internecie, nie wiem jak to naprawdę wygląda,szczerze powiem,że nie interesowałam się tym. O prądach tens też niestety nie słyszałam. Ztego co wiem,to jest możliwość zzo i gaz.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A czy na zaspie tez dają zzo?
Jak rodzilam 7 lat temu to dali mi jakiś szajs, dużo rzeczy nie pamiętam(np.jak rozmawialam przez telefon ), za drugim razem , 6 lat temu dostałam cos w kroplówce, tak że mogłam pospać a jak się obudziłam to mialam już pełne rozwarcie i potem oxy( 5 min i po)
Ale to pewnie zasługa kuzynki, która pracowala w tym szpitalu , tyle że na innym oddziale i mi dotrzymywala towarzystwa
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Ja rodziłam 2 dni temu na klinicznej , jest tens, gaz, Zzo, prysznice, piłki itp. Tylko zależy na jaka zmianę lekarzy i położnych trafisz. Pierwszego dnia miałam robiona indukcję i czułam sie delikatnie mówiąc olana, skorcze po całym dniu faszerowania oxy mi nie puściły i jeszcze leżałam cala noc na porodowce pod ktg a rozwarcia nie było i nikt sie nie przejmował, natomiast jak przyszła poranna zmiana i zobaczyli co sie dzieje to raz dwa poszła decyzja o przebiciu pęcherza, zastrzyk na rozwarcie, prysznic, Zzo, oxytocyna, kolejny zastrzyk, prysznic i o 15:15 było pełne rozwarcie, 3 parcia i miałam młoda na brzuchu. Gdyby nie konkretni lekarze i położne nie wiadomo ile godzin bym sie jeszcze męczyła słysząc ze to ze mnie boli nie znaczy ze rodzę ;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
PannaP a pamiętasz może jacy lekarze byli na zmianach jak rodziłaś??
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja rodziłam z dr Łoś , a decyzję o przebiciu pęcherza podejmował ordynator patologii. Dr Łoś polecam, może nie jest w pierwszym kontakcie miła ale to fachowiec od a do z , zszyła mnie tak, mimo 11 szwów położna powiedziała , że wyglądam jak bym nie rodziła. Poza tym jak już z ordynatorem się "za mnie wzięli" to urodziłam w 7,5 godziny a był to pierwszy poród i jeszcze duże dziecko. Poza tym co chwile do mnie przychodzili, badali, załatwili znieczulenie, i każdą rzecz ze mną konsultowali
Dzień wcześniej jak miałam indukcję nie pamiętam kto był bo badała mnie głownie położna Kasia, a w nocy jak leżałam na obeserwacji była taka dr około 40 w czarnych krótkich włosach - przez nią noc przeleżałam w skurczach, była bardzo niemiła i robiła uwagi pt " tatuaże nie bolały a rodzenie panią boli? a nawet pani nie rodzi bo takie skurcze to nie skurcze!" , poza tym uparła się , że nawet nie pójdzie po anestezjologa ponieważ mam tatuaż na plecach i znieczulenia nie dostanę
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Witam . Ja rodziłam w lutym w Kartuzach. Bardzo polecam ten szpital ogólnie jestem z Gdyni. Warunki są super po remoncie.sale dwuosobowe lub pojedyńcze.w każdym pokoju łazienki.Odwiedziny są przez cały dzień i to wielki plus. Opieka fantastyczna aż do przesady. Polecam polecam mama Kacperka
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Szwagierka rodziła trzy tygodnie temu w Kartuzach i zdecydowanie odradza. Oddział ładny, ale co z tego skoro zimno w salach, a w kranie zimna woda. Dopiero około godziny 19 robiło się minimalnie cieplej - byłam w odwiedzinach i faktycznie było zimno. Położne podobno niemiłe. Jej synek urodził się ze zmianami skórnymi, których lekarze nie byli w stanie zidentyfikować, a próbkę do badania wysyłali do Gdańska i na wyniki trzeba było czekać 5 dni. Padło podejrzenie paciorkowca, podali dwa antybiotyki i po 11 dniach wypuścili ich do domu bez jednoznacznej diagnozy.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Prawda jest taka że wszystko zalezy od tego na jaka zmiane sie trafi, ja upieralam sie cala ciaze ze chce rodzic na klinicznej jednak jak przyszlo co do czego i wody odeszly okazalao sie (co chyba nie bedzie zaskoczeniem) ze na klinicznej nie ma miejsc wiec cala w strachu pedzilam na zaspe (to byla moja druga opcja). Dzis zaparla bym sie nogami i nie dala bym sie tak szybko splawic z klinicznej, ale nie wiadomo jak by to bylo. Po pierwsze wazne abyscie dziewczyny - te ktore wkrotce w gdansku rodza -wiedzialy, ze zaspa polaczyla sie z wojewodzkim i zrobil sie syf... taki jak byl w wojewodzkim. Jestem 2 mc po porodzie na zaspie, nie pamietam juz wszystkiego tak dokladnie (i w sumie dobrze) ale pamietam ze bylo bardzo zle, moj porod trwal 15 h, pelne rozwarcie, dziecko ustawiajace sie w kanale rodnym, blokada jednej sciany macicy, decyzja o cesarskim cieciu zostala podjeta dopiero gdy dziecko tracilo tetno a moj puls przyspieszyl do 156, dodatkowo czekalam na decyzje 1 h bo specjalista byl na obchodzie :/ i gdy w koncu sie laskawie zjawil to biegli zemna (doslownie) na sale operacyjna. Trzy razy dostalam oksytocyne, co jak sie dopiero po porodzie dowiedzialam rzutuje na napiecie miesniowe u dziecka, mój maluszek urodzil sie siny z brakiem oddechu i ocena 3 ;( końcową 9. Na szczescie wszystko jest dobrze chodz jestesmy swiadomi jak ciezki byl to porod a nasze dziecko jest pod kontrola rehabilitantow aby rozwijalo sie prawidlowo. Jesli chodzi o opieke polożnicza i laktacyjna to ok, nie czepiam sie. Kolejna rzecz to fakt ze w szpitalu zarazono mnie gronkowcem zlocistym i przez cale 2 mc mialam co chwile zapalenia piersi ( w sumie 8) i poki nie trafilam do szpitala i nie zrobilam posiewu nie mialam pojecia co moze mi dolegac, konsekwencja jest wygaszenie laktacji i przejscie na mieszanki. A skad wiem ze w szpitalu? Otoz sa odmiany tych bakterii typowo szpitalne (podobno to plaga szpitali) takze zalecam 2 tyg po porodzie zrobic posiew mleka i badanie krwi gdziekolwiek nie bedziecie rodzic abyscie nie musialy przechodzic przez to co ja...Nie pisze tego aby was straszyc ale uswiadomic, nie bojcie sie walczyc o swoje prawa, nie odpuszczajcie jesli cos was niepokoi, pytajcie jesli macie watpliwosci, oni tam po to sa to jest ich praca, obserwujcie sie i dbajcie o wlasne i zdrowie swoich malenstw! I jeszcze jedno - jesli porod trwa zbyt dlugo nie badzcie mile i potulne tylko rzadajcie cersarki, w koncu nie chodzi tu juz tylko o was ale rowniez o wasze dziecko! ps. rodzilam we wrzesniu, z tego co mi wiadomo aktualnie na zaspie jest remont oddzialu polozniczego
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
ps. na zaspie jest gaz a przy cesarce znieczulenie w kregoslup
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mam pytanie czy ktoś słyszał, że mają remontować porodówkę na zaspie???
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Szpital w Kartuzach ponoć ok tylko jeden "mały" mankament-Twoje dziecko nie bedzie Gdańszczaninem a Kartuziakiem :)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 2
Czy na klinicznej czesto zdarza sie ze odmawiaja przyjecia ze wzgledu na brak miejsc? chciałabym tam rodzic a boje sie sytuacji ze odesla mnie z kwitkiem i co wtedy? Czy ktoras z was miala lekarza prowadzacego stamtad? Jak to wtedy wyglada? moze warto chodzic do kogos odplatnie....
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
tak, miałam koleżankę w sali która chodziła prywatnie do lekarza z klinicznej, po czym tuż przed porodem on jej oświadczył , że nie odbiera porodów :)
z klinicznej odsyłają jak już tu wielokrotnie dziewcyzny pisały w ciągu dnia ponieważ na porodówce indukują porody pacjentkom z patologii. Zazwyczaj w weekendy i wieczorem jest pustoi
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
O kurde ale sytuacja :/, ale w koncu tam rodzila? może wtedy chociaz połozne sa mile jak sie ma lekarza stamtad..Juz wazne zeby tam przyjeli i dali zzo :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
tak, rodziła tam, urodziła naturalnie mimo , że córa była owinięta pępowiną :)
ZZO Ci dadzą na pewno, jeśli będzie odpowiednie rozwarcie , ja dostałam mimo przeciwwskazania w postaci tatuażu na plecach, przez tydzień na patologii mi mówili że nie dostanę, a jak przyszło co do czego to i tak mi dali :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Rodzina i dziecko

dom czy mieszkanie??? (435 odpowiedzi)

zaczynam juz myslec o własnych czterech katach ale ceny mieszkań jak i budowy domu mnie...

plastyka pochwy (46 odpowiedzi)

niestety popsuła mi się tylna ścianka i muszę ją zrobić, czy możecie mi polecić jakiegoś lekarza...

płyta indukcyjna czy gazowa? (26 odpowiedzi)

Witajcie. Chciałabym poprosić Was o opinię. Budujemy dom i stanęliśmy przed wyborem płyty...

do góry