~h69
62.87.141.*
(16 lat temu) 5 listopada 2009 o 11:27
Mam pod opieką rodzinę wielodzietną. Skromni. Religijni. Los ich prześladuje, bo i choróbsko za choróbskiem. I właśnie jedna z córek zaciążyła. Przypadek - guma pękła ponoć.
Chłopak się chciał żenić. Ale mamcia odradziła, bo łatwiej będzie wszak dostawać 300,- czy 400,- alimentów dla całej rodziny, niż dziewczynie wyjść z patologii. Zapłaci albo on albo MOPS.
Doradziłam zatem założenie sprawy już teraz, bo już teraz się alimenty należą, chociaż to "dopiero" połowa ciąży. Nie. Nie założą. Bo jeszcze by się młodzi zeszli...
Pomagałam tej rodzinie od dawna, bo wiem, jak mają ciężko, bo wiem, jak się żyje posiadając niepełnosprawne dziecko. Ba! Wiem, jak to jest tułać się po wynajmach. Ale więcej im nie pomogę. Wiesz, czemu? Bo mają postawę roszczeniową, bo chcą, żeby im *dawać* żarcie, ciuchy, a najlepiej jeszcze forsę.
Za 10 lat owa aktualna 18latka też będzie miała chmarę chorowitych dzieciaków, niewykluczone, że każde po innym ojcu. I będzie miała kupę szmalu z alimentów i świadczeń socjalnych. I nie będzie pracowała, bo jak? Za to będzie pisała na forum "przyślijcie żarcie i ciuchy, dobrzy ludzie". I będzie znajdowała frajerów. Bo będzie skromna.
Wiesz co? Jakbyś poznała mnie osobiście, tak gdzieś na mieście, to w życiu nie wpadłabyś na pomysł, ze mam niepełnosprawne dziecko i czasem brakuje mi na żarcie. .
Od dwóch lat zajmuję się pomocą. I nauczyłam się jednego - kupa ludzi jest zwyczajnie bierna. Nawet nie z chęci wyzyskiwania innych. Nie zastanawiają się nad tym. Tak jest im po prostu wygodniej, łatwiej.
Obyście się nie obudziły z ręką w nocniku. Oby się nie okazało, że mąż Małej nie zarabia tak źle na czarno, tylko po co ona ma iść i kupić ciuchy, albo kaszki, skoro dostanie od Was i z dostawą do domu. A posiadane "pieniążki" prócz opłat - dziwnie się rozchodzą, "bo wszystko takie drogie", bo "ile można jeść zupki na korpusach i makaron na 1001 sposobów?", bo "nie można sobie wszystkiego odmawiać, wiec czemu mąż po ciężkim dniu pracy ma nie walnąć browara?", bo "no w końcu muszę czasem iść do kosmetyczki" .
Oczywiście nie twierdzę, że Mała taka jest. Nie znam jej. Ale to, co czytam, nasuwa mi przed oczy obraz rodzin, którym popędziłam kota, bo prosiły o darowizny, nie o pomoc.
0
0