Widok
Miałam napisać wczoraj po wizycie u ginekologa, ale nie byłam w stanie. Ja wiem, że są nieszczęśliwe zbiegi okoliczności lub pech, ale bez przesady. To zaczyna mnie przerastać.
Nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę naszego maluszka i usłyszę bicie serduszka. Napisałam sobie listę pytań. Spakowałam wyniki badań. Wzięłam męża żeby też zobaczył jak nasza kruszynka urosła. Wyczekaliśmy się godzinę na wizytę, a kiedy przyszła moja kolej, wszystko przerosło moje wyobrażenia.
Położna założyła mi kartę i właśnie pytała o ostatnią miesiączkę jak nagle wcisnęła mi to wszystko do ręki i powiedziała: niech pani biegnie szybko, bo pan doktor się spieszy. W gabinecie od progu lekarz kazał mi pędzić się rozebrać. Ruszyłam do przebieralni, a on że nie tam, tylko tutaj na krześle i cały czas mnie poganiał stojąc nade mną: szybko, szybko! Jeszcze jest pani ubrana?! Zażenowana szybko wykonałam polecenie i wskoczyłam na fotel. Zdąrzyłam jeszcze krzyknąć, że jestem w ciąży, bo o nic nie pytał i rzucił się do grzebania. Zaraz w podskokach miałam przebiec na leżankę, gdzie miałam najszybsze usg w życiu. Nie trwało nawet 15 sekund. Spojrzał na ekran, krzyknął: piękna ciąża!, wydrukował i poszedł pakować moją kartę. Jak się ubrałam w równie ekspresowym tempie, czekał już z moimi papierami żegnając mnie. Położna zapisała mnie na następny termin i powiedziała, że kartę ciąży założą mi następnym razem. Natomiast moje usg przypięła do karty i słowem się nie odezwała jak spytałam czy mogłabym spojrzeć na nie, bo nie mogłam zobaczyć podczas usg.
Oczywiście podczas wizyty starałam się zadać chociaż kilka nurtujących mnie pytań, ale jak na pytanie o badanie prenatalne usłyszałam żebym poczytała i posłuchała telewizji, to nie wiedziałam czy mówi poważnie, czy to jakiś chory żart.
Wróciłam do domu z przemokniętymi majtkami, bo nie mogłam się nawet wytrzeć po usg i okazało się, że w gabinecie zostały moje wyniki, które robiłam prywatnie.
Nie byłam wczoraj w dobrym nastroju po tym wszystkim, a moja siostra przelała jeszcze czarę goryczy mówiąc żebym się przyzwyczajała, że nie zawsze jest różowo, żebym się cieszyła, że dał mi się ubrać, że przynajmniej wiem, że nadal jestem w ciązy i żebym wzięła sprawy w swoje ręce (ciekawe w czyich były do tej pory). Po tej pseudo-wizycie jeszcze się trzymałam, ale po tym jej głupim wykładzie to się tak wkurzyłam, że się poryczałam i potem brzuch mnie bolał.
Dzisiaj odebrałam już moje wyniki i umówiłam się do dr Raba w Żukowie. Był wolny termin za dwa tygodnie, ale położna na słuch o moich przejściach wcisnęła mnie za tydzień. Tak się składa, że u Raby nigdy nie miałam problemów i nikt mnie nie poganiał. Ten lekarz już na pierwszej wizycie dał mi swój nr komórkowy i do domu choć nie byłam w ciąży. Nigdy też nie słyszałam żeby plótł takie farmazony. Tam mają też przynajmniej wyznaczony czas dla nagłych przypadków. Mam nadzieję, że nic się nie zmieniło. Zobaczymy za tydzień.
Na razie staram się nie denerwować, ale to wcale takie łatwe nie jest. Nie mamy za bardzo wsparcia ze strony mojej rodziny. Mamy problemy finansowe, a moja matka uważa, że śpimy na kasie. Wisi nam nawet 900zł i nie chce oddać mówiąc, że nie ma bo u niej jest krucho (jest na emeryturze i prowadzi księgowość w dwóch firmach). Tata chętnie by nam pomógł (nie finansowo, bo całą kasę trzyma ona), np. oferuje się żeby nas zawieźć na zakupy, ale mama "nie widzi takiej potrzeby" i wylewa mu wiadro jadu za takie zachowanie. Oczywiście porozmawiać z nią o jakimkolwiek aspekcie ciąży byłoby torturowaniem samej siebie kiedy słyszę, że jej "chce się rzygać cały czas, a w ciąży nie jest" i "nie wie czy była w ciąży senna, bo nigdy nie mogła sobie na to pozwolić".
Cieszę się, że mam Was i że jeszcze mam internet :) A jak u Was rodzinka przyjęła wiadomość? Mówiłyście już?
Nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę naszego maluszka i usłyszę bicie serduszka. Napisałam sobie listę pytań. Spakowałam wyniki badań. Wzięłam męża żeby też zobaczył jak nasza kruszynka urosła. Wyczekaliśmy się godzinę na wizytę, a kiedy przyszła moja kolej, wszystko przerosło moje wyobrażenia.
Położna założyła mi kartę i właśnie pytała o ostatnią miesiączkę jak nagle wcisnęła mi to wszystko do ręki i powiedziała: niech pani biegnie szybko, bo pan doktor się spieszy. W gabinecie od progu lekarz kazał mi pędzić się rozebrać. Ruszyłam do przebieralni, a on że nie tam, tylko tutaj na krześle i cały czas mnie poganiał stojąc nade mną: szybko, szybko! Jeszcze jest pani ubrana?! Zażenowana szybko wykonałam polecenie i wskoczyłam na fotel. Zdąrzyłam jeszcze krzyknąć, że jestem w ciąży, bo o nic nie pytał i rzucił się do grzebania. Zaraz w podskokach miałam przebiec na leżankę, gdzie miałam najszybsze usg w życiu. Nie trwało nawet 15 sekund. Spojrzał na ekran, krzyknął: piękna ciąża!, wydrukował i poszedł pakować moją kartę. Jak się ubrałam w równie ekspresowym tempie, czekał już z moimi papierami żegnając mnie. Położna zapisała mnie na następny termin i powiedziała, że kartę ciąży założą mi następnym razem. Natomiast moje usg przypięła do karty i słowem się nie odezwała jak spytałam czy mogłabym spojrzeć na nie, bo nie mogłam zobaczyć podczas usg.
Oczywiście podczas wizyty starałam się zadać chociaż kilka nurtujących mnie pytań, ale jak na pytanie o badanie prenatalne usłyszałam żebym poczytała i posłuchała telewizji, to nie wiedziałam czy mówi poważnie, czy to jakiś chory żart.
Wróciłam do domu z przemokniętymi majtkami, bo nie mogłam się nawet wytrzeć po usg i okazało się, że w gabinecie zostały moje wyniki, które robiłam prywatnie.
Nie byłam wczoraj w dobrym nastroju po tym wszystkim, a moja siostra przelała jeszcze czarę goryczy mówiąc żebym się przyzwyczajała, że nie zawsze jest różowo, żebym się cieszyła, że dał mi się ubrać, że przynajmniej wiem, że nadal jestem w ciązy i żebym wzięła sprawy w swoje ręce (ciekawe w czyich były do tej pory). Po tej pseudo-wizycie jeszcze się trzymałam, ale po tym jej głupim wykładzie to się tak wkurzyłam, że się poryczałam i potem brzuch mnie bolał.
Dzisiaj odebrałam już moje wyniki i umówiłam się do dr Raba w Żukowie. Był wolny termin za dwa tygodnie, ale położna na słuch o moich przejściach wcisnęła mnie za tydzień. Tak się składa, że u Raby nigdy nie miałam problemów i nikt mnie nie poganiał. Ten lekarz już na pierwszej wizycie dał mi swój nr komórkowy i do domu choć nie byłam w ciąży. Nigdy też nie słyszałam żeby plótł takie farmazony. Tam mają też przynajmniej wyznaczony czas dla nagłych przypadków. Mam nadzieję, że nic się nie zmieniło. Zobaczymy za tydzień.
Na razie staram się nie denerwować, ale to wcale takie łatwe nie jest. Nie mamy za bardzo wsparcia ze strony mojej rodziny. Mamy problemy finansowe, a moja matka uważa, że śpimy na kasie. Wisi nam nawet 900zł i nie chce oddać mówiąc, że nie ma bo u niej jest krucho (jest na emeryturze i prowadzi księgowość w dwóch firmach). Tata chętnie by nam pomógł (nie finansowo, bo całą kasę trzyma ona), np. oferuje się żeby nas zawieźć na zakupy, ale mama "nie widzi takiej potrzeby" i wylewa mu wiadro jadu za takie zachowanie. Oczywiście porozmawiać z nią o jakimkolwiek aspekcie ciąży byłoby torturowaniem samej siebie kiedy słyszę, że jej "chce się rzygać cały czas, a w ciąży nie jest" i "nie wie czy była w ciąży senna, bo nigdy nie mogła sobie na to pozwolić".
Cieszę się, że mam Was i że jeszcze mam internet :) A jak u Was rodzinka przyjęła wiadomość? Mówiłyście już?
Zwykle w 7 tc pęcherzyk jest widoczny, ale niektórzy lekarze wolą zrobić pierwsze usg dopiero wtedy gdy na 100% ten pęcherzyk zostanie uwidoczniony, czyli zwykle w 8tc. Ja sama z siebie odwlekałam pierwsze usg do 8tc ze względu na smutne przeżycia z poprzedniej ciąży (po usg w 6tc nastąpiły plamienia, które co prawda prawdopodobnie nie miały związku z usg, ale źle mi się kojarzyło). Z jednej strony to dość dziwne, że bez usg założył ci kartę ciąży bo tylko usg jest w stanie tą ciążę stwierdzić na 100%. Na twoim miejscu za tydzien/dwa poszłabym prywatnie na usg :)
Hejka:) Ja właśnie jestem po wizycie, lekarz stwierdził 8tc :) niestety nie zrobił mi usg :( Założono mi kartę ciąży i dano mnóstwo materiałów do czytania oraz kilka bezpłatnych próbek- sudocrem, kawę inkę ;)a no i dla dziecka butelkę :) Troszke się zmartwiłam tym iż nie zrobił mi usg ale powiedział,że macica sie powiększa i usg zrobimy za miesiąc . Czy to normalne czy lepiej udać sie do prywatnego jakiegoś lekarza?? Nie widziałam jeszcze zarodkaw moim pęcherzyku i chciałabym go w końcu zobaczyć :) Trzymajcie się, nbie dajcie przeziebieniom i uważajcie na siebie i swoje jeszcze nienarodzono, ale jakże długo wyczekiwane Fasolki :)
Slonko69 dziękuję za radę z maścią - jutro poproszę mężą żeby mi ją zakupił. Byłam dziś u lekarza i moja gin stwierdziła, że taka ilość kropli nie zaszkodzi ale chcę ich używać jak najmniej, więc maść z pewnością wypróbuję :)
Monia L. w ciąży ważne jest żeby stres tobą nie zawładnął. Widzisz, część z nas ma za sobą poronienie i choć lęk, strach zawsze później jest, to staramy się myśleć pozytywnie!To normalne, że kartę ciąży zakłada się po jej 100% stwierdzeniu czyli USG. Zatem następnym razem, gdy już na 100% będzie coś widać swoją magiczną kartę ciąży dostaniesz. Z tą morfologią też nie przesadzaj, po co się kłóć? Badania robi się co 3 miesiące (I,II,III trymestr),łykasz witaminy dla kobiet w ciąży, w przypadku skurczów/bólów brzucha no-spę i magnez a dodatkowe badania robisz wtedy, kiedy jest ku temu racjonalny powód:)Co ważne, znajdź lekarza prowadzącego ciążę, który przypadnie Ci do gustu i jest racjonalny. To ważne żebyś miałą z nim dobry kontakt ale jednocześnie nie przytakiwał ci na każdym kroku. Lekarz musi cię szanować ale jednocześnie umieć uzasadnić swoje racje i nie zawsze na wszystko się zgodzić. Jednym słowem musi mieć u Ciebie autorytet żeby móc cię uspokoić, bo wierz mi, że każda przyszla mama ma zawsze mnóstwo pytań, wątpliwości i chęci na dodatkowe badania byleby się tylko "uspokoić" :) Tym czasem głowa do góry :)
Monia L. w ciąży ważne jest żeby stres tobą nie zawładnął. Widzisz, część z nas ma za sobą poronienie i choć lęk, strach zawsze później jest, to staramy się myśleć pozytywnie!To normalne, że kartę ciąży zakłada się po jej 100% stwierdzeniu czyli USG. Zatem następnym razem, gdy już na 100% będzie coś widać swoją magiczną kartę ciąży dostaniesz. Z tą morfologią też nie przesadzaj, po co się kłóć? Badania robi się co 3 miesiące (I,II,III trymestr),łykasz witaminy dla kobiet w ciąży, w przypadku skurczów/bólów brzucha no-spę i magnez a dodatkowe badania robisz wtedy, kiedy jest ku temu racjonalny powód:)Co ważne, znajdź lekarza prowadzącego ciążę, który przypadnie Ci do gustu i jest racjonalny. To ważne żebyś miałą z nim dobry kontakt ale jednocześnie nie przytakiwał ci na każdym kroku. Lekarz musi cię szanować ale jednocześnie umieć uzasadnić swoje racje i nie zawsze na wszystko się zgodzić. Jednym słowem musi mieć u Ciebie autorytet żeby móc cię uspokoić, bo wierz mi, że każda przyszla mama ma zawsze mnóstwo pytań, wątpliwości i chęci na dodatkowe badania byleby się tylko "uspokoić" :) Tym czasem głowa do góry :)
Cześć dziewczyny, super że jest takie forum, bo mi kalendarzyki internetowe wyliczyły termin na 20 maja:))) wiec witam w klubie:)
Poczytałam o waszych problemach i 3/4 podzielę, ale najbardziej mnie załamało to że w 7tyg ciązy na pierwszej wizycie nie załóżyła mi książeczki ciąży a o zwolnieniu nie ma mowy bo ciąża to nie choroba-specyfiki mojej pracy nie zrozumiała chciała mi dać tydz na wyspanie się a ja spać kocham od zawsze ale cięzko mi wysiedzieć w tych rozpiętych spodniach prawie 8 godz przy biurku, ciągle jem i zauważyłam że owoce mi tak nie służą jak je lubie, jak jeżdze samochodem to mnie mdli a muszę służbowo, obiecnie leci 8 tydzień, za tydz mam 1 usg i dopiero po nim chce oświecić ludzi w pracy bo szczerze obawiam się tych 3 mcy w których się wszytsko może zdarzyć...:( tym bardziej widząc co sie dzieje dookoła z dziewczynami - mowa o tym czego nie zyczę wam i sobie:(
Zastanowiło mnie jeszcze to że moje koleżanki miały mierzone cisnienie na wizytach ja nie, powiedział mi tylko ze usg to w 9tym tyg wiedząc ze to nie ona je robi to w sumie nieiwem kiedy mam iśc na nastepna wizytę, ponadto morfologie sie robi co mc - może przesadzam i chce być mądrzejsza od lekarza ale jednak chyba jestem z ostatnich w moim towarzystwie którzy się starali...ech poradzcie i uspokójcie, brzuch tez mnie boli na tle nerwowym i pewnoe do tego usg od bólu nie unikne, na szczęście brzuch nie jest twardy to się modle że wszystko ok.
O redłowskim szpitalu też sie tyle nasluchalam, niewiem jak to będzie mieskzam na obłuzu w gdyni ale jak by był czas to chyba będziem pędzić do wejherowa, pozdrawiam gorąco przyszłe mamcie!!
Poczytałam o waszych problemach i 3/4 podzielę, ale najbardziej mnie załamało to że w 7tyg ciązy na pierwszej wizycie nie załóżyła mi książeczki ciąży a o zwolnieniu nie ma mowy bo ciąża to nie choroba-specyfiki mojej pracy nie zrozumiała chciała mi dać tydz na wyspanie się a ja spać kocham od zawsze ale cięzko mi wysiedzieć w tych rozpiętych spodniach prawie 8 godz przy biurku, ciągle jem i zauważyłam że owoce mi tak nie służą jak je lubie, jak jeżdze samochodem to mnie mdli a muszę służbowo, obiecnie leci 8 tydzień, za tydz mam 1 usg i dopiero po nim chce oświecić ludzi w pracy bo szczerze obawiam się tych 3 mcy w których się wszytsko może zdarzyć...:( tym bardziej widząc co sie dzieje dookoła z dziewczynami - mowa o tym czego nie zyczę wam i sobie:(
Zastanowiło mnie jeszcze to że moje koleżanki miały mierzone cisnienie na wizytach ja nie, powiedział mi tylko ze usg to w 9tym tyg wiedząc ze to nie ona je robi to w sumie nieiwem kiedy mam iśc na nastepna wizytę, ponadto morfologie sie robi co mc - może przesadzam i chce być mądrzejsza od lekarza ale jednak chyba jestem z ostatnich w moim towarzystwie którzy się starali...ech poradzcie i uspokójcie, brzuch tez mnie boli na tle nerwowym i pewnoe do tego usg od bólu nie unikne, na szczęście brzuch nie jest twardy to się modle że wszystko ok.
O redłowskim szpitalu też sie tyle nasluchalam, niewiem jak to będzie mieskzam na obłuzu w gdyni ale jak by był czas to chyba będziem pędzić do wejherowa, pozdrawiam gorąco przyszłe mamcie!!
Ja jestem na zwolnieniu od 7 tyg ciąży i tak już chyba zostanę do końca. Cały czas biorę leki na podtrzymanie i dużo leżę, no i jeszcze mam skaczące ciśnienie. Z resztą nawet nie czuję się na siłach wrócić do pracy, szybko sie męczę, mam jeszcze mega mdłości i jestem troszkę przeziębiona.
HaniaB a próbowałaś na katar maści majerankowej? Mi bardzo pomogła jak miałam katar - dosłownie 2 dni i już go nie było, a napewno nie jest szkodliwa.
Jestem teraz umówiona na kolejną wizytę na 23.10 i zastanawiam się czy wtedy moja gin zrobi mi usg prenatalne, co prawda mówiła że będzie mi robiła usg i mogę przyjść z mężem, ale nie mówiła czy to prenatalne czy nie? Czy prenatalne robi się na takim sprzęcie jak zwykłe?
HaniaB a próbowałaś na katar maści majerankowej? Mi bardzo pomogła jak miałam katar - dosłownie 2 dni i już go nie było, a napewno nie jest szkodliwa.
Jestem teraz umówiona na kolejną wizytę na 23.10 i zastanawiam się czy wtedy moja gin zrobi mi usg prenatalne, co prawda mówiła że będzie mi robiła usg i mogę przyjść z mężem, ale nie mówiła czy to prenatalne czy nie? Czy prenatalne robi się na takim sprzęcie jak zwykłe?
Ja właśnie dzisiaj idę do swojej lekarki w związku z tym przeziębieniem. Ale zamierzam naciągnąć ją jeszcze na zrobienie usg bo się stęskniłam za moim maluszkiem ;) Mi na gardło pomagają Hallsy natomiast na mega katar - szkoda słów - staram się nienadużywać kropli dla dzieci ale trudno mi oddychać i wogóle taka oklapnięta jestem. Wiem, że krople są w większej ilości zakazane i staram się tego trzymać, ale bez nich z moją dodatkowo krzywą przegrodą nie rpzeżyłabym nawet jednego dnia...eh...takie życie...może mi się humor poprawi jak zobaczę swoją kruszynkę :)
czesc dziewczyny
ja od dzis tez jestem na zwolnieniu przez tydzień - bo sie przeziębiłam. w piatek i sobote strasznie mnie gardło bolało - ledwie przełykałam :(
nie dość ze pogoda fatalna,to u mnie w pracy dosłownie lodówka - to pewnie przez to :( kilka razy dziennie płukam gardło i na szczescie troche przeszło
w przyszłym tygodniu kolejna wizyta, tez zamierzam sie umówic na badania prenatalne
ja od dzis tez jestem na zwolnieniu przez tydzień - bo sie przeziębiłam. w piatek i sobote strasznie mnie gardło bolało - ledwie przełykałam :(
nie dość ze pogoda fatalna,to u mnie w pracy dosłownie lodówka - to pewnie przez to :( kilka razy dziennie płukam gardło i na szczescie troche przeszło
w przyszłym tygodniu kolejna wizyta, tez zamierzam sie umówic na badania prenatalne
Ja też pracuję w szkole - podstawówce i gimnazjum - i powiem szczerze, ze gdyby nie przeziebienie to i tak poszlabym na zwolnienie, chociaz na chwile. Dzieciaki, i to z podstawowki sa po prostu czasem tak wkurzajace, ze gimnazjalisci sie chowaja. Niestety ze wzgledu na stres i inne niebezpieczenstwa nie zamierzam pracowac dluzej niz do 5 miesiaca
Dostalam zwolnienie bo podbrzusze boli mnie z nerwow. W sumie to nie jest klucie tylko taki jednostajny bol, do tego twardy brzuch. A ten bol to chyba z nerwoow mam, w zeszlym tygodniu dzieciaki byly straszne w szkole, nie do opanowania. Probowalam sie nie stresowac, ale do konca wylaczyc sie nie da. I mialam takie bole na kazdej prawie lekcji. Potem w sobote mialam jedna dosc mocno stresujaca sytuacje i jak tylko wrocilam do domu to zaczelo sie.
Do Neissi. Także wczoraj razem miałyśmy koszmarny dzień...To było okropne, ale to dopiero początek;/ Mam wrażenie, że dużymy krokami zbliżam sie do okresu w któym będę latać cały czas do WC w celu zwrotu treści żołądkowych:( bo z dnia na dzień jest coraz gorzej... Dziś próbowałam kupić herbatkę imbirową, tóa łagodzi te przykre objawy ale niestety nie mogę jej dostać w żadnej aptece :( Jedna z Pań farmaceutek poradziła mi bym jadła migdały. Kupiłam opkowanie i liczę na cud że pomogą :)
Ja od dzisiaj jestem na zwolnieniu bo sie przeziebilam, chce sie wygrzac i jakos akumulatory podladowac :) no i odliczam dni do 19.10. kiedy ide na badania prenatalne. Nie moge sie doczekac zeby znow zobaczyc moje malenswto i uspokoic sie, ze nadal pieknie rusza raczkami i kopie :) Mam nadzieje, ze szczesliwie dotrwamy do tego magicznego 13 tygodnia...
Ja jak na razie nie jestem przekonana do mojego ginekologa dr Raszczyk, więc nie bardzo mam kogo Ci polecić. Ma bardzo dobre opinie, ale pierwszej wizyty nie wspominam mile. Wkurzył mnie mówiąc, że jakby miał kogoś prowadzić na NFZ to od razu by taką odesłał. A tylko zapytałam czy mogę chodzić do niego na NFZ, bo mamy bardzo kiepską sytuację finansową i jest mi o wiele bliżej. We wtorek idę na drugą wizytę (tym razem na NFZ) i oby było wszystko ok, bo inaczej będę musiała go zmienić. A Twój jak się nazywa?
Hehe dziękuję za odpowiedz. To się zgadza jak jest głód to i są mdłości :( Mnie bardzo boli głowa :( bede za tydz u lekarza muszę mu o tym wspomnieć. Meteopaci mają przerąbane w ciaży ;) Muszę tez zdecydowac się któego lekarza swybrać do prowadzenia mojej ciąży,bo ten co chodzę ma nie pochlebne opinie :( A Ty do jakiego chodzisz?Pozdrawiam :)
Niestety tak :( Ja mam to wieczorami i jak nie zadziałam na czas to potem męczę się do rana.
Mi pomagają biszkopty i ogólnie jest lepiej jak zjem coś mącznego - tosta lub kromkę chleba. Wcześniej jadłam owoce w przerwach między posiłkami, ale one nie dawały rezultatów. Wcale nie czułam, że coś zjadłam. Oczywiście jak jest już źle to ciężko jest coś w siebie wmusić, ale trzeba, bo inaczej będzie tylko gorzej. Staram się jeść często, a mało i nie dopuszczać do głodu, bo jak tylko poczuję głód to zaraz przychodzą mdłości. Też ciężko mi to przychodzi, bo ja nie z tych co jedzą nie czując głodu, ale jak tak robię to zdecydowanie lepiej się czuję.
Mam też takie uczucie jakbym nałykała się powietrza i wtedy też nie jest to miłe uczucie. Wtedy pomaga mi picie, bo wypycha te bąble ze mnie.
Zawsze lubiłam kawę, zakupiłam sobie moje ulubione herbaty, a teraz nic z tych rzeczy mi nie podchodzi. Żle się też czuję jak piję lub jem coś ciepłego. Zaraz robi mi się słabo. Mąż kupił mi sok pomarańczowy i jakoś mi wchodzi. Z jedzeniem też nigdy nie wiem co mi podpasi. Od jakiegoś czasu miałam straszną chrapkę na parówki (nigdy tego nie jadam ze względu na zawartość :( ). Mąż mi je dziś zrobił, ale nie byłam w stanie ich zjeść. Ich zapach mnie odrzucał.
Musisz sama przećwiczyć co Ci pomaga, bo jednym pomagają suchary, a innym czekolada.
Mi pomagają biszkopty i ogólnie jest lepiej jak zjem coś mącznego - tosta lub kromkę chleba. Wcześniej jadłam owoce w przerwach między posiłkami, ale one nie dawały rezultatów. Wcale nie czułam, że coś zjadłam. Oczywiście jak jest już źle to ciężko jest coś w siebie wmusić, ale trzeba, bo inaczej będzie tylko gorzej. Staram się jeść często, a mało i nie dopuszczać do głodu, bo jak tylko poczuję głód to zaraz przychodzą mdłości. Też ciężko mi to przychodzi, bo ja nie z tych co jedzą nie czując głodu, ale jak tak robię to zdecydowanie lepiej się czuję.
Mam też takie uczucie jakbym nałykała się powietrza i wtedy też nie jest to miłe uczucie. Wtedy pomaga mi picie, bo wypycha te bąble ze mnie.
Zawsze lubiłam kawę, zakupiłam sobie moje ulubione herbaty, a teraz nic z tych rzeczy mi nie podchodzi. Żle się też czuję jak piję lub jem coś ciepłego. Zaraz robi mi się słabo. Mąż kupił mi sok pomarańczowy i jakoś mi wchodzi. Z jedzeniem też nigdy nie wiem co mi podpasi. Od jakiegoś czasu miałam straszną chrapkę na parówki (nigdy tego nie jadam ze względu na zawartość :( ). Mąż mi je dziś zrobił, ale nie byłam w stanie ich zjeść. Ich zapach mnie odrzucał.
Musisz sama przećwiczyć co Ci pomaga, bo jednym pomagają suchary, a innym czekolada.