Widok
Jeżeli dzieci biorą dodatkowe korepetycje to dostają się do lepszych uczelni, miejmy nadzieję, że szkoła dba coraz bardziej o poziom i zależy jej na dobrze zdanych egzaminach. Atmosfera jest dobra, panie woźne patrzą na nasze dzieciaki, nauczyciele jedni super, drudzy muszą trochę się postarać i będzie suuuper.
Ja chodziłam do tej szkoły i naprawdę to były wspaniałe czasy. Słuchajcie kiedy moje koleżanki i koledzy wracali z Gdyni zmęczeni jazdą autobusem to my już dawno bawiliśmy się po szkole na boisku. Dzieci które uczęszczały do niby lepszej szkoły tak naprawdę spełniały niespełnione ambicje swoich rodziców. Według mnie szkoła podstawowa a nawet gimnazjium tak blisko to jedynie plus. Można przedłużyć dzieciństwo. Teraz jak jeżdżę i widzę te biedne zmęczone dzieci które wracają do domu i muszę jeszcze zdążyć odrobić lekcje to mi ich szkoda:(. Za moich czasów SP w Bojanie napisało testy najlepiej w powiecie Wejherowkim nawet przysłano do nas przedstawiciela z powiatu. Jak ktoś chce się uczyć może wszędzie to zrobić. Mogę podać wiele przykładów ile to osób po Gimnazjium w Bojanie dostało się do dobrych szkół średnich a nawet studiuje teraz medycyne i inne ciężkie kierunki. Także prośba do rodziców nie skracajcie dzieciństwa dzieciom . Ja jestem ogromnie wdzięczna mojej mamie że nawet nie pomyślała żebym jeździła autobusem mając szkołe tak blisko. 10 minut i w domu. A z autobusem też różnie a to ucieknie a to nie przyjedzie.
Jeżeli nauczyciele mają pokończone kursy to niestety w praktyce później wychodzi, bo jak zainteresować dziecko, wytłumaczyć porządnie temat, jak? skoro nie uczą tego na krótkich kursach. Odbębnia się lekcję, a czy dziecko zrozumiało to niech martwi się rodzic.
Są i fajni nauczyciele, którzy jednocześnie nie pozwalają wchodzić sobie na głowę, a jednocześnie dobrze tłumaczą i nie panikują. Widać, że lubią dzieci. Nie każdy nauczyciel to fachowiec.
Są i fajni nauczyciele, którzy jednocześnie nie pozwalają wchodzić sobie na głowę, a jednocześnie dobrze tłumaczą i nie panikują. Widać, że lubią dzieci. Nie każdy nauczyciel to fachowiec.
Identyczna sytuacja z mojego życia - tyle że z drugiej strony:
Mój syn - jeszcze paroletni siedział ze mną na przeciwko pewnej pani. Majtał nogami i faktycznie ja podkopywał.
Ja nie zauważyłam. Tak, czasem matki nie zaglądają pod fotele, nie zawsze udają, że nie widzą.
Pani odezwała się do mnie: proszę zrobić porządek z dzieckiem.
Zobaczyłam, co się dzieje, przeprosiłam, kazałam synowi przeprosić i uważać na nogi.
Oczywiście było za mało, bo do końca drogi słyszałam, jakie to dziecko niewychowane i jaka ja głupia matka jestem.
Na moją uwagę, że przeprosiłam , że na prawdę mi przykro i że nie robił tego umyślnie usłyszałam, jak to "chamstwo wychowuje chamstwo".
Wysiedliśmy dwa przystanki wcześniej, bo mój syn prawie płakał.
Więc jednak nie wierz we wszystkie odpowiedzi o bezstresowo wychowanych dzieciach. Chamstwo się zdarza w każdym pokoleniu i nie można generalizować.
Mój syn - jeszcze paroletni siedział ze mną na przeciwko pewnej pani. Majtał nogami i faktycznie ja podkopywał.
Ja nie zauważyłam. Tak, czasem matki nie zaglądają pod fotele, nie zawsze udają, że nie widzą.
Pani odezwała się do mnie: proszę zrobić porządek z dzieckiem.
Zobaczyłam, co się dzieje, przeprosiłam, kazałam synowi przeprosić i uważać na nogi.
Oczywiście było za mało, bo do końca drogi słyszałam, jakie to dziecko niewychowane i jaka ja głupia matka jestem.
Na moją uwagę, że przeprosiłam , że na prawdę mi przykro i że nie robił tego umyślnie usłyszałam, jak to "chamstwo wychowuje chamstwo".
Wysiedliśmy dwa przystanki wcześniej, bo mój syn prawie płakał.
Więc jednak nie wierz we wszystkie odpowiedzi o bezstresowo wychowanych dzieciach. Chamstwo się zdarza w każdym pokoleniu i nie można generalizować.
Popierajmy "bezstresowe wychowanie " a na pewno nie dojdzie do takich sytuacji :-)
Zdarzenie z życia wzięte:
....W przedziale pociągu siedziała starsza pani obok niej student,a na przeciwko pani starszej dziecko i matka.
Dzieciak natarczywie kopał staruszkę ,matka nic "nie widzi"
Pani starsza zwraca uwagę matce ,ta reaguje głaskając synka po głowie słowami " nie kop Pani".
Nie pomaga chłopiec po chwili zaczyna znów kopać panią.
Sytuacja sie powtarza ,pani zwraca ponownie uwagę matce.
Jednak synek jest natarczywy ,a matka udaje że nie widzi.
Całą ta sytuacje obserwował student, który wysiadając z przedziału wyciągnął gume do żucia z ust i przykleił matce chłopca na czoło ze słowami "JA TEŻ BYŁEM WYCHOWANY BEZSTRESOWO" i kopie ją w kostkę.
Niech to da do myślenia kto wychowuje .
Zdarzenie z życia wzięte:
....W przedziale pociągu siedziała starsza pani obok niej student,a na przeciwko pani starszej dziecko i matka.
Dzieciak natarczywie kopał staruszkę ,matka nic "nie widzi"
Pani starsza zwraca uwagę matce ,ta reaguje głaskając synka po głowie słowami " nie kop Pani".
Nie pomaga chłopiec po chwili zaczyna znów kopać panią.
Sytuacja sie powtarza ,pani zwraca ponownie uwagę matce.
Jednak synek jest natarczywy ,a matka udaje że nie widzi.
Całą ta sytuacje obserwował student, który wysiadając z przedziału wyciągnął gume do żucia z ust i przykleił matce chłopca na czoło ze słowami "JA TEŻ BYŁEM WYCHOWANY BEZSTRESOWO" i kopie ją w kostkę.
Niech to da do myślenia kto wychowuje .
Mądrość podobno przychodzi z wiekiem .
Czytając te posty zastanawiam sie kto ma racje nauczyciele ,czy rodzice.
Generalnie w wychowaniu dzieci i młodzieży powinni brać czynny udział jedni i drudzy , a nie spychać winę na szkolnictwo.Wychowanie należy do rodziców ,nauczanie wpajanie wiedzy do nauczycieli.Tylko jak nauczyciel ma uczyć skoro uczniowie są tak rozwydrzeni (wystarczy 1 w klasie )
by zmarnować czas wszystkim.A trafiają sie rodzice ,ze jeszcze sgłosi skarge do dyrekcji bo nauczyciel KRZYCZY.A jak ma reagować ,głaskać.Coraz więcej jest przemocy i innej patologi
na którą nie maja wpływu szkoły (smartfony,używki,itp).
Sami jako społeczeństwo robimy sobie pod górkę ,czasy sie drastycznie zmieniają,(łatwość do informacji do czegokolwiek nie tylko dobrego)
Kto z rodziców ma chociaż 80% kontroli nad dzieckiem siedzącym czas przed kompem? Dodatkowo programy telewizyjne pokazują coraz więcej przemocy ,krwi ,okrucieństw .Kiedyś takie programy były nie do pomyślenia .
Wszystko trzeba mieć teraz pod kontrolą .
Takie czasy sami sobie piszemy scenariusz.
A szacunek do innych i wychowanie wynosi się z domu.
Czytając te posty zastanawiam sie kto ma racje nauczyciele ,czy rodzice.
Generalnie w wychowaniu dzieci i młodzieży powinni brać czynny udział jedni i drudzy , a nie spychać winę na szkolnictwo.Wychowanie należy do rodziców ,nauczanie wpajanie wiedzy do nauczycieli.Tylko jak nauczyciel ma uczyć skoro uczniowie są tak rozwydrzeni (wystarczy 1 w klasie )
by zmarnować czas wszystkim.A trafiają sie rodzice ,ze jeszcze sgłosi skarge do dyrekcji bo nauczyciel KRZYCZY.A jak ma reagować ,głaskać.Coraz więcej jest przemocy i innej patologi
na którą nie maja wpływu szkoły (smartfony,używki,itp).
Sami jako społeczeństwo robimy sobie pod górkę ,czasy sie drastycznie zmieniają,(łatwość do informacji do czegokolwiek nie tylko dobrego)
Kto z rodziców ma chociaż 80% kontroli nad dzieckiem siedzącym czas przed kompem? Dodatkowo programy telewizyjne pokazują coraz więcej przemocy ,krwi ,okrucieństw .Kiedyś takie programy były nie do pomyślenia .
Wszystko trzeba mieć teraz pod kontrolą .
Takie czasy sami sobie piszemy scenariusz.
A szacunek do innych i wychowanie wynosi się z domu.
zacznijmy od tego ze pierwszymi nauczycielami sa rodzice, ktos kto daje szczylom tylko komputer telewizor i pieniazki w ramach milosci i braku czasu, to czego sie spodziewac? takie dziecko nie wie jak sie ma zachowac w szkole, co moze czego nie, troche obiektywniejszego pogladu prosze... sam chodzilem tu do podst i gimby, pare lat minelo i nie ukrywam ze wtedy byla straszna patologia, nauczyciele raczej Ci sami, ale starali sie jak mogli, zlego slowa o nich nie moge powiedziec po za 2 czy 3 nauczycielami, ktorych nie bede wymienial, odkad wyszedlem z gimby minelo pare lat i sadze ze jest spokojniej, generacja lobuzow raczej sie skonczyla po praniu mozgu dzieciakom internetami smartfonami i komputerami :)
Jeżeli nauczyciel nie radzi sobie z uczniami już na etapie szkoły podstawowej i jedynym wysiłkiem z jego strony są krzyki na dziecko i wypisywanie uwag to rodzice powinni żądać, aby taki nauczyciel miał odpowiednie kwalifikacje np. ukończone studia pedagogiczne.
Jak ktoś kto nie ma kwalifikacji może mieć pomysł na dziecko?
Jak ktoś kto nie ma kwalifikacji może mieć pomysł na dziecko?
Mam ponad 40 lat.
Od dziecka pamiętam hasła: "szkoła uczy i wychowuje".
Więc proszę nie pisać, że to dzisiaj rodzice sobie wymyślili.
Dzieci spędzają tak dużo czasu w szkole, że siłą rzeczy ten czas wpływa na ich wychowanie. Wzorują się na rówieśnikach, obserwują nauczycieli.
I proszę nie pisać, jak to mało dorośli interesują się dziećmi. To, że rodzice nie siedzą cały czas na audiencji u nauczyciela, nie świadczy o zainteresowaniu dzieckiem, lub jego braku.
Nieprawdą jest też uogólnienie, że rodzice zwalają wszystko na nauczycieli i tylko "sypną" kieszonkowym. Nie znam osobiście żadnego takiego rodzica o których wiecznie czytam w tych pogardliwych wpisach.
Więc proszę powstrzymać się od takich nieprzemyślanych i niegrzecznych uwag, bo świadczy to tylko o poziomie piszącego.
Od dziecka pamiętam hasła: "szkoła uczy i wychowuje".
Więc proszę nie pisać, że to dzisiaj rodzice sobie wymyślili.
Dzieci spędzają tak dużo czasu w szkole, że siłą rzeczy ten czas wpływa na ich wychowanie. Wzorują się na rówieśnikach, obserwują nauczycieli.
I proszę nie pisać, jak to mało dorośli interesują się dziećmi. To, że rodzice nie siedzą cały czas na audiencji u nauczyciela, nie świadczy o zainteresowaniu dzieckiem, lub jego braku.
Nieprawdą jest też uogólnienie, że rodzice zwalają wszystko na nauczycieli i tylko "sypną" kieszonkowym. Nie znam osobiście żadnego takiego rodzica o których wiecznie czytam w tych pogardliwych wpisach.
Więc proszę powstrzymać się od takich nieprzemyślanych i niegrzecznych uwag, bo świadczy to tylko o poziomie piszącego.
U niektórych nauczycieli (również tych świetlicowych a może zwłaszcza u tych) widać brak porządnej edukacji pedagogicznej, nieradzenie sobie z dziećmi, ciągłe uwagi z błahych powodów, bo brak pomysłów na zainteresowanie dzieci ciekawym tematem.
Praca w szkole to nie praca z robotami, ale różnymi charakterami, a pedagog z prawdziwego zdarzenia to pedagog cierpliwy, stanowczy, ale jednocześnie potrafiący zainteresować dziecko nauką a nie odpychający dziecko od szkoły. Nauczyciele wybrali sobie taki zawód ze wszystkimi wadami i zaletami.
Jeżeli ktoś sobie nie radzi to niech idzie się dokształcać.
Praca w szkole to nie praca z robotami, ale różnymi charakterami, a pedagog z prawdziwego zdarzenia to pedagog cierpliwy, stanowczy, ale jednocześnie potrafiący zainteresować dziecko nauką a nie odpychający dziecko od szkoły. Nauczyciele wybrali sobie taki zawód ze wszystkimi wadami i zaletami.
Jeżeli ktoś sobie nie radzi to niech idzie się dokształcać.
Napiszę tak:
Ostatnimi laty wszędzie słychać krzyk nauczycieli, że oni tylko uczą, nie wychowują.
Nie jestem już młoda i nigdy w życiu się nie spotkałam z takim podejściem.
Jako młoda dziewczyna wiedziałam, że szkoła uczy i wychowuje.
Teraz nauczyciele oczekują, że przyjdą uczyć do szkoły i spotkają wszystkie dzieci już odchowane - wychowane.
Umyka wam coś ważnego - to są dzieci, więc z definicji nie mogą być już wychowane. U nich proces wychowawczy cały czas trwa i dzieje się na waszych oczach.
Nie możecie też udawać, że nie macie wpływu na ich wychowanie. Spędzacie z naszymi dziećmi prawie połowę "nieśpiącego" czasu dobowego. Jak więc to, co robicie z nimi w szkole mogłoby nie wpływać na ich zachowanie, procesy poznawcze?
Wychowanie to nie tylko rozmowy z rodzicami i "wkładanie" do głów właściwego zachowania. Większość procesu wychowania odbywa się na zasadzie obserwacji otoczenia, w tym przypadku również rówieśników i nauczycieli.
Nie wiem, kiedy nauczyciele zaczęli się odżegnywać od jakiejkolwiek odpowiedzialności za wychowanie dzieci, ale wydaje mi się, że nie tędy droga. To sie po prostu dzieje, kiedy nasze dzieci przebywają z wami w szkole. Smutne to, że nie chcecie brać w tym udziału.
Ostatnimi laty wszędzie słychać krzyk nauczycieli, że oni tylko uczą, nie wychowują.
Nie jestem już młoda i nigdy w życiu się nie spotkałam z takim podejściem.
Jako młoda dziewczyna wiedziałam, że szkoła uczy i wychowuje.
Teraz nauczyciele oczekują, że przyjdą uczyć do szkoły i spotkają wszystkie dzieci już odchowane - wychowane.
Umyka wam coś ważnego - to są dzieci, więc z definicji nie mogą być już wychowane. U nich proces wychowawczy cały czas trwa i dzieje się na waszych oczach.
Nie możecie też udawać, że nie macie wpływu na ich wychowanie. Spędzacie z naszymi dziećmi prawie połowę "nieśpiącego" czasu dobowego. Jak więc to, co robicie z nimi w szkole mogłoby nie wpływać na ich zachowanie, procesy poznawcze?
Wychowanie to nie tylko rozmowy z rodzicami i "wkładanie" do głów właściwego zachowania. Większość procesu wychowania odbywa się na zasadzie obserwacji otoczenia, w tym przypadku również rówieśników i nauczycieli.
Nie wiem, kiedy nauczyciele zaczęli się odżegnywać od jakiejkolwiek odpowiedzialności za wychowanie dzieci, ale wydaje mi się, że nie tędy droga. To sie po prostu dzieje, kiedy nasze dzieci przebywają z wami w szkole. Smutne to, że nie chcecie brać w tym udziału.