Widok

Jak jest z Waszą wiarą?

Rodzina i dziecko Temat dostępny też na forum:
Jak wyżej...Czy są jeszcze osoby które modlą się do Boga? czytają biblię? tak z czystej ciekawości...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Aga, daj spokój, bo nie ma sensu się użerać i udowadniać innym na siłę, że coś jest takie a nie inne.
Potraktujmy Jehowych jak innych ludzi, bierzmy z nich przykład w tym, co dobre, a resztę zostawmy Bogu, który jako jedyny wie wszystko i zna największe tajemnice ludzkich serc. Poprawianie świata najlepiej zacząć od siebie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
tak naprawdę w każdym weznaniu robi sie tzw. pranie mózgu. Pojechalam na 2 tyg na rekolekcje i wiecie jaka wróciłam? rodzina mnie nie poznawała;) gadałam ponoć jak nawiedzona. jakbym dluzej z nimi posiedziala to nie wiem co by było. Miałam przez moment zupełnie inne spojrzenie na świat...Doszlam do siebie po jakims czasie:)
Ja tam nie mam nic do nikogo. Troche luzu i dystansu. Po co tyle nienawiści?
Znam kilku jehowych-pamiętam,że mama krzywo patrzyła jak się bawiłam z jakimiś jak byłam mała. Nie rozumialam o co jej chodzi. Ale nikt nigdy nie próbował z tych zanajomych czy kiedyś czy teraz mnie przekabacić. Kiedyś nawet jako dziecko spytalam na czym polegają ich spotkania z ciekawości, to otrzymałam odpowiedź,że gada jakiś facet długo i jest nudno;) bo dziećmi bylismy i tyle.Było mi żal,że oni nie obchodza urodzin, nie dostają prezentów, jacyś tacy niepomocni sobie, niby razem ale jak coś sie dzieje to radź sobie sam. zwłaszcza dzieciaki to z zazdrością patrzyły na np. mikołajki. Czasem rodzice zgadzali się,zeby tez dać im prezent, bo to w sumie tylko dziecko. Pomijając,ze jednak bycie innym odbija się na relacjach niestety. W szkole wśród rówieśników zwłaszcza. Potem w życiu dorosłym to już nikt nikogo nie pyta w pracy. O życiu osobistym sie mało rozmawia.
Raz w życiu się wdałam w dyskusję z "dreptaczami" i miło się rozmawiało;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
moze pewne rzeczy zostawili co by własnie ludzie mysleli ze nie jest zmieniona dla wygody kościoła, taki mały chwyt marketingowy. Oni dobrze wiedza co robią, to specjaliści. Nauczyli się co robić zeby pozostać wiarygodnymi.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
a poza tym jeżeli jest Bóg to na pewno nie podoba mu się nasz kościół i to co sie w nim wyprawia i wyprawiało (nie mówię o ksieżach pedofilach bo to odosobnione przypadki, tak jak pisałyście czarne owce)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
co mnie zastanawia...pamietam z lekcji historii,ze kiedy chrzescijanie byli paleni na stosach za czasow rzymskich, to tez sie o nich mowilo,ze to za to,ze sa inni, nie bawia sie, nie obchodza swiat, igrzysk, sa ascetami, czytaja tylko Biblie, itd.
A przeciez wsrod tych "innych" byl tez np sw.Piotr i Pawel, ktorzy teraz rzekomo sa filarami Kosciola. To bylo tak dawno i niby to juz niewazne, a jednak wszystko wyglada zaskakująco podobnie
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Tak sobie czytam i czytam... i trochę się dziwię, trochę zastanawiam... Ten wątek skłonił mnie do zastanowienia się nad swoim życiem, nad rodziną.
Jestem osobą wierzącą, praktykującą. Dzieci wychowuję w wierze. Nie ma dla mnie innej opcji, bo składałam taką przysięgę w dniu ślubu, który był sakramentem a nie przedstawieniem. W życiu codziennym też staram się dotrzymywać słowa danego innym w różnych sytuacjach.
Pomyślałam sobie też o oich dzieciach. Czy narzucam im swój świadtopogląd? Chyba tak ale nie ma innego sposobu na wspólne życie, pomijając już w/w przysięgę.
Każda rodzina ma jakieś swój sposób na organizację życia. I jeśli rodzice są wierzący, chodzą do kościoła to naturalne jest, że dzieci też będą chodzić do kościoła. Nie umiem sobie wyobrazić, że rodzice robią jedno a dzieci co innego, bo rodzice nie chcą im niczego narzucić. Tak się po prostu nie da. W każdej rodzinie (także ateistycznej) żyje się w JAKIŚ sposób, który oddziałuje na wszystkich członków a już w szczególności na małe dzieci. A czym mniejsze dziecko tym mniejsza jego samodzielność, swoboda, możliwość podejmowania własnych decyzji i większy zakres spraw narzucanych przez rodzica. Inaczej się nie da. Rodzic wybiera dziecku imię, zapisuje do lekarza, szkoły. Narzuca swoje wybory dzieciom - można powiedzieć, ze organizuje im życie. Jednak okrzyczane tu przekłuwanie uszu, wg mnie, nie jest potrzebne do życia dla małego dziecka. Kolczyki w uszach niczego nie wnoszą w życie dziecka a przesunięcia ich w czasie też nie wpłynie na ich późniejsze noszenie. Wszystko powinno mieć swój czas. A wiara czy choćby kształtowanie charakteru u dzieci - to są rzeczy, których nie da się przesunąć w czasie. Bo charakter rodzice kształtuja od urodzenia dziecka i cokolwiek zrobią (lub nie zrobią) będzie miało wpływ na to, jakie będzie nasze dziecko w przyszłości. Z kolczykami jest inaczej. To jest kwestia, którą można zostawić dziecku, kiedy będzie umiało świadomie zdecydować. Nie da się dziecka wychowywać tak, by przez pierwsze lata życia robiło, co chciało by potem dojrzeć do tego, jakim chce byc. Tak się najzwyczajniej nie da. Jak nasza pociecha nie będzie chciała chodzić do szkoły, to jej będziemy KAZAĆ - to też jest decydowanie za dziecko ale tak właśnie na świecie. O pewnych sprawach decydują rodzice bo muszą, o innych dzieci - czy dziecko wększe tym tych spraw jest więcej. Akurat o kolczykach mogą decydować dzieci same.
Ja zapytałam moją 5-letnią córkę, czy chce przekłóć uszy. Nie chce. Ja sama zdecydowałam się na kolczyki w wieku 10 lat, moja siostra w 6. To były świadome wybory i tak chcę postąpić z córką, by sama mogła podjąć decyzję.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Z.P nie przekonasz mnie że Bóg nie istnieje ale masz prawo tak myśleć, mam tylko nadzieję że kiedyś wydarzy się coś dzieki czemu bedziesz mogła zmienić zdanie. Gdybys kiedyś bardzo goraco modliła się do Boga i doznała mocy Ducha Świetego pewnie bys zmieniła zdanie. Moja historia z głęboką modlitwą była taka że chciałam bardzo tego doświadczyć, modliłam się bardzo intensywnie leżąc w łózku, prosiłam by Bóg wybaczył wszystko co złe uczyniłam, by dał mi szansę. Nagle znalazłam się na łące stałam na niej i modliłam się a w oddali ktoś stał, nie widziałam kto a nawet za bardzo nie pragnęłam unosić głowy by się przyglądać czy wytężać wzrok. Po modlitwie otworzyłam oczy i mąż mi powiedział że leżałam tak 40 minut, mówił cos do mnie ale ja nie reagowałam. Uśmiechnełam się bo wiedziaqlam że moje modlitwy zostały wysłuchane, czułam się lekka i szczęśliwa, tak, szczęśliwa! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam ale mam nadzieję że nie będzie to ostatni raz... Mój mąż nie raz gdy się modlił doznawał przeróznych rzeczy i przyznam że w bardzo trudnych chwilach obecność Boza którą czuł pozwalała nam iść dalej. Córka miała podejrzenie poważnej choroby, kładł na nią ręce i się modlił. Po rtg już praktycznie było wiadomo że to ta choroba, czekalismy mc na biopsję, mała miała wtedy 7 tyg po biopsji okazało się że jest zdrowa! Dla mnie Bóg jest najpotężniejszym władcą a im więcej opini czytam negatywnych ( nie o kosciele bo wiadomo jaki jest) tym bardziej zbliżam się do niego...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
A jeszcze dopiszę o świadkach. W szkole miałam koleżankę, która należała do świadków. Była niesamowicie sympatyczna, lubiana przez wszystkich i na dodatek jeszcze bardzo ładna. Kwestia wiary nie była nigdy problemem między nią a resztą klasy. Ale spotkałam się też ze świadkami, którzy nachalnie chcieli mnie ukierunkować na swoja wiarę, mimo że mówiłam, iż jestem katoliczka i wiary nie zmienię. To słyszałam, że przecież można porozmawiać, że może wszystkiego nie wiem o wierze, że człowiek uczy się całe życie i zawsze może zmienić zdanie. Nie umiem być osobą niegrzeczną dla innych ale tu po dwu czy trzykrotnym zapewnieniu, że jestem katoliczka po prostu sobie odeszłam od świadków, bo grzeczne tłumaczenia na nic się zdały. Wkurzyłam się i tyle.
Wniosek taki, że wszędzie znajdziemy różnych ludzi, fajnych i mniej fajnych. I wśród katolików, i swiadków Jehowy i wszystkich innych wyznań...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Z.P. "a poza tym jeżeli jest Bóg to na pewno nie podoba mu się nasz kościół (...)"

No my jako ludzie nie mamy póki co żadnej wiedzy na ten temat.
Bóg jest Niepojęty. Dlatego wlasnie rozumem Go nie mozna ogarnąć, "wytłumaczyć". Gdyby tak było, nasza wiara byłaby bez znaczenia.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
nascimento, powiem krótko: wow ;) mnie nie spotkały aż tak metafizyczne przeżycia, ale opiekę Boga czuję nad sobą od maleńkości, wiele rzeczy w moim życiu zakrawa na cud, a ostatni z nich noszę pod sercem :))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
nascimento, nikogo nie mam zamiaru przekonywać do niczego. Piszę co myślę. Nie twierdzę że Boga nie ma, Bóg jest, dla każdego Bogiem jest coś innego, kazdy Boga wyobraża sobie inaczej. Dla Ciebie to może być osoba, siedząca w niebie razem z Duchem świetym i Jezusem, dla mnie Bóg jest w ludziach, Bóg jest w cudzie narodzin, Bóg jest w miłości... I myśląc sobie na przykład "jak fajnie, że mam pięknego zdrowego synka i fajnego pracowitego męża" modlę się do swojego Boga. Rozumiesz?
Nie potrzebuję zakłamanego kościoła, ani figurki żeby wierzyć, żeby się modlić i żeby Boga czuć.

Poza tym przez to, ze w wierze jestesmy wychowani nawet jeżeli racjonalne myślenie nie pozwala nam wierzyć w standardowego Boga to ciągle tli sie myśl "a co jeśli faktycznie on jest?". No nie dziwie się skoro każą nam tak mysleć...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
mamy sąsiadów - świadków Jehowy :) bardzo sympatyczni, uczynni, uczciwi młodzi ludzie :) mają super wychowanych synów - nastolatków :)
czasem rozmawiamy na temat wiary - ale to tak z ciekawości, żeby wiedzieć ja to u Nich wygląda :) nie ma czegoś takiego, że próbują nas "nawracać" :)

wiem - muszą ileś tam godzin w tygodniu poświęcać na czytanie Pisma Św. w swoim gronie i ileś tam na głoszenie...

jeśli jestem zaczepiana na ulicy - dziękuję i mówię, że jestem ateistką :) koniec tematu :)
jeśli dzwonią do drzwi - podobnie :)


też nie rozumiem nagonki... wiem, że synowie sąsiadów nie mieli łatwo w szkole, bo nie chodzili na religię jak koledzy i nie wszystkim rodzicom to się podobało... wiem, że niektórzy zabraniali swoim dzieciom zadawania się z moimi młodymi sąsiadami...

dla mnie to bez sensu.

"żyj i pozwól żyć innym" ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
oj mi też nie raz Bóg pomógł, czułam tą pomoc. Takich sytuacji bylo mnóstwo. Chociażby niedawno byłam już mega załamana i wieczorkiem poprosilam o wsparcie i wiecie co? poczulam nagle taki spokój, jakby na mnie spłynął,że w szoku byłam, jakby ktoś mi powiedzial nie słowami,ze będzie dobrze,miałam pewnosć,że się ułoży i nie minął tydzień i faktycznie:)

tak historycznie jak juz sięgamy oglądaliście moze film agora. Dobrze pokazuje pierwszych chrześcijan jak mordowali i się zachowywali. nistety wyznawcy to ludzie i nie obyło sie bez krwawych jadek spowodowanych przez chrześcijan.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Film Agora dotyczył IV wieku n.e., wtedy cesarz rzymski byl juz "chrzescijaninem", wiec zaczela powstawac religia rzymsko-katolicka.
To juz zupelnie co innego, mi chodzilo o pierwszych chrzescijan stricte, czyli apostolow pana Jezusa. Nie doczytalam sie w Pismie Swietym zeby kogos mordowali, oprocz sw.Pawla, ktory potem sie nawrocil jak wszyscy wiedzą.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nusia wystarczy się wyciszyć i głęboko się modlić, nie myśleć o niczym innym-dodam że nie klepałam regułek tylko "rozmawiałam z Bogiem" a raczej był to mój monolog do niego. Często czuję dreszcze gdy się modlę, mam gęsią skórkę...itp. Tobie takie wyciszenie się przyda.

Z.P widocznie źle zrozumiałam co napisałeś/aś? ja równiez nie potrzebuje być w kościele by doznać obecności Bożej. Nie myślę że Bóg siedzi na chmurce z aniołkami tak jak mnie uczyli na religii :)

Troszkę mnie smuci to że kościół modli się tylko za zmarłych, ewentualnie modlitwa wstawiennicza oczywiście odpłatna... W piśmie jest wiele o tym by kłaść ręce na chorych i modlić się o nich. Miałam kiedyś przypadek że ktoś modlił się o mnie, kładł na mnie ręce a ja cała sie trzęsłam, i ciągnęło mnie do tyłu, a ja wcale nie chciałam iśc do tyłu :) miałam już naprawdę bardzo dużo takich chwil objawienia potęgi Bożej... Mąż często zgina się w pół gdy ktoś się za niego modli i kładzie na niego ręce a najlepsze jest w tym to że po takiej modlitwie oczyszczenia płakałam jak dziecko-nie wiem dlaczego być może w ten sposób oczyszczałam się z wszelkiego zła i uwierzcie że podczas takiej modlitwy nie istnieje powiedzenie "chłopaki nie płaczą" za pierwszym razem byłam w szoku gdy zobaczyłam wielkiego faceta, ogolonego na łyso który siedział na krzesle z twarzą ukrytą w dłoniach i płakał jak dziecko... wiecie gdzie to przezyłam? nie działo się to w kościele katolickim ale protestanckim w Gdyni byłam tam kilka razy a śwaidectwo jednej z uczestniczek która chorowała na nowotwór i po modlitwach na tomografi nie było śladu po nim nawet blizny-nic było czymś nie do pojęcia...
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
no i czy to nie jest pranie mózgu? Jakbym zobaczyła takie przedstawienie to bym sie za głowę złapała co oni z ludźmi wyprawiają!
Jak ktoś jest "wyprany" to żadne argumenty nie trafią, z góry wiadomo, że co inne to nie dobre, z góry zakłada że inni nie mogą mieć racji. No cóz. Ja przynajmniej jestem otwarta, ciągle szukam.

A na chwilę obecną spadam, obowiązki wzywają.

Pozdrawiam
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
taka modlitwa (wstawiennicza) jest w KK praktykowana, ale fakt, że nie codziennie, ale w różnych wyjątkowych sytuacjach (np rekolekcje). Ja osobiście 2 razy byłam uczestnikiem takiej modlitwy, sama bez problemu stałam na nogach, ale widziałam mdlejących ludzi - straszne to trochę było;) Uważam, że taka modlitwa ma dużą siłę i właśnie dlatego nie powinna i jednocześnie nie musi być zbyt powszechna i popularna - jeden raz starcza na długo ;)
Z kolei szukanie ciągle nowych "wrażeń" trochę się mija z celem modlitwy i znów pojawia się niebezpieczeństwo, że modlitwę zacznie ktoś traktować jako źródło adrenaliny i rozmaitych przeżyć. A nie o to przecież w modlitwie chodzi.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Z.P własnie widać jak jesteś otwarta... ;/ uważam że to nie jest pranie mózgu ja największą obecność przezyłam w domu a co do nakładania rąk i modlitwy to o tym również mowa w biblii by kłaśc ręce na chorych. Byłam tam kilka razy i jakos nie uzależnili mnie od siebie, zaczynam szukać kościoła katolickiego w którym mogłabym przezywać Mszę Świętą. Jeśli nigdy nie przeżyłaś obecości Bożej to nie zrozumiesz tego który przezył. Nikt Cie nie zmusza wiec przestań drwić i pisać bzdury.
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
nusia85 a o co chodzi w modlitwie? :>
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
nusia dla mnie modlitwa nie musi za każdym razem być wielkim przeżyciem czy adrenaliną, to co przezyłam zdarzyło się raz ale od tamtej pory wierzę i modlę się mimo że nie doświadczyłam tego ponownie, modlitwa mnie wycisza, uspokaja i podnosi na duchu :)
"Kiedys traktowałam ludzi dobrze, dzisiaj z wzajemnością..."
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Rodzina i dziecko bez ogłoszeń

Jakie krzesło do biurka (10 odpowiedzi)

Jakie krzesło polecacie dla starszaka, który niebawem wybiera się do szkoły, więc więcej czasu...

biznes - jaki ?? (21 odpowiedzi)

Witam wszystkich na forum i bardzo proszę o pomoc. Postanowiłam otworzyć swój własny niewielki...

Znacie Dr Karinę Kulikowską-Ciecieląg (21 odpowiedzi)

jak w temacie :) jakie macie doświadczenia, opinie?

do góry