Widok
Ja to zignorowałam, bo nie chcę o tym rozmyślać... Takie myślenie wzbudza we mnie tylko pesymizm a nie optymizm
Gdybym dorwała w swoje ręce takich pseudo Rodziców, chyba bym ich swoimi rękoma udusiła!! :/ Żal mi tych Dzieciaczków, bo tak naprawdę niczemu nie były winne, One się nie prosiły na ten świat...
I nie myślę już w kategoriach takich, dlaczego Im się udaje a Nam nie... jest jak jest i pewnych rzeczy nie przeskoczymy!! Możemy tylko modlić się o to, aby Nam się udało...
Gdybym dorwała w swoje ręce takich pseudo Rodziców, chyba bym ich swoimi rękoma udusiła!! :/ Żal mi tych Dzieciaczków, bo tak naprawdę niczemu nie były winne, One się nie prosiły na ten świat...
I nie myślę już w kategoriach takich, dlaczego Im się udaje a Nam nie... jest jak jest i pewnych rzeczy nie przeskoczymy!! Możemy tylko modlić się o to, aby Nam się udało...
minioszek, a miałaś w miare regularne cykle, czy raczej przedłużone? Powinien dać Ci d*phaston aby wywołać @ ale czasem lekarze po zbadaniu zalecają wzięcie tabletki i liczenie jako 1dc ale potem oczywiście musi być monitoring cyklu i ewentualny zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka jeśli urośnie. Skonsultowałabym się jeszcze z ginem.
Żonka, Kochana - mega, wielkie i serdeczne gratulacje!!! :) Niech Julek zdrowo się chowa, a Ty szybciutko dochodź do siebie ;)
I co do porodu, to tylko można pozazdrościć, - pierwsze dziecko i taki szybki wyskok :P
A ja już po wizycie... Niestety dzisiaj IUI nie miałam, ale mogę mieć w piątek lub sobotę - w piątek z samego rana znów muszę jechać zrobić LH, mam nadzieję, że moje żyły to wytrzymają i popołudniu będzie wiadomo, co z Nami Doktorek zrobi :) a mojemu Mężowi chyba dzisiaj płyta się zacięła, bo wciąż mnie pyta czy Nam się uda :D aaa, i wyliczył mi, że byłabym lipcową Mamą gdyby się udało - chyba Tatuś się nie może Dziecia już doczekać ;)
I co do porodu, to tylko można pozazdrościć, - pierwsze dziecko i taki szybki wyskok :P
A ja już po wizycie... Niestety dzisiaj IUI nie miałam, ale mogę mieć w piątek lub sobotę - w piątek z samego rana znów muszę jechać zrobić LH, mam nadzieję, że moje żyły to wytrzymają i popołudniu będzie wiadomo, co z Nami Doktorek zrobi :) a mojemu Mężowi chyba dzisiaj płyta się zacięła, bo wciąż mnie pyta czy Nam się uda :D aaa, i wyliczył mi, że byłabym lipcową Mamą gdyby się udało - chyba Tatuś się nie może Dziecia już doczekać ;)
Tak na szybko napiszę że poród w Wejherowie wspominam bardzo dobrze. Zarówno opieka na sali porodowej jak już później na oddziale położniczym świetna :) A pani od laktacji przecudowna, doradza, sama przychodzi zobaczyć jak sobie maluszek radzi. Mój synuś bardzo ładnie ssie pierś, pani pokazała kilka "trików" :)
Generalnie rodziłam bardzo szybko, lekarz widząc moje przygotowanie do porodu (do tego przez 2 tygodnie budziły mnie w nocy regularne bolesne skurcze, ale akcja się nie rozkręcała) skierował mnie na oddział bo bał się że nie zdążę dojechać :D Nie wierzyłam w to za bardzo... No ale w końcu zdecydowali się podać mi oksytocynę bo akcja nie chciała się rozwijać i za każdym razem się wyciszała. O 13.17 pisałam smsa do męża że zaczęły się bolesne skurcze, o 13.55 Julek już był na świecie :) Przywitał świat jak prawdziwy Superman - z rączką przy główce przez co musiałam być nacięta, ale żadnej traumy w związku z tym nie mam. Małego urodziłam na 3 czy 4 partych skurczach. Jedyne czego żałuje, że posłuchałam położnej (kazała dzwonić po męża za godzinę - dwie) i mimo, że mąż wyjechał wcześniej to niestety nie zdążył na akcję porodową :( Co najwyżej mógł sobie popatrzeć jak rodzę łożysko, ato średnia atrakcja :P Na ważeniu i mierzeniu synka już był.
Przez tą całą sytuację miałam doła przez tydzień, tym bardziej że mąż pisał że może już wyjedzie, a ja na to że skoro położna mówi że to będzie trwało jeszcze godzinami to niech czeka... No i kazałam mu jeszcze wjechać dla mnie po landrynki i sok, bo od śniadania nic nie jadłam i ręce mi się trzęsły. Gdyby nie te zakupy, to pewnie by zdążył na samo rodzenie się synka... Przepraszam, że tak chaotycznie ale mały mi stęka w łóżeczku a ja chcę jak najszybciej wszystko opisać. Buziaki :)
Generalnie rodziłam bardzo szybko, lekarz widząc moje przygotowanie do porodu (do tego przez 2 tygodnie budziły mnie w nocy regularne bolesne skurcze, ale akcja się nie rozkręcała) skierował mnie na oddział bo bał się że nie zdążę dojechać :D Nie wierzyłam w to za bardzo... No ale w końcu zdecydowali się podać mi oksytocynę bo akcja nie chciała się rozwijać i za każdym razem się wyciszała. O 13.17 pisałam smsa do męża że zaczęły się bolesne skurcze, o 13.55 Julek już był na świecie :) Przywitał świat jak prawdziwy Superman - z rączką przy główce przez co musiałam być nacięta, ale żadnej traumy w związku z tym nie mam. Małego urodziłam na 3 czy 4 partych skurczach. Jedyne czego żałuje, że posłuchałam położnej (kazała dzwonić po męża za godzinę - dwie) i mimo, że mąż wyjechał wcześniej to niestety nie zdążył na akcję porodową :( Co najwyżej mógł sobie popatrzeć jak rodzę łożysko, ato średnia atrakcja :P Na ważeniu i mierzeniu synka już był.
Przez tą całą sytuację miałam doła przez tydzień, tym bardziej że mąż pisał że może już wyjedzie, a ja na to że skoro położna mówi że to będzie trwało jeszcze godzinami to niech czeka... No i kazałam mu jeszcze wjechać dla mnie po landrynki i sok, bo od śniadania nic nie jadłam i ręce mi się trzęsły. Gdyby nie te zakupy, to pewnie by zdążył na samo rodzenie się synka... Przepraszam, że tak chaotycznie ale mały mi stęka w łóżeczku a ja chcę jak najszybciej wszystko opisać. Buziaki :)
Żonka - super, że tak opisujesz poród :) daje to dużo pozytywnej energii przyszłym Mamusiom :D faktycznie, tylko, szkoda, że Męża nie było, ale jak ja to mówię - widocznie tak miało być :)
Kropka, Słońce dzięki za pamięć :)
Ja już po IUI - stresowałam się, ale nie potrzebnie, fakt jest to trochę uwłaczające, ale czego się nie robi dla tej Kruszynki :) myślałam, że uda Nam się w piątek, bo mieliśmy w planach wyjazd, który był odkładany z tyg na tydzień :) ale niestety lekarz stwierdził, że nie dostałam otrivelle w piątek i o 7 rano Małżonek miał się zgłosić do sex pokoju - jak ja to mówię ;) o 8.25 była inseminacja... Nic nie bolało, mimo, że również mam wąską szyjkę macicy (nawet nie wiedziałam, lekarz pytał czy coś miałam z nią robioną :)), tylko mnie martwi, bo kurczaczki pęcherzyk nie pękł... i wydaje mi się, że za szybko to było robione, bo w piątek ok. 16.30 miałam zastrzyk a iui było o 8.20 :/ no nic, oczywiście na następny dzień poprawiliśmy :D a jakże... teraz pozostaje mi czekanie do 19.10 :)
3majcie kciuki :)
a Iwonuś, jak tam u Ciebie? :)
Kropka, Słońce dzięki za pamięć :)
Ja już po IUI - stresowałam się, ale nie potrzebnie, fakt jest to trochę uwłaczające, ale czego się nie robi dla tej Kruszynki :) myślałam, że uda Nam się w piątek, bo mieliśmy w planach wyjazd, który był odkładany z tyg na tydzień :) ale niestety lekarz stwierdził, że nie dostałam otrivelle w piątek i o 7 rano Małżonek miał się zgłosić do sex pokoju - jak ja to mówię ;) o 8.25 była inseminacja... Nic nie bolało, mimo, że również mam wąską szyjkę macicy (nawet nie wiedziałam, lekarz pytał czy coś miałam z nią robioną :)), tylko mnie martwi, bo kurczaczki pęcherzyk nie pękł... i wydaje mi się, że za szybko to było robione, bo w piątek ok. 16.30 miałam zastrzyk a iui było o 8.20 :/ no nic, oczywiście na następny dzień poprawiliśmy :D a jakże... teraz pozostaje mi czekanie do 19.10 :)
3majcie kciuki :)
a Iwonuś, jak tam u Ciebie? :)
Hej dziewczyny;)/:*
Olesia kciuki mega zaciśnięte!!!
U mnie przyszła @ w sob w nocy (jeszcze byliśmy na weselu;/) nie powiem lekki dół mnie złapał. Na co dzień staram się być pozytywnie nastawiona, nie tracić dni na rozmyślaniu i smuceniu się ale kiedy przychodzi @ coś pęka. Dziś już zdecydowanie lepiej - zbieram się w sobie :) i działamy dalej - mój M. idzie na badania w czwartek, a ja zapisać się do szpitala na HSG - i mam nadzieje ze to bedzie kolejny słuszny krok:)
W końcu kiedyś się uda -musi!:))))!
Olesia kciuki mega zaciśnięte!!!
U mnie przyszła @ w sob w nocy (jeszcze byliśmy na weselu;/) nie powiem lekki dół mnie złapał. Na co dzień staram się być pozytywnie nastawiona, nie tracić dni na rozmyślaniu i smuceniu się ale kiedy przychodzi @ coś pęka. Dziś już zdecydowanie lepiej - zbieram się w sobie :) i działamy dalej - mój M. idzie na badania w czwartek, a ja zapisać się do szpitala na HSG - i mam nadzieje ze to bedzie kolejny słuszny krok:)
W końcu kiedyś się uda -musi!:))))!
Dzięki za zainteresowanie. :)
Otóż cykli wogole nie miałam przzez 5 mies. dlatego wylądowałam u ginekologa,wszystkie badania ok,podejrzenie policystycznych jajników,no i polip którego mi usunięto miesiąc temu,no i kontrola 2 tyg pozniej,no i na tej kontroli z wynikiem histopatologicznym,w którym wszystko jest ok,wypisał mi receptę na CLOSTILBEGYT i d*pHASTON.Ale powiedział że jak się zacznie cykl to mam zacząć brać,a już mija 2 tyg i znów nie dostałam,no i niewiem co robić? Podpowiecie co byście zrobiły?
Otóż cykli wogole nie miałam przzez 5 mies. dlatego wylądowałam u ginekologa,wszystkie badania ok,podejrzenie policystycznych jajników,no i polip którego mi usunięto miesiąc temu,no i kontrola 2 tyg pozniej,no i na tej kontroli z wynikiem histopatologicznym,w którym wszystko jest ok,wypisał mi receptę na CLOSTILBEGYT i d*pHASTON.Ale powiedział że jak się zacznie cykl to mam zacząć brać,a już mija 2 tyg i znów nie dostałam,no i niewiem co robić? Podpowiecie co byście zrobiły?
hej dziewczynki :)
Ja się zgłaszam jeszcze w dwupaku :)
Moja mała jest uparta i nie chce wyjśc skubana :/.... a juz tak bym chciała. W sumie czuje się ok, tylko jej nie mogę się doczekac ;)
Olesia - to czekamy do 19 !!! :)
Czemu piszesz ze uwłaczające ?? to piękne, że dla nowego zycia jesteście w stanie znieść tak wiele.
Trzymam za Was mocno kciuki :)
Iwonuś - za Ciebie też :)
Moja kumpelka była wczoraj na HSG, ale jeszcze nie dała mi nic znać, więc nic nie mogę powiedziec jak u niej to przebiegło.
Żonka - gratulacje :):):) pochwal się na wrześniowym :)
A kto odbierał Ci poród?
Ja się zgłaszam jeszcze w dwupaku :)
Moja mała jest uparta i nie chce wyjśc skubana :/.... a juz tak bym chciała. W sumie czuje się ok, tylko jej nie mogę się doczekac ;)
Olesia - to czekamy do 19 !!! :)
Czemu piszesz ze uwłaczające ?? to piękne, że dla nowego zycia jesteście w stanie znieść tak wiele.
Trzymam za Was mocno kciuki :)
Iwonuś - za Ciebie też :)
Moja kumpelka była wczoraj na HSG, ale jeszcze nie dała mi nic znać, więc nic nie mogę powiedziec jak u niej to przebiegło.
Żonka - gratulacje :):):) pochwal się na wrześniowym :)
A kto odbierał Ci poród?
Poród odbierał dr Żabiński. Chodziłam do niego do poradni patologii ciąży i jestem bardzo zadowolona z jego opieki :) Bardzo konkretny, sympatyczny doktorek :) Na minę położnej że tak szybko poszło powiedział że wiedział że u mnie będzie ekspres :D A jak mąż pytał o mnie to doktorek do niego "Słyszy pan? To pana syn tak wrzeszczy :D"