Widok
Cześć dziewczynki!
Dawno mnie tu nie było,bo pozwoliłam sobie założyć bliźniaczy wątek,ale dla starających się ... po 30-tce. http://forum.trojmiasto.pl/STARAJACE-SIE-PO-30-TCE-t152590,1,16.html
Podczytuję Was cały czas i tak sobie myślę,że jesteście bardziej obeznane w pewnych objawach niż ja ;)
Otóż dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie,że chyba coś nie tak dzieje się z moim organizmem.Problem w tym,że od jakiś 7 tyg. pobolewają mnie piersi mimo,że 11.03 miałam @,ale też jakąś dziwną,bo bez skrzepów,a i krwawienia jakby mniejsze.
Zastanawiam się,czy mimo to może to być ciąża?
Dodam,że nie mam innych objawów i przede wszystkim nie biegam często do toalety (co miało miejsce chyba od 5 czy 6 tyg. w poprzedniej ciąży).
Co o tym myślicie?
Dawno mnie tu nie było,bo pozwoliłam sobie założyć bliźniaczy wątek,ale dla starających się ... po 30-tce. http://forum.trojmiasto.pl/STARAJACE-SIE-PO-30-TCE-t152590,1,16.html
Podczytuję Was cały czas i tak sobie myślę,że jesteście bardziej obeznane w pewnych objawach niż ja ;)
Otóż dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie,że chyba coś nie tak dzieje się z moim organizmem.Problem w tym,że od jakiś 7 tyg. pobolewają mnie piersi mimo,że 11.03 miałam @,ale też jakąś dziwną,bo bez skrzepów,a i krwawienia jakby mniejsze.
Zastanawiam się,czy mimo to może to być ciąża?
Dodam,że nie mam innych objawów i przede wszystkim nie biegam często do toalety (co miało miejsce chyba od 5 czy 6 tyg. w poprzedniej ciąży).
Co o tym myślicie?
ojj, cos podupada watek:/
Dluugo sie nie odzywalam, ale podczytuje was caly czas.
My staramy sie juz ponad rok, niedawno okazalo sie w czym poblem- PCO :( takze czeka mnie leczenie Clo, wiem o nim tyle co wyczytalam na forum, wiem ze sa ok 10-15%, ale to znaczy że SĄ, a to już cos :) Przed 30tka bedzie trudno o dzidziulka, ale tego nie przeskoczę.
Michałowa, mocno trzymam kciuki, tym mocniej ze mamy tą samą dolegliwość i Twoje szczescie da mi jeszcze więcej nadziei :)))
Dluugo sie nie odzywalam, ale podczytuje was caly czas.
My staramy sie juz ponad rok, niedawno okazalo sie w czym poblem- PCO :( takze czeka mnie leczenie Clo, wiem o nim tyle co wyczytalam na forum, wiem ze sa ok 10-15%, ale to znaczy że SĄ, a to już cos :) Przed 30tka bedzie trudno o dzidziulka, ale tego nie przeskoczę.
Michałowa, mocno trzymam kciuki, tym mocniej ze mamy tą samą dolegliwość i Twoje szczescie da mi jeszcze więcej nadziei :)))
A ja dostałam w koncu @, to pewnie pierwszy i ostatni raz kiedy tak z utesknieniem czekalam na @ 5tyg i 1 dzien po poronieniu! eh! jest dobrze, z każdym dniem bliżej do ponownych starań...
Trzymam za Was wszystkie bardzo mocno kciuki i czekam tez na nowy tydzien żeby usłyszeć dobre wiesci od Was.. bo każda mała fasolka, chociaż nie moja to jakoś tak mi serce ciepłem wypełnia..
Trzymam za Was wszystkie bardzo mocno kciuki i czekam tez na nowy tydzien żeby usłyszeć dobre wiesci od Was.. bo każda mała fasolka, chociaż nie moja to jakoś tak mi serce ciepłem wypełnia..
Michałowa trzymam mocno kciuki:)))))))))))))
Ja ostatnio się mało odzywam bo w sumie nie ma o czym pisac ..czekam na @ powinna przyjsc jutro lub w sobotę:) No i od następnego cyklu CLO ...szczerze to wiążę z tym lekarstwem duze nadzieje:)))))))Ale jak sie nie uda do wakacji to bym w sierpniu chciała in vitro:)
slonko bądź dzielna w swoich postanowieniach, nie martw sie tym co ludzie mówia to twoje zycie!!!!!!!!!Jesteś bardzo dzielna i podziwiam ciebie za tą decyzje o adobcji, ja osobiscie bym sie nie zdecydowała ale trzymam mocno za ciebie kciuki zeby synek był szybko z wami:)))))to wam da szczęście:)))))))))))
Ja ostatnio się mało odzywam bo w sumie nie ma o czym pisac ..czekam na @ powinna przyjsc jutro lub w sobotę:) No i od następnego cyklu CLO ...szczerze to wiążę z tym lekarstwem duze nadzieje:)))))))Ale jak sie nie uda do wakacji to bym w sierpniu chciała in vitro:)
slonko bądź dzielna w swoich postanowieniach, nie martw sie tym co ludzie mówia to twoje zycie!!!!!!!!!Jesteś bardzo dzielna i podziwiam ciebie za tą decyzje o adobcji, ja osobiscie bym sie nie zdecydowała ale trzymam mocno za ciebie kciuki zeby synek był szybko z wami:)))))to wam da szczęście:)))))))))))
Dzisiaj sie wkurzylam bo uslyszalam od kogos z rodziny po obejrzeniu ubranek jakie kupilismy dla Kuby, taki tekst "A moze te ubranika beda dla waszego dziecka?" Jak odpowiedzialam, ze przeciez je dla naszego synka kupilismy, uslyszalam sprostowanie ze "Nie, ale mialam na mysli, jakby Ci sie w koncu udalo zajsc w ciaze to beda dla Waszego dziecka" ... no kurcze a Kuba to co nie bedzie naszym dzieckiem????? a pozniej jeszcze uslsyzalam, zebysmy poprobowali jezszce to moze nie bedzie trzeba adoptowac... rece mi opadly...
slonko napewno coś znajdziesz...a to czekanie jest okropne to fakt i z całego serca Ci współczuje..ale z drugiej strony pomyśl tak, że za kilka miesięcy będziesz tulić swojego synka ;))) to chyba wszystko rekompensuje ;)
co do badań to dziewczyny też mi mówiły żebym zrobiła dokładnie badanie tarczycy...:) trzeba to skonsultować z lekarzem ;)
co do badań to dziewczyny też mi mówiły żebym zrobiła dokładnie badanie tarczycy...:) trzeba to skonsultować z lekarzem ;)
Mi to juz kilku lekarzy wprost powiedzialo, ze mamy sie zzdecydowac pomiedzy in vitro a adopcja bo w cuda nie wierza zebym z wrogoscia sluzu zaszla w ciaze, a inseminacje juz wykorzysalismy i jak 3 nie przyniosly efektu to 4ta tez ma niewielka szanse... Jak ja ktoremus odpowiedzialam, ze mzoe warto wierzyc w cud, ze za jakis czas sie cos odblokuje, i ze slyszalam o terapii gumkowej (ktora tak na marginesie teraz stosujemy)to mnie juz paru skosilo, ze moge ale to nie alergia i raczej zeby sie nie nastawiac ze przejdzie... nie ma to jak walnac wprost. Nie bede Wam pisac co wtedy czulam, mozna sie domyslic. Ja jednak nauczona doswiadczeniem, ze lekarze sie potrafia mylic, wierze ze jest jakas szansa zeby kiedys ten konflikt sluzu zaniknal(chyba ze nie tylko tu lezy przyczyna naszych niepowodzen, do czego lekarze jak dotad nie doszli). No i co do wyboru jaki zaproponowal nam lekarz, wybralismy- synusia adoptusia. A kto wie, moze kiedys bedzie mial rodzenstwo. Ja akurat do tego podchodze tak, ze synka adoptowanego traktuje identycznie jak dziecko biologiczne, nie jest to dla mnie problem ze nie zajde w ciaze... czekam z niecierpliwoscia na tego maluszka, kiedy go przytule, pocaluje, nakarmie, bede widziec jak uczy sie siadac, stac co chwila robiac "bam";) itd itd a nie na pozytywny test ciazowy. Moze minus jaki widze, to to ze nie bede z ta dzidzia w okresie ciazy, nie poczuje ruchow dziecka... ale nie martwi mnie to. A co z ludzmi, ktorzy nie potrafia pokochac adoptusia, chca miec bioloogiczna corcie czy synka, a nie stac ich na in vitro, na kredyt zeby go splacac (tym bardziej jak poza tym warto by bylo mieszkanie powiekszyc a na to tez kredyt)... To juz nasz rzad nie interesuje. Stwierdzam, ze zycie jest niesprawiedliwe. Jedni maja dziecko ot tak... 1 przytulanki i hop, a inni wydaja majatek na badania, inseminacje, in vitro i to i tak nic nie daje.Albo zwyczajnie nie maja kasy zeby wydawac i sa bez dzieci...chociaz niejedna para bylaby cudownymi rodzicami. Takze zycie.
A co do mnie...to nastawienie na adopcje u mnie diametralnie zmyslilo myslenie, tak jak szybciej kazdy miesiac to byl jeden wielki stres, uda sie czy sie nie uda, co przytulanki myslenie czy wyszlo, ganianie od wizyty u lekarza do wizyty, badania, hormony, inseminacje, leki itp itd tak wystarczyl 1 dzien, decyzja o synusiu adoptusiu kiedy to wszystko sie odwrocilo, pojawil sie usmiech, szczescie i oczekiwanie. Najgorsze jest to czekanie do stycznia w bezczynnosci tak jak teraz, bo dopiero w styczniu mamy i kurs, i wizyty w domku, i psychologa i zalatwanie zasw od lekarza i kwalifikacje. Tak bym chciala zeby juz sie cos dzialo,zeby juz byl styczen :) Boje sie tylko zebysmy dostali ta kwalifikacje, zeby nic nie wymyslili co stanowiloby problem. Chociaz niby pytalam pania o mieszkanie, powiedziala ze skoro za rok, dwa planujemy przeprwadzke to zaden problem zeby niemowlak mieszkal z nami na kawalerce a i tak nim wyrosnie z lozeczka duzo czasu minie- wiec to nie problem. Maz ma zarobki wydaje mi sie dobre, tylko ja obecnie bezrobotna, ale to ma swoja zalete bo bede mogla 100% czasu poswiecac dzidzi, choc i tak mam nadzieje ze do tego zcasu popracuje troche...
A co do mnie...to nastawienie na adopcje u mnie diametralnie zmyslilo myslenie, tak jak szybciej kazdy miesiac to byl jeden wielki stres, uda sie czy sie nie uda, co przytulanki myslenie czy wyszlo, ganianie od wizyty u lekarza do wizyty, badania, hormony, inseminacje, leki itp itd tak wystarczyl 1 dzien, decyzja o synusiu adoptusiu kiedy to wszystko sie odwrocilo, pojawil sie usmiech, szczescie i oczekiwanie. Najgorsze jest to czekanie do stycznia w bezczynnosci tak jak teraz, bo dopiero w styczniu mamy i kurs, i wizyty w domku, i psychologa i zalatwanie zasw od lekarza i kwalifikacje. Tak bym chciala zeby juz sie cos dzialo,zeby juz byl styczen :) Boje sie tylko zebysmy dostali ta kwalifikacje, zeby nic nie wymyslili co stanowiloby problem. Chociaz niby pytalam pania o mieszkanie, powiedziala ze skoro za rok, dwa planujemy przeprwadzke to zaden problem zeby niemowlak mieszkal z nami na kawalerce a i tak nim wyrosnie z lozeczka duzo czasu minie- wiec to nie problem. Maz ma zarobki wydaje mi sie dobre, tylko ja obecnie bezrobotna, ale to ma swoja zalete bo bede mogla 100% czasu poswiecac dzidzi, choc i tak mam nadzieje ze do tego zcasu popracuje troche...
No niestety wszystkie badania cholernie drogie. Nasz kochany rząd uważa chyba, że posiadanie dziecka to luksus i jeśli chcesz je mieć, musisz płacić. Biedne te pary, które mają problemy z poczęciem, a nie maja kasy na te wszystkie kosztowne badania. O invitro to już nawet niewspomnę, bo to mało kogo stać. Przecież to obłęd.
9 lat temu moja siostra też musiała udać się do poradni leczenia niepłodności, ale miała to szczęście, że wtedy jeszcze była taka poradnia państwowa, normalnie przy szpitalu w Redłowie. A my za wszystko musimy płacić same. Prowadzić ciąże też lepiej prywatnie...no i po co my taką kasę ogromną płacimy co miesiąc? Dobrze, że chociaż wykorzystam szpital przy porodzie ;-)).
9 lat temu moja siostra też musiała udać się do poradni leczenia niepłodności, ale miała to szczęście, że wtedy jeszcze była taka poradnia państwowa, normalnie przy szpitalu w Redłowie. A my za wszystko musimy płacić same. Prowadzić ciąże też lepiej prywatnie...no i po co my taką kasę ogromną płacimy co miesiąc? Dobrze, że chociaż wykorzystam szpital przy porodzie ;-)).