Widok
Pamiętam jak za dziecka gdy tylko zaczynała się wiosna to od południa do zmroku po podwórku biegały dzieciaki. Graliśmy w takie dziwne gry czasami, że teraz siedzę i się śmieję. W polo - rysowało się kwadraty na ulicy, każdy miał swoje pole i kopalo się piłkę tak by nie odbiła się dwa razy na moim polu. Guma - obowiązkowo. No i moja ulubiona gra w "palanta" - to był nasz własny podwórkowy baysboll. Ile wtedy piłek do tenisa ginęło w trawie!!!!!
I latawce! Pamiętam jak w sklepie papierniczym wszyscy kupowaliśmy latawce i puszczaliśmy je na górce.
U babci na grabówku były bardziej hardkorowe gry. Np graliśmy w noża:) Ciężko wytłumaczyć, ale rzucało się tym nożem z palca, bródki, łokcia tak by wbił się w piasek.
Skakaliśmy przez linę - Misia A misia B.....
I podchody po lesie.....
Latem koniecznie trzeba było iść na pachtę!!!! Co to za lato bez kwiatów dla mamy i owoców na kompot:)
Zimową porą graliśmy w syfa w piwnicy, w chowanego po piętrach, albo braliśmy monopoly i rozkładaliśmy się na kocach pod oknami na klatce:)
Dla odważniejszych była kiedyś taka gra planszowa flirt:) I oczywiście gra w butelkę.
Nawet Lany Poniedziałek wspominam z sentymntem:)
Dla kontrastu muszę powiedzieć, że teraz latem to czasami chłopaki w piłkę grają na boisku. I tyle.....
I latawce! Pamiętam jak w sklepie papierniczym wszyscy kupowaliśmy latawce i puszczaliśmy je na górce.
U babci na grabówku były bardziej hardkorowe gry. Np graliśmy w noża:) Ciężko wytłumaczyć, ale rzucało się tym nożem z palca, bródki, łokcia tak by wbił się w piasek.
Skakaliśmy przez linę - Misia A misia B.....
I podchody po lesie.....
Latem koniecznie trzeba było iść na pachtę!!!! Co to za lato bez kwiatów dla mamy i owoców na kompot:)
Zimową porą graliśmy w syfa w piwnicy, w chowanego po piętrach, albo braliśmy monopoly i rozkładaliśmy się na kocach pod oknami na klatce:)
Dla odważniejszych była kiedyś taka gra planszowa flirt:) I oczywiście gra w butelkę.
Nawet Lany Poniedziałek wspominam z sentymntem:)
Dla kontrastu muszę powiedzieć, że teraz latem to czasami chłopaki w piłkę grają na boisku. I tyle.....
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
hihi, ja też pamiętam jak dziadek kupował na święta pepsi w takich dużych szklanych butelkach albo jak mama nie chciała kupować nam oranżady w workach bo mówiła że to sama chemia (a my jako dzieciaki guzik o tym wiedzieliśmy:)) albo jakie pyszne były gumy donald czy turbo albo jak całymi dniami (w wakacje) latało się po podwórku i grało to w gumę albo w klasy albo jeździło na wrotkach..... fajne czasy :D jeszcze pamiętam mój przysmak-kanapka z cukrem hehehe