~Maria O.
85.237.186.*
(17 lat temu) 23 lutego 2009 o 11:30
Wybraliśmy się ze znajomymi na tańce do "Dzikiego wina " w sobotę 21.02.2009. Bal miał rozpocząć się o 20.00 obiadem. Pierwsze niby kremy z pomidorów ( w rzeczywistości była to jakaś pomidorowa "mazia" ze zwarzona śmietaną) około 21.30Talerze po drugim daniu były u nas na stole do godz. 2.00.Nadmienię tylko, że kelner podawał zupę wszystkim do "rąk własnych".Całe szczęście, że nie oblał nikogo. Zespół muzyczny milczał. Po dłuższym oczekiwaniu jakiś gość podszedł do zespołu przypominając im, że przyszedł potańczyć. Odpowiedź była krótka. Będziemy grać po posiłku. Zatem tak naprawdę zaczęli grać około 22.00. Zimny bufet został ogołocony błyskawicznie. Ludzie w oczekiwaniu na tak spóźniony ciepły posiłek dosłownie rzucili się na zimne przekąski.Szatnia także była "ciekawie" przemyślana. Przy wejściu na sali konsumpcyjnej kelnerzy odbierali okrycia i wieszali na stojaki. W pewnym czasie zaczęli zbierać część płaszczy na ręce i zanosili gdzieś na zaplecze. Tym co mieli szczęście pozostawiono płaszcze na wieszakach , które także -tym razem wywieźli także na zaplecze. Goście żartowali, że robią przegląd kieszeni. Po podanym w końcu ciepłym posiłku uzupełnono także zimne zakąski. Brakowało najczęściej kawy oraz filiżanek. Zespół jak się "rozkręcił" to grał dobrze. Ludzie zaczęli się bawić. Warto także wspomnieć o silnie ośnieżonych i oblodzonych niebezpiecznych schodach wejściowych.Przecież wystarzyło użyć trochę soli,Sumując uważam, że była to organizacyjna klapa. Z pewnością ani my ani nasi znajomi do tej restauracji nie pójdziemy. Ostrzeżemy także innych. Wokół nas jest tak dużo restauracji, że mamy w czym wybierać. Przynajmniej są na poziomie , a nie taka prowizorka jaką w Dzikim Winie zaprezentowano. Bawiliśmy się na piętrze. Wszyscy spoceni jak w saunie. Ratowano się otwieraniem okien podzas tańca. Klimatyzacji albo nie ma albo nie włączano z chytrości. Słowo o wystroju. Wiem ,że o gustach się nie dyskutuje, ale czułam się tam źle. Czułam się jak w sklepie z używanymi meblami. Były tam np. porwane krzesła. Każde inne. jakby pozbierane z wystawek ulicznycznych. Kanapa stojąca w holu nie zachęca do siadania. Nie jest ani ładna , ani chyba za czysta.Żałowaliśmy, że wybraliśmy ten lokal na spędzenie ostatków
1
0