Widok
Związki kończą się różnie.
Musiałbym tu podać konkretne sytuację, aby Ci to pokazać.
Podobnie w przypadku końca dla czyjegoś dobra.
Oczywiście można powiedzieć, że to lubienie.
Skoro nie umiemy jednoznacznie zdefiniować miłości, to każdy może to nazwać jak chce.
Ja mówię, że kochałem nie raz.
Ty nie wierzysz w miłość, więc możesz powiedzieć "a ja nie, ja tylko lubiłam".
U Szekspira, Romeo wypowiada takie słowa:
Co to znaczy nazwa? Czy to co zwiemy różą, pod inną nazwą nie mniej by pachniało.
A jak jest odwrotnie? Czy doświadczywszy zapachu, można go dopasować do nazwy, znając ich znaczenie z opisu innych ludzi?
Z tematem kojarzy mi się także rozmowa z tego klipu:
http://youtu.be/yqyIaNWP0T0
Jest koło 3:12.
>Mi się wydaje, że to jedno wynika z drugiego.
Można się od kogoś oddalić z wielu powodów i na wiele sposobów.
Widziałaś jak to było w "Ona".
Ona się rozwijała, on bawił się chwilą.
To nawet mogą być te same doświadczenia - tylko inaczej odbierane.
Każdy postrzega świat odrębnie - patrząc na to samo, widzi co innego.
I pęd ku samorealizacji, który jest formą miłości do samego siebie, może być większy niż miłość do drugiego człowieka.
Nie musi to negować tej miłości, tak jak wejście w związek nie neguje miłości do rodziców.
>Oglądałeś film "Dwoje do poprawki" ? Polecam.
Raczej nie, komedia romantyczna?:)
>To chyba można wyczuć :)
Chyba, że ma się kontrowersyjne poglądy.
To nigdy nie wiesz, czy kochają, czy nienawidzą;)
>Jak taka osoba znika bez słowa to nawet jak mam kontakt, to się nie odezwę, bo takie zachowanie to sygnał, że nie chce mnie znać.
Możesz tak pomyśleć, jeśli rozmawiacie przez maila.
Ale na otwartym forum?
A jeśli ktoś znika z przyczyn niezależnych od niego.
I nie zdaje sobie sprawy, ze ktoś mógł się z tym źle poczuć?
Lub jeśli, coś mu się przytrafiło?
Czy taka postawa nie jest trochę egoistyczna, a nawet narcystyczna?
Masz tak samo znając kogoś osobiście?
To zawsze inni muszą inicjować spotkania i rozmowy?
Musiałbym tu podać konkretne sytuację, aby Ci to pokazać.
Podobnie w przypadku końca dla czyjegoś dobra.
Oczywiście można powiedzieć, że to lubienie.
Skoro nie umiemy jednoznacznie zdefiniować miłości, to każdy może to nazwać jak chce.
Ja mówię, że kochałem nie raz.
Ty nie wierzysz w miłość, więc możesz powiedzieć "a ja nie, ja tylko lubiłam".
U Szekspira, Romeo wypowiada takie słowa:
Co to znaczy nazwa? Czy to co zwiemy różą, pod inną nazwą nie mniej by pachniało.
A jak jest odwrotnie? Czy doświadczywszy zapachu, można go dopasować do nazwy, znając ich znaczenie z opisu innych ludzi?
Z tematem kojarzy mi się także rozmowa z tego klipu:
http://youtu.be/yqyIaNWP0T0
Jest koło 3:12.
>Mi się wydaje, że to jedno wynika z drugiego.
Można się od kogoś oddalić z wielu powodów i na wiele sposobów.
Widziałaś jak to było w "Ona".
Ona się rozwijała, on bawił się chwilą.
To nawet mogą być te same doświadczenia - tylko inaczej odbierane.
Każdy postrzega świat odrębnie - patrząc na to samo, widzi co innego.
I pęd ku samorealizacji, który jest formą miłości do samego siebie, może być większy niż miłość do drugiego człowieka.
Nie musi to negować tej miłości, tak jak wejście w związek nie neguje miłości do rodziców.
>Oglądałeś film "Dwoje do poprawki" ? Polecam.
Raczej nie, komedia romantyczna?:)
>To chyba można wyczuć :)
Chyba, że ma się kontrowersyjne poglądy.
To nigdy nie wiesz, czy kochają, czy nienawidzą;)
>Jak taka osoba znika bez słowa to nawet jak mam kontakt, to się nie odezwę, bo takie zachowanie to sygnał, że nie chce mnie znać.
Możesz tak pomyśleć, jeśli rozmawiacie przez maila.
Ale na otwartym forum?
A jeśli ktoś znika z przyczyn niezależnych od niego.
I nie zdaje sobie sprawy, ze ktoś mógł się z tym źle poczuć?
Lub jeśli, coś mu się przytrafiło?
Czy taka postawa nie jest trochę egoistyczna, a nawet narcystyczna?
Masz tak samo znając kogoś osobiście?
To zawsze inni muszą inicjować spotkania i rozmowy?