Madzik, mój starszy synek tez miał bardzo dłuuugo żółtaczkę i pobieraliśmy mu krew... da się przeżyć, będzie dobrze, zobaczysz! A co do zwalczania jej trzeba właśnie albo ściągać mleko i podgrzewać, ale ja nie chciałam tego robić bo nie szło mi ściąganie i p.Doktor zapisała małemu wtedy jakieś czopki. Dawałam mu pamiętam jeden na dobę przez 3 doby i żółtaczka minęła bezpowrotnie :)
pszczooła ja cię rozumiem- nawet nie wiesz jak bardzo... i podziwiam, ze jesteś sama a tak sobie radzisz! Ja mam mamę pod ręką ( piętro niżej) i nie wyobrażam sobie jak bym bez niej funkcjonowała...katar u niemowlęcia to jakaś masakra!!! bynajmniej dla mnie... ściągam jej tą wydzielinę, ale dzsiaj właśnie po kąpieli jak jej zalałam solą fiz.to się jakoś zakrztusiła i nie mogła odkrztusic tej flegmy... Jezu, to było straszne, tak przez 15 min miała problem ze złapaniem normalnego oddechu...jakie to są nerwy...szkoda gadać... Jestem tym tak zmęczona, mam jakieś nerwobóle w plecach i w ogóle ciągle bym tylko płakała, na każdy temat...Starszy syn juz niby zdrowy, mógłby iść do przedszkola ale boje sie go posłać, żeby mi znów choróbska nie przyniósł... Jeszcze to mnie dobija, że miał infekcje i był odizolowany do moich rodziców ( płakałam oczywiście za nim, ale wierzyłam że to dla dobra malukiej...) i co...? Nelka i tak dostała kataru, więc to było na nic... Ogólnie mój stan mogę określić jednym słowem: stres! Nie potrafie spokojnie spać i jestem w ciagłych nerwach...
Jak wy sobie radzicie- dziewczyny które macie też dwoje dzieci- z tematem przeziębień? Jak przeżyć tą paskudną jesień i nie osiwieć???