Widok
Tak na szybko napiszę że poród w Wejherowie wspominam bardzo dobrze. Zarówno opieka na sali porodowej jak już później na oddziale położniczym świetna :) A pani od laktacji przecudowna, doradza, sama przychodzi zobaczyć jak sobie maluszek radzi. Mój synuś bardzo ładnie ssie pierś, pani pokazała kilka "trików" :)
Generalnie rodziłam bardzo szybko, lekarz widząc moje przygotowanie do porodu (do tego przez 2 tygodnie budziły mnie w nocy regularne bolesne skurcze, ale akcja się nie rozkręcała) skierował mnie na oddział bo bał się że nie zdążę dojechać :D Nie wierzyłam w to za bardzo... No ale w końcu zdecydowali się podać mi oksytocynę bo akcja nie chciała się rozwijać i za każdym razem się wyciszała. O 13.17 pisałam smsa do męża że zaczęły się bolesne skurcze, o 13.55 Julek już był na świecie :) Przywitał świat jak prawdziwy Superman - z rączką przy główce przez co musiałam być nacięta, ale żadnej traumy w związku z tym nie mam. Małego urodziłam na 3 czy 4 partych skurczach. Jedyne czego żałuje, że posłuchałam położnej (kazała dzwonić po męża za godzinę - dwie) i mimo, że mąż wyjechał wcześniej to niestety nie zdążył na akcję porodową :( Co najwyżej mógł sobie popatrzeć jak rodzę łożysko, ato średnia atrakcja :P Na ważeniu i mierzeniu synka już był.
Przez tą całą sytuację miałam doła przez tydzień, tym bardziej że mąż pisał że może już wyjedzie, a ja na to że skoro położna mówi że to będzie trwało jeszcze godzinami to niech czeka... No i kazałam mu jeszcze wjechać dla mnie po landrynki i sok, bo od śniadania nic nie jadłam i ręce mi się trzęsły. Gdyby nie te zakupy, to pewnie by zdążył na samo rodzenie się synka... Przepraszam, że tak chaotycznie ale mały mi stęka w łóżeczku a ja chcę jak najszybciej wszystko opisać. Buziaki :)
Generalnie rodziłam bardzo szybko, lekarz widząc moje przygotowanie do porodu (do tego przez 2 tygodnie budziły mnie w nocy regularne bolesne skurcze, ale akcja się nie rozkręcała) skierował mnie na oddział bo bał się że nie zdążę dojechać :D Nie wierzyłam w to za bardzo... No ale w końcu zdecydowali się podać mi oksytocynę bo akcja nie chciała się rozwijać i za każdym razem się wyciszała. O 13.17 pisałam smsa do męża że zaczęły się bolesne skurcze, o 13.55 Julek już był na świecie :) Przywitał świat jak prawdziwy Superman - z rączką przy główce przez co musiałam być nacięta, ale żadnej traumy w związku z tym nie mam. Małego urodziłam na 3 czy 4 partych skurczach. Jedyne czego żałuje, że posłuchałam położnej (kazała dzwonić po męża za godzinę - dwie) i mimo, że mąż wyjechał wcześniej to niestety nie zdążył na akcję porodową :( Co najwyżej mógł sobie popatrzeć jak rodzę łożysko, ato średnia atrakcja :P Na ważeniu i mierzeniu synka już był.
Przez tą całą sytuację miałam doła przez tydzień, tym bardziej że mąż pisał że może już wyjedzie, a ja na to że skoro położna mówi że to będzie trwało jeszcze godzinami to niech czeka... No i kazałam mu jeszcze wjechać dla mnie po landrynki i sok, bo od śniadania nic nie jadłam i ręce mi się trzęsły. Gdyby nie te zakupy, to pewnie by zdążył na samo rodzenie się synka... Przepraszam, że tak chaotycznie ale mały mi stęka w łóżeczku a ja chcę jak najszybciej wszystko opisać. Buziaki :)
Żonka, Kochana - mega, wielkie i serdeczne gratulacje!!! :) Niech Julek zdrowo się chowa, a Ty szybciutko dochodź do siebie ;)
I co do porodu, to tylko można pozazdrościć, - pierwsze dziecko i taki szybki wyskok :P
A ja już po wizycie... Niestety dzisiaj IUI nie miałam, ale mogę mieć w piątek lub sobotę - w piątek z samego rana znów muszę jechać zrobić LH, mam nadzieję, że moje żyły to wytrzymają i popołudniu będzie wiadomo, co z Nami Doktorek zrobi :) a mojemu Mężowi chyba dzisiaj płyta się zacięła, bo wciąż mnie pyta czy Nam się uda :D aaa, i wyliczył mi, że byłabym lipcową Mamą gdyby się udało - chyba Tatuś się nie może Dziecia już doczekać ;)
I co do porodu, to tylko można pozazdrościć, - pierwsze dziecko i taki szybki wyskok :P
A ja już po wizycie... Niestety dzisiaj IUI nie miałam, ale mogę mieć w piątek lub sobotę - w piątek z samego rana znów muszę jechać zrobić LH, mam nadzieję, że moje żyły to wytrzymają i popołudniu będzie wiadomo, co z Nami Doktorek zrobi :) a mojemu Mężowi chyba dzisiaj płyta się zacięła, bo wciąż mnie pyta czy Nam się uda :D aaa, i wyliczył mi, że byłabym lipcową Mamą gdyby się udało - chyba Tatuś się nie może Dziecia już doczekać ;)
minioszek, a miałaś w miare regularne cykle, czy raczej przedłużone? Powinien dać Ci d*phaston aby wywołać @ ale czasem lekarze po zbadaniu zalecają wzięcie tabletki i liczenie jako 1dc ale potem oczywiście musi być monitoring cyklu i ewentualny zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka jeśli urośnie. Skonsultowałabym się jeszcze z ginem.
Ja to zignorowałam, bo nie chcę o tym rozmyślać... Takie myślenie wzbudza we mnie tylko pesymizm a nie optymizm
Gdybym dorwała w swoje ręce takich pseudo Rodziców, chyba bym ich swoimi rękoma udusiła!! :/ Żal mi tych Dzieciaczków, bo tak naprawdę niczemu nie były winne, One się nie prosiły na ten świat...
I nie myślę już w kategoriach takich, dlaczego Im się udaje a Nam nie... jest jak jest i pewnych rzeczy nie przeskoczymy!! Możemy tylko modlić się o to, aby Nam się udało...
Gdybym dorwała w swoje ręce takich pseudo Rodziców, chyba bym ich swoimi rękoma udusiła!! :/ Żal mi tych Dzieciaczków, bo tak naprawdę niczemu nie były winne, One się nie prosiły na ten świat...
I nie myślę już w kategoriach takich, dlaczego Im się udaje a Nam nie... jest jak jest i pewnych rzeczy nie przeskoczymy!! Możemy tylko modlić się o to, aby Nam się udało...
Dziewczyny, to już zaraz... :)
Nie mogę się doczekać inseminacji - nie liczę na cud, ale mam spokojne sumienie, bo wciąż działam :)
W piątek pojechaliśmy do gamety na pobranie krwi (i tutaj przestrzegam kobiety co mają taki sam problem co ja - pić dużo wody), mojemu Mężowi pobrała za drugim razem krew, ale z ręki, a mi zrobiła 7 wkuć i odprawiła z kwitkiem do domu, musiałam przyjechać w sobotę i za drugim razem wkucia się udało :/ masakra jakaś a w środę znów muszę jechać na pobranie!! już się boję :P ale ja mam takie jakieś dziwne żyły, mało widoczne, do tego słabe ciśnienie i chyba za gęsto krew... Bo parę razy wkuła mi się w żyłę, ale z kolei krew w ogóle mi nie leciała :D
Iwonus.p - 3mam za Ciebie baaaardzo mocno kciuki :) co by się w końcu udało :D i fakt, mimo, że sama mam wątpliwości co do niektórych decyzji mojego Doktorka to postępuje jak mi karze w końcu ma długie doświadczenie w tej dziedzinie, niekiedy zakończony sukcesem.... :)
Emilka - a dostałaś w końcu jakąś diagnozę, dlaczego, co i jak? Bo u mnie Nasz Doktorek nie potrafi powiedzieć co się dzieję... Teoretycznie wszystkie wyniki są prawidłowe (ale tsh to mi nie sprawdzał, ostatnio sama sobie zrobiłam na czuja wyniki, bo coś mi nie pasowało), teraz inseminacja 3 razy a potem dalej będziemy myśleć... Coś wspominał o genetyku...
Co do weekendu - pół wczorajszego dnia spędziliśmy w rozjazdach, a potem już leniwie w domku, dzisiaj chyba będzie podobnie, tzn. wyjście do Kościoła i w domu, bo coś pogoda nie za ciekawa jest :(
Nie mogę się doczekać inseminacji - nie liczę na cud, ale mam spokojne sumienie, bo wciąż działam :)
W piątek pojechaliśmy do gamety na pobranie krwi (i tutaj przestrzegam kobiety co mają taki sam problem co ja - pić dużo wody), mojemu Mężowi pobrała za drugim razem krew, ale z ręki, a mi zrobiła 7 wkuć i odprawiła z kwitkiem do domu, musiałam przyjechać w sobotę i za drugim razem wkucia się udało :/ masakra jakaś a w środę znów muszę jechać na pobranie!! już się boję :P ale ja mam takie jakieś dziwne żyły, mało widoczne, do tego słabe ciśnienie i chyba za gęsto krew... Bo parę razy wkuła mi się w żyłę, ale z kolei krew w ogóle mi nie leciała :D
Iwonus.p - 3mam za Ciebie baaaardzo mocno kciuki :) co by się w końcu udało :D i fakt, mimo, że sama mam wątpliwości co do niektórych decyzji mojego Doktorka to postępuje jak mi karze w końcu ma długie doświadczenie w tej dziedzinie, niekiedy zakończony sukcesem.... :)
Emilka - a dostałaś w końcu jakąś diagnozę, dlaczego, co i jak? Bo u mnie Nasz Doktorek nie potrafi powiedzieć co się dzieję... Teoretycznie wszystkie wyniki są prawidłowe (ale tsh to mi nie sprawdzał, ostatnio sama sobie zrobiłam na czuja wyniki, bo coś mi nie pasowało), teraz inseminacja 3 razy a potem dalej będziemy myśleć... Coś wspominał o genetyku...
Co do weekendu - pół wczorajszego dnia spędziliśmy w rozjazdach, a potem już leniwie w domku, dzisiaj chyba będzie podobnie, tzn. wyjście do Kościoła i w domu, bo coś pogoda nie za ciekawa jest :(
Hej:)
dzięki dziewczyny za wsparcie:)!
Postanowiłam postępować zgodnie z planem doktorka - czyli teraz czekam na @,od razu jak się pojawi M. robi badania (wciąż po cichu liczymy na to ze @ sie nie pojawi - w końcu nadzieja umiera ostatnia:) i ja rejestruje się na HSG. Co ma byc to będzie - w końcu wszystko jest do przeżycia:)
A odchodząc od tematu - jak Wam dziewczyny weekend mija?:)
dzięki dziewczyny za wsparcie:)!
Postanowiłam postępować zgodnie z planem doktorka - czyli teraz czekam na @,od razu jak się pojawi M. robi badania (wciąż po cichu liczymy na to ze @ sie nie pojawi - w końcu nadzieja umiera ostatnia:) i ja rejestruje się na HSG. Co ma byc to będzie - w końcu wszystko jest do przeżycia:)
A odchodząc od tematu - jak Wam dziewczyny weekend mija?:)
byłam, od lekarki mialam sierowanie na bete, mam d*phaston przepisany na wywolanie, jak dostane miesiaczki w 3 dc mam mase badan zrobic... umowie sie za chwile na wymrozenie nadżerki, teraz chce antyki pobrac jakis czas zeby jajniki wyciszyc.. bo szaleją z torbielami.. no i tabletki na cukier mam.. zobaczymy za kilka miechow jak to sie u mnie wyrowna wszystko