Widok
Łatwe studia to marnowanie czasu i pieniędzy. Najłatwiej i najszybciej ukończysz filologię klasyczną na uniwerku. Może nawet się to przydać w życiu.
Jeśli ma być tylko papierek to polecam europeistykę np. Skoro przewodniczący rady miasta Gdańska to skończył i jest magistrem to poradzisz sobie z tym nawet mając siedmioro dzieci pod opieką.
Zawodowo oczywiście nic nie zyskasz bo już odeszły czasy gdy wpis że jest się magistrem otwierał drzwi.
Obecnie trzeba być magistrem najlepiej inżynierem i to po studiach dziennych. Oczywiście nie w szkole prywatnej która powstała po 1990roku.
Poziom na PG UG i GUMED jest niski a na prywatnych uczelniach to już nawet nie walka a wojna o studenta któremu sprzedaje się papierek zbędny nieprzydatny wręcz śmieszny i hańbiący.
Jeśli ma być tylko papierek to polecam europeistykę np. Skoro przewodniczący rady miasta Gdańska to skończył i jest magistrem to poradzisz sobie z tym nawet mając siedmioro dzieci pod opieką.
Zawodowo oczywiście nic nie zyskasz bo już odeszły czasy gdy wpis że jest się magistrem otwierał drzwi.
Obecnie trzeba być magistrem najlepiej inżynierem i to po studiach dziennych. Oczywiście nie w szkole prywatnej która powstała po 1990roku.
Poziom na PG UG i GUMED jest niski a na prywatnych uczelniach to już nawet nie walka a wojna o studenta któremu sprzedaje się papierek zbędny nieprzydatny wręcz śmieszny i hańbiący.
wybacz ale nie czuję się zhańbiona;) W pracy nie patrzyli czy studia były prywatne/dzienne czy zaoczne, a nawet kończąc studia (licencjat)załapałam się.Jak znajomi po studiach dziennych szukali pracy to ja sobie już dawno pracowałam, niektórzy nie znaleźli w zawodzie. Jeszcze mi w pracy magisterkę i podyplomówkę dofinansowali:)
~asasas - a ty studiwałas klasyczną ? ze tak łatwo ci oceniac? polonistka jest 500 razy łatwiejsza...nie wiem czy tak kazdy pzrejdzie z greki na 3cim roku albo przez opisową gramatykę greckiego...no ale coż - u mnie na roku zaynało 25, skończyło 12 - nigdy tyle osób (tak duzo) nie skonczyło ani wczesniej ani pozniej...przewaznie kolo 5 kończy. większosc wypada, a nei rezygnuje
Madness is the gift, that has been given to me!!
W pełni podpisuję się pod każdym Twoim słowem.
Studiowałam zarówno na dziennych, jak i na zaocznych ten sam kierunek i często bywało tak, że w tym samym czasie odbywał się egzamin dla studentów dziennych i zaocznych i był to ten sam egzamin.
Podobnie było na egzaminach ustnych - wchodziliśmy w dowolnej kolejności na egzamin, zadawano nam pytania, wystawiano ocenę, a dopiero potem proszono o indeks i numer grupy. Tak więc, wykładowca nie wiedział, do momentu otrzymania indeksu czy student jest ze studiów dziennych czy zaocznych.
W mojej ocenie poziom studiów zależy od uczelni, kierunku i wielu innych czynników. Wcale nie jest tak, że studia zaoczne są łatwe a dzienne trudne.
Studiowałam zarówno na dziennych, jak i na zaocznych ten sam kierunek i często bywało tak, że w tym samym czasie odbywał się egzamin dla studentów dziennych i zaocznych i był to ten sam egzamin.
Podobnie było na egzaminach ustnych - wchodziliśmy w dowolnej kolejności na egzamin, zadawano nam pytania, wystawiano ocenę, a dopiero potem proszono o indeks i numer grupy. Tak więc, wykładowca nie wiedział, do momentu otrzymania indeksu czy student jest ze studiów dziennych czy zaocznych.
W mojej ocenie poziom studiów zależy od uczelni, kierunku i wielu innych czynników. Wcale nie jest tak, że studia zaoczne są łatwe a dzienne trudne.
Nilkaa, trochę dziwne rozumowanie. To, że Tobie się trafiło takie porównanie nie znaczy, że wszyscy tak mają. Tobie się trafiło porównanie na jednej uczelni, ok, rozumiem. I na pewno takie rzeczy się zdarzają. Może nawet w większości, ale nie można generalizować. No chyba, że porównujemy np. prawo na ug i prawo w wyższej szkole Krzak.
Kończę aktualnie studia zaoczne i mogę powiedzieć, że mieliśmy tyle samo jak nie więcej nauki niż dzienni. Oni w ogóle rzadziej mieli zjazdy, egzaminy łatwiejsze. Oczywiście, nie wszystkie, zależy z jakim wykładowcą. I nie chodzi mi o to, że łatwiejsze, bo zdolniejsi, tylko mieli np. testy, które się powtarzały od paru lat i wszyscy zdali w I terminie, a my np. jakieś zagadnienia do rozwinięcia, które nawet nie były poruszane na wykładzie i były warunki! Nie oceniaj wszystkich jedną miarą :) ja rozumiem, wieczorowi, oni nawet ćwiczeń nie mają, ale zaoczni nie raz mają ciężej niż dzienni :) chociaż, dla mnie to w sumie jedno i to samo. Tylko z tą różnicą, że za zaoczne trzeba drogo zapłacić, ale są w weekendy więc można pogodzić z różnymi obowiązkami. Myślę, że to zależy wszystko od uczelni, ale jeśli ktoś idzie na zaoczne, bo łatwiej to może grubo żałować. Ja np. już na pierwszym roku żałowałam, bo dzienni mieli jakoś mniej tego wszystkiego i łatwiej byłoby mi pogodzić pracę ze studiami dziennymi niż z zaocznymi. Tak samo pod względem ilości materiału do przyswojenia ;) ale nie podważam Twojego przypadku. Być może nawet na większości kierunków zaoczni mają łatwiej, ale nie jest to regułą. Wszystko zależy chyba od wykładowcy. Z niektórych przedmiotów to zaoczni mogli by iść za dziennych na egzamin i dostać 5, a na swoich studiach oblać ;)
Ja już w gimnazjum trafiałam na stereotypy, że coś 'jest łatwiejsze, bo tak i już'. Byłam w klasie niby 'najgorszej', a mieliśmy dużo lepsze wyniki niż klasa z rozszerzonym programem, szczególnie w testach humanistycznych - wszystko w rękach prowadzącego :D
Ale wracając do tematu to ciężko na to odpowiedzieć, bo dla jednego pedagogika to będzie mleko z miodem, a dla innego horror. Utarło się, że socjologia prosta, a niektórzy narzekają. Jedyne co, to chyba na pewno prywatne szkoły, czyli nie żadne PG, UG, GUMED... Może spróbuj jednak dopasować studia do swoich zainteresowań, jeśli ktoś np. kocha prawo to studiowanie prawa może być łatwiejsze, a na pewno przyjemniejsze niż pedagogiki. Myślę, że jak się robi coś na siłę, coś co w ogóle nie interesuję to i tak kolorowo nie będzie.
Kończę aktualnie studia zaoczne i mogę powiedzieć, że mieliśmy tyle samo jak nie więcej nauki niż dzienni. Oni w ogóle rzadziej mieli zjazdy, egzaminy łatwiejsze. Oczywiście, nie wszystkie, zależy z jakim wykładowcą. I nie chodzi mi o to, że łatwiejsze, bo zdolniejsi, tylko mieli np. testy, które się powtarzały od paru lat i wszyscy zdali w I terminie, a my np. jakieś zagadnienia do rozwinięcia, które nawet nie były poruszane na wykładzie i były warunki! Nie oceniaj wszystkich jedną miarą :) ja rozumiem, wieczorowi, oni nawet ćwiczeń nie mają, ale zaoczni nie raz mają ciężej niż dzienni :) chociaż, dla mnie to w sumie jedno i to samo. Tylko z tą różnicą, że za zaoczne trzeba drogo zapłacić, ale są w weekendy więc można pogodzić z różnymi obowiązkami. Myślę, że to zależy wszystko od uczelni, ale jeśli ktoś idzie na zaoczne, bo łatwiej to może grubo żałować. Ja np. już na pierwszym roku żałowałam, bo dzienni mieli jakoś mniej tego wszystkiego i łatwiej byłoby mi pogodzić pracę ze studiami dziennymi niż z zaocznymi. Tak samo pod względem ilości materiału do przyswojenia ;) ale nie podważam Twojego przypadku. Być może nawet na większości kierunków zaoczni mają łatwiej, ale nie jest to regułą. Wszystko zależy chyba od wykładowcy. Z niektórych przedmiotów to zaoczni mogli by iść za dziennych na egzamin i dostać 5, a na swoich studiach oblać ;)
Ja już w gimnazjum trafiałam na stereotypy, że coś 'jest łatwiejsze, bo tak i już'. Byłam w klasie niby 'najgorszej', a mieliśmy dużo lepsze wyniki niż klasa z rozszerzonym programem, szczególnie w testach humanistycznych - wszystko w rękach prowadzącego :D
Ale wracając do tematu to ciężko na to odpowiedzieć, bo dla jednego pedagogika to będzie mleko z miodem, a dla innego horror. Utarło się, że socjologia prosta, a niektórzy narzekają. Jedyne co, to chyba na pewno prywatne szkoły, czyli nie żadne PG, UG, GUMED... Może spróbuj jednak dopasować studia do swoich zainteresowań, jeśli ktoś np. kocha prawo to studiowanie prawa może być łatwiejsze, a na pewno przyjemniejsze niż pedagogiki. Myślę, że jak się robi coś na siłę, coś co w ogóle nie interesuję to i tak kolorowo nie będzie.
Finka, to zależy :) na magisterce, na jednym semestrze można było tak sobie ułożyć plan (czyli zapisać się na odpowiednie wdw) że zajęcia były raz w tygodniu na dziennych ;) dlatego nazwałam to w przenośni 'zjazdem' :) a zaoczni mieli zjazd weekend w weekend i rozbite na sobotę i niedzielę :P na licencjacie, na ostatnim sem. też miałam chyba 2 dni w tyg tylko zajęte ;)
Dziennie studiowałam kierunek ścisły na UG. Było naprawdę fajnie. I nie mam wcale na myśli, że łatwo wszystko szło, ale to,ze wykładowcy byli naprawdę pro studenccy. Bardzo miło wspominam te wszystkie zarwane noce. Na PG natomiast robiła studia zaoczne mając małe dziecko i pracując na 1,5 etatu. Było dużo projektów do wykonania, co zabierało sporo czasu, który można było przeznaczyć na sen. Ale mimo wszystko też miło wspominam ten czas. Tak naprawdę myślę, że wszystko wydawało mi się proste i fajne, bo po prostu ludzi w grupie i wykładowców miałam szczęście spotkać najlepszych na świecie.
Wszystko zależy od tego, jaki kto ma umysł, dla jednego studia inżynierskie będą przyjemnością, a na humanistycznych by poległ, dla drugiego odwrotnie... Faktycznie niektóre studia zaoczne w prywatnych szkołach są bardzo proste, więc jeśli chce się mieć papierek, to droga wolna. Zastanawiam się tylko po co komu papierek ze studiów, które go nie interesują i w żaden sposób nie pomoże w karierze zawodowej.
Szczerze to nie wiem czy istnieją łatwe studia.. ale no trzeba próbować. Kolega był na studiach magisterskich na WSB http://rekrutacja.wsb.edu.pl/kierunki-ksztalcenia/studia-ii-stopnia i normalnie godził to z pracą. Na pewno wiele go to kosztowało, ale teraz ma już dyplom i chyba nie pamięta swojego poświęcenia.
Co wy się tak wszyscy pienicie i tak wylądujecie na zmywa ku w Anglii heheheh, albo masz znajomośći albo trzeba wyjechać albo biedronka. No chyba że macie rodziców lekarzy, prawników itd to wtedy chocbyscie talentu i inteligencji za grosz nie mieli, lekarzem bądź prawnikiem zostaniecie. Wiadomo ukladziki. Ewentualnie bardzo bogaci starzy wtedy też da radę. Reszta do roboty fizycznej.